4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
który w zasadzie chuja nam mógł zrobić, bo jak powiedział mu ten jego przydupas Janusz, będziemy potrzebni przy końcu świata, żeby pomóc przy rozpierdalaniu ziemi w drobny mak. Brakowało nam jednak wielu dobrodziejstw cywilizacji, jakimi na przykład są whisky, burdele i wykop. Zresztą wybór nie był tak do końca nasz. Nie zeszliśmy na ziemię z własnej woli, bo wojna odpierdolił pewną akcję, która wkurwiła stwórcę na tyle, że wystawił za naszą czwórką list gończy zarówno w niebie, jak i w piekle. Może wam kiedyś o niej opowiem, ale serio, czasami wydaje mi się, że jestem jedynym ogarniętym członkiem tej pojebanej rodziny. Jak tylko śmierć usłyszał, że jesteśmy w dupie, a piekło i niebo sprzymierzyli się, żeby nas zapierdolić, zaczął się opętańczo śmiać i wyleciał z domu z kosą w łapie. Dobrze, że głód podłożył mu nogę i zapaleniec nadział się na to swoje naostrzone gówno, przez co mieliśmy go z głowy na tydzień i mogliśmy w spokoju pomyśleć co robić.
W ten oto sposób zadecydowaliśmy, że musimy jak najszybciej spierdalać z czwartego wymiaru, bo nawet my nie mieliśmy szans ze Zjednoczoną Armią Obu Królestw. No i gdzie mieliśmy się udać? Oczywiście, że na Ziemię. Jak tak teraz na to patrzę, to w sumie dobrze się złożyło, bo czekanie na koniec świata zaczynało być już naprawdę nużące. A teraz mamy przynajmniej co robić. Oto i my. Czterej pierdoleni jeźdźcy apokalipsy. Żyjemy na ziemi już dobrych parę lat, wciąż czekając aż Pan Bóg zapomni o tym co odpierdolił Wojna i pozwoli nam wrócić do domu. Ale wiecie co? Przestało nam na tym zależeć. Bawimy się świetnie i mamy zamiar tu zostać do jebanego końca świata. Wojna, jebany playboy, znalazł sobie nawet jakąś lożkę. Z tym, że jest pewien problem. Ta jego blondyneczka jest w drugiej klasie liceum.
Bo widzicie, schodząc na ziemię mogliśmy wybrać sobie facjaty od coś w stylu kreatora w Simsach. Niby sztos, ale nawet to nie naprawi mojego ryja. Cóż, w końcu jestem zaraza. Wywołuje choroby i trądzik. Ale dlaczego sam muszę mieć ryj jak trendowaty? Nawet zapytałem o to kiedyś tego, jak mu tam, świeżego Jana. A ten mi mówi coś o tym, że nie każdy rodzi się pięknym i kluczem do osiągnięcia szczęścia jest nauczenie się żyć ze swoimi słabościami. Zajebałem mu w mordę, bo w poważaniu mam takie kurwa rady, a ten skurwiel, żeby mi dojebać, dopisał o mnie parę wersów do swojej Ewangelii, przez co na zawsze będę się obnosił z tym pryszczatym, czerwonym, krzywym ryjem. Trochę przykro, patrząc na moich braci. No dobra, jest jeszcze głód, ale jego poza fast foodami nie interesuje nic. Mógłby być całą mordę wymalowaną niezmywalnym gównem i nie zrobiłoby mu to w sumie żadnej różnicy, o ile wciąż miałby wstęp do KFC.
Więc, jak już mówiłem, schodząc na ziemię, mogliśmy zrobić sobie takie, nazwijmy to, awatary. Oczywiście wszyscy zrobiliśmy z siebie młodziutkich, ślicznych, poza mną chłopców, których można było posądzić o bycie licealistami albo studenciakami. Dlatego właśnie Wojna, korzystając ze swojej pięknej buzi, poznał jakąś lożkę. Ale dlaczego o tym mówię? Zresztą już drugi raz. Widzicie, ten debil wciągnął nas w póki co najbardziej pojebaną akcję, jakiej doświadczyliśmy podczas naszego pobytu na Ziemi. Podczas jednej z randek ona zapytała się naszego lovelasa, gdzie się uczy, studiuje. Ten oczywiście zmieszany, myśli co powiedzieć, a ta zinterpretowała to w trochę inny sposób, zakładając, że pewnie go wyjebali czy coś i teraz wstyd mu się przyznać przez taką wielką damą jak ona. A ten debil oczywiście mówi, że tak, tak, ale szuka nowej budy, gdzie mógłby się przepisać.
Jak to się skończyło, chyba nie muszę mówić. Wrócił pod wieczór i mówi, że idziemy do jakiegoś gościa, żeby nam papiery skołował. My się tak patrzymy na niego jak na debila, którym jest, Nie wiedząc o chuj mu chodzi, w końcu żyliśmy na ziemi już kupę czasu bez takich niepotrzebnych świstków jak dowody osobiste i tego typu gówna, a ten nam mówi, że zapisuje nas do liceum. Śmierć kurwa spadł z krzesła i nadział się na swoją kosę, która stała oparta o ścianę za nim. Gut i ja patrzyliśmy się na niego zbyt zszokowani, żeby cokolwiek powiedzieć. Zresztą nie mieliśmy nic do gadania. Chuj zapisał nas do publicznego liceum imienia jakiegoś jebanego profesora, którego nikt nie zna i który nic nie zrobił. A wszystko po to, bo chce zabolcować jakąś lochę i boi się sam wciskać w środowisko tych ameb umysłowych zwanych licealistami. No kurwa błagam. Przez tego pedała zacząłem nawet nakładać sobie podkład, żeby choć trochę ukryć swoją szpetną mordę i móc wyjść na ulicę bez maski albo kaptura zaciągniętego pod brodę.
W sumie nie robiliśmy tego pod przymusem, byliśmy zdania, że Beckowo będzie zobaczyć jak to jest, być młodym i głupim śmiertelnikiem, plus mieliśmy okazję podziwiać naszego Alvaro w akcji, co samo w sobie było pierwszorzędną komedią, wartą zmarnowania tych kilku godzin dziennie. Niestety śmierć i głód trafili do innej klasy, a ja wraz z wojną trafiłem do najgorszej grupy społecznej, z jaką przyszło mi się kiedykolwiek zetknąć. Do klasy humanistycznej. Zaczęło się niewinnie. Maciek? Jestem! Ola? Jestem! Wo... eee... Wojna? Obecny! Eee... dobra. Filip? Jestem! Zar... co do chuja? Obecny! Kto wam nadawał te imiona? Ja przepraszam bardzo.
Katechetka ewidentnie nie była specjalną fanką Ewangelii Świętego Janusza. No, ten, jak mu tam, Jasiek, wie pani, ten przydupa z Jezusa, z którymi łapali se ryby. Kobieta wybiegła z klasy z krzykiem, że są z nas małe szatany i w ogóle co my robimy w tej katolickiej szkole. Później było trochę lepiej, nauczyła się nie poruszać tematu apokalipsy, bo jak tylko padło choć jedno zdanie na ten temat, śmierć zdejmował drzwi z kopa i wymachując kosą zaczynał wykrzykiwać jakieś randomowe łacińskie sentencje, których znaczenia sam pewnie nie znał. Raz nasza wychowawczyni się wkurwiła i zajebała mu tę kosę, ale on wykradł ją z magazynku następnego dnia zastępując jakąś inną, którą znalazł na polu pod miastem. Inna akcja, głód zamówił sobie do szkoły kilkanaście kilogramów nuggetsów z maca i cały dzień ciągnął za sobą wielkie pudło, co jakiś czas zatrzymując się po to, aby opierdolić małego kurczaczka w kilkucentymetrowej panierce.
W ogóle kurwa śmierć chyba najlepiej się odnalazł w tym środowisku. Ze swoją pedalską czarną grzywką, kompletnie niepasującym do niego gromkim basem i uwielbieniem memów o samobójstwie i bezsensie istnienia, szybko znalazł sobie tu paru kolegów, równie zjebanych co on sam. U mnie było trochę gorzej, wszystkie przerwy starałem się spędzać albo w kiblu, albo gdzieś w koncie, żeby ludzi nie straszyć, ale raz miałem taką sytuację, że podbiła do mnie jakaś loszka, takie intrygujące 8 na 10, w porywach nawet do dziewiątki. Siema zaraza, co tam? Jak ci się podoba na naszym ziemskim padole? Jeść czy apokalipsy? Odetchnąłem z ulgą, bo laska najwyraźniej wiedziała kim jesteśmy i nie musiałem tego dłużej okrywać. No ogólnie całkiem sztos. Miałem już w sumie dość napierdalania się z aniołami i demonami. Wakacje na ziemi to całkiem miła odmiana.
Wychodzi, patrzy co tu się odpierdala i po chwili namysłu wraca do klasy, bierze kosę jak się nie rzuci na jednego z nich. Wojna patrząc co ten debil odpierdala obudził w sobie samca alfa i broniąc swojej lożki zerwał się i biegając po ścianach zaczął dżgać a la hakbarów nożykiem do papieru, bo zostawił swój miecz w domu. W pięć minut było po wszystkim, a nam pozostało tylko nagrodzić to jebane show oklaskami i statusem na Facebooku. Ostatnio skończył się pierwszy semestr i w sumie muszę przyznać, że bawiłem się zaskakująco dobrze. Głód śmieje się ze mnie, bo mam zamiar wywalczyć świadectwo z paskiem i stypendium, ale w chuju go mam. Wszystkim nam się tu spodobało, ale coś czuję, że jeszcze kilka takich akcji wypierdolą nas stąd na zbite pyski. Tymczasem wojna, który jakby nie patrzeć nas to wciągnął, wciąż nie może swojej laluni zaciągnąć do łóżka.
Jak mu się to udało, nie wie nikt, a on sam twierdzi, że po prostu nie mogła się oprzeć jego urokowi i gracji. Tak, gracji kurwa pierdolonego manekina z paraliżem połowy ciała. No chyba, że mówimy o jego stylu walki, to wtedy okej, przyznaję, miło się ogląda jak roztrzaskuje komuś szczęki albo łamie kręgosłupy, jednak ta cipeczka chyba niespecjalnie na to leci. Nie wiem, czy o tym wspominałem, ale jest zapaloną katoliczką, co było jednym z głównych powodów, dlaczego proces przekonania jej Dobolca był tak żmudny. Jest to o tyle zabawne, że Wojna jest diabłem wcielonym, do tego z mentalnością dwulatka. Żeby nie być gołosłownym, przedstawię wam sposób jego myślenia. Ktoś powie mu coś, co mu się nie podoba? Bułana ryj. Ktoś delikatnie popchnie go na korytarzu? Kosa pod żebra. Nie wspominam już nawet o tym, co dzieje się z frajerem, który w jakikolwiek sposób obrazi to jego niunię.
No kurwa, błagam. Jak baba od Polaka podczas lekcji nazwała ją tępą szmatą, Wojna wypierdolił jej pod brudkowym i rzucił o ścianę. Z tym, że Cela to on ma niewiele lepszego od śmierci i zamiast w ścianę to trafił w okno. Dość istotny jest też fakt, że było to trzecie piętro. Oficjalna wersja jest taka, że facetka próbowała popełnić samobójstwo, potem jak wzruszyła się jednym z wierszy czytanych na lekcji. Próbowała, bo niestety przeżyła i zapadła w śpiączkę, ale dziwnym trafem, parę dni po trafieniu do szpitala, zmarła na kiłę. Dziwne. Ale to jeszcze nic. Głód prawie został wyjebany ze szkoły i mówiąc prawie, mam na myśli mili kurwa metry. Otóż byliśmy na wycieczce klasowej w Auschwitz. W sensie, na zwiedzaniu obozu. Śmieszek oglądając powieszone na ścianach fotografie wychudzonych więźniów darmordę na cały głos.
Tego kojarzę! Tego też, xd! Ale pod koniec przeszedł samego siebie. Wspominałem już chyba, że jest chudy jak patyk, zresztą kurwa. Czy naprawdę muszę to mówić o kolesiu, który nazywa się w ten sposób? Anyway, ostatnią z atrakcji była wystawa przedstawiająca więźniów pracujących przy jakimś generatorze czy chichuj. Debil coś tam podszeptał ze śmiercią i już wiedziałem, że te dwie umysłowe ameby odkurwią coś ciekawego. I nie myliłem się. Ukradkiem wzięli jednego z manekinów, zdjęli z niego ubranko, które następnie włożył na siebie głód, wieszając w swoje własne ciuchy na tym kawałku plastiku. Dopiero po powrocie do szkoły wychowawczyni ogarnęła, że coś tu nie gra. I głód jest jeszcze bardziej cichy i plastikowy niż kiedykolwiek. Kiedy po niego wróciliśmy, naszym oczom ukazał się taki oto widok.
Nasz kochany brat, wciąż ubrany w więźniarskie ubranko, prowadza wycieczkę przedszkolaków, z uśmiechem na ustach opowiadając o tym, jak to kiedyś było. Bo widzicie, Hitler wcale nie wiedział o Holokaustie. To wszystko dzieło tego okrutnika, dyktatora i pedofila. Varola Koin urwał gwałtownie, bo zobaczył naszą wychowawczynię szarżującą na niego z bojowym okrzykiem. Chyba nie muszę mówić, że nie skończyło się to dla niego dobrze. Co prawda nie wyjebali go jakimś cudem, ale za karę musiał przez trzy miesiące chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia, mające na celu pomóc w odnalezieniu młodym ludziom Jezusa w swoim życiu czy coś równie absurdalnego. Raz nawet poszliśmy z nim, ciekawi jak to wygląda. Na nasze nieszczęście trafiliśmy akurat na lekcję o końcu świata. Słuchaliśmy tych bredni przez dobre dwie godziny, po których nastąpił moment, w którym można było zadawać pytania i dyskutować.
Musieliśmy związać i zakneblować śmierć, który rzucał się jak piskorz, przeklinając ignorancję katechetki. Najbardziej dotkliwe było to, że nie wspomniała o nas ani jednym słowem. Like, hej, skoro już się tak wczytujemy w tę Biblię, to nie pomijamy takiej postaci jak cztery jeźdźcy, halo, halo. Gdy tylko baba oddała nam głos, natychmiast zaczęliśmy dopytywać się o szczegóły. A co jest z jeźdźcami przebranych? To tylko symbolika, bolączki, trawiące nas obawy i strach, zobrazowane przez cztery postacie. No, powiedzcie, czy widzieliście kiedyś wojnę? W sumie to głód? No, siedzi obok. Albo zarazę? No wtedy jej wyjebałem! Sama jesteś, kurwa, bolączką i obawą trawiącą ludzkość!
Następnego dnia do szkoły wpłynął pozew oskarżający katechetkę o nieznajomość Biblii ze szczególnym uwzględnieniem apokalipsy świętego Jana. Nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło, fakt, że został rozpatrzony pozytywnie, czy jej mina, kiedy się o tym dowiedziała. W ogóle pominąłem ostatnio dość istotne fakty, które są mimo wszystko dość ważne dla zrozumienia zasad, na jakich egzystujemy na Ziemi. No bo, hej, nazywamy się jeźdźcami, czyli w teorii na czymś jeździmy. Według Biblii były to konie, ale niestety zostały one w czwartym wymiarze, więc musieliśmy się zadowolić czymś mniej tradycyjnym. Śmierć na przykład wybrał sobie czarnego, jakżeby inaczej, Harley'a, obklejonego naklejkami z czaszkami i Hello Kitty. Wojna i Głód stwierdzili, że pośmieszkują sobie trochę i pozwolą wybrać swój środek transportu temu drugiemu. Jak się nie trudno domyślić, obaj dostali po multipli.
Ja, jako że i tak dom opuszczałem raczej rzadko, postawiłem na oszczędność i skołowałem sobie rower górski. Dzięki temu każdy z nas mógł oficjalnie poczuć się jeźdźcem XXI wieku. Jedna z najlepszych póki co akcji miała miejsce, gdy po wystawieniu ocen z zachowania okazało się, że cała nasza czwórka ma naganne. W ten sposób, pod groźbą wyjebania ze szkoły, kazano nam przeprowadzić na wywiadówkę przynajmniej jednego z rodziców. Zesraliśmy się trochę, ale postanowiliśmy zaryzykować. Słucham? Chciałem porozmawiać ze Świętym Janem. Jest zajęty, co mu przekazać? Że ma kurwa w tym momencie podejść z dojebanego telefonu! Proszę zaczekać, bzzzt. Szczęść Boże, z tej strony Święty Jan, w czym mogę? Potrzebujemy pomocy. Hmm, zaraza. Miło cię słyszeć, czy zdecydowałeś się jednak stanąć po stronie nieba i wesprzeć Anielską Armię w walce z Siłami Mroku?
Ojebało? Słuchaj, musisz wbić do nas na wywiadówkę, albo wypierdolą nas ze szkoły. Rozumiem, ale nie sądzę, żeby stwórcy się to spodobało. Wciąż jest zdenerwowany tym, co zrobił Wojna, sam zrozumiesz. W chuju to mam! Czwartek, 19! Adres załączyłem w modlitwie! Przecież wiesz, że Bóg automatycznie ustawił przekierowanie wszystkich modlitw do spamu. Wie, kim mi zajmie, zanim się do niego dokopię. Użyj wyszukiwarki! Elo! Pożegnałem się kulturalnie i odetchnąłem z ulgą. Sprawy się jednak komplikowały, kiedy dyrektor podjął decyzję, że ma przyjść jednak oboje rodziców. To znowu ja, zaraza. O co chodzi? Mam już twoją modlitwę, szykuję nawet garniak. Mówię ci, wszyscy będą wam zazdrościć, jak zobaczą waszego starego w takim stroju. Zamawiałem go, aż jebie mnie to.
Potrzebujemy matki. Słucham? Ma przyjść oboje rodziców. Mamy problem. No shit, Sherlock. W niebie nie ma żadnych kandydatek. W dzisiejszych czasach wszystkie lożki się puszczają i dają dupy na prawo i lewo. Mamy całkiem sporo heteroseksualnych drwali, ale jeśli chodzi o płeć żeńską, to od XX wieku cierpimy na deficyt, a ja z żadną grzeszną duszą pokazywać się nie zamierzam. A Maryja? Zajęta jest. W czwartek ukazuje się na spieczonym toście. Kurwa. A może Jezus? Słucham? No przecież ma te swoje hipisowskie loczki. Jak zgoli brodę i nawali tapety, nikt nie ogarnie. Mam zapytać Jezusa, czy wbije na waszą wywiadówkę, udając waszą matkę?
Tak? Chyba nie muszę mówić, jak wielką tragedią się to wszystko skończyło. Jezus, owszem, zgodził się przyjść, ale pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiemy, bo jak sam powiedział, gdyby jego ojciec się dowiedział, to miałby solidnie przesrane. W końcu Mesjaszowi nie wypada tapetować sobie mordy i przebierać w za małe damskie ciuchy, które wojna podjebał swojej dziewczynie. Państwo Święci, dyrektor spojrzał na naszych rodziców z miną gościa, który jest w rozterce pomiędzy samobójstwem poprzez powieszenie się na suchej gałęzi, a podrżnięciem żył. Tak, to my, potwierdził Jan, poprawiając krawat. Zapraszam do gabinetu. Wy zostajecie, wskazał na nas. Z wami pogadam sobie później. Chcąc nie chcąc siedliśmy na kanapie w sekretariacie i pod czujnym okiem sekretarki czekaliśmy na rozwój wydarzeń.
O Ty Jezusie Chrystusie Jeden obruszył się szatan i skontrował kolejny cios, po czym solidnym kąpięciem w żołądek zostudził zapał przeciwnika. Walka robiła się coraz bardziej intensywna, jednak do pokoju wciąż wdzierała się para i coraz trudniej było dostrzec kto komu kopie dupsko. Na domiar złego do środka wpadła harpia sekretarka i pojedynek trzeba było na chwilę przerwać. Na szczęście Świętemu Janowi udało się ją trafić stojącą na regale Biblią, przez co spadła prosto na nadstawioną przez śmierć kosę i umożliwiła kontynuację starcia. Szczerze powiedziawszy, druga runda była dość nudna. Obaj zawodnicy wyraźnie stracili zapał i walka opierała się już prawie wyłącznie na blokach i nieśmiałych próbach ataku. Jednak szala stopniowo przechylała się na korzyść czatana. Spojrzeliśmy na siebie z chłopakami i zdecydowaliśmy, że jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie wesprzeć naszą niedoszłą matkę.
Albo źle się to dla niej skończy. Wojna i głód zrzucili się na Władcy Ciemności z dwóch stron, ale Skubaniec zachował sobie wystarczająco siły, by jednym błyskawicznym uderzeniem pozwalić obu na ziemię. Święty Jan oburzony zaczął wrzeszczeć, że to nieuczciwe i żebyśmy nie przeszkadzali obu zawodnikom, albo zaraz da nam szlaban. Jezus tymczasem upadł ciężko na podłogę i nic nie wskazywało na to, że ma zamiar z niej wstać. Kojarzysz Marcina Lutra, Lucyferze? spytał nagle. Zdziwiony oponent pokiwał powoli głową. Nie lubiłem gnoja. Jakieś sracje, reformacje i inne gówna, ale powiedział kiedyś pewne interesujące zdanie, które teraz chciałbym ci przytoczyć. Pozwolisz? Szatan po raz kolejny pokiwał głową, podnosząc jednak łapę w górę, gotowy zadać ostateczny cios.
Estis eram vivus. Chwyciłem czerwonoskórem monstrum za nadgarstek, ściskając go z całej siły. Morriestua mors ero. Śmierć miał ułatwione zadanie. Zarażony przeze mnie autyzmem, szatan nie był już zagrożeniem i nawet się nie odsunął, gdy ukochane narzędzie mordu mojego brata oderżnęło mu łeb. To było bedasowe, stwierdziłem podniesony. Łacińskie sentencje zawsze są bedesowe, uśmiechnął się szelmowsko Jezus i poprawił rejbany na nosie. Tylko Jan nie podzielał naszego entuzjazmu. To było jawne oszustwo! Przerwaliście uczciwy pojedynek! Poczekajcie, aż Stwórca się o tym dowie! Nie dowie się, stwierdził Jezus. Przecież obiecałeś Mu nic nie mówić. Jan coś mruknął pod nosem, coś tupnął, ale bezsilny wobec autorytetu Syna Bożego, zrezygnowany opadł na dyrektorski fotel i zapalił jointa wyciągniętego z górnej szuflady biurka.
Guess who's fucking back? Oczywiście to po raz kolejny ja, Zaraza. Wiem, że tęskniliście, nie odzywałem się dość długo, a to dlatego, że pojechaliśmy z braćmi na małe wakacje, o których wspominałem w ostatnim poście. No, może nie takie małe, bo kawałek świata jednak zwiedziliśmy, ale powoli. Wypada zacząć wszystko od początku. No, na początku to ogólnie był chaos i nic poza tym, ale przenieśliśmy się szybko kilkadziesiąt tysięcy albo milionów, zależy kogo pytasz, lat do przodu. Mamy czerwiec i mniej więcej wtedy zaczynam wam opisywać nasze przygody w szkole i m... Kurwa, nawet nie pamiętam czy jego imienia było to liceum, mniejsza oto. Niestety, nie byliśmy na zakończeniu roku i nie wiemy, jak szkoła zareagowała na zniknięcie dyrektora, a szkoda, bo byłem ciekawy, do jakich wniosków dojdą, kiedy dodadzą do równania zaginioną sekretarkę.
Pierwszy na liście był Czarnobyl. Dałem go na pierwszego, bo w sumie najbliżej i tak naprawdę najtaniej. Byłoby trochę słabo jakbyśmy przejebali cały hajs na pierwszym wyjeździe, nie? Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu, od dwie ołowiane skrzynki z naszymi ciuchami i dwie siaty żarcia z Biedry na drogę. Oczywiście głód wziął własny prowiant, który składał się z kilkunastu skrzyń burgerów i kebabów, które pozamawiał sobie bezpośrednio do miast i wsi, które mieliśmy mijać po drodze, dzięki czemu co kilkadziesiąt kilometrów odbierał sobie po jednej takiej paczuszce i był wręcz przeszczęśliwy. Spryciula. Droga minęła nam ogólnie w raczej miłej atmosferze, ale to głównie przez to, że śmierć uparł się jechać na swoim Harley'u, którym wpierdolił się w drzewo w połowie trasy, dzięki czemu nie musieliśmy słuchać jego pierdolenia. Musiał potem dzwonić do nieba, podsyłając się pod świętego Jana, żeby dali mu pozwolenie na nawiązanie kontaktu z pogańskimi bogami i wynajął Hermesa, żeby go do nas dostarczył.
Zabulił za to tyle hajsu, że zostało mu może z dwie dychy w portfelu. No ale jebać śmierć, wróćmy do Czarnobyla. Zajechaliśmy gdzieś pod wieczór, minęliśmy parę bramek kontrolnych, o dziwo nikt nie robił problemów, jednak wszyscy przestrzegali nas, żebyśmy zawrócili i spierdalali stąd póki jeszcze możemy. Oczywiście wyśmialiśmy ich, bo nie po to zapierdalamy taki kawał drogi dusząc się z gorąca w pierdolonej Multipli, żeby teraz poddać się jak ostatnie pizdy. Byliśmy zbyt ciekawi jak to wszystko wygląda i czy spotkamy jakieś zmutowane zwierzaczki albo zombie. Samo miasto sprawiało przygnębiające wrażenie. Opustoszałe osiedla, pełne szarych blokowisk, na których nie widać było żywej duszy. Gdzie są kurwa zombie? Wydarł się zawiedziony Wojna. Na planie pisało, że będą zombie! Kurwa zjebie.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno