Mentionsy Mentionsy
Pastolektor Reupload
Pastolektor Reupload

4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc

03.10.2024 ·9 godz 2 min

Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno

Daleko mi do introwertyka, jednak ten pomysł jakoś do mnie nie przemawiał i szczerze, gdyby to ode mnie zależało, spędziłbym swoje urodziny pod kocem, oglądając dobry film i zagryzając pizzą. Ale bracia byli nieugięci, więc obrażony zrzuciłem na nich obowiązek rozpisania listy gości i poszedłem do swojego pokoju niczym prawdziwy edgy nastolatek. Oczywiście to był błąd. Dobra, tak szczerze to zrzuciłem na ich głowy wszystko związane z tą imprezą, nie tylko opracowanie tej głupiej listy. Jednak cała trójka nie była z tego powodu jakoś specjalnie zmartwiona i trochę głupio było mi oglądać jak męczą się przy wieżaniu girland i serpentyn na suficie, podczas gdy ja leżałem do góry dupą i strzelałem ze swojego rewolweru do puszek po piwie ustawionych na oparciu kanapy. Po południu polazłem do łazienki, ogoliłem jajka, bo Anusz jakaś ślepa loszka się trafi, uczesałem brodę, żeby nie wyglądać tak bardzo na bezdomnego i nałożyłem delikatny podkład na górną połowę twarzy.

— Ej, chłopaki! Patrzcie, co znalazłem pod blokiem! — powiedział radośnie w progu. Zaciekawieni podeszliśmy do drzwi i prawie zesraliśmy się w gacie na widok gigantycznego wilczura, którego Wojna trzymał na kawałku sznurka do wieszania prania. — Co to kurwa jest?! — spytał Adolf, który z wrażenia opuścił kubek z parującym kakao. — Puszek! — odparł Wojna. — Puszek — powtórzył Michał, zmywając plamę z podłogi. — Puszek — potwierdził nasz upośledzony brat. — To bydle ma kurwa ze dwa metry — stwierdził Śmierć, podchodząc nieśmiało bliżej. — To jakiś pierdolony mutant. — Nie jest zupełnie groźny. Zaczął się do mnie łasić, jak wracałem od Agaty. Jest piękny, prawda?

— Nie — wrzosnęliśmy zgodnie. Oj, zamknijcie mordy. To będzie świetny prezent na urodzinki głodu. Pomyślcie, ile razy nam powtarzał, że chciałby mieć zwierzątko. No to damy mu puszka. Wojna. Nie możesz nazywać tego pierdolonego Clifforda Puszek. Właśnie, że mogę! Oburzył się. A przypadkiem nie powinien go nazwać jego właściciel? Wtrącił się Hitler. Nie. Ja go znalazłem i dam go głodowi w pakiecie z imieniem. Mam tylko nadzieję, że nikt go nie szuka. Spojrzałem na tego włochatego giganta, który obojętnie rozglądał się po pomieszczeniu. Gudłaty łeb sięgał niemalże sufitu.

Jednak zarówno moi bracia, jak i Hermes wraz z Michałem i Jezusem mieli się najwyraźniej całkiem dobrze, bo żartowali o czymś z ciszonym tonem. Co się stało? Wyjąkałem, obmacując sobie czaszkę. Puszek nas wykopał! Uśmiechnął się radośnie Wojna, wskazując na Wilczura, który stał obok, cały w ziemi i pyle. Był z siebie wyraźnie zadowolony. Kurwa mać. Jęknąłem, próbując stanąć na nogach. Czemu nasza każda impreza musi się tak kończyć? — Oj, czas się dopiero zaczęła — powiedział Gutz, zapalając papierosa. — Chodź, Puszek, idziemy. — Nie jestem Puszek.

Cisza, która nastąpiła chwilę potem, trwała dobre pół minuty. — Który z was to powiedział? — spytał Hermes niepewnie, otrzepując się z kurzu. — Ja. Rozjrzeliśmy się wokół. To przestawało być śmieszne. — Gdzie jesteś, śmieszku? Pokaż się! — warknął Wojna, pomagając stać śmierci. Puszek wysunął przed nią łapę do przodu. — Tu jestem, debile! — powiedział wyraźnie poirytowany. — Czekajcie, czy to na pewno była wóda? — spytał Michał, mrugając oczami. — Mam wrażenie, że Puszek się właśnie odezwał. — Nie jestem Puszek — powiedział Puszek. — Jesteś! — zapewnił go Wojna. — A teraz do nogi!

Wracamy do domu! — Spierdalaj! Puszek jest przecież mój! — oburzył się głód. — Nie słuchaj go, piesku. Chodź do swojego prawdziwego pana. — Nie je! — zaczął Puszek, ale po chwili wahania zrezygnował i posłusznie ruszył się z nami do domu. Zabawa rozkręciła się do tego stopnia, że szybko zapomnieliśmy o Atenie i Adolfie, których brakowało w naszych szeregach. Jednak koło północy do naszej drzwi zapukało dwóch innych, nadprogramowych gości. – Przepraszam, szukamy z kolegą naszego pieska w abysie Fenrir – powiedział Menel z dziwaczną opaską na oczach i dwoma krukami na ramieniu. – Może go państwo widzieli? Wojna odwrócił się i przyleciał wzrokiem po mieszkaniu. Jagłód, Michał, śmierć, Hermes, Puszek, Jezus…

Wszystkie były nieudane. Strącił się głód. Morda! Chodzi mi o to, że niemożliwym jest, że wszyscy nagle zapomnieliśmy, co się stało z naszym mieszkaniem i z nami. Spojrzałem na swoje ręce, które wyglądały jakby w ostatnim czasie przez przypadek znalazły się pomiędzy nożem a deską do krojenia. Gdzie jest kurwa Jezus albo Hermes, Atena, Adolf, Michał? Zaczął wymieniać śmierć. I puszek! Wtrącił się wojna. Jesteśmy w dupie, panowie, stwierdził głód. Gdybyśmy tylko znaleźli źródło i nóż, moglibyśmy sprowadzić tu Jezusa i sprawdzić, czy może on coś pamięta. Rozjażałem się wokół i pokręciłem głową. Chyba mam lepszy pomysł. Co się z nami działo wczorajszego wieczoru? Gadaj!

A nieumarła armia w parę sekund stała się tak umarłą armią z zmiażdżoną pod walającym się stropem. Hades w ostatniej chwili rzucił się w stronę Persefony, która najwyraźniej miała zupełnie wyjebane na to co się dzieje i oboje odsunęli się na bezpieczną odległość. Kiedy deszcz kamieni wreszcie ustał, a pył już trochę opadł przez powstałą dziulę zeskoczył kolejny uczestnik naszych pertraktacji. Co to jest? wydarł się Władca Gredkich Zaświatów. Wyciągnąłem z kieszeni rewolwer i wycarowałem w jego kierunku. Hadesie, poznaj Puszka. Puszek, poznaj Hadesa. Nasz kochany zwierzak ryknął radośnie i zaczął powoli człapać przez gruzy w stronę przerażonych małżonków. Był najwyraźniej przeszczęśliwy, że wreszcie zabraliśmy go na wycieczkę.

— Okej, okej, może się jakoś dogadamy — wydługał Hades, odpychając Persefonę w stronę najbliższych drzwi. — Powiem wam wszystko, co wiem. — Zamieniamy się w słuch — powiedział śmierć, strzeząc zęby i bawiąc się swoją głosą. — Gdzie do kurwy nędzy jest Lucyfer? — ryknąłem, mając dość tej całej farsy. Nie miałem czasu ani cierpliwości na spokojniutkie rozmóweczki przy herbatce. — Nie ma go tu. Rozpłakała się ta blada kreatura. — Nigdy go tu nie było! Puszek tymczasem znalazł jakiegoś ocalałego nieumarlaka i z radością odgryzł mu głowę, rozchlapując wokół zieloną maś. — Zaraza, on może mówić prawdę — odezwał się nagle śmierć.

A pośrodku tego całego burdelu stała nasza poranna gwiazda. Wiecie co? Chyba jednak z wami pójdę, stwierdził uśmiechnięty Lucyfer, poprawiając garnitur i odrzucając na bok strzelbę. Piekło może jeszcze trochę poczekać. Gdy byliśmy już w wysadzonym przeze mnie tunelu, za naszymi plecami niosło się jeszcze echo szaleńczych krzyków największego choleryka wśród znanych kucharzy. Puszek na szczęście nie odszedł zbyt daleko i już wkrótce cała nasza czwórka ruszyła przez ten jebany labirynt identycznie wyglądających korytarzy z naiwną nadzieją na rychłe znalezienie wyjścia. Cóż, zeszło nam troszkę dłużej niż byśmy chcieli. Jakiś tydzień dłużej. Czy was do reszty popierdoliło? Wydarł się wojna jak tylko zobaczył nas na progu mieszkania.

Zabiłem Hadesa. Kiedy po dłuższej chwili nie doczekałem się żadnej reakcji, wkurwiony brakiem atencji zająłem się przeglądaniem Facebooka. Lucyfer niepewnie wszedł do środka. Bardzo to uroczo, ale skoro i tak wróciłem na ziemię, to sprawdziłbym najpierw, co tam z moim klubem. Nie chcę robić żadnych kłopotów, spojrzał na wkurwionego wojnę, który wciąż stał w drzwiach i z uśmiechem dodał. Już nie, ale wiecie, jakbyście mieli tam jednak miejsce na piątego jeźdźca, to wiecie gdzie... Au, au, au, dobra, już wychodzę, chryste. Zapadła cisza, którą przerwał dopiero dźwięk otwieranej puszki piwa. To kiedy jest ten ślub? spytał śmierć. Jutro.

Nienawidziłem się spóźniać, jednak chwilę przed ślubem zadzwonił do mnie Lucyfer, informując, że namierzył już Harona i prawdopodobnie za parę godzin będzie go w stanie odstawić z powrotem do Hadesu. Byłem naprawdę nieźle zdziwiony tą nagłą zmianą w jego nastawieniu. Obawiałem się trochę, że nie pomaga nam ani ze względu na swojego syna siedzącego w moim ciele, ani z czystej chęci niesienia pomocy. Jakby nie patrzeć, pomagał tym samym swojemu znienawidzonemu ojcu. A może wiedział to co ja? Usiadłem obok Agaty, która z podnieceniem przyglądała się pozostałym gościom. Byli wśród nich oczywiście Wojna i Śmierć, którzy siedzieli tuż obok nas. Był Hermes, Athena, a nawet Chronos. Puszek leżał sobie grzecznie w kącie, zajmując miejsce dla co najmniej ośmiu osób. Zaraz przed nim w pierwszym rzędzie siedzieli Święty Jan i Jezus, którzy wystrolili się w śnieżno-białe garniturki i oczojebne czerwone muchy.

To nie my sprawiliśmy, że ta dwójka się w sobie zakochała, pajacu. Był to ich własny wybór, w którym nasze zdanie nie miało żadnego znaczenia. Sami wybrali tę ścieżkę i chuj ci do tego, jeśli mam być szczery. Stwórca nie był na to przygotowany. Z oczami płoniącymi od gniewu przeniósł swoją uwagę na Hitlera i Anioła, którzy wciąż stali obok niego sparaliżowani ze strachu. Dopiero wtedy zauważyłem, że Święty Jan oraz nasi greccy przyjaciele zniknęli, podobnie jak Puszek, co niezwykle mnie ucieszyło. Chociaż im się upiecze. — A więc miłość, tak? Bardzo ciekawe — mruknął i pochylił się nad Michałem. — Zobaczymy, jak to teraz nas wiecie. To mówiąc, uniósł głowę Archanioła delikatnie do góry i spojrzał mu prosto w oczy.

Charon dochodził już powoli do siebie na kanapie. Na klatce są krokodyle. Jak z dziesięć. Jasne, potwierdził Wojna. O, oczywiście, potknął śmierć. Aż żeby inaczej, zgodził się Głód. Chwyciłem szlankę z moim ukochanym whisky w dłoń i oparłem się o parapet. Wciąż czekałem na telefon od świeżego Janusza, który podobnie jak nasi greccy przyjaciele nie dawał znaku życia. Tak samo jak Puszek. Dobrze pamiętałem, jak skończyło się ich zniknięcie kilka tygodni temu i miałem szczerą nadzieję, że historia się nie powtórzy. W końcu Thor i Odym wciąż byli na wolności. — Zaraza, a ty co myślisz? — spytał mnie Lucifer. — O czym? — odparłem niechętnie.

— W co teraz wierzysz? Po tym wszystkim. Zastanowiłem się. Stwierdziłem, że przyłączę się do ich głupiej zabawy w cytowanie klasyków i błyskawicznie odszukałem w głowie idealny fragment społu. Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie. Jacy przyjaciele? Spierdalaj. Zapaliłem papierosa i kontynuowałem. Tęsknię za puszkiem. W bezinteresownej miłości zwierzęcia, w jego nieszczędzącym własnego życia poświęceniu tkwi coś, co bezpośrednio porusza serce ludzi, którzy częstokroć mieli sposobność stwierdzenia wątłej przyjaźni i słomianej wierności człowieka w oryginale. A co z Michałem i Adolfem?

Zabezpieczeń przed czym? Spytałem i rozejrzałem się dookoła. Pod ścianami stali nieumarli kusznicy i celowali do nas z tych guwien. Cokolwiek się tam odpierdalało, nie było to nic dobrego, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Zanim ktokolwiek zdążył nam udzielić jakichkolwiek odpowiedzi, stało się kilka rzeczy na raz i każda z nich była bardziej pojebana od poprzedniej. Po pierwsze, obok nas zmaterializował się Puszek, miażdżąc swoim cielskiem przypadkowego nieumarłego żołnierza. Jeden z kuszników posłał jego z kierunku Bełt, ale Chronos nie był zupełnie pozbawiony swoich mocy. Zanim pocisk wbił się w cielsko Fenrira, Bóg Czasu uniósł do góry rękę i cofnął go w czasie do momentu, w którym znalazł się w jego zasięgu. Następnie obrócił bełt w stronę Hadesa i pozwolił czasowi biec dalej normalnie.

Król Zaświatów oberwał prosto w serce. O chuj, ale to było dobre, stwierdził Charon, który właśnie wszedł do sali. A potem wszystko potoczyło się jeszcze szybciej. Wzniosłem się do góry i w ostatniej chwili uniosłem ze sobą Atenę i Chronosa. Miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu Stali nagle zasypał Grat Bełtów. Puszek skoczył do góry i zaczął czystkę tych nieumarłych chujów. Kurwa, a co teraz? spytała Athena desperacko próbując nie oberwać. Nie ukrywam, że lot z tak olbrzymim obciążeniem nie należał do najłatwiejszych, zwłaszcza w takiej sytuacji jak ta. Nie mam pojęcia. Mam za to nieodparte uczucie, że powinniśmy spierdalać. Odparłem i zanurkowałem w kierunku drzwi. Charon tymczasem przyłączył się do naszej inby i zaczął napierdalać wszystko wokół swoimi łańcuchami.

Przejebane jak twój mąż umiera średnio dwa razy w tygodniu. Coś jednak czułem, że tym razem Charon nie przewiezie go znowu przez Styx. A propos Charona, to właśnie do nas dołączył, cały ociekający krwią. — Gdzie idziemy? — Do Jeźdźców — odpowiedzieliśmy zgodnie i ruszyliśmy w stronę czegoś, co wyglądało jak wyjście. Stwierdziliśmy, że Puszek trafi sam, jak już skończy rozszarpywać nieumarłe zastępy. Dochodzę do wniosku, że znajomość z jeźdźcami była jedną z gorszych rzeczy, które mnie kiedykolwiek spotkały. Gdy tylko wydostaliśmy się z Hadesu, okazało się, że nie ma z nami Charona. Nie mam kurwa pojęcia, jakim cudem go zgubiliśmy, ale ruszył już za mnami pościg, więc nie mieliśmy czasu go szukać. Stwierdziliśmy, że podobnie jak Puszek dołączy do nas u jeźdźców. O ile jeszcze żyli, w co nie ukrywam, szczerze wątpiłem.

Nie byłem do końca pewien, czy przypadkiem nie przyszedłem najebany na przedpremierowy pokaz jakiejś slapstickowej komedii. Coś pierdolnęło w drugie okno. Jak się okazało, był to Hermes, który najwyraźniej był mocno zaniepokojony całym zajściem. Jeszcze zanim Matka wyrzuciła nas wszystkich przez rozbitą szybę, zobaczyłem w oczach greckiego Boga coś niepokojącego. Radość. Nie rozumiałem, o co mu chodzi, dopóki mięciutkie futro nie zamortyzowało naszego upadku. – Puszek! – wrzosnęliśmy z radości, a potem przerażeni spojrzeliśmy w górę. Z okna patrzyła na nas uśmiechnięta twarz Maryi. Ale macie przejebane. Stwierdziła i przeładowała wyciągniętego z tylnej kieszeni Glocka.

Znając życie wciąż tam siedzieli, Agata heroicznie zdecydowała się podjąć próbę posprzątania całego burdelu jaki panował w jej mieszkaniu. Jedynie Puszek został z nami i teraz cierpliwie czekał pod wejściem do kawiarni, wzbudzając sensację wśród wszystkich klientów i przypadkowych przechodniów. Naprawdę nie wiem, jakim cudem nas stąd jeszcze nie wyrzucili. Wszyscy wyglądaliśmy, jakbyśmy 5 minut temu przekroczyli granicę Syrii. Wszyscy brudnicały we krwi, a nasze ubrania przypominały pocięte przez niszczarkę paski kolorowego papieru. Tylko matka wyglądała względnie normalnie, jej wojskowy mundur był tylko delikatnie zachlapany krwią, ale poza tym można było uznać, że prezentuje się całkiem nieźle. Zwłaszcza w porównaniu do nas. Zajebaliście mi męża, stwierdziła bezceremonialnie Maryja.

To było całkiem dobre pytanie. Nazwę ją po prostu Szpropka, stwierdziłem po chwili wahania. I tak nie nauczę jej aportować, więc imię jest tylko formalnością. Cóż za kreatywność, zaśmiał się Wojna, który najwyraźniej zapomniał, że nazwał jebanego wilczura imieniem Puszek. Wyruszyliśmy następnego dnia z samego rana. Garaż po wyprowadzce koni stał się osobistą budą dla Puszka, którego niestety nie mogliśmy zabrać ze sobą. Pożegnanie Agaty i Wojny trochę opóźniło nasz wyjazd, Ale ostatecznie nasza podróż się rozpoczęła. Przed wyjazdem Maryja udzieliła nam wszystkich najważniejszych informacji, które i tak zapomnieliśmy parę godzin później. Ciekawiło mnie, jak długo nam zejdzie, zanim ostatecznie dotrzemy do celu swojej podróży. Moja wspaniała Ven pędziła jak szalona.

Drzwi frontowe były otwarte, a za progiem stał Puszek. Wyglądał na przestraszonego, co w jego przypadku było czymś zupełnie nowym. Co się stało piesku? spytałem zaniepokojony. W tym momencie głowę zwierzątka głodu przeszyła seria skałasznikowa. Chciałem chyba krzyknąć, ale w tym momencie zauważyłem napastnika. Był to oczywiście Odyn, który śmiejąc się jako pętany wymierzył broń prosto we mnie. Jego twarz nagle się rozmazała i zmieniła w oblicze Matki Boskiej, który po chwili wykrzywił grymas uśmiechu. Chcesz zwierzątko zaraza? Chcesz zwierzątko? Nie zdążyłem nic odpowiedzieć, bo w tym momencie postać znowu się rozmyła i ostatecznie stanął przede mną outsider we własnej osobie. Jego zupełnie czarne oczy przeszywały mnie na wylot, podobnie jak kule, które wyleciały z lufy trzymanego przez niego karabinu.

Tylko ty jesteś w stanie się nim zaopiekować. Ja mogę ci w tym tylko pomóc. Odwróciłem się następnie do głodu i podałem mu jego odgryzioną kończynę. Nie jestem też odpowiedzialny za ciebie. Twoje zaufanie i wsparcie są nieocenione, ale nie chcę, żebyś kiedykolwiek się dla mnie poświęcał. Żyj własnym życiem, a twoje dobre serce i potrzebę pomagania innym zachowaj dla kogoś innego. Nie jestem tego warty. Spojrzałem wreszcie na śmierć, który chował się przede mną w ciemności. A ty? Powiedziałem z uśmiechem, rzucając mojego kosę. Spróbuj się nie zajebać. Świat rozpłynął się po raz ostatni. Stałem teraz na środku dziwnego koła. A wokół mnie ustawili się dosłownie wszyscy. Wojna, głód, śmierć, Jan, Jezus, Lucyfer, Archanioł Gabriel, Archanioł Michał, Hitler, Puszek, Hermes, Athena, Chronos, Charon, Herkules, Afrodyta, Hades i Persefona, Thor, Odyn, Setka, Tulu, Adam i Ewa, Kojtyła, Odchłaniał, Cajder, Maryja, Bóg i Szatan.

O kurwa! A co z puszkiem? Przed wyjazdem do Afryki zostawiliśmy puszka w garażu Agaty. Jednak szanse, że wciąż tam był, były wręcz minimalne. Mieliśmy tylko nadzieję, że nie znaleźli go jej rodzice, bo wtedy mielibyśmy dużo większy problem. Dobra, chłopaki, poszukajcie swojego zwierzątka, ogarnijcie wojnę, a ja wracam do nieba, stwierdził Jan. Zjebało cię? Przeraziłem się. Przecież Maryja chciała cię kurwa zabić. Wiem, dlatego zaproszę ją na kulturalną kolację i porozmawiam z nią o tym jak człowiek. Kiedy Jan zniknął w portalu, spojrzeliśmy na siebie z głodem i zgodnie stwierdziliśmy, że w tej sytuacji wojna jest jednak priorytetem. Powoli zbliżyliśmy się do posągu, który wciąż wpatrywał się tempo w drzwi.

Odparł Hermes, usiłując nastawić sobie złamaną nogę. Ale się wszystko popierdoliło, co? Tylu bohaterów, tyle ról do odegrania, tyle historii do opowiedzenia, a na dodatek ja zostałem narratorem tego całego burdelu. Bosko. Dobra, przyjrzyjmy się bliżej aktualnej sytuacji naszych kochanych i znienawidzonych bohaterów. Zaraza i Sobek wraz z Armią Krokodyli zbliżają się już do domu. Podróż zajęła im naprawdę dużo czasu, więc są dość wkurwieni i żądni krwi. Zaraza ma jednak plan i mimo, że jest on zupełnie szalony i nie ma szans powodzenia, jest jednocześnie jedyną nadzieją dla nieba. I ziemi. W sumie to kurwa dla całego wszechświata. Athena, Hermes, Chronos, Afrodyta i Puszek wykonują zlecone im zadanie zdobycia Wielkiego Kutasa.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.