4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
Wzięli ze sobą Fenrira, bo bydle było zbyt wielkie nawet na garaż. Zresztą nie mieliśmy pewności, czy nie zagryzie nam koników. Od czasu do czasu odwiedzali nas również Athena z Hermesem, oferując mieszkanko na Olimpie, ale grzecznie odmawialiśmy, nie chcąc jeszcze bardziej naciągać naszej umowy z Bogiem. Wciąż nie doczekaliśmy się odzewu na kradzież koni, co trochę nas niepokoiło i dawało pretekst do kolejnych toastów. Strach pomyśleć, co planował Wszechmogący. Mieliśmy tylko nadzieję, że ma ważniejsze sprawy na głowie. Mimo, że piekło upadło, to grecki Hades i zaświaty pozostałych religii wciąż działały i stopniowo zapełniały się zagubionymi duszami, które miały trafić do kotła. Z tego też powodu dochodziło do wielu spięć pomiędzy stwórcą a Zeusem, który pod presją Hadesa żądał od Boga zabrania tych grzesznych sukinsynów do siebie.
Ale obawiam się, że musimy poprosić o pańskie dokumenty. Jezus spojrzał na mnie zdziwiony, ale potknął. Tak jest, proszę pana. Musimy pana wylegitymować, zanim transakcja dojdzie do skutku. Jego mąż rozejrzał się przerażony po wnętrzu sklepu i rzucił w stronę drzwi. Wiedziałem, że coś było z nim nie tak. Chwyciłem za rewolwer i bez wahania przestrzeliłem mu kolano. Ku mojemu zdziwieniu, ciche trzaśnięcie było jedyną odpowiedzią na zadanie obrażenia. Co do... Zaczął Jezus, kiedy nieznajomy zrzucił z siebie ubranie. Naszym oczom ukazał się szkielet, ludzki szkielet z połamanymi łańcuchami zwisającymi mu z nadgarstków, stojący na jak gdyby nigdy nic na środku sklepiku z cudami. — Ty śmiecio! — szepnął Jezus i rzucił się na uciekiniera z Hadesu.
Widząc zdezorientowane spojrzenia braci chwyciłem za telefon. Drżącym palcem wybrałem numer Jezusa. Nie odbierał. O chwili otrzymałem od niego lakoniczną wiadomość. Spierdolił. Muszę go znaleźć, stwierdziłem. Cały Hades jest zawalony imigrantami z katolickiego piekła, a na brzegu Styksu zbierają się całe tłumy dusz, których nie ma kto przetransportować na drugą stronę. Trzeba to ogarnąć, albo prędzej czy później cały system pierdolnie. Wyprowadzam Venenum. Jedziecie ze mną? Jedziemy, odpowiedziała zgodnie cała trójka. A tak właściwie to gdzie? spytał po chwili śmierć. Uśmiechnąłem się szeroko i wsypałem do kieszeni kilka pudełek amunicji do rewolweru. Odwiedzić starego znajomego, powiedziałem zerkając kątem oka na odpalony na jakimś kanale telewizor, gdzie właśnie leciał któryś z odcinków Lucyfera.
Co to znaczy, że Adolf zabrał nasze konie na jakieś zawody? spytałem przerażony stojąc w drzwiach pustego garażu. Kto w ogóle mu na to pozwolił? A Już pamiętam. Ja. Wtrącił się głód zapijając jakiegoś taniego łyskacza jeszcze tańszym bourbonem. Ukryłem twarz w dłoniach i teatralnie westchnąłem. A już się napaliłem na emocjonującą przejażdżkę. Cóż, przyludniony Hades mógł najwyraźniej poczekać. Nie ciekawi was ani trochę jak i przez kogo zostałem postrzelony? spytałem patrząc jak bracia opróżniają kolejną butelkę. Nope! Ani trochę, atencyjna kurwo! Odparł Wojna i z powrotem przyłożył usta do szyjki Jacka Danielsa. Czy coś się stało, jak mnie nie było?
Hades podniósł się w stronę i obdarzył nas upiornym uśmiechem. Wyglądał jak połączenie węża z człowiekiem i pierdoloną rybą. Jego tępy wyraz twarzy sprawiał na dodatek, że trudno mi było zachować jakąkolwiek powagę. Mam ciekawszą propozycję, odpowiedział powoli swoim ponurym głosem. Moi żołnierze wypatroszą was jak psy, a ja będę siedział na tronie i się z tego śmiał. Co wy na to? Wyschnąłem i aktywowałem trzymany w kieszeni detonator. Błyskawicznie odskoczyliśmy na bok, kiedy sufit sali tronowej zawalił się pod wpływem sporej eksplozji. Jak dobrze, że Adolfowi zostało jeszcze trochę materiałów wybuchowych. Dziesiątki ogromnych głazów i setki mniejszych kamieni roztrzaskały w proch przepiękną mozaikę z łazienkowych kafelków pokrywających całą podłogę.
A nieumarła armia w parę sekund stała się tak umarłą armią z zmiażdżoną pod walającym się stropem. Hades w ostatniej chwili rzucił się w stronę Persefony, która najwyraźniej miała zupełnie wyjebane na to co się dzieje i oboje odsunęli się na bezpieczną odległość. Kiedy deszcz kamieni wreszcie ustał, a pył już trochę opadł przez powstałą dziulę zeskoczył kolejny uczestnik naszych pertraktacji. Co to jest? wydarł się Władca Gredkich Zaświatów. Wyciągnąłem z kieszeni rewolwer i wycarowałem w jego kierunku. Hadesie, poznaj Puszka. Puszek, poznaj Hadesa. Nasz kochany zwierzak ryknął radośnie i zaczął powoli człapać przez gruzy w stronę przerażonych małżonków. Był najwyraźniej przeszczęśliwy, że wreszcie zabraliśmy go na wycieczkę.
— Okej, okej, może się jakoś dogadamy — wydługał Hades, odpychając Persefonę w stronę najbliższych drzwi. — Powiem wam wszystko, co wiem. — Zamieniamy się w słuch — powiedział śmierć, strzeząc zęby i bawiąc się swoją głosą. — Gdzie do kurwy nędzy jest Lucyfer? — ryknąłem, mając dość tej całej farsy. Nie miałem czasu ani cierpliwości na spokojniutkie rozmóweczki przy herbatce. — Nie ma go tu. Rozpłakała się ta blada kreatura. — Nigdy go tu nie było! Puszek tymczasem znalazł jakiegoś ocalałego nieumarlaka i z radością odgryzł mu głowę, rozchlapując wokół zieloną maś. — Zaraza, on może mówić prawdę — odezwał się nagle śmierć.
— Mówiłem ci, że pewnie zdechł już na amen walącym się piekle. — Kurwa! — mruknąłem i przywołałem wen. — Szukajmy dalej. Gdzie chcesz go jeszcze szukać? Odwróciłem się do przerażonego Hadesa. Wszystkie zaświaty są ze sobą połączone, prawda? Masz nam pokazać najszybszą drogę do piekła albo zaraz poczekasz sobie na powrót Harona w Towarzystwie Chrześcijańskich Imigrantów. Ale piekło... Tak, wiem do chuja, piekło już nie istnieje. Wkurwiłem się już całkiem mocno i wsadziłem mu lufę w usta. Co nie znaczy, że połączenie zostało całkowicie odcięte, mam rację? Po kilku dobrych godzinach błąkania się po ciemnych i dość przerażających tunelach, dotarliśmy do zawalonego przejścia.
Zabiłem Hadesa. Kiedy po dłuższej chwili nie doczekałem się żadnej reakcji, wkurwiony brakiem atencji zająłem się przeglądaniem Facebooka. Lucyfer niepewnie wszedł do środka. Bardzo to uroczo, ale skoro i tak wróciłem na ziemię, to sprawdziłbym najpierw, co tam z moim klubem. Nie chcę robić żadnych kłopotów, spojrzał na wkurwionego wojnę, który wciąż stał w drzwiach i z uśmiechem dodał. Już nie, ale wiecie, jakbyście mieli tam jednak miejsce na piątego jeźdźca, to wiecie gdzie... Au, au, au, dobra, już wychodzę, chryste. Zapadła cisza, którą przerwał dopiero dźwięk otwieranej puszki piwa. To kiedy jest ten ślub? spytał śmierć. Jutro.
Nienawidziłem się spóźniać, jednak chwilę przed ślubem zadzwonił do mnie Lucyfer, informując, że namierzył już Harona i prawdopodobnie za parę godzin będzie go w stanie odstawić z powrotem do Hadesu. Byłem naprawdę nieźle zdziwiony tą nagłą zmianą w jego nastawieniu. Obawiałem się trochę, że nie pomaga nam ani ze względu na swojego syna siedzącego w moim ciele, ani z czystej chęci niesienia pomocy. Jakby nie patrzeć, pomagał tym samym swojemu znienawidzonemu ojcu. A może wiedział to co ja? Usiadłem obok Agaty, która z podnieceniem przyglądała się pozostałym gościom. Byli wśród nich oczywiście Wojna i Śmierć, którzy siedzieli tuż obok nas. Był Hermes, Athena, a nawet Chronos. Puszek leżał sobie grzecznie w kącie, zajmując miejsce dla co najmniej ośmiu osób. Zaraz przed nim w pierwszym rzędzie siedzieli Święty Jan i Jezus, którzy wystrolili się w śnieżno-białe garniturki i oczojebne czerwone muchy.
Doszło również do niespodziewanego rodzinnego spotkania. Jezus! Lucyfer! No chodź tu braciszku, mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. Tak, powiedzmy. Roześmiał się Mesjasz i mocno przytulił swojego dawno niewidzianego brata. Charon skorzystał z okazji i wymknął się z kapliczki. Zostawił po sobie list z przeprosinami i obietnicę, że natychmiast wróci do Hadesu. Śmierć tymczasem podszedł do głodu i pomógł mu zdjąć sutannę przez głowę. Pjurdole to, stwierdził początkujący ksiądz. Może jednak zostanę tym muzykiem rockowym. Po czym wziął gitarę i zaczął grać Chop Suey, jak gdyby nigdy nic. Wake up! Ale wtedy stało się coś... co najmniej dziwnego.
— Kurwa! Gość chyba zasłużył na odpoczynek. W ciągu paru dni przetransportował wszystkie dusze czekające na brzegu Styksu do Hadesu. Ktokolwiek go teraz ścigał, był bez wątpienia kawałem skurwysyna. Wtedy na schodach pojawił się pierwszy krokodyl. Zaraz potem drugi i trzeci i jeszcze kurwa z siedem kolejnych. Kurwa mać, stwierdziłem i zamknąłem za sobą drzwi do mieszkania. Mamy nadzieję, że te gnoje nie mają kuloodpornej skóry. Mamy, powiedziały z uśmiechem krokodyle. Czy ja się naprawdę aż tak spizgałem z ptem krokodyli, które wciąż nie chciały przestać istnieć? Możliwe. Ale nie jesteśmy tu po ciebie. Powiedział największy skurwysyn, który był najwyraźniej krokodylim przywódcą.
Z zarazą jest jeden poważny problem, to znaczy jest ich milion, ale niesłuchanie innych należy do tych najbardziej irytujących. Już nawet nie chodzi o stosowanie się do czyichś rad, ale o zwykłą ludzką rozmowę, można z nim pogadać na max dwa tematy. Alkohol i klasyki literatury grozy. Wszystkie inne warianty to efekt płynnego przejścia do konsumpcji tego pierwszego. Normalnie nie miałbym z tym problemu, gdyby nie fakt, że wróciłem właśnie z Hadesu wraz z Atheną, Chronosem i Fenrirem. Chyba każdego by zainteresowało, co się działo z jego przyjaciółmi po gwałtownym zniknięciu w trakcie ślubu Archanioła i Hitlera. Nie zarazę. Z tej strony Hermes i opowiem wam dzisiaj, dlaczego Hades to największy chuj na świecie. Zaraz po Bogu. Wbrew temu, co myśleli jeźdźcy, wcale nie uciekliśmy na widok Stwórcy, ani też nie zabrał nas ze sobą Święty Jan.
Cholerny i miłosierny Bóg po prostu wydał nas Hadesowi. W jednej chwili siedzieliśmy sobie spokojnie w kościelnych ławkach, a w drugiej staliśmy na środku sali tronowej władcy greckich zaświatów. — Co się stało? — spytała zdezorientowana Athena i z przerażeniem zorientowała się, że przecież nie ma ze sobą swojej włóczni. — Witam, witam — uśmiechnął się Hades na nasz widok. Od pamiętnego spotkania z zarazą przypominał trochę Remigiusza Maciaszka z tą czarną dziurą na środku czoła. — Spierdalaj — powiedział Chronos i spróbował cofnąć się w czasie, ale coś najwyraźniej poszło nie tak. Co do chuja? A, tak, przypomniał sobie Hades. Pozwoliłem sobie zamontować kilka zabezpieczeń.
Zabezpieczeń przed czym? Spytałem i rozejrzałem się dookoła. Pod ścianami stali nieumarli kusznicy i celowali do nas z tych guwien. Cokolwiek się tam odpierdalało, nie było to nic dobrego, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Zanim ktokolwiek zdążył nam udzielić jakichkolwiek odpowiedzi, stało się kilka rzeczy na raz i każda z nich była bardziej pojebana od poprzedniej. Po pierwsze, obok nas zmaterializował się Puszek, miażdżąc swoim cielskiem przypadkowego nieumarłego żołnierza. Jeden z kuszników posłał jego z kierunku Bełt, ale Chronos nie był zupełnie pozbawiony swoich mocy. Zanim pocisk wbił się w cielsko Fenrira, Bóg Czasu uniósł do góry rękę i cofnął go w czasie do momentu, w którym znalazł się w jego zasięgu. Następnie obrócił bełt w stronę Hadesa i pozwolił czasowi biec dalej normalnie.
Chyba nie lubił zbytnio swojego pracodawcy. Przeleciałem przez drzwi i wylądowałem na korytarzu. Za cholerę nie wiedziałem, w którą stronę się teraz kierować. A poza tym było mi kurwa ciężko. — Gdybym tylko wzięła swoją dzidę na ten cholerny ślub — westchnęła Athena. — Jeźdźcy mówili, żeby się dobrze przygotować — stwierdził Chronos, jak gdyby nigdy nic zapalił papierosa. — No wybacz, nie pomyślałem, że nagle przed ołtarzem pojawi się Wszechmogący i wyśle nas do Hadesu. A tak w ogóle to czemu wysłał z nami Puszka? A to on nie został wyjebany z Asgardu? spytałem niepewnie. Chociaż w sumie chuj wie, nie jestem znawcą mitologii nordyckiej. Naszą pogawędkę przerwał krzyk Persephone, która najwyraźniej dopiero weszła do sali tronowej.
Przejebane jak twój mąż umiera średnio dwa razy w tygodniu. Coś jednak czułem, że tym razem Charon nie przewiezie go znowu przez Styx. A propos Charona, to właśnie do nas dołączył, cały ociekający krwią. — Gdzie idziemy? — Do Jeźdźców — odpowiedzieliśmy zgodnie i ruszyliśmy w stronę czegoś, co wyglądało jak wyjście. Stwierdziliśmy, że Puszek trafi sam, jak już skończy rozszarpywać nieumarłe zastępy. Dochodzę do wniosku, że znajomość z jeźdźcami była jedną z gorszych rzeczy, które mnie kiedykolwiek spotkały. Gdy tylko wydostaliśmy się z Hadesu, okazało się, że nie ma z nami Charona. Nie mam kurwa pojęcia, jakim cudem go zgubiliśmy, ale ruszył już za mnami pościg, więc nie mieliśmy czasu go szukać. Stwierdziliśmy, że podobnie jak Puszek dołączy do nas u jeźdźców. O ile jeszcze żyli, w co nie ukrywam, szczerze wątpiłem.
To nie tak jak myślisz, zacząłem, ale mój ojciec nie słuchał. Upadł na posadzkę i zaczął płakać. Nienawidzę cię zaraza, wyjąkał. Jesteś moim najgorszym synem. Żałuję, że kiedykolwiek cię stworzyłem. Zacząłem płakać, ale zagłuszył mnie przeraźliwy krzyk gdzieś z góry. Okazało się, że zamiast krzyża nad ołtarzem wisiały dwie skrzyżowane deski do prasowania, a do nich przybity był Thor, wydzierający się jak szaleniec. GDZIE JEST HARON? Znowu zmiana otoczenia. Tym razem pojawiłem się w Hadesie. Przede mną leżały zwłoki Hadesa, a na nich siedział Haron i machał dookoła swoim łańcuchem, piszcząc z radości. Na mój widok przestał na chwilę i obdarzył mnie pytającym spojrzeniem pustych odszadowów.
Jakim cudem jesteś w stanie walczyć ze swoimi wyrzutami sumienia? Bo nie jesteście prawdziwi. Nic nie jest tu prawdziwe. Gadam z własną głową, podczas gdy moje ciało leży gdzieś na pustyni, smażąc się na skwarka. Nie umrę przepełniony cudzym bólem. Ty chyba nie rozumiesz. Odezwał się głód. Jeśli teraz zginiesz, nie trafisz do Hadesu. Nie boisz, że to naprawiło. Żadna chrześcijańska dusza nie trafisz za światy. Po prostu znikniesz. Przestaniesz istnieć. Jak twój przyjaciel Hitler. Jebie mnie to. Przynajmniej odejdę z godnością. To mówiąc otworzyłem oczy i sięgnąłem do kieszeni. Masz. Łap. Rzuciłem zakrwawione serce wojnie. Nie będę tracił czasu na bezsensowne martwienie się o to, czy kiedykolwiek nie pęknie.
Tylko ty jesteś w stanie się nim zaopiekować. Ja mogę ci w tym tylko pomóc. Odwróciłem się następnie do głodu i podałem mu jego odgryzioną kończynę. Nie jestem też odpowiedzialny za ciebie. Twoje zaufanie i wsparcie są nieocenione, ale nie chcę, żebyś kiedykolwiek się dla mnie poświęcał. Żyj własnym życiem, a twoje dobre serce i potrzebę pomagania innym zachowaj dla kogoś innego. Nie jestem tego warty. Spojrzałem wreszcie na śmierć, który chował się przede mną w ciemności. A ty? Powiedziałem z uśmiechem, rzucając mojego kosę. Spróbuj się nie zajebać. Świat rozpłynął się po raz ostatni. Stałem teraz na środku dziwnego koła. A wokół mnie ustawili się dosłownie wszyscy. Wojna, głód, śmierć, Jan, Jezus, Lucyfer, Archanioł Gabriel, Archanioł Michał, Hitler, Puszek, Hermes, Athena, Chronos, Charon, Herkules, Afrodyta, Hades i Persefona, Thor, Odyn, Setka, Tulu, Adam i Ewa, Kojtyła, Odchłaniał, Cajder, Maryja, Bóg i Szatan.
Ten dramatyczny moment przerwał dźwięk telefonu, który prawie został zagłuszony przez szum deszczu. Dzwonił Hermes. — Hej, słyszałem, że wróciliście. Może chcecie wpaść do Olimpu na Ambrozję? — spytał radośnie. Zakończyłem połączenie. — Czas ruszyć, dupska — stwierdziłem. — Gdzie? — zapytał głód, niechętnie podnosząc się z chodnika. — Nie mamy już mieszczania. Żadnego. — Zawsze możemy zaszyć się w Hadesie. Haron wciąż nie przewiózł Hadesa przez Styksa Persefona. Z całą pewnością nie będzie miało nic przeciwko temu, że chwilowo tam pomieszkamy. — To idiotyczny pomysł. — Wiem, ale nie mam lepszego. Wróćmy się po konie. Nagle obaj zamarliśmy, bo uświadomiliśmy sobie jednocześnie, że zapomnieliśmy jeszcze o kimś.
Chodź, chłopie. Pojedziemy do Hadesu. Zaczął głód. Poleje nam wódeczki, zaparze naszą ulubioną halbatka i wszystko nam opowiesz. Możesz też płakać, jeśli chcesz. Nie chcę! Szepnął Wojna. Chcę się kurwa zajebać! Ej! Wkurwiłem się. Bycie edgy to moja rola. Macie rację. Chodźmy stąd jak najdalej. Mam dość tego gówna! Czyli jednak halbatka? Ucieszył się głód. W ten oto sposób znaleźliśmy się w Hadesie. Pomachaliśmy Charonowi, który właśnie przeprawiał jakąś duszę, pokazaliśmy środkowe palce Hadesowi, który darł na nas mordę i ostatecznie dotarliśmy do tego uroczego podziemnego zamku. Persefona zgodziła się nas ulokować pod warunkiem, że jak znajdziemy czas przetransportujemy jej męża przez Styks.
W pewnym sensie. Kontynuowałam coraz śmielej. Został w Afryce. Podobno miał jakieś sprawy do załatwienia czy coś. Czemu nie wyszedłeś im na powitanie? Będą cię szukać. Wiem. Po prostu nie chcę być przy tym, jak wojna zrozumie, co się stało pod jego nieobecność. Poczekam, aż sytuacja trochę się uspokoi i dopiero wrócę. A jaki jest twój plan? Masz jakąś miejscówkę, w której się zaszyjesz, czy będziesz dalej kręcić się z jeźdźcami? Uśmiechnęłam się szeroko. W sumie to mam jedną czy dwie miejscówki. Przez kolejne trzy tygodnie zamieszkaliśmy z Fenrirem w jednym z moich burdeli. Bałam się wracać na Olimp albo uciekać do Hadesu, bo władca pod ziemi podobno trzymał chrześcijańskim panteonem.
Wielkiego Kutasa, powtórzyła Athena. Wielkiego Kutasa, potwierdziłam. Ale tak dosłownie? Wypytywał się dalej jednoręki Chronos. To jakaś metafora? Nie. Czyli Wielki Kutas? Tak. Do pokonania Maryi? Tak. Hermes weschnął. Okej, to wszystko brzmi jak naprawdę chujowy żart, ale jak wygląda plan, po co jesteśmy potrzebni my i skąd chcesz wytrzasnąć Wielkiego Kutasa? Już mówię, uśmiechnęłam się. Kojarzycie Kronosa, nie? Tak, tego kurewsko wielkiego tytana. Nie mów, że... zaczęła Atena. Jap, dokładnie tak. Tydzień później byliśmy już w drodze do najmroczniejszej części całego Hadesu, w której pogrzebany był tytan.
Wreszcie dotarliśmy. Pod nami rozciągała się czarna jak nocna niebo odchłań. Jechaliśmy wzdłuż krawędzi tego dziwnego kanionu i bacznie przyglądaliśmy się otoczeniu. Gdzieś tam na dole był Kronos i jego wielki kutas. Dotarliśmy do Tartaru, szepnął Kronos. Wiecie, że odległość Tartaru od Hadesu jest równa odległości między niebem a ziemią? Właśnie wyszliśmy na jebaną orbitę. Słyszycie to? Powiedział nagle Hermes. Jakby coś staczało się z góry nad nami. W tym momencie z półki skalnej nad naszymi głowami spadł gigantyczny głaz. Po chwili ciszy, której potrzebowaliśmy na uświadomienie sobie, że właśnie uniknęliśmy śmierci spod wielkiego kamienia, wygrzybała się umieśniona sylwetka.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno