Mentionsy Mentionsy
Pastolektor Reupload
Pastolektor Reupload

4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc

03.10.2024 ·9 godz 2 min

Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno

W ten oto sposób zadecydowaliśmy, że musimy jak najszybciej spierdalać z czwartego wymiaru, bo nawet my nie mieliśmy szans ze Zjednoczoną Armią Obu Królestw. No i gdzie mieliśmy się udać? Oczywiście, że na Ziemię. Jak tak teraz na to patrzę, to w sumie dobrze się złożyło, bo czekanie na koniec świata zaczynało być już naprawdę nużące. A teraz mamy przynajmniej co robić. Oto i my. Czterej pierdoleni jeźdźcy apokalipsy. Żyjemy na ziemi już dobrych parę lat, wciąż czekając aż Pan Bóg zapomni o tym co odpierdolił Wojna i pozwoli nam wrócić do domu. Ale wiecie co? Przestało nam na tym zależeć. Bawimy się świetnie i mamy zamiar tu zostać do jebanego końca świata. Wojna, jebany playboy, znalazł sobie nawet jakąś lożkę. Z tym, że jest pewien problem. Ta jego blondyneczka jest w drugiej klasie liceum.

Więc przynajmniej mamy powód, żeby tu zostać. Jebać konflikt, niebo, piekło. Jebać stwórcę i koniec świata. Życie na ziemi to jest jednak to. To jest... 4 JEŹDZCY APOKALIPSY, część 2. Na dywaniku. No witam. To znowu ja. Zaraza. Mój poprzedni wpis zaskoczył mnie niesamowicie swoją popularnością, więc chyba zacznę regularnie prowadzić tego bloga. Bo wierzcie mi, jest o czym opowiadać. Myślicie, że ostatnim razem opowiedziałem wam wszystkie najciekawsze historie? To był dopiero początek. Teraz zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki. Przede wszystkim zacznę od tego, co najważniejsze. Wojna wreszcie dobrał się do swojej dupeczki. Co nasza trójka skwitowała gromkimi brawami i paroma litrami wyborowej.

Ja, jako że i tak dom opuszczałem raczej rzadko, postawiłem na oszczędność i skołowałem sobie rower górski. Dzięki temu każdy z nas mógł oficjalnie poczuć się jeźdźcem XXI wieku. Jedna z najlepszych póki co akcji miała miejsce, gdy po wystawieniu ocen z zachowania okazało się, że cała nasza czwórka ma naganne. W ten sposób, pod groźbą wyjebania ze szkoły, kazano nam przeprowadzić na wywiadówkę przynajmniej jednego z rodziców. Zesraliśmy się trochę, ale postanowiliśmy zaryzykować. Słucham? Chciałem porozmawiać ze Świętym Janem. Jest zajęty, co mu przekazać? Że ma kurwa w tym momencie podejść z dojebanego telefonu! Proszę zaczekać, bzzzt. Szczęść Boże, z tej strony Święty Jan, w czym mogę? Potrzebujemy pomocy. Hmm, zaraza. Miło cię słyszeć, czy zdecydowałeś się jednak stanąć po stronie nieba i wesprzeć Anielską Armię w walce z Siłami Mroku?

Ojebało? Słuchaj, musisz wbić do nas na wywiadówkę, albo wypierdolą nas ze szkoły. Rozumiem, ale nie sądzę, żeby stwórcy się to spodobało. Wciąż jest zdenerwowany tym, co zrobił Wojna, sam zrozumiesz. W chuju to mam! Czwartek, 19! Adres załączyłem w modlitwie! Przecież wiesz, że Bóg automatycznie ustawił przekierowanie wszystkich modlitw do spamu. Wie, kim mi zajmie, zanim się do niego dokopię. Użyj wyszukiwarki! Elo! Pożegnałem się kulturalnie i odetchnąłem z ulgą. Sprawy się jednak komplikowały, kiedy dyrektor podjął decyzję, że ma przyjść jednak oboje rodziców. To znowu ja, zaraza. O co chodzi? Mam już twoją modlitwę, szykuję nawet garniak. Mówię ci, wszyscy będą wam zazdrościć, jak zobaczą waszego starego w takim stroju. Zamawiałem go, aż jebie mnie to.

Widok, który ukazał się naszym oczom, był jednym z najdziwniejszych, jakie mieliśmy okazję podziwiać podczas naszego długiego jakby nie patrzeć życia. Bóg w się, stwierdził szatan. Obyc to jeszcze raz. Jezus otarł ręką szminkę z ust. Buks! Nim władca piekieł zdołał dokończyć, Syn Boży rozpoczął pojedynek od ciosu w szczękę. Był on na tyle mocny, że ogłuszył oponenta i pozwolił na wyprowadzenie kolejnego, tym razem mocniejszego uderzenia w diabelskie genitalia.

Pierwszy na liście był Czarnobyl. Dałem go na pierwszego, bo w sumie najbliżej i tak naprawdę najtaniej. Byłoby trochę słabo jakbyśmy przejebali cały hajs na pierwszym wyjeździe, nie? Pakowanie nie zajęło nam zbyt dużo czasu, od dwie ołowiane skrzynki z naszymi ciuchami i dwie siaty żarcia z Biedry na drogę. Oczywiście głód wziął własny prowiant, który składał się z kilkunastu skrzyń burgerów i kebabów, które pozamawiał sobie bezpośrednio do miast i wsi, które mieliśmy mijać po drodze, dzięki czemu co kilkadziesiąt kilometrów odbierał sobie po jednej takiej paczuszce i był wręcz przeszczęśliwy. Spryciula. Droga minęła nam ogólnie w raczej miłej atmosferze, ale to głównie przez to, że śmierć uparł się jechać na swoim Harley'u, którym wpierdolił się w drzewo w połowie trasy, dzięki czemu nie musieliśmy słuchać jego pierdolenia. Musiał potem dzwonić do nieba, podsyłając się pod świętego Jana, żeby dali mu pozwolenie na nawiązanie kontaktu z pogańskimi bogami i wynajął Hermesa, żeby go do nas dostarczył.

Kiedy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, dochodziło południe. Mieliśmy małe obawy, bo cały czas mieliśmy na pieńku z niebem, więc papież mógł mieć do naszej czwórki, cóż, lekkie uprzedzenia. Nie zraziliśmy się jednak i poszliśmy na audiencję, która odbywała się następnego dnia. Tak się złożyło, że papież rozdawał akurat autografy, więc grzecznie ustawiliśmy się w kolejce czekając na swoją kolej. Po 8 godzinach wreszcie stanęliśmy przed głową kościoła katolickiego. Przywitaliśmy się grzecznie i podaliśmy mu egzemplarz Mein Kampfu oprawiony w ludzką skórę, który wzięliśmy do podpisania. Dedykacja będzie dla... Wojny, śmierci, głodu i zarazy. Odparłem z uśmiechem. Chwila, moment... Papież zmarszczył czoło. To na was Bóg jest taki wkurwiony ostatnio?

Potem wypchnęli mnie na balkon i tak oto stanąłem ramię w ramię z papajem. Spojrzałem w dół i po pierwsze zesrałem się ze strachu, tak wysoko było, a po drugie przytłoczyła mnie liczba ludzi, którzy przyszli oglądać Mesjasza swoich czasów. Musiałem dobrze wypaść. Papież zaczął pierdolić coś o tym, jaki to zajebisty jest, że za jego kadencji Bóg po raz kolejny podesłał nam swojego syna itd. Ja się wyłączyłem totalnie i zacząłem rozmyślać o swoim Dark Souls'owym save'ie i o tym, że za wcześnie poleciałem do Anor Londo i teraz Ornstein i Smog mnie wyruchają w dupę, bo na hit'a schodzę. Już opracowywałem w głowie możliwe rozwiązania, kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Odwróciłem się i moim oczom ukazał się przerażający widok. W drzwiach balkonowych stał... Wojna. W ręce trzymał swój iskrzący miecz.

Wojna wciąż był pewnie na górze, opętany przez tego zdrajcę. Miałem szczerą nadzieję, że damy radę przywrócić mu rozum. Ale jak na razie musieliśmy się przede wszystkim zająć przeżyciem anielskiego ataku. Widzicie, z aniołami i demonami jest tak, że jedni i drudzy mają swoje portale, którymi wychodzą na ziemię. To nie jest tak, że pyk i pojawiają się w dowolnym miejscu na świecie. Wchodzą sobie do takiej kosmicznej próżni, czekają na zatwierdzenie przez Stwórcę i są wysyłani w miejsce, gdzie są potrzebni. Proste. Wszystko wskazywało na to, że Bóg zdecydował się nas wysłać na nas całe legiony. Bo z każdą chwilą na placu robił się coraz większy tłok. Zacząłem wypatrywać portali, z których te skrzydlatek gówna wychodzą, bo zniszczenie ich byłoby najlepszym sposobem na powstrzymanie ich napływu. Wtedy dostrzegłem głód, który wymachując swoim biczem odpędzał od siebie chmary aniołów.

Jeden z nich postępnie zanurkował, próbując podciąć nogi mojemu bratu, ale ja byłem szybszy i jednym szybkim ciosem rozjebałem mu czaszkę, fundując sobie kąpiel w błękitnej krwi. O! Zaraza. Siema. Gdzie wojna? Gdzie śmierć? Ja próbuję się przebić do drugiego. Co ich tu tak kurwa dużo? Zapnąłem łamiąc kilka żeber po bliskiemu aniołowi. Chyba Bóg naprawdę się na nas wkurwił.

Śmierć i głód tymczasem dobiegli już do papieża, który był tak przerażony, że ledwo mógł utrzymać w ręce kredę. Nim jednak bracia zdołali go złapać, portal nagle się otworzył i zdrajca spadł w dół, rechocząc ze śmiechu. Głód jednak, który swoją drogą ma refleks chyba najlepszy z nas wszystkich, zdążył zamachnąć się biczem, który owinął papajowi wokół nadgarstka. Buchnął niebieski dym, a kiedy opadł, okazało się, że mimo wszystko Bóg od czasu do czasu staje jednak po naszej stronie. Wśród popiołu leżała ucięta, pomarszczona dłoń. Mamy to! Ho ho ho! Uratował się śmierć i zaczął biec w moją stronę. Muszę powiedzieć, że miałem już serdecznie dość odpierania ataków wojny, a moja prowizoryczna broń była na skraju wytrzymałości. Zupełnie jak ja. Śmierć zaszedł go od tyłu i błyskawicznie wymalował środkowym palcem znak krzyża na jego czole.

Gdy biały dym opadł, nasze szczęki odpadły wraz z nim. Przed nami stał nikt inny, tylko sam Archanioł Gabriel. Kurwa, czy naprawdę 75% ludzi, których spotykamy na Ziemi, to bogowie i legendarne istoty? To się już robi kurwa nudne, nasz ex-dyrektor to szatan we własnej osobie, randomowa dziwka w burdelu okazuje się Marią Magdaleną, a teraz jeszcze on! Zirytowałem się zaistniałą sytuacją. Nie wierzę, że byliście tak głupi, żeby tu wrócić po tym wszystkim. Spokojnie powiedział Gabriel. O czym wszystkim? Do chuja pana, w tym miejscu gdzie stoisz parę miesięcy temu zajebałem szatana! Rozległ się głos śmierci z góry. A ty zamknij mordę, bo jesteś następny w kolejce!

Odkrzyknął Wojna. Gabriel zaśmiał się. Wasza głupota jest niewiarygodna. Bóg przydzielił mnie na to stanowisko, żebym ogarnął wszystko po waszym pobycie w tym miejscu i... Czekaj, czekaj. Wtrącił się głód. Czy Bóg naprawdę nie ma ważniejszych zadań dla swoich przydupasów, niż prowadzenie jakiegoś totalnie przypadkowego liceum? Archanio spojrzał na niego z pogardą. Spierdalaj. To mówiąc wyciągnął z pochwy na plecach wielgachny, błękitny miecz z mleczno-białą rękojeścią, przewyższający rozmiarami nawet oręż wojny. Zakląłem pod nosem, bo jak zwykle jako jedyny pozostałem bez broni. Wojna trzymał swoje cacko w swojej magicznej, pojemnej kieszeni, zaś głód nigdy nie rozstawał się ze swoim biczem. Pierdolcie się wszyscy. Idę coś zjeść.

Huk wystrzału zaskoczył mnie, ale nie tak bardzo jak jego efekt końcowy, a raczej jego brak. Niewzruszony archanioł jednym imponującym cięciem rozbroił wojnę i odwrócił się w moją stronę. — Głupcze. Naprawdę myślisz, że zwykłe kule cokolwiek mi zrobią? — zaśmiał się. — Nie. Ale to nie była zwykła kula — rzekłem z uśmiechem. — Co? Co ty? — urwał. — Całe szczęście, że pomyślałem o tym, żeby przed wypaleniem z rewolweru zrobić użytek ze swoich mocy i zarazić każdą z kul. To wszystko nie ma sensu. Słowo Bóg jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych legend, które są ponadto dość dziecinne.

Żadna interpretacja, niezależnie od tego jak subtelna, nie może tego zmienić, odezwał się nagle Gabriel. Największym wrogiem wiedzy nie jest ignorancja, tylko iluzja wiedzy. Trzy pary oczu zwróciły się na mnie. Zaraza. Czy ty? Zaczął głód, próbując powstrzymać śmiech. Gdyby Bóg istniał, myślę, że mało prawdopodobne jest, żebym miał w sobie tyle niepotrzebnej próżności, by czuć się urażonym przez tych, którzy wątpią w Jego istnienie. Nie, nie wierzę w osobowego Boga. Wciąż wierzymy, że wszechświat powinien być logiczny i piękny, ale po prostu zrezygnowaliśmy ze słowa Bóg. Szebnął Archanioł i podszedł do otwartego okna. Żyj sobie przyjemnie.

Jeśli istnieją sprawiedliwi bogowie, to nie będzie ich obchodziło, jak pobożnym byłeś i będą cię witać na podstawie twoich zalet. Jeśli istnieją niesprawiedliwi bogowie, to nie będziesz ich wyznawał. Jeśli nie ma bogów, to kiedy odejdziesz, ale żyłeś szlachetnie, będziesz dalej żył w pamięci swoich bliskich. Kontynuował i stanął na parapecie. Wielu fundamentalistów twierdzi, że w interesie sceptyków jest obalanie dogmatów, a nie, że w interesie ortodoksów jest ich potwierdzanie. To oczywiście błąd, jeśli zasugerowałbym, że pomiędzy Ziemią a Marsem po eliptycznej orbicie wokół Słońca podróżuje chiński czajniczek. Nikt nie mógłby podważyć tego twierdzenia, zakładając, że dodałbym, iż czajniczek jest zbyt mały, by można go było dostrzec nawet za pomocą najbardziej potężnych teleskopów.

Wydarł się na cały głos Herkules. Ukrywając zdziwienie poklepałem greckiego boga po plecach i odebrałem paczuszkę, która najwyraźniej była prezentem dla mnie. Już miałem zamykać drzwi, kiedy ktoś jeszcze wcisnął się do środka. A ty to? spytałem widząc skąpoubraną dziewczynę o dziwnie zielonym odcieniu skóry. To moja nowa dziewczyna! odparł Herkules z uśmiechem. Znalazłem ją w lesie jakiś tydzień temu i od tamtego czasu jesteśmy parą. Domówiąc, objął nimfę ramieniem i zaprowadził w głąb mieszkania. Ukryłem twarz w dłoniach i zawołałem głoda. Weź witaj gości za mnie, bo jak wbije tu jeszcze jedna para, to się zrzygam. Mam złe wieści. Odparł głód, spuszczając wzrok. Dla wszystkich osób obecnych na przyjęciu, tylko dwie osoby nie są w związku.

Ale pamiętając o tym, że bracia zajmą się wszystkim, wliczając w to sprzątanie, nieco się uspokoiłem. Uderzyłem pięścią w radio i po chwili w całym, dzięki Bogu pustym już mieszkaniu, rozległy się pierwsze nuty Party Rock Anthem. 40 ROCKERS IN A HOUSE TONIGHT! Zaśpiewałem na cały głos wraz z Alem Fejo. Odwróciłem się w stronę okna, przez które wcześniej dostrzegłem demony i pierdolnąłem się z całej siły w czoło. Zaczynałem już powoli trzeźwieć i powoli docierało do mnie jak wielką amybą umysłową jestem. To co wziąłem za okno było niczym innym jak tylko ekranem telewizora. Everybody just have a good time. Na żywo nadającego nagrania z kamery piwnicy. Głód odpalił projekcję, żeby co jakiś czas sprawdzać czy żaden z gości przypadkiem się tam nie zapuścił i nie potrzebuje pomocy w wydostaniu się z tej piekielnej otchłani.

Na moje szczęście zrywając boki pochyliłem nieco głowę, więc ostrze kosy delikatnie musnęło moje włosy i wbiło się w ściany obok. — Oho, robi się ciekawie — stwierdził Wojna. — Może byś tam pomógł zamiast gadać — sapnąłem, próbując odepchnąć śmierć od jego broni. Nagle w mieszkaniu rozległ się huk. Po chwili ciszy usłyszeliśmy znajomy nam głos. Sup, bitches? Na środku salonu pojawił się Jezus we własnej osobie. Spojrzał zdziwiony na mnie i śmierć zamarłych w dość jednoznacznej pozycji, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Mam dla ciebie spóźniony prezent, zaraza. Powiedział radośnie. Gadałem z Janem. Zgodził się na małą niespodziankę. Hipisie, wiemy, że zostałeś posłany przez Boga, bo nikt nie mógłby czynić takich cudów, jakie ty czynisz, gdyby On go nie posłał.

— Co kurwa? — pytałem dalej, siłując się ze śmiercią, który usiłował wyrwać swoją kosę ze ściany. — Jesteś jeźdźcem i nie wiesz tego? — odparł Jezus. — Zapewniam cię, że mówię o tym, co dobrze znam i co sam widziałem, ale wy nie uznajecie tego. Jeśli nie wierzycie w to, co mówię o sprawach ziemskich, to jak uwierzycie w to, co powiem wam o sprawach niebiańskich? Nikt jednak nie wstąpił do nieba oprócz mnie, Syna Człowieczego, stamtąd bowiem przyszedłem. Podobnie jak wąż, który na pustyni został podniesiony w górę przez Mojżesza, tak i ja, Syn Człowieczy, również muszę zostać podniesiony w górę, aby każdy, kto mi uwierzy, otrzymał życie wieczne. Tak bowiem Bóg ukochał świat, że oddał swojego jedynego Syna, aby każdy, kto Mu uwierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Bóg nie posłał Syna, aby potępił świat, lecz aby go zbawił. Ten, kto Mu wierzy, nie podlega potępieniu, ale ten, kto Mu nie wierzy, już został osądzony, bo nie uwierzył jedynemu Synowi Bożemu. Wyrok taki zapadł dlatego, że chociaż na świat przyszło światło, ludzie bardziej pokochali ciemność, bo ich czyny były złe. Ten, kto czyni zło, nienawidzi światła i nie zbliża się do niego, aby nie wyszły na jaw jego czyny. Kto zaś postępuje zgodnie z prawdą, zbliża się do światła, aby ujawniły się jego czyny, które podobają się Bogu. Skończywszy swój pojebany wywód, chwycił mnie za dłoń. Spierdalaj pedale! Próbowałem się wyrwać, ale po chwili straciłem kompletnie czucie w całej ręce, a kilka później sekund odpadłem bezsilnie na podłoga. Czułem się dziwnie.

Coś mnie ominęło? Stęknął wojna, budząc się z drzemki. Jeszcze się nie zabiliście? Co jest z tobą, zaraza? Pokaż temu frajerowi, kto tu rządzi! Nie jestem już zarazą. Podjarany do granic możliwości, spojrzałem w lustro wiszące na ścianie. To nie była moja twarz. Wszelkie ślady syfów na mordzie, wszystkie szramy i blizny, które od tak długiego czasu sprawiały, że bałem się wychodzić z domu, nagle zniknęły. Wyglądałem... Dobrze! Mój Boże, wyglądałem wspaniale! Wojna i głód z niedowierzaniem przyglądali się mojemu nowemu wcieleniu. Rzeczywiście, urodziłem się po raz kolejny. A w zasadzie, po raz pierwszy. Jestem zwy... W tym momencie poczułem gwałtowny ból poniżej klatki piersiowej.

Właściwie to wziąłem go w innym celu. To mówiąc, roztrzaskałem butelkę na głowie tego debila. To za zabijcie mnie! Eee... Czy to jest? Nieśmiało odezwał się Wojna. Wtedy dopiero zauważyłem, że nie byłem jedynym gościem, który tego dnia opuścił piekło. Adolf Hitler. Proszę, proszę, odezwał się głód widząc pasażera na gapę. Powiedz mi, jak to w końcu było z tym holokaustem, co? Adolf wyraźnie posmutniał. Co i byłem trochę najebany, no. Powiem tak, byłem na wielu imprezach, balowałem z olbrzymią ilością mniej lub bardziej znanych bogów, drobniejszych bożków, fantastycznych istot i śmiertelników, ale z nikim nie piło mi się tak dobrze jak z Adolfem Hitlerem.

Zniknął mi z oczu Jukieszy jakiś czas temu, ale mimo to cały czas miałem wrażenie, że widzę jego wychudłą sylwetkę wśród walczących. Cóż, najwyraźniej się myliłem. Na razie jednak miałem ważniejsze sprawy na głowie niż martwienie się o niego. Powiedz mi, występałem nie mogąc znieść bólu wmiażdżonym przez Lucyfera nadgarsku. Czym się różnisz od szatana? Zawsze... Zawsze myślałem, że jesteście jedną i tą samą istotą. Grałem na zwłokę, wciąż licząc na pomoc ze strony Michała albo... Sam nie wiem, po prostu liczyłem na cud. O, czy jeźdźcy nie powinni przypadkiem wiedzieć takich rzeczy? Oczywiście znowu ten cholerny uśmieszek. Widzisz, mój drogi, ja jestem synem Boga, zaś szatan to po prostu jego największy wróg.

Masz, wydukała Athena. Masz na myśli nóż? Owszem, potrzebuję go tu szybko. Wskazał głową na monstrum za swoimi plecami, które najwyraźniej zamierzało odesłać wszystkich greckich bogów do chrześcijańskiego piekła. Jakieś pięć martwych bóstw później wróciła z błyszczącym ostrzem w dłoni i wręczyła je Jezusowi. Czemu to robisz? spytała. Gdyby twój ojciec się dowiedział. Jebać konsekwencje. Odparł hippis. Zresztą to mój przyjaciel. Nie zostawię go w takiej postaci. Czy przypadkiem to nie przez siebie zamienił się w to gówno? Wtrąciłem się. Nie, to Michał zadzwonił do ciebie, a ja zadzwoniłem do Jona, który poleciał z tym do stwórcy.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.