Mentionsy Mentionsy
Pod Zielonym Smokiem
Pod Zielonym Smokiem

Odcinek 105 – Ostatnia konfrontacja Froda

26.09.2025 ·1 godz 13 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Czas na finał drugiego sezonu. Frodo zmierzy się dzisiaj z Nazgulami przy brodzie Bruinen. Tym razem jednak pomogą mu nieco inne siły niż podczas konfrontacji pod Amon Sul. Zapraszamy na 105-ty odcinek podcastu, ostatni z czterech poświęconych rozdziałowi “Bieg do Brodu”. Wspieraj Gospodę na Patronite – https://patronite.pl/podzielonymsmokiem „Atlas Śródziemia”, Fonstad Karen W., wyd. Amber, 1997, tł. Tadeusz A. Olszański „J.R.R. Tolkien i jego światy”, Garth John, wyd. Arkady, 2022, tł. Joanna Kokot „Flora of Middle Earth”, Judd Walter S., Judd Graham A., wyd. Oxford University Press, 2017   „Klucz do Tolkiena”, Perry W. Michael, wyd. Muza Sa, 2004, tł. Ryszard Derdziński „The History of Middle Earth” tomy 6-9, Tolkien Christopher, wyd. Harper Collins Publishing, 2015 “Listy”, Tolkien J.R.R., wyd. Zysk i S-ka, 2020, tł. Agnieszka Sylwanowicz „Niedokończone opowieści Śródziemia i Numenoru”, Tolkien J.R.R., wyd. Zysk i S-ka, 2019, tł. Paulina Braiter, Agnieszka Sylwanowicz „Silmarillion”, Tolkien J.R.R., wyd. Amber, 2012, tł. Maria Skibniewska „J.R.R. Tolkien Wizjoner i Marzyciel”, Carpenter Humphrey, wyd. Alfa – Wero, 1997, tł. Agnieszka Sylwanowicz „Droga do Śródziemia”, Shippey T.A., wyd. Zysk i S-ka, 2001, tł. Joanna Kokot „Drużyna Pierścienia”, Tolkien J.R.R., wyd. Porozumienie Wydawców, 2002, tł. Maria Skibniewska „Władca Pierścieni”, Tolkien J.R.R., wyd. Zysk i S-ka, 2017, tł. Andrzej Łoziński, wyd. jednotomowe „Przewodnik Encyklopedyczny”, Tyler J.E.A., wyd. Pan Books LTD, 1992, tł. Joanna Kokot „Drużyna Pierścienia”, Tolkien J.R.R., wyd. Amber , 2010, tł. Maria i Cezary Frąc “The Lord of The Rings. A reader’s companion”, Wayne G. Hammond, Christina Scull, HarperCollins Publishers, 2014

Czas na finał drugiego sezonu. Frodo zmierzy się dzisiaj z Nazgulami przy Brodzie Brujnej. Tym razem jednak pomogą mu nieco inne siły niż podczas konfrontacji pod Amon Sul. Zapraszamy na 105. odcinek podcastu. Ostatni z czterech poświęconych rozdziałowi Bieg do Brodu. Witam, nazywam się Maciej i będę Was gościł w urocznej gospodzie pod zielonym smokiem. W naszym podcaście zajmuję się przygotowywaniem oraz opowiadaniem Wam kolejnych fragmentów tekstów profesora Tolkiena. Analizujemy je później wspólnie z moją współprowadzącą. Cześć, jestem Kasia i oprócz wspólnego omawiania kolejnych porcji książek wspieram Maćka językowo, zwłaszcza jeśli mówimy o języku angielskim. Zajmuję się też techniczną stroną obsługi naszego podcastu oraz mediów społecznościowych. Ale oczywiście nie jesteśmy w naszych działaniach sami.

Tak, a co się dzieje jakby później, to na koniec III ery najprawdopodobniej pozostał jakiś czas w Śródziemiu, poczuł odpłynął na zasłużony... Bardzo zasłużony, tak. Bardzo. Podwójnie. Pracowite życie miał. Do błogosławionego chrzestwa. Podwójne życie miał. Tak, dokładnie. można różnie interpretować, podwójne życia, ale generalnie tutaj miał dwa życia, o, to będzie lepsze słowo. Tak, dwie szanse. Tak, więc to Glorfindel. W pigułce życie Glorfindela. Tak, i tak całkiem widzicie, że mimo, że wstawka, to i tak trochę nam czasu zajęło, no bo historia Glorfindela jest bardzo ciekawa i długa, obfita w wydarzenia. Ale jeszcze zanim do fragmentu, to teraz już naprawdę króciutko o asfalocie, czyli o wierzchowcu, o koniu Glorfindela, tego, na którym jedzie nasz Frodo, na którego właśnie wsiada nasz Frodo.

Otóż po nocy z 19 na 20 października. Oczywiście nasza cała kompania wraz z Glorfindel jako przewodnikiem są w trakcie tej morderczej wycieczki krajoznawczej. I trwa wyścig do brodu, prawda? Wyścig trwa o przetrwanie Froda, ale też drugi w ukryciu, bo Frodo zwolna, ale już coraz bardziej przechodzi na stronę upiorów, prawda? Jest coraz bardziej, następuje zupiorzenie. To jest słowo, które używamy do tego, do określenia tego procesu. I słuchajcie, pierwszy fragment dzisiejszego odcinka. Hobbici nie zdążyli otrząsnąć się ze zmęczenia, gdy już musieli na zajutrz wyruszać znowu w drogę. Od brodu dzieliło ich jeszcze wiele mil, toteż parli naprzód ile sił w nogach.

Tak, tutaj Glorfindel odczuwa to. Nie mamy nic o Aragornie, ani... Dokładnie, ale pamiętajmy, że te fragmenty, w zasadzie wszystkie, domyślnie naszym narratorem, osobą, która nam opowiada te fragmenty, jest Frodo, prawda? Czyli Frodo musiał mieć porównanie chociażby swoich odczuć w stosunku do Glorfindela, który wyraźnie czuł coś szybciej. No i potem wchodzą w wąwóz, który jest mocno zarośnięty, sprawia wrażenie takiego tunelu. Ale sprawia, nie jest tunelem, prawda? Tak, bo to jest tylko metafora, bo tam właśnie nie było tego tunelu. W oryginale też to takie przepuszczenie jest obecne, posłuchajcie. All at once, as if through a gate of light, the road ran out again from the end of the tunnel into the open.

I słuchajcie, jest tutaj w tym nieczytanym fragmencie genialnie opisana scena, moim zdaniem piękna scena, piękna to może złe słowo, ale pięknie opisana, jak najpierw z tego wlotu tunelu, tak, tunelu w cudzysłowie. Wyłania się pierwszy jeździec, potem drugi, stają, potem trzeci i potem jeszcze kolejnych dwóch, prawda? Ten moment taki... Tak narasta. Narasta to napięcie i ta groza, prawda? Bo jeden, a potem dochodzi do pięciu, prawda? I stają, patrzą, co się dzieje i w tym momencie posłuchajcie, co się wydarzy dalej. Drugi fragment dzisiejszego odcinka. Frodo nie od razu usłuchał, bo zbudził się w nim jakiś niepojęty sprzeciw. Od razu tylko dodam, że nie usłuchał tego wyzwania do ucieczki, prawda? To do tego jest nawiązanie.

Zmuszając wierzchowca do stępa, odwrócił się i obejrzał. Jeźdźcy tkwili nieruchomo w siodłach, na grzbietach olbrzymich rumaków, niby złowrogie posągi na cokołach, czarni i masywni, podczas gdy cały las i cały krajobraz dookoła cofnął się i przesłonił mgłą. Nagle Frodo zrozumiał, że tamci milcząco rozkazują mu czekać. W okamgnieniu strach i nienawiść ocknęły się w jego sercu. Puścił cuglę, chwycił za rękojeść miecza i dobił go, aż czerwone skry poszły z ostrza. – Naprzód, naprzód! – wołał Gorfindel, a potem donośnie i wyraźnie rozkazał wierzchowcowi językiem elfów. – Norolim, Norolim Asfalod! Biały koń podewał się natychmiast i jak wiatr pomógł mu przez ostatni odcinek drogi.

W tym samym czasie. a z piersi jeźdźców wydał się strasznie wykrzyk. Frodo słyszał go już kiedyś, daleko stąd, we wschodniej ćwiartce, gdy ten sam głos napełniał grozą lasy. Odpowiedział mu drugi krzyk. I krótkoczy Frodo oraz jego towarzyszy spośród drzew i skał po lewej stronie gościńca wynurzyli się w pędzie czterej nowi jeźdźcy. Dwaj galopem mgnęli na spotkanie Froda, dwaj pozostali w zawrotnym pędzie mgnęli ku Brodowi, żeby odciąć Hobbitowi drogę ratunku. Frodo miał wrażenie, że lecą z wichrem, że sylwetki ich rosną i ciemnieją, z każdą sekundą zbliżając się do niego.

Tak. I słuchajcie, to jest jeszcze moment, bo zaraz się to zmieni. To jest jeszcze moment, kiedy Frodo miał kontrolę nad Asfalotem, prawda? Bo biegli wspólnie i potrafił go zatrzymać, tak? Zmusił go do zatrzymania. Oczywiście, jak się za chwilę dowiemy, nie do końca według własnej woli się zatrzymał, prawda? Bo został tutaj wezwany do zatrzymania przez czarnych jeźdźców. Natomiast mamy tutaj ewidentnie znowu podobną sytuację jak starcie pod Amon Sul, kiedy gdzieś tam te siły w psychice Froda się przepychają nawzajem, prawda? Siły dobra i siły zła, siły mówiące, żeby się poddać rozpaczy i desperacji, strachowi, a z drugiej strony nadzieja, właśnie walka i te dobre, pozytywne emocje, które odpierają te złe oczywiście, prawda?

Tak. I tutaj nie podejmowaliśmy tego tematu zbyt mocno, ale Frodo już, no trzeba jakby przyznać, że Frodo był na skraju przejścia nastroju opiorów i tutaj tym bardziej należy docenić opór, jaki właśnie stawiał mimo tego bycia na krawędzi dwóch światów, bo Frodo pojął, że stoi na polecenie czarnych jeźdźców. Dokładnie. Wiedział, że to nie jest jego własna wola. Tak jest. No i wyjął mieczyk, prawda? Raz już to zadziałało, podczas właśnie konfrontacji pod wichrowym czubem i znowu w jego oczach, bo pamiętajmy, że obserwujemy całą sytuację oczami Froda, ten mieczyk zajarzył się czerwienią, prawda? Czyli ciekawe, czy to jednak nie był faktyczny efekt tego mieczyka. Można przypuszczać, że to było wrażenie Froda, albo miał takie odczucia, prawda?

Tak jest. Niemniej, słuchajcie, słowa, których użył Glorfindel w języku elfów, aktywowały autopilota u Asfalota, prawda? Mówiliśmy o tym w poprzednim odcinku, że właśnie ten moment, kiedy Frodo dosiadł Asfalota i Glorfindel tłumaczył mu zasady, I właśnie wtedy mówiliśmy też o tym, że Asphalt go poniesie, czyli tak jakby niezależnie od woli Froda wykona polecenie Glorfindela oczywiście, tak? No i od tego momentu Frodo już nie mógł zatrzymać konia. Koń robił swoje. Działał zgodnie z zaprogramowanym poleceniem swojego właściciela, prawda? No i Frodo usłyszał już, idąc dalej, usłyszał ten sam krzyk, który znał już wcześniej z wschodniej ćwiartki, prawda? W czwartym rozdziale, skrótem na pieczarki. Pamiętacie, tam był ten moment, kiedy właśnie po jednym z posiłków hobbici, kiedy już odzyskali dobry humor, znowu pojawił się ten przerażający krzyk, na który odpowiedział drugi.

I wtedy wiadomo, że nie było tam wodzy na zgól i był tam kamul w tym rejonie w pogoni za poszukiwaniem w ogóle wtedy powiernika pierścienia i hobbitów. Tak, no i pytanie, czy właśnie teraz znowu to był Kamul, który wydał ten okrzyk? Wydaje mi się, że powinien wydawać okrzyki jakiekolwiek jako polecenia, można się domyślać, w ust na zguli, prawda? Więc skoro Frodo słyszał dokładnie to samo... to chyba bardziej można iść w stronę interpretowania tego jako, że mają dokładnie taki sam sygnał, prawda? Ten sam dźwięk oznacza taki sam... Tak, ten sam dźwięk właśnie. Niezależnie z czy ich ust pada, prawda? Czy tam ust może to nie jest dobre słowo, ale czy jakiś tam narządów wydających dźwięki u tych właśnie upiorów. No i co się wydarzyło?

Wydarzyło się rzecz najgorsza z możliwych, prawda? Ponieważ odpowiedź padła z kierunku, w którym biegł Frodo. Może nie do końca, bo trochę bardziej właśnie z lewej strony. Domyślnie to jest północ, bo tu musimy sobie tą całą sytuację wyobrazić i zaraz do tego wrócimy, żeby uzmysłowić sobie, jak ta scena wyglądała, ale poznajmy ją do końca. Natomiast kluczowe jest, żebyśmy tutaj zrozumieli, że ta lewa strona to jest północ, czyli na północ od Gościńca pojawili się ci cztery nowi czarni jeźdźcy. No i przeanalizujmy to sobie na spokojnie. Mamy Froda, który na asfalocie biegnie w stronę Brodu, tak? W stronę Brodu, czyli na wschód. I tutaj jeszcze kolejna. Frodo jedzie, asfalot biegnie. Frodo jedzie, Asfa odbiegnie. Właśnie to jest nomenklatura gdzieś tam z jazdy konnej, do której nie jestem przywyczajony.

No i z tych czterech właśnie, którzy się pojawili teraz, no, jako nowi gracze na planszy, że tak powiem, dwóch z nich ruszyło w stronę Brodu, żeby odciąć Frodovi drogę, co jest dla mnie bardzo sensowne, natomiast dwóch kolejnych ruszyło w stronę Froda. jaki to ma sens. Tak, no jest to... Skoro z tyłu biegną tamci, gonią go, prawda, są niedaleko, po co biec naprzeciwko, czy nie lepiej właśnie większą siłą biec w stronę brodu i odciąć drogę? No, nie wiem. Ciekawe. Nie wiem, czy jak bardzo nas w ogóle też się orientowały w przestrzeni, bo mówiliśmy o tym, że poruszali się używając węchu w większości i nie wiem, jak bardzo byli w stanie tak planować. Ale można domyślać, że dużo tutaj mieli informacji bodźców, że tak powiem, przekazywanych od koni, co wcześniej udowodnili gdzieś tam w niektórych scenach i tutaj myślę, że no...

Ciekawa decyzja, ciekawe, czy być może macie jakąś sugestię, dlaczego taką taktykę zastosowali jeźdźcy, bo to nie jest przypadek, prawda? To jest podjęta świadomie decyzja przez nich, że dwóch rusza jakby naprzeciwko Frodo'owi, a są po skosie w stosunku do całej scenerii, prawda? Do gościńca, nie? Dobra, przechodzimy do kolejnego fragmentu. Posłuchajcie, co się wydarzyło dalej. Przez ramię rzucił okiem wstecz. Nie dostrzegł już przyjaciół. Odległość między nim a ścigającymi go jeźdźcami rosła. Ich olbrzymie rumaki nie mogły się równać z lotnym białym wierzchowcem elfa. Frodo spojrzał znów przed siebie i nadzieja zgasła w jego sercu. Wydało mu się niemożliwe, by osiągnął brud, nim dwaj przesiadowcy, którzy wypadli ze sacki, odetną mu drogę.

Widział ich teraz wyraźnie. Zrzucili chyba kaptury i czarne płaszcze, bo mieli na sobie biało-szare szaty. W silnych rękach ściskali obnażone miecze, a na głowach leśniły hełmy. Oczy jarzyły im się zimnym płomieniem i wołali coś do Froda dzikimi głosami. Strach poraził hobbita. Teraz już nie sięgał do miecza. Nie zdobył się nawet na krzyk. Zamknął oczy i przywarł do grzywy wierzchowca. Wiatr gwizdał mu w uszach. Dwoneczki przy uprzęży dźwięczały przenikliwie i zawrotnie. Okropny, lodowaty oddech przeszło go jak włócznia, kiedy w ostatnim zrywie czarodziejski koń, niby biały płomień, wionął jak na skrzydłach, tuż przed twarzą najdalej wysuniętego czarnego jeźdźca. Tak, no i słuchajcie, stracił z oczu przyjaciół, został sam w tej pogoni, czy ucieczce już bardziej.

A jednocześnie wrażenie sprawiały konie i jeźdźcy, że urosły ich sylwetki, że w tym momencie można zinterpretować to w ten sposób, że te złe siły, które się przepychały w jego umyśle miały przewagę, że właśnie te złe obrazy były mu podpowiadane jako bardziej intensywne. No ale jako kontra do tego był Asphalt i jego moc, prawda? Biały koń, który właśnie szarpał się i walczył o to, żeby zdążyć. I w zasadzie też czarniejscy pojawili się tutaj bardzo wyraźnie przed oczami Froda. Frodo miał wrażenie, że zrzucili czarne płaszcze, prawda? Kaptury i czarne płaszcze. Nie do końca tak było. Oni dalej byli w czarnych płaszczach, natomiast Frodo ich już nie widział.

tych płaszczyn i widział tego, co jest już, co jest po tej żywej stronie, że tak powiem, po naturalnej stronie, takiej jak widzimy my. Wszyscy ludzie i tak jak widzieli pozostali, czyli Aragorn i reszta Hobbitów, teraz już widział po tej, to co widzą upiory, tak? Świat z punktu widzenia upiorów. Czyli był już bardzo blisko przejścia na tą złą stronę, na stronę, był bardzo bliski z upiorzenia. A dokładnie jak bliski był podpowiedzą nam dwa fragmenty z następnego rozdziału, ale drugiej księgi oczywiście, rozdziału spotkania, pod tytułem spotkania też w tłumaczeniu Marii Skimiewskiej. Posłuchajcie, to są słowa Gandalfa, które wypowiedział w stosunku do Froda właśnie w rozmowie między Frodem a Gandalfem. Byłeś wszakże ledwie o włos od klęski, jeśli można się tak wyrazić.

Najgorsze niebezpieczeństwo groziło ci, kiedy miałeś piercień na palcach, bo wtedy przebywałeś już na pół świeci opiorów i tamci mogli cię porwać. Widziałeś ich, oni zaś widzieli ciebie. I drugi fragment. Nie potrzebowali wtedy zdawać się na wzrok swoich koni. Stałeś się dla nich widzialny, bo znalazłeś się na progu ich świata. Poza tym piercień ich przyciągnął. Tak, więc tu Gandalf wyjaśnił wyraźnie, prawda, że Frodo był już na krawędzi, praktycznie przechodził już na stronę upiorów. Ciekawe jest ten płomień w oczach, prawda, że widział płomień w oczach. Tak, to jest w ogóle takie... Mocne takie... Ale takie też nietypowe dla Tolkiena i w ogóle dla... Nie mamy płomieni w oczach i jakichś tam, nie wiem, piorunów z oczu. Tak, tak, oczywiście.

Myślę, że to jest takie... To, co powiedział Frodo jest tym... co chcieli jeźdźcy, żeby on widział. Tak, tak. To miało wywołać efekt przerażenia. Spotęgowane przez to przechodzenie też na stronę upiorów, ale wszystko robi też wrzeżenie. Tak jest. No i słuchajcie, Frodo już w zasadzie nic nie mógł więcej zrobić, tylko się przywarł do grzywy konia, prawda, zamknął oczy i jakby zdał się na Asfalota. I był ten moment na samym końcu wyczytanego fragmentu, kiedy poczuł ten lodowaty oddech, czyli ten moment, kiedy przebiegł tuż przed jakby czarnym miejscem, jednym z tych dwóch, którzy próbowali odciąć mu drogę, tak? Czyli z tej scenerii całej, którą mamy właśnie Frodo uciekł piątce, uciekł też tym dwóm, którzy ruszyli mu naprzeciw, ale zostało ostatnich dwóch, którzy właśnie próbowali odciąć mu drogę i to z nimi właśnie teraz się spotkał, jednym z nich, prawda?

44:19 · Patronite 6

Także dziękujemy Wam bardzo i zapraszamy do kontaktu. Tak, po przerwie zaczniemy od króciutkiego, króciutkiego fragmentu, którego nie będziemy czytali. W nim w zasadzie Frodo przedostał się na drugą stronę. Najpierw poczuł, jak koń wjeżdża w wodę, prawda? Później zaczął wyłaniać się po drugiej stronie, wychodzić z rzeki po drugiej stronie, a po drugiej stronie była oczywiście skarpa, więc musiał się na nią lekko wspiąć, ale był już po drugiej stronie rzeki. I słuchajcie, do końca zostały nam dwa fragmenty, które już będziemy czytali w pełni, bez żadnego pomijania. Pierwszy z nich, posłuchajcie. Ale prześladowcy następowali z bliska. Na szczycie nasypu koń zatrzymał się, obejrzał, zarżał dziko. W dole, na drugim brzegu, Frodo zobaczył dziewięciu jeźdźców i serce w nim zamarło na widok groźnych, wzniesionych ku niemu twarzy.

Nie wyobrażał sobie, by coś mogło przeszkodzić im w przeprawie, która jemu udała się tak łatwo. Pomyślał, że jeśli dostaną się na ten brzeg, daremnie próbowałby ucieczki po długiej, niepewnej ścieżce od Brodu do granicy Rivendellu. A w każdym razie czuł, że potężna wola nakazuje mu stać w miejscu. Nienawiść znów drgnęła w jego sercu, ale nie miał już siły, żeby się dłużej opierać. Nagle pierwszy jeździec ubudł swego wierzchowca ostrogą i ruszył naprzód. Rumak wzdrygnął się przed wodą i przysiadł na zadzie. Frodo z największym wysiłkiem wyprostował się w strzemionach i podniósł miecz. – Precz! – krzyknął. – Precz do Mortoru! Przestańcie mnie ścigać!

Własny głos zabrzmiał mu w uszach wątło i piskliwie. Jeźdźcy zatrzymali się, ale Frodo nie miał władzy Bombadilla. Wrogowie odpowiedzieli mu chrapliwym, mrożącym krew w żyłach śmiechem. Zawracaj! Zawracaj! wołali. Do Mordoru powiedziemy cię z sobą! Precz! szepnął Frodo. — Pierścień! Pierścień! — wrzesnęli tamci mordercim głosem i w tym samym momencie ich przywódca pchnął swego rumaka w wodę, a dwaj podwładni ruszyli w ślad za nim. — Klunę się na Elbret, na lutnię najpiękniejszą — rzekł Frodo ostatkim sił, dźwigając miecz w górę.

— Że nigdy nie dostaniecie ani pierścienia, ani mnie. końcówka tego rozdziału jest fantastyczna, prawda? Tak. Te sceny, te dialogi i ta walka. Mega. Ale po kolei, no tak jak mówiliśmy, drugi brzeg był na wzniesieniu, więc Frodo patrzył z góry na tą scenę, prawda? Widział to wszystko z góry. Tak, no i kolejny raz jakby scena, którą widzi, przekłada się na jego myśli, prawda? Że straci nadzieję, bo... jak mógł dalej uciekać, skoro jego koń tak łatwo przedostał się na drugi brzeg, to dlaczego te konie czarne, konie nie miałyby zrobić tego samego i dogonić go chwilę później, prawda, na tych ścieżkach, na których już asfalt nie miał przewagi, prawda, bo nie mógłby być tak szybko. Myślę, że tam Frodo rozumiał, że nie miałby szans dalej.

Tak. I znowu w jego myślach pojawił się taki brak nadziei przez to. No i ten nakaz, żeby zatrzymać się, tak? Tak. O którym mówił, prawda? Tak, i tutaj widzimy, że te siły, które na walkę z tą złą wolą go opuszczają, bo ma coraz mniej siły, ale jednak dał się radę odezwać, czyli walczył. Walczył dalej. Ale to ciekawe, że jakby emocje, emocja jedna, bo tutaj pojawia się często, jest, która towarzyszy Frodo w momencie, kiedy podejmuje walkę, to nienawiść. Prawda? Bo mówił właśnie o tym, że w momencie, kiedy... W poprzedniej scenie też tak było. Wtedy, kiedy jeszcze tylko pięciu jeźdźców było na scenie po wyjechaniu z wąwozu. Była mowa o tym właśnie, że Frodo poczuł nienawiść.

Jak zrozumiał, że stoi, ponieważ jest to rozkaz czarnych jeźdźców. Poczuł nienawiść. Nienawiść do... Ale właśnie ciekawe, że to nie pozytywne emocje w tym momencie się rodzą w głowie Froda, tylko taka negatywna. Nienawiść jest taka nieprzyjemną emocją, prawda? No, powiedziałabym, że bardzo intensywnie nieprzyjemną. Bardzo intensywnie. Ale tak, no może po prostu autentyczność też tej emocji jakby wywołuje tutaj tą... Z jednej strony fajnie, że Frodo nienawidzi tych wrogów właśnie, tak, ale właśnie mam takie właśnie wrażenie, że to, że pojawia się nienawiść jest częścią przegrywania Froda.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.