4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
Albo źle się to dla niej skończy. Wojna i głód zrzucili się na Władcy Ciemności z dwóch stron, ale Skubaniec zachował sobie wystarczająco siły, by jednym błyskawicznym uderzeniem pozwalić obu na ziemię. Święty Jan oburzony zaczął wrzeszczeć, że to nieuczciwe i żebyśmy nie przeszkadzali obu zawodnikom, albo zaraz da nam szlaban. Jezus tymczasem upadł ciężko na podłogę i nic nie wskazywało na to, że ma zamiar z niej wstać. Kojarzysz Marcina Lutra, Lucyferze? spytał nagle. Zdziwiony oponent pokiwał powoli głową. Nie lubiłem gnoja. Jakieś sracje, reformacje i inne gówna, ale powiedział kiedyś pewne interesujące zdanie, które teraz chciałbym ci przytoczyć. Pozwolisz? Szatan po raz kolejny pokiwał głową, podnosząc jednak łapę w górę, gotowy zadać ostateczny cios.
Za kogo ty się masz, śmieciu? Wkurwiony rzuciłem do jakiegoś kolesia w garniaku, który potrącił mnie w drodze do kibla. Tak się niefortunnie złożyło, że trzymałem w łapie kieliszek pełny jakiegoś dziwnego ruskiego eliksiru, który barmanka wyciągnęła spod lady na naszą prośbę o coś mocarnego. Facet odwrócił się w moją stronę szczerząc zęby. Ach, najmocniej przepraszam. Jestem Lucifer Morningstar, właściciel tego lokalu. Czy w ramach rekompensaty za moją niezdarność zgodzi się pan na drinka? Zaproponował na koszt firmy oczywiście. Uj, jak za darmo to bierę, powiedziała cebula wewnątrz mnie. Tymczasem moi bracia i Adolf, którego zaczynałem już traktować jako piątego jeźdźca, przywłaszczyli sobie parkiet swoim fenomenalnym układem tanecznym, który nazwali Cłakolach.
Całe szczęście nikt nie wpadł na to, żeby przeczytać tę enigmatyczną nazwę od tyłu. Ach, Hitler, ty przebiegła suko. Ja z kolei wdałem się w arcyciekawą rozmowę z Lucyferem, który, jak się okazało, naprawdę się tak nazywał. Ale beka, twoi rodzice musieli być naprawdę zjebani na mordy, pasknąłem śmiechem, kiedy pokazał mi dowodzik. Ta, nawet nie wiesz jak bardzo, mruknął pod nosem Morningstar. Skoro już jesteśmy przy imionach, wciąż nie poznałem twojego. Zar... Zwycięzca, znaczy się. Zawahałem się przez chwilę, czy przypadkiem nie powtarzam błędu z burdelu. Aaa... Interesujące. A to są pewnie twoi bracia, wskazał palcem na głód, wojnę, śmierć Hitlera, testujących nowy układ.
Wudysz ciabej. Właściwie to... Przełknąłem ślinę. Spokojnie, spokojnie, zaśmiał się Lucyfer. Wiem, kim jesteście. I wiem, że zarówno Kojtyła, jak i mój ojciec na was polują. Ale obaj się was boją. A ja, uśmiechnął się szeroko, bardzo lubię mieć niebezpiecznych przyjaciół. Zwłaszcza takich interesujących jak wasza czwórka. Dziękujemy, skontaktujemy się z panem. Wyjąkałem wstając. Nie tak prędko. Chwycił mnie za ramię. Był niewiarygodnie silny. To, że nie lubimy się z ojcem specjalnie, wcale nie znaczy, że nie pokuszę się o nagrody za wasze dusze. Przykro mi, skarbie, ale muszę cię doedukować.
Żaden z nas nie ma duszy. To mówiąc, uderzyłem go z całej siły w twarz. Kurwa! Upadłem na podłogę, skręcając się z bólu. Ty chuju! W Biblii nie pisali, że miałeś kamienną twarz. Skąd wiesz? Przecież nigdy jej nie czytałeś. Znowu ten jebany uśmiech. Zresztą, w Biblii pierdolą tylko o szatanie. Ja z tym Edgilordem nie mam nic wspólnego. Jestem Lucyfer. Upadły. Pamiętacie jeszcze o Michale? Tak się składa, że w tym momencie dotarł do celu swojej podróży. Duże skrzydła naprawdę pomagają w pokonywaniu ogromnych odległości w ekspresowym tempie. Nad naszymi głowami rozległ się brzęk bitego szkła. Chwilę potem obsypał nasz deszcz odłamków z rozbitego sufitu. — Co do chuja?
— wysapał Lucyfer, podnosząc się z podłogi. Spojrzał na tłum imprezowiczów zamarłych w bezruchu. Na samym środku stali nieruchomo moi bracia, którym niespodziewane wtargnięcie przerwało kolejny podjebany układ taneczny. — Brocich! — ryknął nieludzko. W ułamku sekund tłum tych przypadkowych ludzi przetransformował się w tłum nie do końca przypadkowych demonów. — Zabrać im bro... — nagle ogromne pudło pełne butelek roztrzaskało się na głowie przystojnego diabła. Spojrzałem w górę i pokazałem kciuk najbardziej rozrywkowemu Archaniołowi Wszechczasów. No to co? Myślę, że czas na prawdziwą zabawę! Wyszczerzył się Wojna, powoli sięgając po miecz. Ranny czy nie, nie mógł pozwolić na to, żeby byle zadrapanie przeszkodziło mu w tańcu albo walce.
Archanioł Michał, wyczerpany lotem, usiadł sobie na krawędzi rozbitego przez siebie szklanego sufitu i rzucał we wrogie oddziały najbardziej wymyślnymi przekleństwami, jakie przyszły mu do głowy. Miło było patrzeć, jak wiele się nauczył przez te parę godzin balowania z nami. A ja? Cóż, nie ukrywam, że moja użyteczność w tym starciu nie była zbyt duża. Tak po prawdzie toczyłem się jak gówno i tylko regularne wystrzały z mojego rewolweru powstrzymywały mnie przed padnięciem na podłogę i natychmiastowym zaśnięciem. Trafiałem mniej więcej 3 na 5 strzałów, więc nie było jeszcze tak źle. Do momentu kiedy za moimi plecami nie rozległo się stłumione jęknięcie. Co do kurwy, szczęko opadło mi do ziemi, kiedy zobaczyłem Lucyfera otrzepującego się z drzaski od łamków szkła. Oh, hello, uśmiechnął się czarująco.
Potrzeba wam czegoś więcej niż skrzynki wódki, żeby mnie położyć. Co powiesz na ołów? spytałem zawadiacko, podrzucając rewolwer w dłoni. Kuszące. Pozwolę sobie tylko przypomnieć swoją ofertę. Przyłączacie się do mnie i wspólnie rozkurwiamy ten świat. Robimy na złość mojemu ojcu. Pomyśl tylko. Pięciu jeźdźców apokalipsy. Wojna. Zaraza. Śmierć. Głód. I Lucifer. Brzmi dumnie, nieprawdaż? Ani kurwa trochę, mrknąłem zażenowany takim banałem. A teraz z łaski swojej zdechnij!
Wymierzyłem idealnie między oczy, ale moja świetna celność została nagrodzona jedyne szczękiem pustej komory. Aaaa, ktoś tu nie potrafi liczyć do sześciu. Lucyfer ścisnął mnie za nadgarstek tak mocno, że wypuściłem broń z ręki. Kurwa, kurwa, kurwa, Michał! Wrzosnąłem desperacko, szukając ratunku. Co jest, szefie? Głos Archanioła z trudem przebijał się przed rozgłosy walki i lecącą cały czas muzykę. DJ właśnie zapuścił Hail the Apocalypse na cały regulator. Potrzebuję pomocy! Wysapałem, próbując wyswobodzić się z diabelskiego uścisku. Okej, już dzwonię po pomoc! Odparł nasz zgonujący przyjaciel i wyciągnął mój telefon. Nie kurwa mać, miałem na myśli... Zaraz, swoją drogą, skąd masz?
Zniknął mi z oczu Jukieszy jakiś czas temu, ale mimo to cały czas miałem wrażenie, że widzę jego wychudłą sylwetkę wśród walczących. Cóż, najwyraźniej się myliłem. Na razie jednak miałem ważniejsze sprawy na głowie niż martwienie się o niego. Powiedz mi, występałem nie mogąc znieść bólu wmiażdżonym przez Lucyfera nadgarsku. Czym się różnisz od szatana? Zawsze... Zawsze myślałem, że jesteście jedną i tą samą istotą. Grałem na zwłokę, wciąż licząc na pomoc ze strony Michała albo... Sam nie wiem, po prostu liczyłem na cud. O, czy jeźdźcy nie powinni przypadkiem wiedzieć takich rzeczy? Oczywiście znowu ten cholerny uśmieszek. Widzisz, mój drogi, ja jestem synem Boga, zaś szatan to po prostu jego największy wróg.
I nie, nie była to kwestia napierdolenia się jak w kanie galilejskiej podczas pewnego pamiętnego wesela. Działo się coś dziwnego, a ja byłem zbyt zmęczony, by się temu oprzeć. Lucifer z przerażeniem wypuścił moją dłoń i cofnął się kilka kroków do tyłu. To... niemożliwe. Jezu, zaraza, zmieniasz się w jebaną jaszczurkę! Stwierdził śmierć, którego nowym życiowym osiągnięciem stało się utrzymanie na nogach przez 5 sekund. Kto mnie wołał? – odezwał się znajomy głos. Co to? Przy VIP-owskim stoliku na małym podwyższeniu z nogami na stole siedział nikt inny, tylko Jezus we własnej osobie. Miał na sobie elegancki, biały garnitur obsypany jakimś brokatem albo innym świecącym gównem.
Wszystko się rozmazało i zniekształciło. Jak gdyby ktoś nałożył na obraz, który mam przed oczami kilkanaście różnych filtrów. Ktoś wstał? Ktoś biegnie. Czy to... Co to chuja? Wojna? Bez miecza? Gdzie on? Gdzie jest jego miecz? Co on chce zrobić? Gdy Lucyfer popatrzył i przyjrzał się wojnie, wzgardził nim dlatego, że był ranny i na dodatek najebany w trzy dupy. I rzekł Lucyfer do wojny. Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z tulipanem? Zło rzeczył Lucyfer wojnie i przyzywając na pomoc swojej demony, Lucyfer zawałał do wojny. Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom. Wojna odrzekł Lucyferowi.
Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem. Ja zaś idę na ciebie w imię zarazy Chrystusa Wojsk Izraelskich, którym urągałeś. Zwycięzcy i samego antychrysta. Dziś właśnie odda cię on w moją rękę. Pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk demonicznych na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom. Niech się przekona cały świat, że jeźdźcy są na ziemi. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Jezus nas ocala, ponieważ jest to moja wojna i to ona odda was w nasze ręce. I oto gdy wstał Lucyfer, szedł i zbliżał się coraz bardziej ku wojnie.
Wojna również pobiegł szybko na pole walki naprzeciw Lucyferowi. Potem sięgnął wojna do swojej magicznej kieszeni, wyjąwszy z niej niewielki nóż, z całej siły rzucił go w stronę oponenta, trafiając Lucyfera prosto w ryj. Także broń utkwiła w jego czole i Lucyfer upadł twarzą na ziemię. Podniósł się jednak po chwili i ciężko dysząc podniósł mój rewolwer leżący na podłodze. Oj, jak się dobrze składa, że mam przy sobie zapasową paczkę amunicji, którą trzymam na czarną godzinę. Zarechotał i wyciągnął pudełeczko, które zapewne ukradł z mojej kieszeni. W powietrzu rozległ się gwałtowny świst, co śmignęło tuż przy ręce diabła, a ułamek sekundy później moja ukochana broń upadła ze szczękiem na podłogę.
Zanim ktokolwiek z nas zrozumiał, co się właściwie dzieje, głód stojący na krawędzi rozbitego sufitu zamachnął się swoim biczem po raz drugi i obwiązał kolczastą linkę wokół szyi Lucyfera. — Kurwa, człowieku, myśleliśmy, że cię dorwali, nie, straż? — rzucił z ulgą śmierć. — Dzięki za troskę — uśmiechnął się nasz brat, podtrzymywany przez Michała. — Zabiję cię, bo co będzie się tak stać? Wojna podniósł się z parkietu i podczołgał się do niechcianego boskiego syna, usiłującego ściągnąć z szyi coraz mocniej zaciskającą się pętlę bicza. — To za chujową obsługę! — szepnął ostatnim sił i odderżnął skurwielowi łeb. Próbował coś jeszcze powiedzieć, zapewne jakiś ultra-bedasowy tekst usłyszany w obejrzanym ostatnio filmie akcji, ale wyrzędził coś tylko pod nosem i padł nieprzytomny na ziemię.
Tak, tak to wojna odniósł zwycięstwo nad Lucyferem, Tulipanem i Sercem Walecznym. Trafił diabła i zabił go, nie mając w ręku miecza. Brawo, brawo! Klaskanie Jezusa przerwało ciszę, która nagle zapanowała w klubie. Nawet muzyka już ucichła. Jak się później okazało, DJ oberwał rykoszetem. Ale muszę was zmartwić, przyjaciele. Ojciec zgodził się na kolejną zmianę apokalipsy nie dlatego, żeby pomóc wam w pokonaniu mojego narcystycznego brata. Antychryst to potężna istota, nad którą nie da się zapanować i zostaje zesłana na ziemię tylko w nagłych przypadkach, by nie ryzykować, że rozpocznie przedwczesną apokalipsę.
W jakich... przypadkach? wysapał głód, podtrzymując się na ramieniu Archanioła. Jezus westchnął. Na przykład, kiedy ktoś ucieknie z piekła. Powiedział cicho. Zapewne zastanawię was, gdzie nagle zniknęła moja osoba w tej całej historii. Dlaczego nie pomogłem wojnie i głodowi pokonać Lucyfera? Dlaczego nie pobiegłem zobaczyć co u śmierci i upewnić się, że Michał nie przejrzał mojej galerii na telefonie? Widzicie, byłem zbyt pochłonięty sprowadzaniem Adolfa Hitlera z powrotem do piekła. Witam serdecznie! Z tej strony Uwaga! Wojna! Tak, nie przesłyszeliście się. Swoją drogą, kocham ten głupi tekst zarazy.
Nie mniej jednak. Po starannym podsumowaniu nie ulega wątpliwości, że w dużym stopniu wypełniali oni przy tym wolę bożą. Dzięki wam, jeźdźcy, zarówno Szatan, jak i Lucyfer nie żyją. Nie wspominając już o Warlokoityle i o Tchłani, zawdzięczamy wam również zniszczenie piekła. To naprawdę niemałe dokonania. Tłum oszalał. Podniosły się wiwaty i okrzyki radości. Kto by pomyślał, że mamy w niebie aż tylu fanów? Jezus pokazał mi unieciony kciuk. Odpowiedziałem mu radosnym uśmiechem i spojrzałem na Wszechmogącego, który miał wygłosić ostateczny wyrok.
Widząc zdezorientowane spojrzenia braci chwyciłem za telefon. Drżącym palcem wybrałem numer Jezusa. Nie odbierał. O chwili otrzymałem od niego lakoniczną wiadomość. Spierdolił. Muszę go znaleźć, stwierdziłem. Cały Hades jest zawalony imigrantami z katolickiego piekła, a na brzegu Styksu zbierają się całe tłumy dusz, których nie ma kto przetransportować na drugą stronę. Trzeba to ogarnąć, albo prędzej czy później cały system pierdolnie. Wyprowadzam Venenum. Jedziecie ze mną? Jedziemy, odpowiedziała zgodnie cała trójka. A tak właściwie to gdzie? spytał po chwili śmierć. Uśmiechnąłem się szeroko i wsypałem do kieszeni kilka pudełek amunicji do rewolweru. Odwiedzić starego znajomego, powiedziałem zerkając kątem oka na odpalony na jakimś kanale telewizor, gdzie właśnie leciał któryś z odcinków Lucyfera.
— Okej, okej, może się jakoś dogadamy — wydługał Hades, odpychając Persefonę w stronę najbliższych drzwi. — Powiem wam wszystko, co wiem. — Zamieniamy się w słuch — powiedział śmierć, strzeząc zęby i bawiąc się swoją głosą. — Gdzie do kurwy nędzy jest Lucyfer? — ryknąłem, mając dość tej całej farsy. Nie miałem czasu ani cierpliwości na spokojniutkie rozmóweczki przy herbatce. — Nie ma go tu. Rozpłakała się ta blada kreatura. — Nigdy go tu nie było! Puszek tymczasem znalazł jakiegoś ocalałego nieumarlaka i z radością odgryzł mu głowę, rozchlapując wokół zieloną maś. — Zaraza, on może mówić prawdę — odezwał się nagle śmierć.
Według tego, co mówiła mapa, za nim znajdowało się kiedyś piekło. Bosko, stwierdził śmierć i oparł się o ścianę. To co teraz? Po pierwsze, zamknij ryj. Po drugie, mam jeszcze jedną laskę dynamitu. I chuj ci po niej. Tam nic już nie ma do kurwy. Przecież byłeś przy tym wszystko jebo. Z Lucyferem pewnie włącznie. Nie wierzę. Warknąłem i podpaliłem ląd. Jeśli zapytacie mnie, co spodziewałem się ujrzeć po wysadzeniu blokady, to szczerze odpowiem, że nie wiem. Ale na pewno nie wyobrażałem sobie, że będzie to pierdolona restauracja. Nie. To nie jest żadna jebana metafora ani nic w tym stylu. Naszym oczom ukazała się wielka, elegancka sala wypełniona długimi stołami i ludźmi w szpanerskich garniakach. Staliśmy przez jakąś minutę, zapatrzeni w ten surrealistyczny obraz, dopóki nie podszedł do nas kelner.
Zapierdalać na zmywak! Obaj kurwa! To włochate gówno ma mi zniknąć z oczu! Popatrzyliśmy ze śmiercią na siebie i zgodnie stwierdziliśmy, że co jak co, ale z Ramzałem to nie chcemy mieć napięku i posłusznie podreptaliśmy na zaplecze. Co. Do. Huja. Szepnąłem sięgając po jakiś brudny talerz. Zawsze myślałem, że Hell's Kitchen to tylko taka nazwa. Masz za swoje. Zachciało ci się kurwa Lucyfera szukać. Teraz będziemy tu siedzieć wieki i zmywać gówno z talerzy. Nagle usłyszeliśmy jakiś hałas spod podłogi. Brzmiało to trochę tak, jakby ktoś rzucił czymś metalowym o skały. Po chwili jedna z płytek w parkiecie poruszyła się, a zaraz z tego prowizorycznego włazu wynurzyła się głowa, na której właściciela mieliśmy już okazję poznać.
Czy ktoś powiedział... Lucifer? Uśmiechnął się przystojny diabeł. Jak się okazało, pod kuchnią Ramzeja była niewielka jaskinia, będącą schronieniem jedynego ocalałego z piekielnej katastrofy. W jej wnętrzu znajdował się tylko szpadel, trochę gruzu i... szafa. Wypełniona chyba najdroższymi garniturami na świecie. No co? Lucyfer wstrząsnął ramionami, patrząc na nasze zdziwione miny. Może jestem bezdomny, no i w sumie to martwy, ale trzeba trzymać klasę. Przełknąłem ślinę. Mam nadzieję, że nie chowasz do nas urazy za ucięcie mi głowy. Diabeł podwinął kołnierz koszuli i pokazał nam długą linię szwów wokół szyi.
Żaden problem, moi drodzy, żaden problem. Nie wiecie może, co z moim klubem? Mam nadzieję, że nikt go nie kupił. Nie mamy pojęcia, wyznałem zgodnie z prawdą. Ale możesz sam się przekonać. Potrzebujemy twojej pomocy w znalezieniu Harona. Jeśli pójdziesz z nami, wyprowadzimy cię na ziemię i jak tylko dorwiemy skurwysyna, będziemy kwita. Lucyfer zaśmiał się. Dlaczego w ogóle miałbym chcieć stąd uciekać? Właściwie to jestem dość zajęty rekonstrukcją piekła. Mam zamiar siedzieć w tej dziurze i kopać, i kopać, dopóki nie odbuduję imperium szatana. Ziemia jest przeklamowana.
Może źle to ująłem. Zaśmiałem się patrząc na zdumionego Rucyfera. Jesteś pierdolonym ojcem tego. To mówiąc podciąłem sobie gardło nożem i chwilę później odrodziłem się jako zwycięzca. Kurwa, czekaj. Wkurwiłem się. Nie jego. Powtórzyłem samobójstwo i ostatecznie moje ciało zostało przejęte przez antychrysta. Jednak nie do końca. Nauczyłem się już do pewnego stopnia kontrolować potwora siedzącego w mojej podzielonej na cztery części jaźni. Nie znaczyło to oczywiście, że miałem nad nim pełną kontrolę, co to, to nie. Za sukces można uznać jedynie to, że potrafiłem powstrzymać jego mordercze żądze, przynajmniej na jakiś czas. Plus, nauczyłem się mówić. — Jesteś ojcem tej kupy gówna! — ryknąłem przeraźliwym głosem. — Także witam cię, tatusiu! — Lucyfer zblatł i przełknął ślinę.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno