4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
Wracamy do domu! — Spierdalaj! Puszek jest przecież mój! — oburzył się głód. — Nie słuchaj go, piesku. Chodź do swojego prawdziwego pana. — Nie je! — zaczął Puszek, ale po chwili wahania zrezygnował i posłusznie ruszył się z nami do domu. Zabawa rozkręciła się do tego stopnia, że szybko zapomnieliśmy o Atenie i Adolfie, których brakowało w naszych szeregach. Jednak koło północy do naszej drzwi zapukało dwóch innych, nadprogramowych gości. – Przepraszam, szukamy z kolegą naszego pieska w abysie Fenrir – powiedział Menel z dziwaczną opaską na oczach i dwoma krukami na ramieniu. – Może go państwo widzieli? Wojna odwrócił się i przyleciał wzrokiem po mieszkaniu. Jagłód, Michał, śmierć, Hermes, Puszek, Jezus…
— Przykro mi, żadnego Fenrira — powiedział ze smutkiem. — To zabawne — odezwał się drugi jegomość, wyraźnie młodszy. — Moglibyśmy przysiąc, że widzieliśmy, jak wchodził do tego mieszkania. — Soreczki! — Wojna kopniakiem zamknął drzwi i odwrócił się do naszego gronia. To na czym skończy? W tym momencie ściana za jego plecami przestała istnieć. Kiedy przestaliśmy kaszleć, a pył już trochę opadł, zobaczyliśmy, że dwaj natrętni panowie stoją na środku naszego salonu. Wojna ciężko podniósł się z podłogi i wyciągnął swój miecz. Doigraliście się. Chłopaki, bierzcie ich. Wszyscy zacisnęliśmy dłonie na naszych narzędziach mordu. Śmierć prawie popłakał się ze szczęścia na myśl o tym, że wreszcie będzie miał okazję do użycia swojej kosy.
— Ach, jaki jest pan? — spytał sen nieśmierci. — Możemy popełnić zbiorowe samobójstwo i w ten sposób dostać się na skróty do piekła — stwierdził głód. Ale coś czułem, że Varro przygotował się na tę ewentualność. A tak w ogóle, mrknął Wojna. Co Odyn i Thor robili tak daleko na południu? Ścigali Fenrira, powiedziałem. Pewnie im spierdolił, a oni po prostu ruszyli za nim. A gdzie w tym wszystkim Kojtyła? W twojej dupie, kurwa. Zirytowałem się. Skąd mam to wiedzieć? Wiem tylko tyle, że przyprowadziłeś nam do domu pierdolonego mitycznego wilczura, co z kolei sprowadziło nam na głowę tych dwóch miłych panów. Więc wcale nie jest powiedziane, że współpracowali z naszym kremówkożercą.
Wzięli ze sobą Fenrira, bo bydle było zbyt wielkie nawet na garaż. Zresztą nie mieliśmy pewności, czy nie zagryzie nam koników. Od czasu do czasu odwiedzali nas również Athena z Hermesem, oferując mieszkanko na Olimpie, ale grzecznie odmawialiśmy, nie chcąc jeszcze bardziej naciągać naszej umowy z Bogiem. Wciąż nie doczekaliśmy się odzewu na kradzież koni, co trochę nas niepokoiło i dawało pretekst do kolejnych toastów. Strach pomyśleć, co planował Wszechmogący. Mieliśmy tylko nadzieję, że ma ważniejsze sprawy na głowie. Mimo, że piekło upadło, to grecki Hades i zaświaty pozostałych religii wciąż działały i stopniowo zapełniały się zagubionymi duszami, które miały trafić do kotła. Z tego też powodu dochodziło do wielu spięć pomiędzy stwórcą a Zeusem, który pod presją Hadesa żądał od Boga zabrania tych grzesznych sukinsynów do siebie.
Z zarazą jest jeden poważny problem, to znaczy jest ich milion, ale niesłuchanie innych należy do tych najbardziej irytujących. Już nawet nie chodzi o stosowanie się do czyichś rad, ale o zwykłą ludzką rozmowę, można z nim pogadać na max dwa tematy. Alkohol i klasyki literatury grozy. Wszystkie inne warianty to efekt płynnego przejścia do konsumpcji tego pierwszego. Normalnie nie miałbym z tym problemu, gdyby nie fakt, że wróciłem właśnie z Hadesu wraz z Atheną, Chronosem i Fenrirem. Chyba każdego by zainteresowało, co się działo z jego przyjaciółmi po gwałtownym zniknięciu w trakcie ślubu Archanioła i Hitlera. Nie zarazę. Z tej strony Hermes i opowiem wam dzisiaj, dlaczego Hades to największy chuj na świecie. Zaraz po Bogu. Wbrew temu, co myśleli jeźdźcy, wcale nie uciekliśmy na widok Stwórcy, ani też nie zabrał nas ze sobą Święty Jan.
Zabezpieczeń przed czym? Spytałem i rozejrzałem się dookoła. Pod ścianami stali nieumarli kusznicy i celowali do nas z tych guwien. Cokolwiek się tam odpierdalało, nie było to nic dobrego, przynajmniej z naszego punktu widzenia. Zanim ktokolwiek zdążył nam udzielić jakichkolwiek odpowiedzi, stało się kilka rzeczy na raz i każda z nich była bardziej pojebana od poprzedniej. Po pierwsze, obok nas zmaterializował się Puszek, miażdżąc swoim cielskiem przypadkowego nieumarłego żołnierza. Jeden z kuszników posłał jego z kierunku Bełt, ale Chronos nie był zupełnie pozbawiony swoich mocy. Zanim pocisk wbił się w cielsko Fenrira, Bóg Czasu uniósł do góry rękę i cofnął go w czasie do momentu, w którym znalazł się w jego zasięgu. Następnie obrócił bełt w stronę Hadesa i pozwolił czasowi biec dalej normalnie.
Tor. Lucyfer. Uśmiechnąłem się grzecznie. No i kurwa prawidłowo. Poznaliśmy się, więc możecie już wypierdalać. Możemy ci pomóc, Lucyferze. Chsiąknął Oden. Możemy pomóc ci stworzyć nowe, lepsze piekło. W zamian za... Za to, że pozwolisz nam w nim zamknąć Fenrir'a, jak już go złapiemy. Z Valhalla uciekł już sześć razy. Szukamy dla niego bezpiecznego miejsca. A może po prostu pozwolicie mu żyć na wolności? Jeźdźcy dobrze się nim opiekują.
Nagle padł na mnie wielki cień. Co jest? Zamarłam i powoli podniosłam głowę. Nade mną stał gigantyczny wilczur wielkości autobusu i niepokojąco szczerzył zęby. Dobry piesek, zaczęłam odsuwając się do tyłu. Jestem poł... yyy... Fenrir. Fenrir. Wyjaśnił piesek. Widziałem, że przybyłaś tu z Jeźdzcami. Kim jesteś i czemu cię ze sobą zabrali? Eee... Jestem Afrodyta, bogini seksu. Przedstawiłam się. I czegoś, co śmiertelnicy nazywają miłością. Podobno istnieje. Fenrir parsknął. Niech zgadnę. Zaraza cię tu sprowadził.
W pewnym sensie. Kontynuowałam coraz śmielej. Został w Afryce. Podobno miał jakieś sprawy do załatwienia czy coś. Czemu nie wyszedłeś im na powitanie? Będą cię szukać. Wiem. Po prostu nie chcę być przy tym, jak wojna zrozumie, co się stało pod jego nieobecność. Poczekam, aż sytuacja trochę się uspokoi i dopiero wrócę. A jaki jest twój plan? Masz jakąś miejscówkę, w której się zaszyjesz, czy będziesz dalej kręcić się z jeźdźcami? Uśmiechnęłam się szeroko. W sumie to mam jedną czy dwie miejscówki. Przez kolejne trzy tygodnie zamieszkaliśmy z Fenrirem w jednym z moich burdeli. Bałam się wracać na Olimp albo uciekać do Hadesu, bo władca pod ziemi podobno trzymał chrześcijańskim panteonem.
Fenrir stwierdził, że w sumie to mu się niezbyt spieszy wracać do Jeźdźców. Chyba naprawdę spodobało mu się życie w domu uciech. Dni mijały, a ja cały czas zastanawiałam się co robić. Jakieś decyzje musiały zostać podjęte. Nie mogłam chować się w nieskończoność. Może już lepiej było się pokazać i ryzykować natychmiastowy zgon za niewykonanie roboty? Pewnego dnia przypomniałam sobie o telefonie wojny i wreszcie podłączyłam go do ładowarki. Na szczęście nie miał żadnej blokady i po odpaleniu moim oczom ukazała się setka powiadomień o nieodebranych połączeniach od zarazy. Co do kurwy? Mruknęłam i usiłowałam wejść w wiadomości, ale wtedy telefon zadzwonił. Był to oczywiście zaraza, któremu wciąż najwyraźniej się nudziło.
A kiedy skończył, na moje usta cisnęło się tylko jedno pytanie. Ale ty tak kurwa serio? Mówił serio. Następną godzinę spędziłam wydzwaniając do pozostałych greckich bogów, którzy mieli mnie wesprzeć w tej absurdalnej misji. Następnego dnia pod moim burdelem stanęli Hermes, Athena i Chronos. No i oczywiście Fenrir, który w końcu dostał okazję wyruszenia na jakąś ciekawą przygodę. Więc... zaczął Hermes. Możesz nam powiedzieć, ale tak na serio, po co nas tu sprowadziłaś? Zaraza ma plan, jak pokonać Maryję, wyjaśniłam. Potrzebujemy tylko jednej rzeczy. Wielkiego Kutasa, odpowiedział Fenrir. Dokładnie tak, przetknęłam z najpoważniejszą miną, na jaką było mnie stać.
Dzięki bogom, że mieliśmy Fenrira. Podróż na jego grzbiecie była nie dość, że szybka, to i całkiem wygodna. Mądziliśmy po tych upiornych jaskiniach przez naprawdę długi czas, aż w końcu przestałam nawet analizować, jak długo tam już siedzimy. O kurwa, stwierdził w pewnym momencie Chronos. Chyba o kimś zapomnieliśmy. Drogę zagrodziło nam ogromne cielsko trzygłowego psa. Cerber we własnej osobie usiłował powstrzymać nas przed zapuszczeniem się w najmroczniejsze odmęty królestwa jego pana. — Eee... Fenrir? — spytałam oszołomiona. — Możesz mu powiedzieć, żeby nas przepuścił? — Spróbuję — odpowiedział nasz zwierzak. Ej, ty! Chuju! Tak, ty! Przepuść nasz, albo dostanie...
W tym momencie Fenrir wyrwał kopniaka na pysk i poleciał do tyłu, rozsypując nas po całą jaskini. Weschnęłam zrezygnowana i wyciągnęłam swój sztylet. Pił kilkadziesiąt razy za mały, ale przynajmniej nie czułam się tak bezbronna. Athena powoli wyczugała się z kupy gruzu, ściskając w rękach swoją włócznię, a Hermes uniósł się do góry na swoich skrzydlatych skrzydłach. Podzielmy się rolami, stwierdził Chronos. Niech Hermes zajmie się jedną głową, Athena drugą, a ty Afrodyto trzecią. A ty? spytał Hermes, znosząc się coraz wyżej. Ja jestem inwalidą. Ten wyjazd jest dla mnie czysto rekreacyjny. Hermes zanurkował i uniósł mnie do góry. — Teraz! — krzyknęłam i zaskoczyłam prosto na psi łeb.
To się nazywa autodestrukcja. Zanim zdradliwa głowa zdążyła wyszarpnąć się zębami ze swojej siostry usłyszałam krzyk Hermesa. Celuj między oczy! A w moją stronę poszybowała włócznia Ateny. Bez wahania chwyciłam ją w locie i z całej siły wbiłam ją Cerberowi w środek czoła. Drugi łeb został oficjalnie pokonany i opadł bezwładnie na dół, pozostawiając po sobie krwawy ślad na futrze Monstrum. Ostatnia głowa, ta po lewej, była najwyraźniej nieźle przerażona i zanim w ogóle zdążyłam do niej doskoczyć, zaczęła trząść się w konwulsjach. Możecie przejść, przepraszam, przepraszam, załkał piesek, a nam wszystkim zrobiło się go mimo wszystko trochę szkoda. Pizda! Weźmiał go Fenrir, kiedy wróciliśmy na jego grzbiet i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Bo przeważnie ma rację, odparł Hermes. Zresztą nam wszystkim zależy, żeby pozbyć się Maryi. Suka jest zbyt nieobliczalna. Ale może istnieje prostszy sposób na poradzenie sobie z nią niż odcinanie kutasa staremu tytanowi? Wtrącił się Chronos. Nagle wszystko się zatrzęsło. Pułki skalne nad naszymi głowami zaczęły się kruszyć i z głośnym hukiem odsuwać w głąb zbocza. Większe głazy toczyły się we wszystkie strony i zasypywały całe otoczenie swoimi kruszącymi się odłamkami. Jebane trzęsienie ziemi? Wrzasnęłam usiłując przekrzyczeć huk walących się gór. Nie. Odparł Fenrir. Znaleźliśmy Kronosa. Wtedy do nas dotarło. Podziemne góry, które wystawały z Tartaru nie były w istocie zwykłymi kamykami. Przez cały czas wędrowaliśmy po ramieniu naszego tytana.
Ogrom jego ciała był zbyt duży, by dało się dostrzec jego pełną sylwetkę w tych ciemnościach. Jedyne co widzieliśmy to nasze otoczenie, nadgarstek i dłoń giganta. Zaczęliśmy spadać. W tym straszliwym hałasie słyszałam tylko przeraźliwy krzyk Chronosa, który kurczowo trzymał się bezradnego Fenrira. Uderzyliśmy po drodze w jakąś skałę. Coś odbiło mi się o udło, a kiedy w końcu rompnęliśmy o stały grunt, prawie straciłam przytomność. Kiedy otarłam oczy kawałkiem koszuli, zauważyłam przed sobą dwa ogromne pulsujące kryształy, przypominające oczy. Czego tu szukacie? Ryknął Kronos i wyszczerzył do nas swoje ostre, kamienne zęby, złożone ze stalagmitów i stalaktytów. Naprawdę nie wiem, czy chcesz wiedzieć.
Wrasnęliśmy wszyscy jednocześnie. Fenrir? Wykrzyknęły nordyckie ścierwa. Owszem, uśmiechnęła się Ewa i podeszła bliżej do naszego biednego zwierzątka. Sprowadziliśmy go tu tak samo jak was i nikt z was nie wyjdzie stąd żywy dopóki nasz mały teleturniej się nie zakończy. Zwycięzcy mogą zabrać Puszka czy tam Fenrira, a przegrani odchodzą z niczym. Albo martwi, choć nie chcę teraz spojlerować ostatniej konkurencji. Odruchowo obmacałem kieszenie, ale nie znalazłem w nich ani rewolweru, ani noża. Szlag. Musiałem zostawić je w torbie. — Nawet nie próbuj, zaraza — upomniał mnie Adam — jeśli zaczniecie świrować, w ciągu kilku sekund wasz futrzasty przyjaciel zostanie polany benzyną i natychmiast podpalony.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno