Mentionsy Mentionsy
Pastolektor Reupload
Pastolektor Reupload

4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc

03.10.2024 ·9 godz 2 min

Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno

Katechetka ewidentnie nie była specjalną fanką Ewangelii Świętego Janusza. No, ten, jak mu tam, Jasiek, wie pani, ten przydupa z Jezusa, z którymi łapali se ryby. Kobieta wybiegła z klasy z krzykiem, że są z nas małe szatany i w ogóle co my robimy w tej katolickiej szkole. Później było trochę lepiej, nauczyła się nie poruszać tematu apokalipsy, bo jak tylko padło choć jedno zdanie na ten temat, śmierć zdejmował drzwi z kopa i wymachując kosą zaczynał wykrzykiwać jakieś randomowe łacińskie sentencje, których znaczenia sam pewnie nie znał. Raz nasza wychowawczyni się wkurwiła i zajebała mu tę kosę, ale on wykradł ją z magazynku następnego dnia zastępując jakąś inną, którą znalazł na polu pod miastem. Inna akcja, głód zamówił sobie do szkoły kilkanaście kilogramów nuggetsów z maca i cały dzień ciągnął za sobą wielkie pudło, co jakiś czas zatrzymując się po to, aby opierdolić małego kurczaczka w kilkucentymetrowej panierce.

Nasz kochany brat, wciąż ubrany w więźniarskie ubranko, prowadza wycieczkę przedszkolaków, z uśmiechem na ustach opowiadając o tym, jak to kiedyś było. Bo widzicie, Hitler wcale nie wiedział o Holokaustie. To wszystko dzieło tego okrutnika, dyktatora i pedofila. Varola Koin urwał gwałtownie, bo zobaczył naszą wychowawczynię szarżującą na niego z bojowym okrzykiem. Chyba nie muszę mówić, że nie skończyło się to dla niego dobrze. Co prawda nie wyjebali go jakimś cudem, ale za karę musiał przez trzy miesiące chodzić na jakieś dodatkowe zajęcia, mające na celu pomóc w odnalezieniu młodym ludziom Jezusa w swoim życiu czy coś równie absurdalnego. Raz nawet poszliśmy z nim, ciekawi jak to wygląda. Na nasze nieszczęście trafiliśmy akurat na lekcję o końcu świata. Słuchaliśmy tych bredni przez dobre dwie godziny, po których nastąpił moment, w którym można było zadawać pytania i dyskutować.

Potrzebujemy matki. Słucham? Ma przyjść oboje rodziców. Mamy problem. No shit, Sherlock. W niebie nie ma żadnych kandydatek. W dzisiejszych czasach wszystkie lożki się puszczają i dają dupy na prawo i lewo. Mamy całkiem sporo heteroseksualnych drwali, ale jeśli chodzi o płeć żeńską, to od XX wieku cierpimy na deficyt, a ja z żadną grzeszną duszą pokazywać się nie zamierzam. A Maryja? Zajęta jest. W czwartek ukazuje się na spieczonym toście. Kurwa. A może Jezus? Słucham? No przecież ma te swoje hipisowskie loczki. Jak zgoli brodę i nawali tapety, nikt nie ogarnie. Mam zapytać Jezusa, czy wbije na waszą wywiadówkę, udając waszą matkę?

Tak? Chyba nie muszę mówić, jak wielką tragedią się to wszystko skończyło. Jezus, owszem, zgodził się przyjść, ale pod warunkiem, że nikomu o tym nie powiemy, bo jak sam powiedział, gdyby jego ojciec się dowiedział, to miałby solidnie przesrane. W końcu Mesjaszowi nie wypada tapetować sobie mordy i przebierać w za małe damskie ciuchy, które wojna podjebał swojej dziewczynie. Państwo Święci, dyrektor spojrzał na naszych rodziców z miną gościa, który jest w rozterce pomiędzy samobójstwem poprzez powieszenie się na suchej gałęzi, a podrżnięciem żył. Tak, to my, potwierdził Jan, poprawiając krawat. Zapraszam do gabinetu. Wy zostajecie, wskazał na nas. Z wami pogadam sobie później. Chcąc nie chcąc siedliśmy na kanapie w sekretariacie i pod czujnym okiem sekretarki czekaliśmy na rozwój wydarzeń.

Widok, który ukazał się naszym oczom, był jednym z najdziwniejszych, jakie mieliśmy okazję podziwiać podczas naszego długiego jakby nie patrzeć życia. Bóg w się, stwierdził szatan. Obyc to jeszcze raz. Jezus otarł ręką szminkę z ust. Buks! Nim władca piekieł zdołał dokończyć, Syn Boży rozpoczął pojedynek od ciosu w szczękę. Był on na tyle mocny, że ogłuszył oponenta i pozwolił na wyprowadzenie kolejnego, tym razem mocniejszego uderzenia w diabelskie genitalia.

O Ty Jezusie Chrystusie Jeden obruszył się szatan i skontrował kolejny cios, po czym solidnym kąpięciem w żołądek zostudził zapał przeciwnika. Walka robiła się coraz bardziej intensywna, jednak do pokoju wciąż wdzierała się para i coraz trudniej było dostrzec kto komu kopie dupsko. Na domiar złego do środka wpadła harpia sekretarka i pojedynek trzeba było na chwilę przerwać. Na szczęście Świętemu Janowi udało się ją trafić stojącą na regale Biblią, przez co spadła prosto na nadstawioną przez śmierć kosę i umożliwiła kontynuację starcia. Szczerze powiedziawszy, druga runda była dość nudna. Obaj zawodnicy wyraźnie stracili zapał i walka opierała się już prawie wyłącznie na blokach i nieśmiałych próbach ataku. Jednak szala stopniowo przechylała się na korzyść czatana. Spojrzeliśmy na siebie z chłopakami i zdecydowaliśmy, że jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie wesprzeć naszą niedoszłą matkę.

Albo źle się to dla niej skończy. Wojna i głód zrzucili się na Władcy Ciemności z dwóch stron, ale Skubaniec zachował sobie wystarczająco siły, by jednym błyskawicznym uderzeniem pozwalić obu na ziemię. Święty Jan oburzony zaczął wrzeszczeć, że to nieuczciwe i żebyśmy nie przeszkadzali obu zawodnikom, albo zaraz da nam szlaban. Jezus tymczasem upadł ciężko na podłogę i nic nie wskazywało na to, że ma zamiar z niej wstać. Kojarzysz Marcina Lutra, Lucyferze? spytał nagle. Zdziwiony oponent pokiwał powoli głową. Nie lubiłem gnoja. Jakieś sracje, reformacje i inne gówna, ale powiedział kiedyś pewne interesujące zdanie, które teraz chciałbym ci przytoczyć. Pozwolisz? Szatan po raz kolejny pokiwał głową, podnosząc jednak łapę w górę, gotowy zadać ostateczny cios.

Estis eram vivus. Chwyciłem czerwonoskórem monstrum za nadgarstek, ściskając go z całej siły. Morriestua mors ero. Śmierć miał ułatwione zadanie. Zarażony przeze mnie autyzmem, szatan nie był już zagrożeniem i nawet się nie odsunął, gdy ukochane narzędzie mordu mojego brata oderżnęło mu łeb. To było bedasowe, stwierdziłem podniesony. Łacińskie sentencje zawsze są bedesowe, uśmiechnął się szelmowsko Jezus i poprawił rejbany na nosie. Tylko Jan nie podzielał naszego entuzjazmu. To było jawne oszustwo! Przerwaliście uczciwy pojedynek! Poczekajcie, aż Stwórca się o tym dowie! Nie dowie się, stwierdził Jezus. Przecież obiecałeś Mu nic nie mówić. Jan coś mruknął pod nosem, coś tupnął, ale bezsilny wobec autorytetu Syna Bożego, zrezygnowany opadł na dyrektorski fotel i zapalił jointa wyciągniętego z górnej szuflady biurka.

Ostatnio? Próbuję nam dojebać już od paru dobrych wieków! Odpowiedział radośnie śmierć. Nie, nie. Parę dni temu wystawił nowy list gończy, podwoił liczbę dusz. Spojrzeliśmy na siebie z braćmi. To znaczyło... Spokojnie, nie zamierzam was wydać, roześmiał się papież, błędnie interpretując nasze przerażone miny. Ale w zamian musicie mi pomóc. Miałem zamiar dzisiaj dokonać jakiegoś fikuśnego cudu, tak wiecie, żeby się popisać przed ludźmi, ale jest jeden problem. Jezusa gdzieś w ciało. Nie wiecie, może... HALLO? Rozległ się nagle znajomy hipisowski głos. Odwróciliśmy się. Wojna stał z telefonem w łapie i wyciągnął go w naszą stronę.

Dałem go na głośnik. JEZUS? TO TY? Wydarł się papież. Gdzie ty do chuja jesteś? Umawialiśmy się! Kurwa papaj, szlaban od ojca dostałem. Za co niby? Dowiedział się, że poszedłem na wywiadówkę jeźdźców przebrany za ich matkę. Papież wcisnął czerwoną słuchawkę. Kurwa i co teraz? Już zapowiedziałem, że pokażę im jakiś cud. Ja pierdolę, ja pierdolę, ja pier... Chwila, chwila... Głód włączył się do rozmowy. Pamiętacie, jak przedstawia nas Biblia? Święty Jan pisał o wojnie, śmierci, głodzie, ale czwarty jeździec, spojrzał wymownie na mnie, był przedstawiony w kilku wersjach. Wiecie już, o co mi chodzi?

Nie. Odpadliśmy zgodnie. Kurwa. Papa i ty też? Oj, odpierdol się. Nie czytałem. Obożyła się głowa kościoła katolickiego. Głód przewrócił oczami. Nasz kochany Zaraza był przedstawiany m.in. jako sam Mesjasz, pomagający nam rozpierdolić świat, gdy nadejdzie jego koniec. Już ja życie, możemy go wykorzystać zamiast Jezusa. Nikt się nie skapnie, bo to w końcu zgodne z Biblią. Ej, ja tu jestem, obruszyłem się, czyli nie mam nic do powiedzenia? Nie mam ochoty udawać żadnego Mesjasza, z moją mordą wezmą mnie co najwyżej za ofiarę wszystkich plak Egipskich. Masz rację, pokiwał głową papież. Nie masz tu nic do powiedzenia. Chuje wystroili mnie w jakąś dziwną jedwabną sukienkę, w której wyglądałem jakbym dzień wcześniej zmienił płeć i dali mi w łapę jakąś laskę, która podobna była o jakąś relikwią czy coś tam.

Chwilę mu zeszło, zanim wybełkotał. — W zasadzie to nie będzie wódki. Mam za to w cholerę wina — dodał. Jak to by tłumaczyło wizytę Jezusa u nas parę dni temu? Mruknąłem pod nosem jednak na tyle cicho, by nikt przypadkiem nie usłyszał. Gość i tak miał już wystarczający przypał za zadawanie się z nami i nie miałem zamiaru ponownie nagłaśniać całej sprawy, tym bardziej, że wśród zaproszonych gości mógł kryć się jakiś niebiański szpieg. Po godzinie każdy zaczynał być powoli zmęczony bezustannym chlaniem, więc zaczęliśmy szukać innych rozrywek. Ktoś zaproponował, żebym otworzył swoje prezenty, żeby darczyńcy mogli zobaczyć moje reakcje. Z początku byłem przeciwny, pamiętając podarunki jakie otrzymałem rok temu, ale wreszcie uległem. Chwyciłem pierwsze z brzegu pudło i rozerwałem papier.

Na moje szczęście zrywając boki pochyliłem nieco głowę, więc ostrze kosy delikatnie musnęło moje włosy i wbiło się w ściany obok. — Oho, robi się ciekawie — stwierdził Wojna. — Może byś tam pomógł zamiast gadać — sapnąłem, próbując odepchnąć śmierć od jego broni. Nagle w mieszkaniu rozległ się huk. Po chwili ciszy usłyszeliśmy znajomy nam głos. Sup, bitches? Na środku salonu pojawił się Jezus we własnej osobie. Spojrzał zdziwiony na mnie i śmierć zamarłych w dość jednoznacznej pozycji, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Mam dla ciebie spóźniony prezent, zaraza. Powiedział radośnie. Gadałem z Janem. Zgodził się na małą niespodziankę. Hipisie, wiemy, że zostałeś posłany przez Boga, bo nikt nie mógłby czynić takich cudów, jakie ty czynisz, gdyby On go nie posłał.

Zapewniam cię, rzekł Jezus, że jeśli ktoś się nie narodzi na nowo, nie ujrzy Królestwa Bożego. Urodzić się na nowo? Zdumiałem się, nie rozumiejąc o chuj mu chodzi. Będąc starcem, czy można powtórnie wejść do łona matki i urodzić się? Po pierwsze, nie masz matki i nigdy się nie urodziłeś. A po drugie, jeszcze raz cię zapewniam, powtórzył Jezus, że jeśli człowiek nie narodzi się z wody i z ducha, nie wejdzie do Królestwa Bożego. Kto się narodził fizycznie, żyje tylko fizycznie. Kto się jednak narodził z ducha, żyje także duchowo. Nie dziw się więc, że powiedziałem, iż trzeba narodzić się na nowo. Wiatr wieje gdzie chce, słyszysz go, ale nie wiesz skąd i dokąd wieje. Podobnie jest z narodzeniem z ducha. Widzisz skutki, ale nie widzisz przyczyny.

— Co kurwa? — pytałem dalej, siłując się ze śmiercią, który usiłował wyrwać swoją kosę ze ściany. — Jesteś jeźdźcem i nie wiesz tego? — odparł Jezus. — Zapewniam cię, że mówię o tym, co dobrze znam i co sam widziałem, ale wy nie uznajecie tego. Jeśli nie wierzycie w to, co mówię o sprawach ziemskich, to jak uwierzycie w to, co powiem wam o sprawach niebiańskich? Nikt jednak nie wstąpił do nieba oprócz mnie, Syna Człowieczego, stamtąd bowiem przyszedłem. Podobnie jak wąż, który na pustyni został podniesiony w górę przez Mojżesza, tak i ja, Syn Człowieczy, również muszę zostać podniesiony w górę, aby każdy, kto mi uwierzy, otrzymał życie wieczne. Tak bowiem Bóg ukochał świat, że oddał swojego jedynego Syna, aby każdy, kto Mu uwierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Bardzo dziwnie. Chrystus podsunął mi pod nos Biblię. Kiedyś przeczytam, obiecuję. Próbowałem się ruszyć, ale bezskutecznie. Zupełnie jakbym nagle zamienił się w kamienny posąg. Dopiero po chwili spostrzegłem, że Jezus wskazuje mi palcem jeden konkretny fragment. I widziałem, a oto koń biały, a ten, który na nim siedział, miał łuk, i dano mu koronę, i wyszedł jako zwycięzca, ażeby zwyciężał. Odczytałem na głos. Zaraz, czy to znaczy, że Jan zmienił apokalipsę? Uśmiechnął się Jezus. O, teraz nie jesteś już zarazą, tylko zwycięzcą. To mówiąc, rozpłynął się w chmurze dymu, zostawiając mnie na środku podłogi. Aha... mruknąłem, otrzepując się z kurzu.

Pamiętając, że taki efekt zawsze towarzyszył teleportującym się aniołom i wysłannikom nieba, chwyciłem natychmiast za rewolwer i wycelowałem w miejsce, z którego rozległ się ten jebany huk. Wojna chciał się zerwać i złapać za miecz oparty o ścianę, ale zapomniał o swojej rozjebanej nodze i wypierdolił się na pysk. Kurwa mać, zaklął pod nosem próbując się podnieść. Czemu wszyscy muszą się teleportować akurat do naszego salonu? Powtarzałem Jezusowi milion razy, jak chcesz bić na melanż, to kurwa pojaw się w łazience, kuchni, jebanym przedpokoju, a nie na środku cholernego salonu, do kurwy nędzy! Jezus was odwiedza? Rozległ się irytująco łagodny głos. Myślę, że to zainteresuje Stwórcę. Zarzekał się, że ma korki z matmy w piątek o dziewiętnastej.

I nie, nie była to kwestia napierdolenia się jak w kanie galilejskiej podczas pewnego pamiętnego wesela. Działo się coś dziwnego, a ja byłem zbyt zmęczony, by się temu oprzeć. Lucifer z przerażeniem wypuścił moją dłoń i cofnął się kilka kroków do tyłu. To... niemożliwe. Jezu, zaraza, zmieniasz się w jebaną jaszczurkę! Stwierdził śmierć, którego nowym życiowym osiągnięciem stało się utrzymanie na nogach przez 5 sekund. Kto mnie wołał? – odezwał się znajomy głos. Co to? Przy VIP-owskim stoliku na małym podwyższeniu z nogami na stole siedział nikt inny, tylko Jezus we własnej osobie. Miał na sobie elegancki, biały garnitur obsypany jakimś brokatem albo innym świecącym gównem.

Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem. Ja zaś idę na ciebie w imię zarazy Chrystusa Wojsk Izraelskich, którym urągałeś. Zwycięzcy i samego antychrysta. Dziś właśnie odda cię on w moją rękę. Pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk demonicznych na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom. Niech się przekona cały świat, że jeźdźcy są na ziemi. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Jezus nas ocala, ponieważ jest to moja wojna i to ona odda was w nasze ręce. I oto gdy wstał Lucyfer, szedł i zbliżał się coraz bardziej ku wojnie.

Tak, tak to wojna odniósł zwycięstwo nad Lucyferem, Tulipanem i Sercem Walecznym. Trafił diabła i zabił go, nie mając w ręku miecza. Brawo, brawo! Klaskanie Jezusa przerwało ciszę, która nagle zapanowała w klubie. Nawet muzyka już ucichła. Jak się później okazało, DJ oberwał rykoszetem. Ale muszę was zmartwić, przyjaciele. Ojciec zgodził się na kolejną zmianę apokalipsy nie dlatego, żeby pomóc wam w pokonaniu mojego narcystycznego brata. Antychryst to potężna istota, nad którą nie da się zapanować i zostaje zesłana na ziemię tylko w nagłych przypadkach, by nie ryzykować, że rozpocznie przedwczesną apokalipsę.

W jakich... przypadkach? wysapał głód, podtrzymując się na ramieniu Archanioła. Jezus westchnął. Na przykład, kiedy ktoś ucieknie z piekła. Powiedział cicho. Zapewne zastanawię was, gdzie nagle zniknęła moja osoba w tej całej historii. Dlaczego nie pomogłem wojnie i głodowi pokonać Lucyfera? Dlaczego nie pobiegłem zobaczyć co u śmierci i upewnić się, że Michał nie przejrzał mojej galerii na telefonie? Widzicie, byłem zbyt pochłonięty sprowadzaniem Adolfa Hitlera z powrotem do piekła. Witam serdecznie! Z tej strony Uwaga! Wojna! Tak, nie przesłyszeliście się. Swoją drogą, kocham ten głupi tekst zarazy.

Przejebane uczucie jak twój brat nagle zmienia się w antychrysta. Zdecydowanie nie polecam. Cholera, czym on jeszcze nie był? Udawał Jezusa, potem dostał od niego darmową operację plastyczną i stał się tym całym zwycięzcą? Wciąż każe nam siebie tak nazywać, ale cała trójka ma na to wyjebane. Dobra, zapewne interesuje was co się stało po tym jak odrżnąłem Lucyferowi łeb. Ale jestem zajebisty, nie? No to rozsiądźcie się wygodnie, bo postaram się wam to w miarę możliwości opowiedzieć. Miałem truje z Polaka w liceum, zanim zabiliśmy jego dwóch dyrektorów i musieliśmy spierdalać. Także sorry, że mój pisarski skill nie dorównuje zarazie. Ale będę się starał. Obiecuję. Oj, zamknijcie te mordy, już zaczynam.

Zamachnął się tym swoim kolczastym ogonem i pierdolnął śmierć tak mocno, że ten poleciał parę metrów do tyłu i wylądował na fotelu DJa, który leżał obok z kulą w głowie. A już zaczynałem się zastanawiać czemu muzyka ucichła. Na waszym miejscu też bym coś zrobił. I to szybko, powiedział Jezus, otwierając butelkę jakiejś japońskiej whisky. Wtedy zrozumiałem, że jestem sam. Śmierć od ciosu stracił przytomność i drzemał sobie na DJ-owskim fotelu, z głową na ramieniu, a głód i Michał leżeli wyczerpani na krawędzi dachu, niezdolni do jakiegokolwiek ruchu. Może sam byś coś zrobił? Wydarłem się na Mesjasza. Napraw kurwa zarazę! Tymczasem wspomniany delikwent powoli zbliżał się do niezdarnie czołgającego się po parkiecie zbrodniarza wojennego.

Trudno powiedzieć kto był bardziej przerażony. Ja czy sam Adolf? Ojciec mnie zabije jeśli wam pomogę. Odparł Jezus i po krótkiej chwili dodał. Znowu. A mój brat zaraz zabije... Kogo? Jednego z największych grzeszników ludzkości? Zaśmiał się Jezus rozlewając zawartość pełnej szklanki na wszystkie strony. Dobrze mu to zrobi. Zresztą nie dacie rady go ukrywać na ziemi w nieskończoność. Wierz mi, jest mi naprawdę przykro, ale z decyzjami ojca nie ma dyskusji. Ta, wiem coś o tym. Odparłem przypominając sobie okoliczności, w których opuściliśmy czwarty wymiar. Zaraza w międzyczasie złapał Hitlera i najwyraźniej zamierzał dokonać sprowadzenia go z powrotem do piekła w trybie natychmiastowym.

Nie wiedząc co robić rzuciłem się na ziemię i ze stosu demonich trucheł wygrzebałem rewolwer zarazy. Pierwszy raz trzymałem go w ręce i muszę powiedzieć, że śmierć naprawdę postarał się z tym prezentem. Nie sprawdzając czy w magazynku są jakiekolwiek kule, wycerowałem poczwarze w udo licząc na to, że może nie jest odporna na broń palną. Spoiler. Była. Plus jest taki, że mój przemieniony brat na chwilę stracił swoje zainteresowanie Hitlerem, który z przerażenia chyba zemdlał. Bosko. Jak to odkręcić? Wydarłem się do Jezusa, który właśnie kończył kolejną butelkę, tym razem chyba jakiegoś kuresko drugiego likieru. Nie potrafię ci pomóc, ale mogę skontaktować się z kimś, kto ma pewien przedmiot, który być może rozwiąże ten... problem odparu.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.