4 JEŹDZCY APOKALIPSY Calosc
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno
— Ty pierdolona kurwo, suko jebana w dupę przez własnego rodzonego ojca cholerny! — Jezu, nie jestem ekspertem w tych sprawach, ale Synowi Bożemu chyba nie wypada mówić takich rzeczy — wtrąciłem się nieśmiało. W chuju to mam, odpowiedział mi wkurwiony Mesjasz. Wiesz kto to jest? Przez tego śmiecia całe zaświaty mają przejebane. Podczas gdy mój ojciec próbuje to wszystko ogarnąć i naprawić, ten gnój śmie pokazywać się na ziemi jak gdyby nigdy nic i żądać pierdolonego spokoju. Zaraz ci dam kurwa spokój, wiekuisty kurwa! Przepraszam, przepraszam, wydarł się Charon przyjmując kolejny cios w swoją błyszczącą czaszkę. Ja nie chciałem, ja nie mogłem, ja...
W tym momencie w drzwiach sklepu stanął Odyn, ściskając pod ręką kałacha. Jego jedyny żywy kruk siedział na końcu lufy, wymierzony w naszą trójkę leżącą na podłodze. — Co tu się kurwa dzieje? — powiedzieliśmy wszyscy jednocześnie. Pół godziny później było już po wszystkim. — Dzięki — rzucił Jezus do Charona, który zasłonił go własnymi kośćmi przed serią z karabinu. — Nie ma sprawy — odparł przewoźnik zmarłych, przyłączając sobie piszczel w miejsce dłoni. — O co mu chodziło? — płacząc z bólu, opadłem na najbliższe krzesło. Obrwałem w ramię i klatkę piersiową. Potrzebowałem noża. I to szybko. — To nordycki bukskurwy syństwa — wyjaśniłem przez łzy.
— Mamy z nim napięku od czasu, gdy niechcący podpierdoliliśmy mu puszka. Zacząłem odpływać. Głosy Charona i Jezusa nagle stały się dziwnie odległe, a ja poczułem, że gdzieś spadam. Błagam, żebym tylko nie zdechł! Żebym tylko znowu nie zdechł! Wreszcie otworzyłem oczy i zobaczyłem, że stoję na brzegu jakiegoś jeziora. Podziemnego jeziora. A może to była rzeka? Chuj wie. Wokół mnie widziałem setki tysięcy dusz, tłoczących się na kamienistej plaży. Wszyscy krzyczeli, wymachiwali rękami. Część płakała. W tamtym momencie zrozumiałem, że jestem w Hadesie. Stałem na brzegu Styksu, a na wodzie unosiła się pusta barka. Nie było przewoźnika, nie było Harona. Nikt nie mógł przedostać się na drugą stronę.
Wszyscy mogli tylko rozpaczać i patrzeć na zwisające z barki i brzęczące na wietrze, połamane łańcuchy. — Kurwa! — wydarłem się, kiedy poczułem nóż wsuwający mi się w pierś. Chwilę później ocknąłem się jako zwycięzca, w lepkim od spermy łóżku małżeńskim Agaty i Wolny. — Brawo! Czas, żebyś w śmierci liczył — powiedział głód, podnosząc mnie do pozycji siedzącej. Gdyby nie fakt, że Jezus przedzwonił do Michała, który się do nas przyniósł, byłbyś już martwy na stałe. Po raz kolejny. — Widziałeś się ze Stwórcą? — spytał podjarany Wojna. — Gdzie on jest? — wyjąkałem, próbując złapać oddech. — Gdzie jest kto? Charon. Gdzie jest kurwa mać Charon?
To ty dałeś mu uciec. Ja byłem zbyt zajęty. Bycie martwym, tak wiem. Jezus przewrócił oczami i podsunął mi ten świstek bliżej oczu. Nagroda dowolna, głosił pisany pogrubioną szcionką napis. Macie go znaleźć, zanim cały hade spierdolnie. Myślicie, że egipskie zaświaty są w stanie pomieścić te wszystkie dusze? Spoiler, nie są. Jeśli Charon nie wróci do roboty, już wkrótce będziemy mieć przejebane, powiedział i sięgnął po stojącą obok butelkę. A to co? To moja inna kompozycja. Jest trochę delikatniejsza od poprzedniej, ale urwał kiedy zobaczył jak Syn Boży upada na asfalt z twarzą sparaliżowaną od liczby procentów, która właśnie wdarła się do jego organizmu.
— W sumie było mi ich szkoda. To się nazywa przegrać życie. Dosłownie. — Nie mam pojęcia — odpowiedziałem niechętnie. — W razie czego będziemy się targować. Wciąż biłem się z myślami, żeby jednak zawrócić i poczekać, aż wojna, głód i Jezus dojdą do siebie. Wyruszylibyśmy na szukanie sojuszników wspólnie, zamiast jak ostatnie głąby wstępować za światy tylko we dwójkę. Jednak czas nas gonił, a nagroda za odnalezienie Harona kosiła coraz bardziej. Mój plan był idiotyczny, ale dość bezpieczny. Naprawdę trudno było w nim coś zjebać. Ale oczywiście nam się udało. A co powiesz na jakiś interesujący układ? Wydukałem, obserwując jak powoli otaczają nas nieumarli żołnierze z długimi, lśniącymi halabardami. Na przykład taki, że powiesz nam gdzie on jest, a my w zamian nie rozpierdolimy ci zaświatów?
— Mówiłem ci, że pewnie zdechł już na amen walącym się piekle. — Kurwa! — mruknąłem i przywołałem wen. — Szukajmy dalej. Gdzie chcesz go jeszcze szukać? Odwróciłem się do przerażonego Hadesa. Wszystkie zaświaty są ze sobą połączone, prawda? Masz nam pokazać najszybszą drogę do piekła albo zaraz poczekasz sobie na powrót Harona w Towarzystwie Chrześcijańskich Imigrantów. Ale piekło... Tak, wiem do chuja, piekło już nie istnieje. Wkurwiłem się już całkiem mocno i wsadziłem mu lufę w usta. Co nie znaczy, że połączenie zostało całkowicie odcięte, mam rację? Po kilku dobrych godzinach błąkania się po ciemnych i dość przerażających tunelach, dotarliśmy do zawalonego przejścia.
Żaden problem, moi drodzy, żaden problem. Nie wiecie może, co z moim klubem? Mam nadzieję, że nikt go nie kupił. Nie mamy pojęcia, wyznałem zgodnie z prawdą. Ale możesz sam się przekonać. Potrzebujemy twojej pomocy w znalezieniu Harona. Jeśli pójdziesz z nami, wyprowadzimy cię na ziemię i jak tylko dorwiemy skurwysyna, będziemy kwita. Lucyfer zaśmiał się. Dlaczego w ogóle miałbym chcieć stąd uciekać? Właściwie to jestem dość zajęty rekonstrukcją piekła. Mam zamiar siedzieć w tej dziurze i kopać, i kopać, dopóki nie odbuduję imperium szatana. Ziemia jest przeklamowana.
— Ale... i jak? Dlaczego? Kurepsko długa historia. Rzuciłem na odczepkę i przeszedłem do sedna sprawy. Mam szczerą nadzieję, że posłuchasz prośby swojego syna i pomożesz nam znaleźć Harona. Ostatnia szansa. Kiedy parę minut później wróciliśmy do zmywania talerzy, śmierć prawie wypłuca ze śmiechu. To był ten twój płyskotliwy plan? Wyjść w ciało potwora, który go spłodził i liczyć na to, że nagle zmieni stanie? Jezu, czasami zastanawiam się czemu to mnie nazywają najgłupszym z jeźdźców. Sam fakt, że tego nie rozumiesz potwierdza to, że nim jesteś. Odburknąłem i przeniosłem wzrok na komorę w zlewie. Kurwa jeszcze patelnia.
Nienawidziłem się spóźniać, jednak chwilę przed ślubem zadzwonił do mnie Lucyfer, informując, że namierzył już Harona i prawdopodobnie za parę godzin będzie go w stanie odstawić z powrotem do Hadesu. Byłem naprawdę nieźle zdziwiony tą nagłą zmianą w jego nastawieniu. Obawiałem się trochę, że nie pomaga nam ani ze względu na swojego syna siedzącego w moim ciele, ani z czystej chęci niesienia pomocy. Jakby nie patrzeć, pomagał tym samym swojemu znienawidzonemu ojcu. A może wiedział to co ja? Usiadłem obok Agaty, która z podnieceniem przyglądała się pozostałym gościom. Byli wśród nich oczywiście Wojna i Śmierć, którzy siedzieli tuż obok nas. Był Hermes, Athena, a nawet Chronos. Puszek leżał sobie grzecznie w kącie, zajmując miejsce dla co najmniej ośmiu osób. Zaraz przed nim w pierwszym rzędzie siedzieli Święty Jan i Jezus, którzy wystrolili się w śnieżno-białe garniturki i oczojebne czerwone muchy.
Jakakolwiek istota padnie pod jego ciosem, zniknie na zawsze z tego świata i nie wróci już nigdy. Po chwili w rękach Archanioła pojawił się długi sztylet, przypominający kształtem ostrza mój nóż. Znowu dostałem ataku paniki, który tym razem był zupełnie uzasadniony. Musiałem coś zrobić, musiałem go powstrzymać. — Stój! — wrzesnąłem, gdy Michał uniósł miecz do góry. Adolf nie próbował nawet uciekać. Łakał jak dziecko, które nie ma absolutnie żadnego pojęcia, jak coś wokół niego dzieje. Jak śmiesz, wrzasnął znowu Stwórca i odwrócił się w moją stronę. Wystawiłeś list gończy za Charonem, zacząłem mówić, a głos łamał mi się tak, że sam ledwo mogłem siebie zrozumieć. Nakroda miała być dowolna, prawda? Owszem, potwierdził Bóg, ale nie masz szans go znaleźć, on... Cóż, muszę cię więc zaskoczyć.
Jezus podniosł się wreszcie z podłogi i otarł krew rękawem koszuli. — Czy to prawda, Ojcze? Mów, czy to wszystko prawda? Wszechmogący nie odpowiedział. Zamiast tego uderzył Mesjasza z całej siły w twarz i stanął na ołtarzu. — Nie odpowiem na wasze zarzuty, bowiem jestem stwórcą świata, wszechmogącym, wszechwiedzącym. — Gówno prawda — przerwałem mu. — Nie jesteś ani wszechmogący, ani wszechwiedzący. Oskarżony spojrzał na mnie z czymś, co podejrzanie przypominało przerażenie. Nie miałeś pojęcia, że od dawna cię przyjrzałem. Nie miałeś pojęcia, że Charon nie tkwi już w swoim więzieniu. To wszystko jest tylko na pokaz. Miałam rację? Nie odpowiedziała, a ja mówiłem dalej. Widzisz, od dłuższego czasu zastanawiało mnie jedno.
Doszło również do niespodziewanego rodzinnego spotkania. Jezus! Lucyfer! No chodź tu braciszku, mam nadzieję, że już się na mnie nie gniewasz. Tak, powiedzmy. Roześmiał się Mesjasz i mocno przytulił swojego dawno niewidzianego brata. Charon skorzystał z okazji i wymknął się z kapliczki. Zostawił po sobie list z przeprosinami i obietnicę, że natychmiast wróci do Hadesu. Śmierć tymczasem podszedł do głodu i pomógł mu zdjąć sutannę przez głowę. Pjurdole to, stwierdził początkujący ksiądz. Może jednak zostanę tym muzykiem rockowym. Po czym wziął gitarę i zaczął grać Chop Suey, jak gdyby nigdy nic. Wake up! Ale wtedy stało się coś... co najmniej dziwnego.
Czymże więc jesteś? Określać, znaczy ograniczać. Mesjasz rzucił butelką o ścianę. Odłamki szkła zasypały głód, który wcale się tym nie przejął i dalej siedział wpatrzony w ścianę z ustami pełnymi chipsów paprykowych. W tym momencie drzwi do mieszkania otworzyły się na oścież i w progu stanął zdyszany Charon. Wyglądał dość upiornie, ale to chyba jednak całkiem naturalne dla pierdolonego szkieletu w płaszczu. — Pomocy! — wyszeptał i upadł na podłogę. — Jakim cudem on się kurwa zadyszał, nie mając płuc? — spytał śmierć i podczołgał się do nieprzytomnego. — Bardziej mnie ciekawi, kto go goni — powiedziałem i wyżyłem na klatkę. — Czyżby anioły wciąż próbowały go dorwać?
Chcemy Harona. Chuj wam Haron, kurwa. Dopiero co wrócił do pracy. Najpierw ścigało go Królestwo Nieba, a teraz kurwa Królestwo Zwierząt? Nie jesteśmy zwierzętami, zaprzeczył pan Krokodyl. Przecież wiem, zirytowałem się. Jesteście płazami, dzieci w podstawówce to wiedzą. Krokodyle chwilę buforowały moje słowa. Czy możesz nas zaprowadzić do kogoś, kto ma IQ powyżej 10? Czy możesz, kurwa, przestać istnieć? Skurwysyn zawahał się przez chwilę. Chyba nie. Więc masz odpowiedź. Rzuciłem i trzasnąłem drzwiami. Nie pozwolę się obrażać pierdolonym owadom. Spojrzałem na wszystkich, którzy nawet już nie zwrócili uwagi na moją chwilową nieobecność.
Charon dochodził już powoli do siebie na kanapie. Na klatce są krokodyle. Jak z dziesięć. Jasne, potwierdził Wojna. O, oczywiście, potknął śmierć. Aż żeby inaczej, zgodził się Głód. Chwyciłem szlankę z moim ukochanym whisky w dłoń i oparłem się o parapet. Wciąż czekałem na telefon od świeżego Janusza, który podobnie jak nasi greccy przyjaciele nie dawał znaku życia. Tak samo jak Puszek. Dobrze pamiętałem, jak skończyło się ich zniknięcie kilka tygodni temu i miałem szczerą nadzieję, że historia się nie powtórzy. W końcu Thor i Odym wciąż byli na wolności. — Zaraza, a ty co myślisz? — spytał mnie Lucifer. — O czym? — odparłem niechętnie.
Król Zaświatów oberwał prosto w serce. O chuj, ale to było dobre, stwierdził Charon, który właśnie wszedł do sali. A potem wszystko potoczyło się jeszcze szybciej. Wzniosłem się do góry i w ostatniej chwili uniosłem ze sobą Atenę i Chronosa. Miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu Stali nagle zasypał Grat Bełtów. Puszek skoczył do góry i zaczął czystkę tych nieumarłych chujów. Kurwa, a co teraz? spytała Athena desperacko próbując nie oberwać. Nie ukrywam, że lot z tak olbrzymim obciążeniem nie należał do najłatwiejszych, zwłaszcza w takiej sytuacji jak ta. Nie mam pojęcia. Mam za to nieodparte uczucie, że powinniśmy spierdalać. Odparłem i zanurkowałem w kierunku drzwi. Charon tymczasem przyłączył się do naszej inby i zaczął napierdalać wszystko wokół swoimi łańcuchami.
Przejebane jak twój mąż umiera średnio dwa razy w tygodniu. Coś jednak czułem, że tym razem Charon nie przewiezie go znowu przez Styx. A propos Charona, to właśnie do nas dołączył, cały ociekający krwią. — Gdzie idziemy? — Do Jeźdźców — odpowiedzieliśmy zgodnie i ruszyliśmy w stronę czegoś, co wyglądało jak wyjście. Stwierdziliśmy, że Puszek trafi sam, jak już skończy rozszarpywać nieumarłe zastępy. Dochodzę do wniosku, że znajomość z jeźdźcami była jedną z gorszych rzeczy, które mnie kiedykolwiek spotkały. Gdy tylko wydostaliśmy się z Hadesu, okazało się, że nie ma z nami Charona. Nie mam kurwa pojęcia, jakim cudem go zgubiliśmy, ale ruszył już za mnami pościg, więc nie mieliśmy czasu go szukać. Stwierdziliśmy, że podobnie jak Puszek dołączy do nas u jeźdźców. O ile jeszcze żyli, w co nie ukrywam, szczerze wątpiłem.
Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy, był sklep z bronią. Nie żeby trzy wyrzutnie rakiet miały pomóc w walce ze Stwórcą, ale dawały nam złudne poczucie jakiegoś irracjonalnego bezpieczeństwa. Niestety, zanim dotarliśmy do mieszkania jeźdźców, a raczej dziewczyny jednego z nich, zostaliśmy zaatakowani. Znowu. — Gdzie jest Charon? — spytał pan krokodyl, szczerząc swoje żółte ząbki. Reszta ryb nas otoczyła i łypała groźnie swoimi podejrzanie czerwonymi oczami. — Ja pierdolę — burknął Chronos i spróbował podnieść rękę, żeby cofnąć czas, dając mi tym parę flashbacków z Life is Strange. Niestety, te cholerne pierwotniaki były szybsze. Jeden z nich odgryzł mu rękę, zanim zdążył cokolwiek zrobić. Problem był taki, że gestykulacje ręką były jedynym sposobem, w który Bóg czasu mógł go cofać.
Jebać fakt, że właśnie utracił kończynę. Gorsze było to, że skazał nas w ten sposób na pewną śmierć. Zostaliśmy bez żadnych możliwości ucieczki, a wiedziałem, że jeśli tylko spróbuję wzlecieć do góry, stracę swoje skrzydlate buty razem ze stopami. Skurwysyny miały refleks. — Jaka jest szansa, że strzał z takiej odległości nas zabije? — spytała Athena, unosząc go do góry RPG. Eee... jakieś 100%? odpowiedziałem przerażony. KURWA JA SIĘ TU WYKNAWIAM! wrzasnął Chronos. Jeśli zaprowadzimy was do Charona, opuścicie nas wolno? spytałem Pana Krokodyla, na co ten zmrużył oczy i najwyraźniej mocno się zastanawiał nad odpowiedzią. Zanim jednak zdążył nam jej udzielić, do zabawy dowłączyli się dwaj bracia.
— Chodźcie do jeźdźców, tam wam wszystko opowiemy. — To mówiąc, obrócili się na pięcie i obaj, nie reagując na nasze krzyki, ruszyli wzdłuż ulicy. — Co za chuje — stwierdziła Athena. — Dziwisz się — parsknąłem — z takim ojcem. — Kurwa, wykrwawiam się — powiedziała atencyjna kurwa. Pan Krokodyl, jak gdyby nigdy nic, wrócił do naszej rozmowy. — Jak powiecie, gdzie jest Charon, to zjemy was szybko — stwierdził. — Jest tam — wskazałem palcem na postać przechodzącą przez ulicę. Pan Krokodyl odwrócił się na chwilę, a ja wykorzystałem tę okazję i podskoczyłem do góry. Szczęki pozostałych owadów drasnęły moją podeszwę, ale dałem radę wznieść się na jakieś dwa metry do góry i błyskawicznie podnieść Atenę i Chronosa, który wciąż darł mordę jak ostatnia pizda.
Dopiero później zorientowałem się, że postacią, którą wskazałem Panu Krokodylowi naprawdę był Charon, który właśnie szedł na libację jeźdźców. Mam nadzieję, że mniej więcej rozjaśniłem wam wszystko i chyba muszę już powoli spierdalać, bo słyszę, że idzie zaraza i zaraz pewnie mi najebie zapisanie na jego blogu. Sam pewnie napąknąłby tylko coś w stylu, o, nasi grzeczcy przyjaciele wreszcie wrócili. Chciałbym tutaj od razu uroczyście przeprosić Charona, któremu ledwo udało się uciec z tym jebanym krokodylą. I nie, to wcale nie jest moja wina, że teraz całe mieszkanie jeźdźców jest pod oblężeniem jebanych płazów. Kurwa, zaraza, zostaw, sam nadam tytuł, rol! Nigdy nie pomyślałbym, że w mieszkaniu Agaty zmieści się tyle osób. Ja, wojna, głód, śmierć, oczywiście sama Agata, Hermes, Athena, Chronos bez ręki, Zdyszany Charon oraz solidnie najebani Jezus z Lucyferem.
Nie trzeba nam było tego dwa razy powtarzać. Zbierając po drodze kilka najdopitków z naszej libacji, wpadliśmy wszyscy do kuchni, gdzie okno było największe, a odległość od podłoża gwarantowała przyskoku największe szanse przeżycia. — Hermes, do chuja! — warknął śmierć i wypchnął latającego boga przez rozbitą szybę. Athena wyskoczyła zaraz za nim, łapiąc go w locie za kostkę. — Kto następny? — spytał przerażony Lucyfer. Ja, stęknął Jezus i powoli opuścił się z parapetu na dach nad wejściem do klatki. Dziw bierze, że nie połamał sobie przy tym nóg. Ja zostaję, stwierdził Charon i uniósł do góry swoje łańcuchy. Obronię was, przyjaciele. Westchnąłem teatralnie i poklepałem go po plecach. Nie musisz lizać każdemu dupy w poszukiwaniu tej cholernej akceptacji.
— Gdzie twój brat? Wymieniliśmy spojrzenia i zanim ktokolwiek dostał na cokolwiek odpowiedź, rzuciliśmy cię do ataku. Pierwszy uderzył śmierć, który niecelnie zamachnął się na naszego gościa swoją kosą, co zakończyło się wbiciem jej w ścianę obok. Po nim zaatakował Głód. Z nieco lepszym rezultatem, jego bicz owinął się wokół nadgarstka matki, co na chwilę wytrąciło ją z równowagi. Te chwile wykorzystałem ja i błyskawicznie wyrwałem jej z rąk karabin. W tamtej chwili, nie ma co ukrywać, spanikowałem i bez żadnego namysłu wyrzuciłem broń przez okno. Sądząc po trzasku kości, który dobiegł nas chwilę później, trafiłem prosto w czaszkę Charona, który wciąż wisiał na łańcuchu, przewieszonym przez krawędź parapetu. Na chwilę znowu zamarliśmy. Lucyfer chyba próbował coś powiedzieć, ale dźwięk wybijanych zębów zagłuszył jego słowa.
Wydarł się śmierć i złapał się za szczękę. Krwawił jak zażnana świnia. Głód miał nieco lepszy refleks i udało mu się uniknąć pierwszego ciosu matki. Drugi zablokował reżącą przy zlewie patelnią, którą następnie przyłożył jej w głowę. Nie zrobiło to jednak na niej żadnego wrażenia. Bez mrugnięcia okiem wyciągnęła z kieszeni długi nóż wojskowy i z całej siły zamachnęła się na naszego anorektyka. W ostatniej chwili udało mi się odepchnąć ją do ściany rzuconym przez siebie krzesłem. Nie zauważyłem jednak, że to było krzesło, wokół którego zaplątany był Charon, który w efekcie wleciał na pełnej kurwie z powrotem do mieszkania. Jednak te parę kości nie ważyło zbyt dużo. Korzystając z okazji pobiegłem do przedpokoju po swój rewolwer, który wciąż leżał na szafce po tym jak zrozumiałem, że broń palna w żadnym stopniu nie wzrusza krokodyli.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Macie cos dluzszego z reuploadow ale niestety jest ich coraz mniej dluzszych past ale coz trudno