4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
Tak? Chyba nie muszę mówić, jak wielką tragedią się to wszystko skończyło. Jezus, owszem, zgodził się przyjść, ale pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiemy, bo jak sam powiedział, gdyby jego ojciec się dowiedział, to miałby solidnie przesrane. W końcu Mesjaszowi nie wypada tapetować sobie mordy i przebierać w za małe damskie ciuchy, które wojna podjebał swojej dziewczynie. Państwo Święci, dyrektor spojrzał na naszych rodziców z miną gościa, który jest w rozterce pomiędzy samobójstwem poprzez powieszenie się na suchej gałęzi, a podrżnięciem żył. Tak, to my, potwierdził Jan, poprawiając krawat. Zapraszam do gabinetu. Wy zostajecie, wskazał na nas. Z wami pogadam sobie później. Chcąc nie chcąc siedliśmy na kanapie w sekretariacie i pod czujnym okiem sekretarki czekaliśmy na rozwój wydarzeń.
Nie. Odpadliśmy zgodnie. Kurwa. Papa i ty też? Oj, odpierdol się. Nie czytałem. Obożyła się głowa kościoła katolickiego. Głód przewrócił oczami. Nasz kochany Zaraza był przedstawiany m.in. jako sam Mesjasz, pomagający nam rozpierdolić świat, gdy nadejdzie jego koniec. Już ja życie, możemy go wykorzystać zamiast Jezusa. Nikt się nie skapnie, bo to w końcu zgodne z Biblią. Ej, ja tu jestem, obruszyłem się, czyli nie mam nic do powiedzenia? Nie mam ochoty udawać żadnego Mesjasza, z moją mordą wezmą mnie co najwyżej za ofiarę wszystkich plak Egipskich. Masz rację, pokiwał głową papież. Nie masz tu nic do powiedzenia. Chuje wystroili mnie w jakąś dziwną jedwabną sukienkę, w której wyglądałem jakbym dzień wcześniej zmienił płeć i dali mi w łapę jakąś laskę, która podobna była o jakąś relikwią czy coś tam.
Potem wypchnęli mnie na balkon i tak oto stanąłem ramię w ramię z papajem. Spojrzałem w dół i po pierwsze zesrałem się ze strachu, tak wysoko było, a po drugie przytłoczyła mnie liczba ludzi, którzy przyszli oglądać Mesjasza swoich czasów. Musiałem dobrze wypaść. Papież zaczął pierdolić coś o tym, jaki to zajebisty jest, że za jego kadencji Bóg po raz kolejny podesłał nam swojego syna itd. Ja się wyłączyłem totalnie i zacząłem rozmyślać o swoim Dark Souls'owym save'ie i o tym, że za wcześnie poleciałem do Anor Londo i teraz Ornstein i Smog mnie wyruchają w dupę, bo na hit'a schodzę. Już opracowywałem w głowie możliwe rozwiązania, kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Odwróciłem się i moim oczom ukazał się przerażający widok. W drzwiach balkonowych stał... Wojna. W ręce trzymał swój iskrzący miecz.
Co ty to? Chyba chciałem o coś zapytać, ale widok Michała stojącego na krawędzi dachu z dumną miną wyjaśnił wszystko. Zadzwonił po mnie. Uśmiechnął się Mesjasz, sącząc powoli Brandy. A ja napisałem do Jana, nie zgadniesz co, znowu zmienił apokalipsę. Spojrzałem na swoje ręce, które już w całości pokryły się dziwaczną łuską i zaczęły bardziej przypominać zwierzęce łapy. O nie. Nie mów, że tym razem... Owszem, kochany, w najnowszej wersji czwarty jeździec to Antychryst. Co ty na to? – wiół kolejny, solidny łyk. Zacząłem powoli odpływać. To wszystko tam muzyka, ryki takie odległe. Moja świadomość zaczęła powoli chować się w głąb umysłu.
Zamachnął się tym swoim kolczastym ogonem i pierdolnął śmierć tak mocno, że ten poleciał parę metrów do tyłu i wylądował na fotelu DJa, który leżał obok z kulą w głowie. A już zaczynałem się zastanawiać czemu muzyka ucichła. Na waszym miejscu też bym coś zrobił. I to szybko, powiedział Jezus, otwierając butelkę jakiejś japońskiej whisky. Wtedy zrozumiałem, że jestem sam. Śmierć od ciosu stracił przytomność i drzemał sobie na DJ-owskim fotelu, z głową na ramieniu, a głód i Michał leżeli wyczerpani na krawędzi dachu, niezdolni do jakiegokolwiek ruchu. Może sam byś coś zrobił? Wydarłem się na Mesjasza. Napraw kurwa zarazę! Tymczasem wspomniany delikwent powoli zbliżał się do niezdarnie czołgającego się po parkiecie zbrodniarza wojennego.
Albo Mesjasza. Dodał niechętnie. Ale nie mów mu tego, proszę. Nie potrzebuje konkurencji. Kurwa! To nie fair! Czemu on ma najlepsze moce z naszej czwórki? spytałem z pretensją. Jezus spojrzał mi w oczy i wszystko wskazywało na to, że powie coś super mągłego i głębokiego. Widzisz? Chuj wie. Chwilę później ocknąłem się na parkiecie klubu Lux. Obok mnie leżał nieprzytomny zaraza w swojej starej, pierwotnej formie śmiertelnego stulejarza. Wstyd mi to przyznać, ale prawie poryczałem się ze szczęścia. Obok leżało podarowane nam przez Atenę ostrze, o którym miałem zamiar powiedzieć mu jak tylko się ocknie.
Tak, zaraza wciąż jest nieprzytomny. Wczoraj zaczęliśmy się zastanawiać, że może wpadł w jakąś śpiączkę czy coś. Ale Noe, który wpadł do nas z wizytą, stwierdził, że to całkowicie normalne i przy każdej przemianie w antychrysta możemy spodziewać się, że nasz kochany braciszek będzie potrzebować kilku dni na dojście do siebie. Chuj wie, skąd miał taką wiedzę, choć głupio było nam pytać. Tyle dobrego, że my mieliśmy teraz nóż pisany dużą literą, który dostaliśmy od Ateny. W zasadzie dawał on nam pełną kontrolę nad tym, w jakie cholerstwo zmieni się zaraza. Zwłaszcza intrygowała mnie czwarta opcja, o której niechętnie wspomniał Jezus, że niby mógł stać się Mesjaszem. Co to kurwa znaczy? Że stanie się jego klonem?
Teraz pozostało mi tylko czekać na odpowiedź. Minęło 10 minut. Minęło pół godziny. Minęła godzina. Wciąż zero odzewu. Kurwa Jezu, nie opuszczaj mnie w tej ciężkiej chwili, błagam. Pot leciał mi z czoła strumieniami i mimo, że gdzieś tam pod czaszką latała mi myśl, że i tak te parę kartek nie ma znaczenia, żadnego znaczenia, to i tak serce biło mi jak pojebane. Musiałem wymyślić coś innego. Wsadziłem rękę do kieszeni i wymacałem moją ostatnią deskę ratunku. Podobno jedną z form, którą mogę przybrać, jest Mesjasz. Żaden z nas nie wiedział, co to może znaczyć, ale nadeszła chwila, by się przekonać. Wsadziłem sobie ostrze noża do mordy i pierdolnąłem parę razy łbem o ławkę.
— Ty pierdolona kurwo, suko jebana w dupę przez własnego rodzonego ojca cholerny! — Jezu, nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale Synowi Bożemu chyba nie wypada mówić takich rzeczy — wtrąciłem się nieśmiało. W chuju to mam, odpowiedział mi wkurwiony Mesjasz. Wiesz kto to jest? Przez tego śmiecia całe zaświaty mają przejebane. Podczas gdy mój ojciec próbuje to wszystko ogarnąć i naprawić, ten gnój śmie pokazywać się na ziemi jak gdyby nigdy nic i żądać pierdolonego spokoju. Zaraz ci dam kurwa spokój, wiekuisty kurwa! Przepraszam, przepraszam, wydarł się Charon przyjmując kolejny cios w swoją błyszczącą czaszkę. Ja nie chciałem, ja nie mogłem, ja...
Jezus podniosł się wreszcie z podłogi i otarł krew rękawem koszuli. — Czy to prawda, Ojcze? Mów, czy to wszystko prawda? Wszechmogący nie odpowiedział. Zamiast tego uderzył Mesjasza z całej siły w twarz i stanął na ołtarzu. — Nie odpowiem na wasze zarzuty, bowiem jestem stwórcą świata, wszechmogącym, wszechwiedzącym. — Gówno prawda — przerwałem mu. — Nie jesteś ani wszechmogący, ani wszechwiedzący. Oskarżony spojrzał na mnie z czymś, co podejrzanie przypominało przerażenie. Nie miałeś pojęcia, że od dawna cię przyjrzałem. Nie miałeś pojęcia, że Charon nie tkwi już w swoim więzieniu. To wszystko jest tylko na pokaz. Miałam rację? Nie odpowiedziała, a ja mówiłem dalej. Widzisz, od dłuższego czasu zastanawiało mnie jedno.
Doszło również do niespodziewanego rodzinnego spotkania. Jezus! Lucyfer! No chodź tu braciszku, mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. Tak, powiedzmy. Roześmiał się Mesjasz i mocno przytulił swojego dawno niewidzianego brata. Charon skorzystał z okazji i wymknął się z kapliczki. Zostawił po sobie list z przeprosinami i obietnicę, że natychmiast wróci do Hadesu. Śmierć tymczasem podszedł do głodu i pomógł mu zdjąć sutannę przez głowę. Pjurdole to, stwierdził początkujący ksiądz. Może jednak zostanę tym muzykiem rockowym. Po czym wziął gitarę i zaczął grać Chop Suey, jak gdyby nigdy nic. Wake up! Ale wtedy stało się coś... co najmniej dziwnego.
Czymże więc jesteś? Określać, znaczy ograniczać. Mesjasz rzucił butelką o ścianę. Odłamki szkła zasypały głód, który wcale się tym nie przejął i dalej siedział wpatrzony w ścianę z ustami pełnymi chipsów paprykowych. W tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się na oścież i w progu stanął zdyszany Charon. Wyglądał dość upiornie, ale to chyba jednak całkiem naturalne dla pierdolonego szkieletu w płaszczu. — Pomocy! — wyszeptał i upadł na podłogę. — Jakim cudem on się kurwa zadyszał, nie mając płuc? — spytał śmierć i podczołgał się do nieprzytomnego. — Bardziej mnie ciekawi, kto go goni — powiedziałem i wyżyłem na klatkę. — Czyżby anioły wciąż próbowały go dorwać?
Jaki mamy plan? Plan? Zdziwił się Jan. O kurwa! Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. Agata siedziała cicho i przenosiła powoli wzrok na każdego z rozmówców. — Szkoda, że nie ma tu z nami zarazy — stwierdził nagle Wojna. — On zawsze znajdował sensowne rozwiązania dla wszystkich problemów. — Tak. Przeważnie był to plan na zasadzie zgrywaj cwaniaka, a potem zacznij strzelać. I strzelaj, dopóki problem się nie rozwiąże — prychnął Śmierć. W ogóle, czy ty nie miałeś przyjść razem z Jezusem? Wtrącił się Wojna, patrząc pytająco na Jana. Zaraza do mnie dzwonił, wyjaśnił, kazał Mesjaszowi zostać w niebie, po czym powiedział, żebym mu dał telefon, bo chciał mu wyjaśnić szczegóły swojego planu.
Masz może wódy? Średnio mi się walczy na trzeźwo. Zaraza westchnął i sięgnął do plecaka. W tym momencie ze stropu oderwał się stala kurwa coś i pierdolnął w podłoże tuż obok nich. Jebło naprawdę nieźle, pół nowego piekła zatrzęsło się w posadach. Powstała dziura, zaczęła się coraz bardziej powiększać, aż w końcu dosięgła ich obu, pochłaniając mroczną przepaść. O chuj, zdążyli to skomentować, nim zniknęli w tej czarnej dziurze. O chuj, stwierdził Jan i wrócił do napierdalania w anioły bełtami z kuszy. A gdybym zrobił coś takiego, mruczał do siebie Mesjasz, próbując nauczyć się obsługi Linuxa. No, to wciąż gówno daje. Kto by pomyślał, że przywrócenie połączenia z piakłem będzie tak kurewsko trudne.
— To nie była twoja wina. Próbowałeś nas wszystkich uratować. — Opieram — odpowiedział Charon, wychodząc przez szereg. — Cudownie — wtrącił się śmierć. — Więc teraz wybieramy strony. Bawimy się w jakąś pierdoloną wojnę domową. Chciałem tylko powiedzieć, że ja nigdy nie najebałem się tak bardzo, żeby przebić jednego ze swoich braci kosą, bo zakochałem się w loszce drugiego. Rzuciłem wkurwiony. Dobra, w takim razie jestem po stronie wojny. Burknął śmierci, obrażony usiadł na najbliższym nagrobku. A ty, Jezus? spytał Chronos Mesjasza, który najwyraźniej miał na nas bardzo wyjebane. Mam na was bardzo wyjebane. Ale co o tym wszystkim myślisz? – dopytywał dalej. Myślę, że w tym momencie poszedłbym się napierdolić jak szpadel i zasnął gdzieś w krzakach.
Przynajmniej podział na drużyny stał się w miarę jasny. Po mojej stronie stał Głód, Charon i chyba Jezus, zaś po przeciwnej stronie barykady znaleźli się Wojna, Śmierć, Chronos i Athena. Cała burda trwała dość długo, a przerwała ją dopiero dyskusja, czy użycie piszczela Świętego Jana jako broni białej jest dozwolone i moralnie akceptowalne. Nie wiem już na czym stanęło, bo nagle niebo zakryły chmury i zaczął napierdalać siarczysty deszcz. Żeby dopełnić ten groteskowy obraz, cała zgrzewka wielkich, czerwonych zniczy, którą przyniósł Jezus, zaczęła grać hymn polski, co brzmiało naprawdę niepokojąco. Po chuj ty je kupiłeś, wysapał poobijane śmierć. Zobaczyłem je wczoraj na targu i stwierdziłem, że są całkiem śmieszne, więc wziąłem kilkanaście od par mesjasz.
W końcu się poddaliśmy i zajęliśmy głowę innymi, nieco mniej ciekawymi tematami. Jednym z nich był Gervant, który dość szybko odnalazł się w naszym towarzystwie. Oczywiście pierdolił coś tam o powrocie do domu, ale szybko przekonaliśmy go, żeby został jeszcze trochę. Kiedy w końcu spotkali się z Jezusem, który go wynajął, okazało się, że Mesjasz zadzwonił do niego przypadkiem, prankując ludzi po pijaku, co niezbyt ucieszyło nasze gołowce potworów. Jego obecność okazała się być bowiem zupełnie niepotrzebna, jako że problem słowiańskich bóstw, które uciekły z Nowego Piekła, został zażegnany. Wciąż pluję sobie w brodę, że nie dopytałem wtedy o szczegóły. Może udałoby się powstrzymać katastrofę, która nastąpiła w wyniku działań tych debili. Mimo tego, że Gerwand był zupełnie bezużyteczny w naszej obecnej sytuacji, całkiem przyjemnie nam się z nim chlało i gadało.
Zanim dotarłem na miejsce, Hitler i Jezus już tam byli. — O chuj chodzi? — spytał mnie Mesjasz. — Myślałem, że zablokowałeś możliwość używania portali na terenie nieba. Najwyraźniej coś pojebali w urzędzie, bo właśnie ktoś się do nas teleportuje. Odparłem zdziwiony. — Witam — odezwał się nagle niski głos za naszymi plecami. Wszyscy podskoczyliśmy na pół metra w górę. Naszym oczom ukazał się... szkielet w stylowym garniaku, cylindrze i z cygarem w ręku. Witam serdecznie, wydukałem zdając sobie sprawę, że technicznie jestem gospodarzem. Z kim mamy przyjemność? Jesteś jakimś krewnym Harona czy coś? Baron Samedi.
Idąc trochę naokoło, doszliśmy do pewnej konkluzji. Jestem w pewnym sensie dzieckiem Maryi i Lucyfera, a myśl ta sprawia, że średnio kilka razy w tygodniu budzę się w środku nocy zlany potem. Dlaczego wam o tym wszystkim opowiadam? Zamknijcie mordy, zaraz się dowiecie. Zaraz po narodzinach antychrysta boska rodzinka się trochę... rozpierdoliła. Maryja wkurwiła się na Stwórcę, bo przez przypadek użył jej szamponu i stwierdziła, że ma dość tego wszystkiego i wypierdala na wygnanie. Słyszałem pogłoski, że podobno udała się do Ameryki, gdzie odnalazła swoje powołanie jako aktorka i tylko od czasu do czasu dokonywała jakiegoś cudu, żeby nie wyjść z wprawy. Jezus i Lucek mieli w sumie wyjebane. Mesjasz nigdy nie miał z nią specjalnie zdrowej relacji, a Lucyferowi najwyraźniej znużyło się już ruchanie własnej matki i z ulgą przyjął wiadomość o tym, że wypierdoliła ona z nieba.
Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno