4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
Nasz kochany brat, wciąż ubrany w więźniarskie ubranko, prowadza wycieczkę przedszkolaków, z uśmiechem na ustach opowiadając o tym, jak to kiedyś było. Bo widzicie, Hitler wcale nie wiedział o Holokaustie. To wszystko dzieło tego okrutnika, dyktatora i pedofila. Varola Koin urwał gwałtownie, bo zobaczył naszą wychowawczynię szarżującą na niego z bojowym okrzykiem. Chyba nie muszę mówić, że nie skończyło się to dla niego dobrze. Co prawda nie wyjebali go jakimś cudem, ale za karę musiał przez trzy miesiące chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia, mające na celu pomóc w odnalezieniu młodym ludziom Jezusa w swoim życiu czy coś równie absurdalnego. Raz nawet poszliśmy z nim, ciekawi jak to wygląda. Na nasze nieszczęście trafiliśmy akurat na lekcję o końcu świata. Słuchaliśmy tych bredni przez dobre dwie godziny, po których nastąpił moment, w którym można było zadawać pytania i dyskutować.
Może trzeba to trochę dostroić? Patrz, tu masz jakieś dziwne pokrętła. Które zaraz wsadzę ci w dupę, jeśli to cholerstwo nie zadziała. Na środku Jeziora Lawy pojawił się gigantyczny, owalny portal, z którego wydobywało się kurewsko jasne światło i... głosy moich braci. Zaraz ci jebnę! Robię wszystko zgodnie z instrukcją, spierdolino! To czemu to gówno wciąż nie działa? Wojna był wyraźnie wkurwiony. Wyjaśnijmy sobie jedno. Głód jako jedyny z całej trójki zdawał się zachowywać spokój. Po śmierć zabił zarazę, więc wszelkie pretensje prosimy kierować do niego. Byłem najebany, no! Śmierć pławie płakał. Gdyby Hitler tak tłumaczył się z Holokalstu, to bym mu wybaczył.
Podniosłem broń z ziemi i wsadziłem do kieszeni spodni. Ręce wciąż miałem zajęte przez tę cholerną kosę śmierci i butelkę whisky, którą miałem coraz większą ochotę otworzyć. Wiesz, co jest gorsze od robaczka w jabłuszku? Podskoczyłem ze strachu i zamachnąłem się kosą. Holocaust. Przede mną stał Adolf Hitler we własnej osobie. HWDP! HITLER WALCZYŁ DLA POLSKI! HA HA HA HA! Powiedział i podał mi rękę na powitanie. Odruchowo ją uświcznąłem. Zara... Yyy... Zwycięzca. Zaszczyt poznać. W tym momencie za naszymi plecami coś eksplodowało. Spodziewałem się ujrzeć portal, którym wrócę do domu, ale zamiast tego z chmury pyłu wynurzył się... on.
Ojoj, ojoj, wyjąkał w przestrachu Hitler. Warol Kojtyła. To plugawe oblicze poznałbym wszędzie. Uśmiechnął się obrzydliwie i ruszył w naszym kierunku. — Myślałeś, że mi uciekłeś, szo? No i się mnie podlatarniął, hehe. Myślałeś, że jesteś lepszy? Ty i twoi bracia? Huk wystrzało zagłuszył dalszą część tego niesamowicie oryginalnego monologu. Papaj zatoczył się i upadł na ziemię. Dopiero po chwili dostrzegłem, że nadział się prosto na stalaktyd. Albo stalagmit. Kurwa! Nigdy nie mogłem ich odróżnić. Z triumfalnym uśmiechem odwróciłem się do Adolfa, który nagrodził mój piękny strzał gromkimi brawami.
No, to by było na tyle. Uśmiechnąłem się i schowałem dymiącą broń z powrotem do kieszeni. Głupcze! Całe piekło zadrżało. Teraz to ja tu panuję! Od kiedy szatan dostał od ciebie autyzm, to ja, Warol Kojtyła, zostałem władcą piekła, a ty żałosny jeźdźcze! Paw, paw, paw, paw, paw! Sześć naboi w kilka sekund. Chyba pobiłem rekord. Myślałem, że masz tylko jedną kulę, odezwał się nieśmiało Hitler. Sięgnąłem do kieszeni spodni i pokazałem zbrodniarzowi pudełeczkę amunicji, które trzymałem na wszelki wypadek.
Właściwie to wziąłem go w innym celu. To mówiąc, roztrzaskałem butelkę na głowie tego debila. To za zabijcie mnie! Eee... Czy to jest? Nieśmiało odezwał się Wojna. Wtedy dopiero zauważyłem, że nie byłem jedynym gościem, który tego dnia opuścił piekło. Adolf Hitler. Proszę, proszę, odezwał się głód widząc pasażera na gapę. Powiedz mi, jak to w końcu było z tym holokaustem, co? Adolf wyraźnie posmutniał. Co i byłem trochę najebany, no. Powiem tak, byłem na wielu imprezach, balowałem z olbrzymią ilością mniej lub bardziej znanych bogów, drobniejszych bożków, fantastycznych istot i śmiertelników, ale z nikim nie piło mi się tak dobrze jak z Adolfem Hitlerem.
Zabrzmi to może dziwnie, ale szybko okazało się, że największy zbrodniarz w historii ludzkości jest prawdziwą duszą towarzystwa. Słuchaj Adolf, a te całe eksperymenty na ludziach to zszywanie bliźniaków ze sobą, wstrzykiwanie dziwnych substancji, żeby zobaczyć co się stanie i te inne. Zabrał głos wojna sączący powoli jakiś tani likier znaleziony na dnie szafki. O, to było dobre! Podniósł się Hitler. Słuchajcie kurwa tego! Kiedyś przyszyliśmy kolesiowi fiuta zamiast nosa i puściliśmy go wolno, czaiće? Zaniósł się śmiechem, a cała nasza czwórka mu zawtórowała. Mówię wam, zabawy było co niemiara, innym razem wzięliśmy gościa, daliśmy mu słoik i... Nagle w pokoju coś pierdolęło i po całym pomieszczeniu rozeszła się niebieska wągiełka.
Uuu, gruba ryba, stwierdził śmierć. Czemu zawdzięczamy tę wizytę? spytałem nie opuszczając rewolweru. — Raczej komu? — wskazał palcem na Hitlera, który z zapałem skręcał idealnie równe szlugi i układał je na stole w różne kształty. Aktualnie fajkowe arcydzieło przedstawiało sporych rozmiarów fiuta wytryskującego tytoń, z którego Adolf skręcał kolejne papierosy. — No i co z nim? — spytał od niechcenia głód, pomagając podnieść wojnie z podłogi. Ma wrócić do piekła. Rozkaz prosto od stwórcy, nie ma dyskusji. Albo nam go wydacie po dobroci, albo... Jego uprzejmą prośbę przerwała pojedyncza kula, która trafiła idealnie między oczy. Ty żałosny... Stęknął tylko Michał, nim upadł na podłogę.
Dokładnie w miejsce, z którego podniósł się przed chwilą wojna. Czy ty go... Na! To była zwykła kula. Znaczy, no, tylko w teorii. Uśmiechnąłem się złowieszczo. Zaraziłem go amnezją. Jak się obudzi, to nie będzie niczego pamiętał. Absolutnie niczego. Hitler podniósł głowę z nadsterty skrętów, które teraz układał w kształt rewolweru. To co? Pijemy? Grzechem byłoby odmówić. Kilkanaście kolejek później nasza śpiąca królewna wreszcie się obudziła. Gdzie... gdzie ja jestem? — U nas na chacie, a gdzie kurwa indziej?
Wtrącił się głód. Właśnie. Poparliśmy go z wojną. Nie my, bata. Lecimy teraz na miasto, panie, stwierdził Adolf. Noc jeszcze moda. Hitler wydukał głód. Nie napierdał się tylko, jak przyzieszył którymś. Jeden Holokaust na wiek wystarczy ok. Hitler wyraźnie posmutniał. Oj no się raz zdarzyło, no już mi tego tak nie wypominajcie. Wyżdżałeś w chuli ludzi, skarcił go wojna.
To nie było miłe, słysz rady. Ale za to jak i zabawne. Pół godziny później udało nam się wyjść z mieszkania. Przypomnieliśmy Archaniołowi, że jest naszym służącym od wielu lat i ma się nas słuchać albo dostanie wpierdol. Jego pierwszym zadaniem było skoczenie do sklepu po dwa kartony stoka. Niestety, nim dostawa do nas dotarła, nasze ogarnięte tanim alkoholem mózgi kazały nam ruszyć w stronę centrum w poszukiwaniu jakiegoś nocnego klubu. Procenty powoli zaczynały uciekać, więc musieliśmy się pośpieszyć. Wreszcie stanęliśmy przed wielkim neonem. Lux. Bezbłędnie przeczytał śmierć. Brzmi całkiem legitnie. Panowie, ja nie wiem, czy nas tu będzie stać, stwierdził Hitler, zaglądając do środka.
Całe szczęście nikt nie wpadł na to, żeby przeczytać tę enigmatyczną nazwę od tyłu. Ach, Hitler, ty przebiegła suko. Ja z kolei wdałem się w arcyciekawą rozmowę z Lucyferem, który, jak się okazało, naprawdę się tak nazywał. Ale beka, twoi rodzice musieli być naprawdę zjebani na mordy, pasknąłem śmiechem, kiedy pokazał mi dowodzik. Ta, nawet nie wiesz jak bardzo, mruknął pod nosem Morningstar. Skoro już jesteśmy przy imionach, wciąż nie poznałem twojego. Zar... Zwycięzca, znaczy się. Zawahałem się przez chwilę, czy przypadkiem nie powtarzam błędu z burdelu. Aaa... Interesujące. A to są pewnie twoi bracia, wskazał palcem na głód, wojnę, śmierć Hitlera, testujących nowy układ.
Gut spojrzał na mnie wymownie i sam wyciągnął swój kolczasty bicz. — Kurwa. A ja? — zmartwił się śmierć. — Od kiedy bierzemy ze sobą broń, idąc do cholernego klumu nocnego? Hitler podszedł do pudła zrzuconego przez Michała. Po chwili w obu rękach trzymał po tulipanie. Jednego z nich wręczył śmierci. — No to jak? Wszyscy gotowi? — uśmiechnąłem się szelmowsko. I oddałem pierwszy strzał. Kula trafiła stojącego z brzegu demona w środek klatki piersiowej i z niesłabnącym impetem przeszyła dwa kolejne stojące za nim. Kilkusekundową ciszę, jaka nastąpiła po wystrzale, przerwał odgłos trzech ciał uderzających o parkiet. Let the party sit down. FUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUU
Wydał się DJ, który właśnie dołączył do imprezy. Mniej więcej w tym momencie rozpętało się piekło. Wojna rzucił się na szarżującą armię demonów z bojowym okrzykiem, ale zapomniał o rozjebanej nodze, przez co potknął się po postawieniu dwóch kroków i z impetem wjebał się w sam środek tłumu wahatych skurwieli, nadziewając ich na swój miecz jak na szaszłyk. Gut usiłował mu pomóc, smagając wrogi oddział biczem, ale był już tak najebany, że zaczął po prostu napierdalać na oślep, nucąc przy tym muzyczkę z Indiana Jonesa. Śmierci Hitler z racji tego, że ich prowizoryczne bronie miały dość ograniczony zasięg, nieśmiało stali z boku, próbując utrzymać się na nogach i przy okazji utłuc demony, które nie zainteresowały się dwójką naszych braci bohatersko skupiających niemal całą uwagę hordy na sobie.
Nic nie słyszę! Odkrzyknął tylko i zaczął napierdalać palcami w ekran. Spojrzałem na resztę ekipy, ale radzili sobie niewiele lepiej ode mnie. Wojna leżał na plecach i odpędzał od siebie demony wymachując mieczem na wszystkie możliwe strony. Póki co metoda się sprawdzała, ale cały czas miałem wrażenie, że skurwieli przybywa zamiast ubywać. Śmierć już nie miał nawet siły machać tulipanem i jedynym co trzymało go przy życiu był Adolf, który najwyroźniej czerpał z całego zamieszania niemałą frajdę. Oczy świeciły mu się jakby był naprawdę solidnie spizgany. Czy ty coś zjarałeś? Usłyszałem w zgiełku pytanie śmierci. Żydzi się liczą? spytał Hitler unikając ciosu i odcinając rękę jednemu z tych gnojków. Tak. No to nie. Ale najbardziej w tym wszystkim zaniepokoiło mnie nagłe zniknięcie głodu.
W jakich... przypadkach? wysapał głód, podtrzymując się na ramieniu Archanioła. Jezus westchnął. Na przykład, kiedy ktoś ucieknie z piekła. Powiedział cicho. Zapewne zastanawię was, gdzie nagle zniknęła moja osoba w tej całej historii. Dlaczego nie pomogłem wojnie i głodowi pokonać Lucyfera? Dlaczego nie pobiegłem zobaczyć co u śmierci i upewnić się, że Michał nie przejrzał mojej galerii na telefonie? Widzicie, byłem zbyt pochłonięty sprowadzaniem Adolfa Hitlera z powrotem do piekła. Witam serdecznie! Z tej strony Uwaga! Wojna! Tak, nie przesłyszeliście się. Swoją drogą, kocham ten głupi tekst zarazy.
Witam z tej strony znowu wasz kochany, narcystyczny i wiecznie naburmuszony zaraza. Szkoda, że w ostatnim czasie z niego zrezygnował. Chyba wreszcie zrozumiał, jak kretyńsko to brzmi. Dobra, chyba przydałoby się wytłumaczyć, co robię na blogu tego stulejarza. To w zasadzie całkiem zabawna historia. I poczułem się w obowiązku powiadomić was, że nasz słodki Grafoman nieprędko siądzie przed kompem. I nie, nie znalazł sobie lożki. Czekajcie tylko chwilę, muszę sprawdzić na czym skończył pisanie. O mam. Widzicie, byłem zbyt pochłonięty sprawdzaniem Adolfa Hitlera z powrotem do piekła. Ohohohoho, jak dramatycznie. No ale dobra, w sumie sytuacja rzeczywiście była nadzwyczajna.
Okej. Więc podczas gdy ja i głód bohatersko rozprawialiśmy się z tą diabelską stwierdoliną, zaraza przeszedł całkowitą metamorfozę. Wyrosły mu takie fikuśne, postrzępione skrzydła, A skóra na całym ciele przemieniła się w kurewsko twarde łuski. Głowa mu się wydłużyła, trochę jak u konia. Ach, teraz mi się przypomniały nasze wierzchowce, które zostawiliśmy w czwartym wymiarze. Dodatkowo oczy mu się powiększyły do wielkości kurzych jaj i zmieniły kolor na kurewsko jasną zieleń. Dobrze, że byliśmy zbyt zajęci niechcianym boskim synem i ominęła nas sama przemiana. Nie chciałbym tego oglądać. Tak jak wspominał już wcześniej zaraza, Adolf Hitler, który spokojnie zdychał sobie na podłodze obok śmierci, w jednej chwili stał się jego celem.
Bo, tak w skrócie, zadaniem antychrysta jest sprowadzanie dusz do piekła, z dużym wyszczególnieniem tych, które od niego uciekły. Prawie taki Ghost Rider. XD. Ech, głód zerka mi przez ramię i każe ograniczyć ilość XD do minibum, bo zarazę korzysta od nich w swoich pisach bardzo sporadycznie. Dobra, niech będzie. Tak więc nasza gwiazda rzuciła się nagle na Hitlera, a jedyną osobą, która mogła go przed tym powstrzymać, był śmierć. Ale tego nie zrobił, bo jak się okazało, pierdolnięcie Tulipanem po łbie nie było słabością istoty, w którą przetransformował się zaraza. Wręcz przeciwnie, uderzenie wkurwiło go jeszcze bardziej. I w tym momencie wszyscy zobaczyliśmy, że w parkiecie z czarną skorupą na ciele i końskim łbem dostał również nową kończynę.
Trudno powiedzieć kto był bardziej przerażony. Ja czy sam Adolf? Ojciec mnie zabije jeśli wam pomogę. Odparł Jezus i po krótkiej chwili dodał. Znowu. A mój brat zaraz zabije... Kogo? Jednego z największych grzeszników ludzkości? Zaśmiał się Jezus rozlewając zawartość pełnej szklanki na wszystkie strony. Dobrze mu to zrobi. Zresztą nie dacie rady go ukrywać na ziemi w nieskończoność. Wierz mi, jest mi naprawdę przykro, ale z decyzjami ojca nie ma dyskusji. Ta, wiem coś o tym. Odparłem przypominając sobie okoliczności, w których opuściliśmy czwarty wymiar. Zaraza w międzyczasie złapał Hitlera i najwyraźniej zamierzał dokonać sprowadzenia go z powrotem do piekła w trybie natychmiastowym.
Nie wiedząc co robić rzuciłem się na ziemię i ze stosu demonich trucheł wygrzebałem rewolwer zarazy. Pierwszy raz trzymałem go w ręce i muszę powiedzieć, że śmierć naprawdę postarał się z tym prezentem. Nie sprawdzając czy w magazynku są jakiekolwiek kule, wycerowałem poczwarze w udo licząc na to, że może nie jest odporna na broń palną. Spoiler. Była. Plus jest taki, że mój przemieniony brat na chwilę stracił swoje zainteresowanie Hitlerem, który z przerażenia chyba zemdlał. Bosko. Jak to odkręcić? Wydarłem się do Jezusa, który właśnie kończył kolejną butelkę, tym razem chyba jakiegoś kuresko drugiego likieru. Nie potrafię ci pomóc, ale mogę skontaktować się z kimś, kto ma pewien przedmiot, który być może rozwiąże ten... problem odparu.
Może wiedział, że mu się sprzeciwia i tylko szukał powodu, żeby zacząć nas polować? Nie wiem. Wiem tylko, że cudem wydostałem się z nieba i kiedyś ociekający krwią wróciłem do braci. Jedynym, co zdołałem z siebie wykrztusić, nim padłem nieprzytomny na ziemię, było... MUSIMY UCIEKAĆ! SZYBKO! Kocham dramatyzm i teatralność, zresztą tak jak i zaraza. I to był właściwie główny powód przez który trafiliśmy na ziemię. Stwórca ma tu mniejszą władzę i trudniej mu nas dorwać. Co nie znaczy, że nie próbuje. Ale kiedy jego przydupas i syn są naszymi dobrymi kumplami. Cóż, ta wojenka ma dużo mniej sensu niż same okoliczności w jakich się rozpętała. A kiedy po naszej stronie stają greccy bogowie, jeden z archaniołów i sam Adolf Hitler.
— Nie — wrzosnęliśmy zgodnie. Oj, zamknijcie mordy. To będzie świetny prezent na urodzinki głodu. Pomyślcie, ile razy nam powtarzał, że chciałby mieć zwierzątko. No to damy mu puszka. Wojna. Nie możesz nazywać tego pierdolonego Clifforda Puszek. Właśnie, że mogę! Oburzył się. A przypadkiem nie powinien go nazwać jego właściciel? Wtrącił się Hitler. Nie. Ja go znalazłem i dam go głodowi w pakiecie z imieniem. Mam tylko nadzieję, że nikt go nie szuka. Spojrzałem na tego włochatego giganta, który obojętnie rozglądał się po pomieszczeniu. Gudłaty łeb sięgał niemalże sufitu.
Schodziliśmy jakiś kwadrans, zanim wreszcie znaleźliśmy się w jakiejś mrocznej piwnicy, oświetlonej delikatnym blaskiem świec. Wyglądało to w chuj zachęcająco. Barman powitał nas obojętnie, machając ręką i zasugerował zajęcie największego stołu ustawionego pod ścianą. Przystaliśmy na tę propozycję. Wśród zaproszonych znaleźli się między innymi Jezus, Hermes, Athena oraz oczywiście Archanioł Michał i Hitler. Z przerażeniem dostrzegłem wśród gości outsidera, który z tego co pamiętam bawił się chyba niezbyt dobrze na naszej poprzedniej imprezie, Zastanawiało mnie, jakim cudem udało mu się tak szybko zregenerować czaszkę po przyjęciu na mordę kulin z rewolweru. Dobrze pamiętałem wynoszenie jego truchła następnego dnia po imprezie. Kolejny nieśmiertelny skurwysyn, bosko.
Może po prostu... Co? Może po prostu porwali pół greckiej mitologii Adolfa Hitlera, Jezusa i Archanioła? Nie sądzę. Zapadła cisza, która trwała dobre 10 minut. Wiecie... Odezwał się Wojna. Zajrzę do Agaty i dam jej znać, że być może niedługo będziemy musieli wyjechać na jakiś czas. Wyjechać? Z kisu głód. To delikatne określenie na śmierć. Niedługo po jego wyjściu zacząłem bacznie przyglądać się parze nastolatków siedzących naprzeciw nas. Wyglądali mi podejrzanie, ale nie mogłem uświadomić sobie dlaczego. Czy gdzieś ich już widziałem? Czy chodzili z nami do liceum? Szturknąłem śmierć, który drzemał sobie z głową na oparciu kanapy.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno