Mentionsy Mentionsy
Pod Zielonym Smokiem
Pod Zielonym Smokiem

Odcinek 104 – Glorfindalf

19.09.2025 ·1 godz 25 min · 1 rozdział · 1 sponsor

Po spotkaniu z przeszłością Hobbitów, czas na spotkanie ze znacznie starszą istotą. Dzisiaj Frodo i przyjaciele poznają Glorfindela, jedną z najciekawszych postaci całego legendarium. Czy dzięki temu uda im się umknąć Czarnym Jeźdźcom? Zapraszamy na 104-ty odcinek podcastu, trzeci z czterech poświęconych rozdziałowi “Bieg do Brodu”. W tym odcinku krótką wstawkę o elfickim przywitaniu i nie tylko przedstawi nam Ryszard Galaghorn Derdziński!

Jednak wszystko odbywa się w sposób bardzo... Gospodowy. Tak, jako luźna i swobodna rozmowa między nami, a czasami także między nami a naszymi wyjątkowymi gośćmi, którzy chociażby tak jak dzisiaj regularnie odwiedzają naszą gospodę. Natomiast jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o naszym podcaście, zachęcamy do zapoznania się z odcinkiem zerowym albo ze zwiastunem. Mówimy tam trochę o sobie, a przede wszystkim o samej formie inspiracji i celach naszych działań. Także kończąc wstęp zapraszamy do zajęcia miejsca w naszej gospodzie pod Zielonym Smokiem. Przygotujcie sobie kufelek dobrego trunku, rozsiądźcie się wygodnie i zaczynamy naszą dzisiejszą podróż do Śródziemia. Słuchajcie, ale zanim, mamy jedno szybkie ogłoszenie. Otóż zbliża się końcówka drugiego sezonu, a na koniec każdego sezonu i w połowie mamy oczywiście odcinki z pytaniami i odpowiedziami.

Nikodem szykuje rzeczy standardowo. Cały sezon zbiera, żeby później nas tutaj pięknie skompromitować. Jak ktoś chce się wprowadzić. Tak, to jest kluczowe, ponieważ im więcej pytań, tym lepiej. Także zachęcamy. Słuchajcie i wracamy do naszej historii, do dwunastego rozdziału Władcy Pierścieni, pierwszego tomu Władcy Pierścieni, pierwszej księgi w zasadzie Władcy Pierścieni, bo pierwsza księga równa się drugi sezon podcastu. Będzie nam to towarzyszyło przez całe najbliższe sześć lat, Katarzyna, że będziemy zawsze o jeden sezon więcej niż księga Władcy Pierścieni.

Dzisiaj będzie poezja. Tam nie było poezji. I będzie teraz na początku, także przeczytamy teraz wam wstęp do wiersza, czy piosenki, którą zaprezentuje nam tutaj sam, a później będziemy ją analizować. Nie będziemy czytać całej piosenki, tylko pierwsze dwie zwrotki. Posłuchajcie. A może by nam ktoś zaśpiewał póki słońce wysoko, powiedział Mary, kiedy skończyli posiłek. Od wielu dni nie słyszeliśmy pieśni ani opowieści. Od nocy na wichrowym czubie, rzekł Frodo. Przyjaciele spojrzeli na niego. Nie martwcie się o mnie, dodał. Czuję się znacznie lepiej, ale do śpiewu nie mam ochoty. Może sam odgrzebię coś w swojej pamięci? Dajże samie, zawoła Mary. Masz w głowie zapasy, których nam skąpisz.

Nic o nich nie wiem, odparł sam. Ale umiem coś, co by wam się spodobało. Nie śmiałbym tego nazwać poezją, jak to się mówi. Po prostu żarty. Te stare kamienie przypomniały mi pewną piosenkę. Wstał, założył ręce na plecy jak uczeń w szkole i zaśpiewał nam starą melodię. Na głazie troll samotny gość obgryzał smętnie gołą kość. Już parę lat tak jadł i jadł, o mięso było trudno. I prudno, i mródno. W jaskini mieszkał skromnej dość, a o mięso było trudno. I przyszedł Tom, ten mały, wiesz. I spytał trolla, co ty jesz? O, ładnieś wpadł tu wuj Agnat, co dawno w grobie leży. I bierzy, i wreży. Wuj dawno zmarł, chcesz to wiesz.

Tak, i tutaj Frodo się nazywał, reszta była zdziwiona, no bo Frodo nie był w najlepszej formie, bo ta rana cały czas, mimo że zabliźniona, tak jak mówiliśmy tydzień temu, dawała się mu we znaki. Ale tymczasem pogoda, ta przygoda z trollami Bilba, wspomnienie domu, myślę, że Bilba wyraźnie go pokrzepia. Ale to jednocześnie świadczy o tym, że on przez... Pozostałe fragmenty tej części wędrówki praktycznie nic nie mówił, albo bardzo mało mówił, skoro aż tak zwrócili uwagę na to pozostali. No niemniej do piosenki wywołują sama, czyli już tutaj jest powszechna wiedza o tym, że sam zna pieśń. Tak, zna jakieś piosenki, że coś tam ma przygotowane w sanatrzu. Wyraźnie zainspirowany trollami, prawda? Tak, wyraźnie tutaj zainspirowany trollami.

No i teraz porozmawiamy właśnie o tej piosence. Jeszcze fajny jest ten moment, jak sam staje i zakłada ręce z tyłu za plecy, tak jak uczeń w szkole, nie? Tak, takie uczniowskie to jest bardzo. I tutaj, jeśli chodzi o tę piosenkę, to w odróżnieniu od tego, co w większości władcy pierścieni jakby jaką funkcję pełnią pieśni, to tutaj ta piosenka jest wybitnie rozrywkowa, bo jest bezsensowna historia i A są takie neologizmy, jest specyficzny język i nie jest to w żaden sposób podobne do tych elfickich pieśni, czy pieśni, które wcześniej śpiewała Ragorn, które też o czymś opowiadały. Czy części pieśni Bilba, chociażby The Road Goes Ever On and On, która była taka, no mimo wszystko utrzymana w hobbitskim tonie, ale jednak poważna, prawda, w jakimś tam sensie.

For it looks like the shin of an Uncle Jim, there should be a loin engraved. Tak, no słuchajcie, fajnie, prawda? Poznajemy melodię tej piosenki, ponieważ Tolkien napisał tą piosenkę dokładnie pod tą melodię. Ta melodia jest znana. Jest to ludowa, czy ludowa, czy bardziej po prostu historyczna jakaś melodyjka znana w Anglii. Natomiast... Tak, jest piosenka dla... Dla dzieci, tak. To była taka przyśpiewka gdzieś tam lokalna. Natomiast, co ciekawe, w odróżnieniu od innych tekstów, które słyszeliśmy w wykonaniu profesora, to tutaj wypowiada się, czy śpiewa, no bo śpiewa wolno, prawda?

Wgryzał się weń już od lat, bo w okolicy wciąż brakowało mięsa. Ani kąsa, ani kięsa. W jaskini nasz głodomór mieszkał, a w okolicy wciąż brakowało mięsa. Przyszedł raz mały Tom w dużych butach i do trolla rzekł, co ty jesz tutaj? Wszak to kość wuja, co mnie niańczył, który od dawna leży w grobie, w grobowcu, w trupowcu. Od tylu lat nie poszczek zęby szczerzy, od ilu w zimnym grobie leży. Tak, no i teraz wersja fronców. Samotny troll siedział na zatku z kamienia i kość pracowicie przeżuwał i zżerał. Od wielu już lat wysysał ten gnat, bo mięsa brak było wokół.

Hokul brokuł. Po wzgórzach jaskiniach samotnie się szwendał, a mięsa wciąż brak było wokół. Tom nadszedł znienacka w buciorach kanciastych i mówi do trolla, a cóż ty tak blaskasz? To chyba jest kość znajoma mi dość, co w grobie leżeć powinna. Hinna mrinna. To przecież jest piszczel mojego stryjaszka i w grobie spoczywać powinna. No i od razu, automatycznie, jak odsłuchaliśmy tych wszystkich wersji, czy przeczytaliśmy wszystkie te wersje, nasuwa się pierwsze pytanie dotyczące budowy tej pieśni. Słuchajcie, pierwsze co, mamy osiem zwrotek, tak? Osiem zwrotek dokładnie takich samych. Wszystkie są takie same, praktycznie nie ma w nich różnic. W głównej mierze skupimy się na oryginale, prawda?

Jak zwykle przy analizie pieśni, ponieważ oryginał jest dla nas odnośnikiem, a tłumacze polscy próbowali to oddać lepiej lub gorzej, prawda? Więc jakby skupimy się na oryginale. Osiem zwrotek, w każdej jest sześć wersów, plus ten jeden taki most pomiędzy czwartym a piątym wersem, kiedy mamy takie bezsensowne wyrazy, które powtarzają rym, prawda? Więc jeśli chodzi o rymy i układ rymów, to mamy pierwszy wers ma jako jedyny rym wewnątrz i to w każdej zwrotce występuje. Na przykładzie pierwszej zwrotki mamy Alone Stone, w drugiej zwrotce mamy Tom Boots On. Natomiast jednocześnie koniec pierwszej zwrotki I koniec pierwszego wersu, koniec drugiego wersu i koniec piątego wersu też mają ten sam rym. Czyli tutaj mieliśmy w pierwszej zwrotce stone w wersji angielskiej, w drugim wersie mieliśmy bone i w piątym wersie mamy znowu alone.

To są słowa, które się rymują na końcach pierwszego, drugiego i piątego wersu. Natomiast co dalej? W trzecim wersie występuje też rym wewnątrz, tak? Czyli mamy w pierwszej zwrotce w oryginale year i na końcu near, czyli for many year he had gnawed it near. I tak samo na przykład w drugiej zwrotce for it like the shin of my uncle Tim. czyli shine i team. I później mamy czwarty wers i szósty wers też są rymy. Czwarty i szósty to na przykładzie pierwszej zwrotki, to jest dokładnie powtórzenie, kombaj, kombaj. I to jest praktycznie zawsze powtórzenie, chyba z jednym wyjątkiem, natomiast praktycznie powtórzone często są całe zdania, bo mamy powtórzony ten sam czasownik, ten sam rzeczownik,

Co się tutaj najbardziej rzuca w oczy i charakterystyczne mamy tutaj Toma i Johna jako bohaterów. Później to się zmieni. Natomiast bardzo dużo jest zmienionych wyrazów. Później mamy rok 1936. Piosenka zmieniła tytuł na The Root of the Boot. I ta piosenka została wydrukowana w pozycji, która nazywa się The Song of Philologist. jako jedenasty wiersz z trzynastu Tolkiena i jedyny, nie będący ciekawostką typowo językową, bo takie było założenie Song of Philologist, ale co do tej pozycji samej, Song of Philologist, słuchajcie, to jest ekstra ciekawe, moim zdaniem jedna z najciekawszych historii związanych z wydanymi przez, wydanymi rzeczami, które napisał Tolkien. Krótka historia. W czasach, kiedy Tolkien był profesorem na Uniwersytecie w Leeds, czyli w latach 1920-25,

Ona została opublikowana w 1962 roku w angielskiej wersji Przygód Toma Bombadila. I oczywiście w późniejszych edycjach Władcy Pierścieni, czyli w drugiej i następnych, to jest właśnie ta wersja D troszkę zmieniona pod kątem interpunkcji i zbliżona bardziej do tej wersji E. Tak, więc historia jest równie skomplikowana jak przed chwilą omówiane rymy. Niemniej, niemniej warta przytoczenia. No i to, co już Kasia mówiła o samiej powiązaniach z ludźmi Gamci, prawda? Tak, właśnie ta ciekawostka, że jako piosenka trafia w usta sama i ta piosenka zawierała północnoangielski dialekt na podstawie jakby pobytu i pracy Tolkiena w Lis, tak jak Maciek mówił.

I Tolkien nadał przez to samowi i jego rodzinie także taki północno-szaerowski charakter. Czyli rodzina Gamgee pochodziła z północnej ćwiartki. I oczywiście Tolkien zrobił to tak jakby wstecz, w retrospekcji, dopiero po tym, jak sam dostał tą piosenkę. Czyli wtedy jakby zastosował jego pochodzenie w Szaer. Jego historię, jego rodzinę. Dokładnie. To jest typowo tolkienowski zabieg. Dobrze, kończymy wstawkę o poezji. Na dzisiaj tyle. Myślę, że się nie zmęczyliście. Natomiast teraz będzie fragment, którego nie czytamy, a w nim oczywiście piosenka wywołuje dużo radości i śmiechu, prawda, wśród pozostałych hobbitów. Sam się trochę zawstydził, prawda, gdzieś tam się zaczerwienił. Najpierw jego taki występ. Tak, znaczy w sensie już śpiewał kilka lat piosenkę, tylko to była piosenka, którą...

konia, dużego konia i kucyka, ponieważ w fragmencie czwartego rozdziału pierwszej księgi, skrótem na pieczarki, mamy ten moment, kiedy hobbici i farmer Magot, kierując się w stronę promu, słyszą nagle odgłos zbliżającego się jeźdźca, tak? I tam brzmiało to troszkę inaczej. Kasia, jak możesz to przeczytać? To mieliśmy klip, klop, klip, klop. I came approaching the rider. The fall of the hoofs sounded loud in the still foggy air. Tak, i jeszcze drugi raz jest później powtórzone też. Tak, mamy klop, klop, klop, klop. The rider was nearly on them. I to był moment, kiedy Mary podjechała do nich w tej mgle na kucyku. Czyli kucyk na klop-klop albo klip-klop, a duży koń jest klipety-klap albo klipety-klipety-klip.

41:39 · Patronite 10

W końcu w pierwszej kolejności jesteśmy fanami Tolkiena i tworzymy z czystej pasji. Nadal zapraszamy też do naszego Instagrama i Facebooka. Tam regularnie wrzucamy posty uzupełniające do aktualnych odcinków. Natomiast na naszej stronie internetowej znajdziecie linki do wszystkich odcinków wraz z przepisami oraz ogromny Tolkien Ozbier, czyli naszą bibliotekę książek, z których korzystamy tworząc podcasty. Zapraszamy też oczywiście na Hobbitskie Wiadomości, gdzie raz na dwa tygodnie omawiamy aktualne wydarzenia ze świata Tolkienowskiego, zarówno te rodzime, jak i zagraniczne. Jeśli chcecie być na bieżąco, zasubskrybujcie kanał Hobbitskich Wiadomości. Oczywiście liczymy też na informacje od Was, które zbieramy na wszystkich możliwych kanałach, od Discorda, przez Instagrama, Facebooka, aż po maila. Zachęcamy również do wspierania nas we wszystkich mediach, na których nas obserwujecie.

Wasze polubienia, oceny czy recenzje sprawiają, że jesteśmy bardziej zauważalni, a to z kolei przekłada się na kolejnych fanów i fanki Tolkiena dołączających do naszej gospody. A największą taką grupę stanowią osoby, które dołączyły do naszego gospodowego Discorda. Tam też jest bardzo dużo różnych ciekawych dyskusji i wymian informacji. Kto jeszcze nie dołączył, zapraszamy. Wszystkie te fantastyczne rozmowy z Wami, dyskusje czy komentarze nie tylko pomagają nam się rozwijać, ale są też prawdziwym motorem napędowym dla naszych działań. Także dziękujemy i oczywiście zapraszamy do kontaktu. Przypominam też oczywiście, że czekamy na Wasze pytania do trzeciego odcinka zatytułowanego Pytania i Odpowiedzi, które zbliża się bardzo dużymi krokami. I w przerwie czytamy od razu kolejny fragment tekstu. Posłuchajcie.

– A więc Gandalf przyszedł do Rivendell? – radośnie wykrzyknął Frodo. Nie, przynajmniej nie było go tam, kiedy wyjeżdżałem, ale od tej chwili minęło już dziewięć dni, odpowiedział Glorfinda. Elrond otrzymał niepokojące wieści. Moi współplemieńcy, podróżujący przez wasz kraj za Baronduiną, zauważyli, że coś się święci i co prędzej wysłali gońców. Zawiadomili nas, że dziewięciu znów krąży po świecie i że ty zabłądziłeś. Wędrując z ciężkim brzemieniem, bez przewodnika Bogandalf nie wrócił. Nawet w Rivendell nie ma wielu takich, którzy by się mogli zmierzyć w otwartym polu z dziewięciu jeźdźcami. Wszystkich jednak zdolnych do tego rozesłał Elrond na północ, zachód i południe.

Dokładnie, witamy cię serdecznie. Ryszard, może jeszcze tylko zanim przejdziemy do słów językowych, dawno się nie widzieliśmy, dawno też nasi słuchacze nie słyszeli nic od ciebie. Powiedz, jak wygląda aktualna twoja sytuacja, nad czym pracujesz, co ciekawego się dzieje, jeśli chodzi o twoje badania, tak samo dotyczące przeszłości rodu Tolkienów. Dużo ciekawych rzeczy. Tutaj jeżeli chodzi o taką pracę czysto tolkienowską, to pracuję w tej chwili nad tłumaczeniem dziewiątego tomu historii Śródziemia, czyli Saurona pokonanego. Tam jest dużo takich moich ukochanych rzeczy, bo jak właśnie epilog do Ładcy Pierścieni z takim bardzo długim tekstem w Sindarinie, listem królewskim, no i wiele, wiele innych ciekawych rzeczy, o których będziecie mogli się dowiedzieć, kiedy ten tom będzie po polsku wydany. Natomiast jeśli chodzi o moje badania, to tutaj no ja już je sfinalizowałem, ale teraz mam takie fajne szczególiki.

Przerzucił to na Hobbitów, którzy też to zmusili do lubienia tego tak samo. Dobrze, Ryszard, świetnie, czekamy na wyniki, czekamy oczywiście na dziewiąty tom także, ale to w dalszej perspektywie, wiadomo, natomiast twoja publikacja też jest dla nas bardzo, bardzo na nią czekamy. Także super i cieszymy się, natomiast teraz przejdźmy do tych słów, które właśnie tutaj Glorfindel wypowiedział do Aragorna, witając go, prawda? Co te słowa oznaczają i jakieś może ciekawostki związane z tymi słowami, z językami? No i wymowa.

To M na V to jest jedna z takich ciekawych cech charakterystycznych dla Sindarinu, że tam mamy bardzo wiele mutacji spółgłoskowych, mutacji także samogłoskowych, na tym ten język polega, te formy gramatyczne się zmieniają właśnie i to widać nie poprzez jakieś specjalne końcówki, ale poprzez mutacje spółgłosek albo samogłosek. No i tutaj mamy właśnie ten związek taki frazeologiczny na meduj, czyli na weduj oznaczający w końcu, czyli witaj w końcu. No i tutaj mamy potem określenie numenorejczyka, czyli dunadana, dunadan, długie takie u na początku, czyli człowiek zachodu. Określenie po prostu mieszkańca tej dalekiej wyspy Numenoru w języku Sindarin, które potem przetrwało wśród ziemi, właśnie wśród tych, którzy z tej wyspy przybyli do śródziemia i byli rodami arystokratycznymi wywodzącymi się właśnie z tej Atlantydy Tolkienowskiej, czyli Numenoru.

końcówką liczby mnogiej akurat w tym wypadku było i na końcu i to i ono tak jak na przykład w języku też starangielskim czy w języku niemieckim samogłoski na końcu oddziaływały na samogłoski w rdzeniu i te samogłoski na końcu potem zanikły, a te właśnie zmiany, mutacje w rdzeniu już pozostały. Mamy po angielsku mouse i mice na przykład, albo man i men. To wszystko też jest związane z bardzo podobnym procesem, jaki tutaj widzimy w języku sindarińskim. Także to wynika stąd, że po prostu kiedyś na końcu w prajęzyku było tam i. na końcu, które potem zaniknęło, a to i wpłynęło na te samogłoski. Teraz mamy takie pewne wzorce, są pewne tabele, które można też odnaleźć, ktoś się interesuje językami Tolkiena, właśnie do Sindarinu, jak te samogłoski się zmieniają, bo to też, jeżeli na przykład w rdzeniu, w temacie danego słowa mamy dwie samogłoski albo trzy, to ta na

końcu najbardziej się zmienia, bo była bliżej i, a te troszkę dalej od niej, w poprzedniej sylabie i tak dalej, trochę inaczej się zmieniają, także to jest też bardzo ciekawe i skomplikowane, no bo te języki są bardzo piękne właśnie poprzez swoje skomplikowanie. Super. To teraz przejdźmy do tej drugiej połowy wypowiedzi, Mea Govanen. Bardzo znane powitanie, często stosowane przez nas, fanów Tolkiena, między sobą w różnych formach pisanych czy mówionych. Więc tutaj powiedz nam coś więcej. Oczywiście wymowa już usłyszeliśmy, a teraz... Co to znaczy dokładnie? Wymowa tutaj też jest taka trochę problematyczna, ponieważ u Tolkiena pojawia się taka sugestia, że to maj, to pierwsze słowo oznaczające dobrze, ono się troszkę inaczej czyta niż jakby tam było i. Gdyby tam było takie typowe dywtong maj...

to byłby to bardzo rozpoznawalny, łatwy nam do wymówienia dywtong. Natomiast tutaj, czyli taka dwugłoska. Natomiast tutaj mamy, tak niektórzy to interpretują, że takie mae to jest jakby maj, ale trzeba to tak przeczytać, jakby tam jednak była pewna cecha tego e. Czyli to nie jest tak do końca maj, tylko jest to maj. Trzeba po prostu tutaj umieć wyważyć jakby tą... E i i. Czyli tak pomiędzy e i i. Pomiędzy e i i. Czyli maj i. I następnie mamy drugie słowo, gowannen, i to jest bardzo ciekawe, Tolkien we Władcy Pierścieni zapisuje to jako jedno słowo. Ono ma oznaczać spotkane, czyli tutaj mae gowannen oznacza dobrze spotkane, czyli no dobrze, żeśmy się spotkali, tak w języku polskim można by było powiedzieć.

Ale mam takie specjalne notatki Tolkiena do Władcy Pierścieni, właśnie z których w tej chwili korzystam. One były wydane kiedyś w 17 tomie czasopisma Parma Elda Lamberon. Tolkien tworzył taki swoisty indeks do Władcy Pierścieni, ale lingwistyczny, którego nigdy nie opublikował, a udało się go opublikować potem właśnie w tym Parma Elda Lamberon. No i tam on zwrócił uwagę, że po tym maj to to gowannen powinno też ulec lenicji, czyli g powinno w ogóle zaniknąć, powinno być tylko maj owannen, ale jest zapisane we władzy pierścieni gowannen. No i tutaj Tolkien kombinował, myślał, myślał i doszedł do wniosku, że tam jest jeszcze jedno słowo, które go jakby nie uwzględnił na początku, ale tutaj odkrył, że ono tam musi być, żeby mogło być to g na początku.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.