Mentionsy Mentionsy
Pastolektor Reupload
Pastolektor Reupload

4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc

03.10.2024 ·9 godz 2 min

Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno

który w zasadzie chuja nam mógł zrobić, bo jak powiedział mu ten jego przydupas Janusz, będziemy potrzebni przy końcu świata, żeby pomóc przy rozpierdalaniu ziemi w drobny mak. Brakowało nam jednak wielu dobrodziejstw cywilizacji, jakimi na przykład są whisky, burdele i wykop. Zresztą wybór nie był tak do końca nasz. Nie zeszliśmy na ziemię z własnej woli, bo wojna odpierdolił pewną akcję, która wkurwiła stwórcę na tyle, że wystawił za naszą czwórką list gończy zarówno w niebie, jak i w piekle. Może wam kiedyś o niej opowiem, ale serio, czasami wydaje mi się, że jestem jedynym ogarniętym członkiem tej pojebanej rodziny. Jak tylko śmierć usłyszał, że jesteśmy w dupie, a piekło i niebo sprzymierzyli się, żeby nas zapierdolić, zaczął się opętańczo śmiać i wyleciał z domu z kosą w łapie. Dobrze, że głód podłożył mu nogę i zapaleniec nadział się na to swoje naostrzone gówno, przez co mieliśmy go z głowy na tydzień i mogliśmy w spokoju pomyśleć co robić.

Bo widzicie, schodząc na ziemię mogliśmy wybrać sobie facjaty od coś w stylu kreatora w Simsach. Niby sztos, ale nawet to nie naprawi mojego ryja. Cóż, w końcu jestem zaraza. Wywołuje choroby i trądzik. Ale dlaczego sam muszę mieć ryj jak trendowaty? Nawet zapytałem o to kiedyś tego, jak mu tam, świeżego Jana. A ten mi mówi coś o tym, że nie każdy rodzi się pięknym i kluczem do osiągnięcia szczęścia jest nauczenie się żyć ze swoimi słabościami. Zajebałem mu w mordę, bo w poważaniu mam takie kurwa rady, a ten skurwiel, żeby mi dojebać, dopisał o mnie parę wersów do swojej Ewangelii, przez co na zawsze będę się obnosił z tym pryszczatym, czerwonym, krzywym ryjem. Trochę przykro, patrząc na moich braci. No dobra, jest jeszcze głód, ale jego poza fast foodami nie interesuje nic. Mógłby być całą mordę wymalowaną niezmywalnym gównem i nie zrobiłoby mu to w sumie żadnej różnicy, o ile wciąż miałby wstęp do KFC.

W sumie nie robiliśmy tego pod przymusem, byliśmy zdania, że Beckowo będzie zobaczyć jak to jest, być młodym i głupim śmiertelnikiem, plus mieliśmy okazję podziwiać naszego Alvaro w akcji, co samo w sobie było pierwszorzędną komedią, wartą zmarnowania tych kilku godzin dziennie. Niestety śmierć i głód trafili do innej klasy, a ja wraz z wojną trafiłem do najgorszej grupy społecznej, z jaką przyszło mi się kiedykolwiek zetknąć. Do klasy humanistycznej. Zaczęło się niewinnie. Maciek? Jestem! Ola? Jestem! Wo... eee... Wojna? Obecny! Eee... dobra. Filip? Jestem! Zar... co do chuja? Obecny! Kto wam nadawał te imiona? Ja przepraszam bardzo.

Katechetka ewidentnie nie była specjalną fanką Ewangelii Świętego Janusza. No, ten, jak mu tam, Jasiek, wie pani, ten przydupa z Jezusa, z którymi łapali se ryby. Kobieta wybiegła z klasy z krzykiem, że są z nas małe szatany i w ogóle co my robimy w tej katolickiej szkole. Później było trochę lepiej, nauczyła się nie poruszać tematu apokalipsy, bo jak tylko padło choć jedno zdanie na ten temat, śmierć zdejmował drzwi z kopa i wymachując kosą zaczynał wykrzykiwać jakieś randomowe łacińskie sentencje, których znaczenia sam pewnie nie znał. Raz nasza wychowawczyni się wkurwiła i zajebała mu tę kosę, ale on wykradł ją z magazynku następnego dnia zastępując jakąś inną, którą znalazł na polu pod miastem. Inna akcja, głód zamówił sobie do szkoły kilkanaście kilogramów nuggetsów z maca i cały dzień ciągnął za sobą wielkie pudło, co jakiś czas zatrzymując się po to, aby opierdolić małego kurczaczka w kilkucentymetrowej panierce.

W ogóle zabawna sytuacja, bo we wtorkowe popołudnia, podczas gdy my z Wojną i jego dupeczką mieliśmy matmę, Głód i śmierć mieli fizykę, w sali dokładnie pod nami. Tak się składa, że siedzę akurat przy oknie, więc śmierć pewnego razu wspiął się po rynnie na poziom naszego piętra i zaproponował mi grę w kości na hajs, bo mu na drożdżówkę w sklepiku nie starczy. Skisłem srogona, ale mówię, okej, czemu nie. Przypał był tylko trochę, bo baba od matmy wydarła się na mnie, że co ja tam robię z tyłu. Moja odpowiedź, że gram w kości ze śmiercią, nie była chyba tą, której oczekiwała.

Uśmiechnąłem się promiennie. Dziwnie się na mnie spojrzała, ale ja kontynuowałem dalej. Wbiliśmy tu w zasadzie tylko na chwilę, ale chyba zostaniemy na dłużej. Tym bardziej, że Wojna wyczaił jakąś działkę, którą ma zamiar przelecieć. Zresztą Stwórca wciąż jest na nas wkurwiony za to co odjebaliśmy i chyba... Jesteś pojebany. Lol. Wspierdalaj, zboczeńcu! Wrzasnęła i uciekła. Dwa dni później zdechła na syfilis. Dobrze ci tak, kurwo. Mimo, że zarażanie ludzi randomowymi śmiertelnymi chorobami bez powodu było wbrew zasadom, jakie ustaliliśmy z chłopakami, nie mogłem się powstrzymać, żeby od czasu do czasu nie pobawić się swoimi mocami, bo pod tym względem byłem na swój sposób unikalny. Głód mógł co najwyżej odchudzać grube lochy, wysysając z nich tłuszcz i duszę.

Wychodzi, patrzy co tu się odpierdala i po chwili namysłu wraca do klasy, bierze kosę jak się nie rzuci na jednego z nich. Wojna patrząc co ten debil odpierdala obudził w sobie samca alfa i broniąc swojej lożki zerwał się i biegając po ścianach zaczął dżgać a la hakbarów nożykiem do papieru, bo zostawił swój miecz w domu. W pięć minut było po wszystkim, a nam pozostało tylko nagrodzić to jebane show oklaskami i statusem na Facebooku. Ostatnio skończył się pierwszy semestr i w sumie muszę przyznać, że bawiłem się zaskakująco dobrze. Głód śmieje się ze mnie, bo mam zamiar wywalczyć świadectwo z paskiem i stypendium, ale w chuju go mam. Wszystkim nam się tu spodobało, ale coś czuję, że jeszcze kilka takich akcji wypierdolą nas stąd na zbite pyski. Tymczasem wojna, który jakby nie patrzeć nas to wciągnął, wciąż nie może swojej laluni zaciągnąć do łóżka.

No kurwa, błagam. Jak baba od Polaka podczas lekcji nazwała ją tępą szmatą, Wojna wypierdolił jej pod brudkowym i rzucił o ścianę. Z tym, że Cela to on ma niewiele lepszego od śmierci i zamiast w ścianę to trafił w okno. Dość istotny jest też fakt, że było to trzecie piętro. Oficjalna wersja jest taka, że facetka próbowała popełnić samobójstwo, potem jak wzruszyła się jednym z wierszy czytanych na lekcji. Próbowała, bo niestety przeżyła i zapadła w śpiączkę, ale dziwnym trafem, parę dni po trafieniu do szpitala, zmarła na kiłę. Dziwne. Ale to jeszcze nic. Głód prawie został wyjebany ze szkoły i mówiąc prawie, mam na myśli mili kurwa metry. Otóż byliśmy na wycieczce klasowej w Auschwitz. W sensie, na zwiedzaniu obozu. Śmieszek oglądając powieszone na ścianach fotografie wychudzonych więźniów darmordę na cały głos.

Tego kojarzę! Tego też, xd! Ale pod koniec przeszedł samego siebie. Wspominałem już chyba, że jest chudy jak patyk, zresztą kurwa. Czy naprawdę muszę to mówić o kolesiu, który nazywa się w ten sposób? Anyway, ostatnią z atrakcji była wystawa przedstawiająca więźniów pracujących przy jakimś generatorze czy chichuj. Debil coś tam podszeptał ze śmiercią i już wiedziałem, że te dwie umysłowe ameby odkurwią coś ciekawego. I nie myliłem się. Ukradkiem wzięli jednego z manekinów, zdjęli z niego ubranko, które następnie włożył na siebie głód, wieszając w swoje własne ciuchy na tym kawałku plastiku. Dopiero po powrocie do szkoły wychowawczyni ogarnęła, że coś tu nie gra. I głód jest jeszcze bardziej cichy i plastikowy niż kiedykolwiek. Kiedy po niego wróciliśmy, naszym oczom ukazał się taki oto widok.

Musieliśmy związać i zakneblować śmierć, który rzucał się jak piskorz, przeklinając ignorancję katechetki. Najbardziej dotkliwe było to, że nie wspomniała o nas ani jednym słowem. Like, hej, skoro już się tak wczytujemy w tę Biblię, to nie pomijamy takiej postaci jak cztery jeźdźcy, halo, halo. Gdy tylko baba oddała nam głos, natychmiast zaczęliśmy dopytywać się o szczegóły. A co jest z jeźdźcami przebranych? To tylko symbolika, bolączki, trawiące nas obawy i strach, zobrazowane przez cztery postacie. No, powiedzcie, czy widzieliście kiedyś wojnę? W sumie to głód? No, siedzi obok. Albo zarazę? No wtedy jej wyjebałem! Sama jesteś, kurwa, bolączką i obawą trawiącą ludzkość!

Następnego dnia do szkoły wpłynął pozew oskarżający katechetkę o nieznajomość Biblii ze szczególnym uwzględnieniem apokalipsy świętego Jana. Nie wiem, co mnie bardziej rozbawiło, fakt, że został rozpatrzony pozytywnie, czy jej mina, kiedy się o tym dowiedziała. W ogóle pominąłem ostatnio dość istotne fakty, które są mimo wszystko dość ważne dla zrozumienia zasad, na jakich egzystujemy na Ziemi. No bo, hej, nazywamy się jeźdźcami, czyli w teorii na czymś jeździmy. Według Biblii były to konie, ale niestety zostały one w czwartym wymiarze, więc musieliśmy się zadowolić czymś mniej tradycyjnym. Śmierć na przykład wybrał sobie czarnego, jakżeby inaczej, Harley'a, obklejonego naklejkami z czaszkami i Hello Kitty. Wojna i Głód stwierdzili, że pośmieszkują sobie trochę i pozwolą wybrać swój środek transportu temu drugiemu. Jak się nie trudno domyślić, obaj dostali po multipli.

Nie musieliśmy czekać zbyt długo. Najpierw rozległ się krzyk dyrektora, który przeszedł w przerażający ryk. Rzuciliśmy się do drzwi, ale sekretarka zagrodziła nam drogę. Nie tak prędko. Jeźdźcy. Uśmiechnęła się złowieszczo i zamieniła w wielką harpię. Śmierć błyskawicznie zareagował, rzucając się na nią z kosą, ale cholera była zbyt szybka i zręcznie uniknęła ciosu, przez co biedak zapierdolił stałej siły w rurę biegnącą po ścianie. Całe pomieszczenie wypełniło się parą, ograniczając widoczność do minimum. Wraz z głodem i wojną zaczęliśmy machać pięściami na oślep, próbując dorwać to latające kurestwo, ale bezskutecznie. Śmierć tymczasem wyrwał swoją ukochaną kosę i pierdolnął nią na oślep po raz kolejny. Tym razem z nieco lepszym skutkiem, bo trafił w drzwi, które pod wpływem ciosu roztrzaskały się w drzazgi.

Albo źle się to dla niej skończy. Wojna i głód zrzucili się na Władcy Ciemności z dwóch stron, ale Skubaniec zachował sobie wystarczająco siły, by jednym błyskawicznym uderzeniem pozwalić obu na ziemię. Święty Jan oburzony zaczął wrzeszczeć, że to nieuczciwe i żebyśmy nie przeszkadzali obu zawodnikom, albo zaraz da nam szlaban. Jezus tymczasem upadł ciężko na podłogę i nic nie wskazywało na to, że ma zamiar z niej wstać. Kojarzysz Marcina Lutra, Lucyferze? spytał nagle. Zdziwiony oponent pokiwał powoli głową. Nie lubiłem gnoja. Jakieś sracje, reformacje i inne gówna, ale powiedział kiedyś pewne interesujące zdanie, które teraz chciałbym ci przytoczyć. Pozwolisz? Szatan po raz kolejny pokiwał głową, podnosząc jednak łapę w górę, gotowy zadać ostateczny cios.

No nic, w każdym razie mieliśmy z braćmi niemałą rozterkę odnośnie miejsca, w które się wybierzemy. Wypadałoby w końcu wypocząć po tym ciężkim roku szkolnym, nie? Po długich kłótniach i bijatykach, podczas których śmierć stracił trzy zęby, a głód lewe jądro, doszliśmy do porozumienia i rozpisaliśmy sobie wszystkie propozycje i zdecydowaliśmy, że wybierzemy się we wszystkie zaproponowane miejsca. Pozostawało tylko ustalić kolejność, a to dało nam kolejny powód do awantury i kłótni, przez które tym razem to ja stałem się najbardziej poszkodowany, mi znowu powstałą blizną na policzku, kazałem im zamknąć mordy, grożąc zarażeniem całej trójki rakiem mózgu. Nawet nie wiem czy potrafiłbym to zrobić, jednak te ameby umysłowe również tego nie wiedziały i w ten oto sposób opracowanie planu naszej podróży spoczęło na moich barkach.

Pierwszy na liście był Czarnobyl. Dałem go na pierwszego, bo w sumie najbliżej i tak naprawdę najtaniej. Byłoby trochę słabo jakbyśmy przejebali cały hajs na pierwszym wyjeździe, nie? Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu, od dwie ołowiane skrzynki z naszymi ciuchami i dwie siaty żarcia z Biedry na drogę. Oczywiście głód wziął własny prowiant, który składał się z kilkunastu skrzyń burgerów i kebabów, które pozamawiał sobie bezpośrednio do miast i wsi, które mieliśmy mijać po drodze, dzięki czemu co kilkadziesiąt kilometrów odbierał sobie po jednej takiej paczuszce i był wręcz przeszczęśliwy. Spryciula. Droga minęła nam ogólnie w raczej miłej atmosferze, ale to głównie przez to, że śmierć uparł się jechać na swoim Harley'u, którym wpierdolił się w drzewo w połowie trasy, dzięki czemu nie musieliśmy słuchać jego pierdolenia. Musiał potem dzwonić do nieba, podsyłając się pod świętego Jana, żeby dali mu pozwolenie na nawiązanie kontaktu z pogańskimi bogami i wynajął Hermesa, żeby go do nas dostarczył.

— Nie powinniśmy przypadkiem zaczekać na śmierć? — zasugerował głód. Eee tam, co będziemy się nudzić? Poszukajmy ich więcej! Radośnie wrzasnął wojna i ruszył na poszukiwanie kolejnych nieurmarłych truposzy. Ja, jako że już trochę zgłodniałem, poprosiłem głód o jakieś żarcie i razem siedliśmy na jakimś murku, nasłuchując triumfalnych okrzyków wojny, który najwyraźniejsiadł, znalazł sobie kolejne chodzące manekiny treningowe. Wtedy to pojawił się śmierć. — Kurwa! Co was pojebało?! Mieliśmy do Czarnobyla jechać! — wrzasnął na powitanie, odliczając hajs dla Hermesa. Spojrzeliśmy na siebie z głodem i skierowaliśmy wzrok na wojnę, który patroszył kolejne zombiaki po drugiej stronie ulicy. — Czekaj... Czyli że... Gdzie jesteśmy teraz?

O nie, nie, nie, oburzył się śmierć. Pierdolę Hermesa i jego superszybkie usługi transportowe. Jebaniec potrącił mi podwójną stawkę tylko dlatego, że po drodze musiałem się odlać. Chodziło mi bardziej o jakiś stricte morski transport. Ktoś się jeszcze tym zajmuje? Posejdon! Przestał się w to bawić parę wieków temu! Przestało mu się to podobać i zajął się syrenimi burdelami. Odparłem zaspane. No, w restaurantie burdele? Zainteresował się nagle głód. Eeej, to brzmi naprawdę fajnie. Możemy w którymś się po drodze zatrzymać. Miałem tu gdzieś mapę z zaznaczonymi najtańszymi miejscówkami. Alewiatan?

– spytał nagle śmierć. Wait, chcesz wyruchać potwora morskiego? – przeraził się Wojna. Ja pierdolę, gość zajmował się podwodnym transportem. Może on mógłby nas, wiecie, zabrać? Nawet nie głupie. Jak się chcesz z nim skontaktować? Chuj wie. Biblia nic o tym nie mówi? Nie mam pojęcia. Nie czytałem. Ale skoro mówimy o morskich stworach, może od razu wynajmiemy sobie Cthulhu. Z nim akurat nie powinno być problemu, wystarczy jebnąć parę wersetów z Necronomiconu i zaraz cholera wyjezie. Wiecie co, wejdźmy najpierw do Watykanu. Jest bliżej. Potem pomyślimy. Zaproponował głód. Przystaliśmy na te propozycje, bo byliśmy zbyt zmęczeni na dalsze kłótnie.

Kiedy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, dochodziło południe. Mieliśmy małe obawy, bo cały czas mieliśmy na pieńku z niebem, więc papież mógł mieć do naszej czwórki, cóż, lekkie uprzedzenia. Nie zraziliśmy się jednak i poszliśmy na audiencję, która odbywała się następnego dnia. Tak się złożyło, że papież rozdawał akurat autografy, więc grzecznie ustawiliśmy się w kolejce czekając na swoją kolej. Po 8 godzinach wreszcie stanęliśmy przed głową kościoła katolickiego. Przywitaliśmy się grzecznie i podaliśmy mu egzemplarz Mein Kampfu oprawiony w ludzką skórę, który wzięliśmy do podpisania. Dedykacja będzie dla... Wojny, śmierci, głodu i zarazy. Odparłem z uśmiechem. Chwila, moment... Papież zmarszczył czoło. To na was Bóg jest taki wkurwiony ostatnio?

Dałem go na głośnik. JEZUS? TO TY? Wydarł się papież. Gdzie ty do chuja jesteś? Umawialiśmy się! Kurwa papaj, szlaban od ojca dostałem. Za co niby? Dowiedział się, że poszedłem na wywiadówkę jeźdźców przebrany za ich matkę. Papież wcisnął czerwoną słuchawkę. Kurwa i co teraz? Już zapowiedziałem, że pokażę im jakiś cud. Ja pierdolę, ja pierdolę, ja pier... Chwila, chwila... Głód włączył się do rozmowy. Pamiętacie, jak przedstawia nas Biblia? Święty Jan pisał o wojnie, śmierci, głodzie, ale czwarty jeździec, spojrzał wymownie na mnie, był przedstawiony w kilku wersjach. Wiecie już, o co mi chodzi?

Nie. Odpadliśmy zgodnie. Kurwa. Papa i ty też? Oj, odpierdol się. Nie czytałem. Obożyła się głowa kościoła katolickiego. Głód przewrócił oczami. Nasz kochany Zaraza był przedstawiany m.in. jako sam Mesjasz, pomagający nam rozpierdolić świat, gdy nadejdzie jego koniec. Już ja życie, możemy go wykorzystać zamiast Jezusa. Nikt się nie skapnie, bo to w końcu zgodne z Biblią. Ej, ja tu jestem, obruszyłem się, czyli nie mam nic do powiedzenia? Nie mam ochoty udawać żadnego Mesjasza, z moją mordą wezmą mnie co najwyżej za ofiarę wszystkich plak Egipskich. Masz rację, pokiwał głową papież. Nie masz tu nic do powiedzenia. Chuje wystroili mnie w jakąś dziwną jedwabną sukienkę, w której wyglądałem jakbym dzień wcześniej zmienił płeć i dali mi w łapę jakąś laskę, która podobna była o jakąś relikwią czy coś tam.

Potrzebowałem chwili na przeanalizowanie jakichkolwiek możliwości ucieczki albo zneutralizowania wojny bez zabijania go. Zresztą kogo ja oszukuję, przecież on jest takim przechujem, że mógłbym mu co najwyżej siniaka nabić. Potrafiłem walczyć, ale on był prawdziwym mistrzem, z którym nie miałem absolutnie żadnych szans. A więc pozostała mi ucieczka. Jego umięśnione cielsko blokowało całkowicie drzwi, a za mną była tylko wielka przepaść. Kurwa, kurwa, kurwa! Oparłem się plecami o barierkę i spojrzałem w dół. Dostrzegłem w dole śmierć i głód walczących z zastępami aniołów. Najwyraźniej radzili sobie niewiele lepiej ode mnie. Kolejny cios wojny drasnął mój policzek, pozostawiając na nim kolejną, bolesną ranę. Nie miałem szans. Jedyne co mogłem zrobić to skakać. Ale nawet ja nie byłem w stanie przeżyć czegoś takiego.

Skończyłem na tym, że zdecydowałem się pomóc braciom na złamanie karku, gnając przez plac, o ile dobrze pamiętam. Ach, takie dramatyczne ujęcie, wyobrażacie to sobie. Ja, wciąż ubrany w tę dziwaczną sukienkę, ociekający krwią i ściskający, włapię tę laskę podarowaną mi przez papieża, która o dziwo okazała się całkiem wytrzymała, a przy tym dość skuteczna w walce. Wokół mnie wszystko płonie i wybucha, wszędzie dym i smród palonych piór. Mówię wam materiał na dobry plakat, albo nawet krótki teaser. Anyway, tak szczerze nie miałem bladego pojęcia co robię, więc wkraczając pomiędzy walczących zaczynałem powoli żałować swojej heroicznej decyzji. Może Hermes miał rację? Może bracia poradzą sobie beze mnie, a ja dam się teraz zabić jak ostatni przegryw. Kiedy ostatni raz widziałem głód i śmierć, walczyli oni gdzieś pod samym papieżowym balkonikiem.

Wojna wciąż był pewnie na górze, opętany przez tego zdrajcę. Miałem szczerą nadzieję, że damy radę przywrócić mu rozum. Ale jak na razie musieliśmy się przede wszystkim zająć przeżyciem anielskiego ataku. Widzicie, z aniołami i demonami jest tak, że jedni i drudzy mają swoje portale, którymi wychodzą na ziemię. To nie jest tak, że pyk i pojawiają się w dowolnym miejscu na świecie. Wchodzą sobie do takiej kosmicznej próżni, czekają na zatwierdzenie przez Stwórcę i są wysyłani w miejsce, gdzie są potrzebni. Proste. Wszystko wskazywało na to, że Bóg zdecydował się nas wysłać na nas całe legiony. Bo z każdą chwilą na placu robił się coraz większy tłok. Zacząłem wypatrywać portali, z których te skrzydlatek gówna wychodzą, bo zniszczenie ich byłoby najlepszym sposobem na powstrzymanie ich napływu. Wtedy dostrzegłem głód, który wymachując swoim biczem odpędzał od siebie chmary aniołów.

Na szczęście głód kontrolował sytuację i jednym machnięciem bicha sprowadził go do parteru. Co on powiedział? spytał. Nie wiem kurwa, co nas to obchodzi. Może będziemy w stanie się dowiedzieć, co go spotkało, jeśli ustalimy pochodzenie tej klątwy, czy cokolwiek, co zmusza go do atakowania nas. Wojna mruknął coś pod nosem, podnosząc się z ziemi. Brzmi jak mowa przedwiecznych, stwierdził śmierć. Gówno tam, to chyba hebrajski, poprawiłem go. Czyli co, jakaś biblijna klątwa? Gud zaczął nerwowo klepać w swój telefon. Przytrzymajcie go, dzwonię do eksperta. Spojrzeliśmy na siebie ze śmiercią i przygotowaliśmy się na przyjęcie ataku w wojnę. Halo? Noe?

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.