Odcinek 104 – Glorfindalf
Po spotkaniu z przeszłością Hobbitów, czas na spotkanie ze znacznie starszą istotą. Dzisiaj Frodo i przyjaciele poznają Glorfindela, jedną z najciekawszych postaci całego legendarium. Czy dzięki temu uda im się umknąć Czarnym Jeźdźcom? Zapraszamy na 104-ty odcinek podcastu, trzeci z czterech poświęconych rozdziałowi “Bieg do Brodu”. W tym odcinku krótką wstawkę o elfickim przywitaniu i nie tylko przedstawi nam Ryszard Galaghorn Derdziński!
Po spotkaniu z przeszłością Hobbitów, czas na spotkanie z jeszcze starszą istotą. Dzisiaj Frodo i przyjaciele poznają Glorfindela, jedną z najciekawszych postaci całego legendarium. Czy dzięki temu uda im się umknąć czarnym jeźdźcom? Zapraszamy na 104. odcinek podcastu, trzeci z czterech poświęconych rozdziałowi Bieg do broni. Witam, nazywam się Maciej i będę Was gościł w uroczej gospodzie pod zielonym smokiem. W naszym podcaście zajmuję się przygotowywaniem oraz opowiadaniem Wam kolejnych fragmentów tekstów profesora Tolkiena. Analizujemy je później wspólnie z moją współprowadzącą. Cześć, jestem Kasia i oprócz wspólnego omawiania kolejnych porcji książek wspieram Maćka językowo, zwłaszcza jeśli mówimy o języku angielskim. Zajmuję się też techniczną stroną obsługi naszego podcastu oraz mediów społecznościowych.
Dzisiaj będzie poezja. Tam nie było poezji. I będzie teraz na początku, także przeczytamy teraz wam wstęp do wiersza, czy piosenki, którą zaprezentuje nam tutaj sam, a później będziemy ją analizować. Nie będziemy czytać całej piosenki, tylko pierwsze dwie zwrotki. Posłuchajcie. A może by nam ktoś zaśpiewał póki słońce wysoko, powiedział Mary, kiedy skończyli posiłek. Od wielu dni nie słyszeliśmy pieśni ani opowieści. Od nocy na wichrowym czubie, rzekł Frodo. Przyjaciele spojrzeli na niego. Nie martwcie się o mnie, dodał. Czuję się znacznie lepiej, ale do śpiewu nie mam ochoty. Może sam odgrzebię coś w swojej pamięci? Dajże samie, zawoła Mary. Masz w głowie zapasy, których nam skąpisz.
Tak, i tutaj Frodo się nazywał, reszta była zdziwiona, no bo Frodo nie był w najlepszej formie, bo ta rana cały czas, mimo że zabliźniona, tak jak mówiliśmy tydzień temu, dawała się mu we znaki. Ale tymczasem pogoda, ta przygoda z trollami Bilba, wspomnienie domu, myślę, że Bilba wyraźnie go pokrzepia. Ale to jednocześnie świadczy o tym, że on przez... Pozostałe fragmenty tej części wędrówki praktycznie nic nie mówił, albo bardzo mało mówił, skoro aż tak zwrócili uwagę na to pozostali. No niemniej do piosenki wywołują sama, czyli już tutaj jest powszechna wiedza o tym, że sam zna pieśń. Tak, zna jakieś piosenki, że coś tam ma przygotowane w sanatrzu. Wyraźnie zainspirowany trollami, prawda? Tak, wyraźnie tutaj zainspirowany trollami.
I jeżeli one trafiają na aukcje, bo to się zdarza, ale bardzo rzadko, to ceny, możecie sobie wyobrazić, są naprawdę kosmiczne, ale posiadanie czegoś takiego jest mega. Jest mega kawałkiem, malutką książeczką, której wartość jest nieporównywalna z czymkolwiek innym. Siedem pozycji na całym świecie. Dobra, wracamy do historii. Tak, no i kolejne wersje dodają właśnie teraz bardziej pospolity język w wykonaniu trolla oraz ten dialekt północnoangielski, ponieważ właśnie, tak jak już mówiliśmy, Tolkien pisał tą piosenkę w czasach, kiedy był profesorem w Leeds. A Leeds leży w północnej Anglii, prawda? Później mamy właśnie wersję C, trzecią wersję z początku 1938 roku. To jest już czas, kiedy Tolkien pisał Władcę Pierścieni i to jest ta wersja, która pojawia się w rozdziale dziewiątym jako piosenka Froda.
Wtedy Frodo nazywał się Bingo w Podrozbrykanym Kucykiem, bo jak pamiętacie mówiliśmy już o tym, że właśnie jak byliśmy w tym rozdziale, że w pierwszej wersji tego rozdziału najstarszej Frodo podczas występu na stole Podrozbrykanym Kucykiem śpiewał właśnie tą piosenkę, a nie tą o Natomiast jako, że ta piosenka w tym momencie stała się częścią legendarium, Tolkien usunął z niej w tej wersji C bardzo dużo takich powiedzmy katolickich, chrześcijańskich wstawek i nawiązań, ponieważ Tolkien uważał, że jego legendarium nie jest chrześcijańskie, jest przedchrześcijańskie, tak pisał w listach. I w związku z tym musiał usunąć takie słowa i wyrażenia, które świadczyłyby o tym, że jest jakieś powiązanie z wiarą chrześcijańską.
O kilka mil dalej spięli się na wysoką skarpę nad Gościncem. Gościniec oddalił się od rzeki, skręcając w wąską dolinę i w tym miejscu biegł tuż u stóp wzgórzu. Kręcił się i wił między lasem a porośniętymi wzrosem stokami, dążąc ku grobli i górom. Obieżyświat wskazał hobbitom kamień stryczący opodal skarpy w trawie. Można było na nim rozróżnić jeszcze runy i znaki, wyciosane z grubsza pismem krasnoludów, lecz zatarte przez czas. — Patrzcie — rzekł Merry — to na pewno ten kamień, którym naznaczono miejsce, gdzie zakopano złoto troli. Ciekaw jestem, czy z łupu Bilba dużo jeszcze zostało. Powiedz, Frodo. Frodo, patrząc na kamień, żałował, że Bilbo przywiózł z wyprawy coś więcej niż te nieszkodliwe skarby. Coś, z czym trudniej było się rozstać.
I ostatecznie zmienił ten tekst, bo na niektórych mapach możecie zauważyć, że Przebieg Gościnca i rzeki są praktycznie bardzo blisko siebie, ale tutaj Tolkienowi chodziło o to i było to między innymi w szóstym tomie historii Śródziemia było to wyjaśniane, że właśnie chodziło o to, żeby szło równolegle, ale w oddaleniu od rzeki. To nie było bezpośrednio. No i znaleźli kamień, po którym schowali skarby kompania Torina. Bilbo i Gandalf podzielili się nimi, jak wracali z wyprawy i Mary pamięta tą opowieść i zastanawia się, co na głos, ile z tego zostało i Frodo, pierwsze co, w myślach bardziej, żałuje, że Bilbo przywiózł cokolwiek z tej wyprawy, że przywiózł to, co przywiózł, czyli pierścień.
Tak, dokładnie. No i Frodo przyznaje, że no nic nie zostało, bo Milpo rozdał skarb, bo też nie czuł się jakby tak uprawniony do zachowywania tego, co pochodzi z kradzieży. No bo to jednak trolle ukradły komuś, tak? To, co zostało ukradzione rozdał, nie? To takie fajne. Dobrze i słuchajcie, nie opuszczamy teraz nic, ponieważ będzie bardzo ważny fragment. Bez żadnej przerwy w czytaniu. Kontynuujemy dalej, posłuchajcie. Rozglądali się za jakimś miejscem przy gościńcu, gdzie by można rozbić obóz na noc, gdy doszedł ich uszu odgłos, który znowu lękiem przejął wszystkie serca. Usłyszeli na drodze za sobą tętent kopyt. Obejrzeli się, lecz gościniec wił się i kluczył tak, że tylko mały jego odcinek obejmowali wzrokiem.
Jak umieli najspieszniej, odskoczyli w bok i w górę, między bujne wrzosy i krzewy burówek zarastających z stoki. Aż wreszcie zaszli się w gęstej kępie leszczyny. Wyglądając z zarośli, widzieli o jakieś trzydzieści stóp poniżej swojej kryjówki gościniec nikły i szary w zapadającym zmierzchu. Ten, ten się zbliżał. Koń pędził. Podkowy dźwięczały w galopie. Potem niewraźnie, jakby podmiot wiatru, unosił go w inną stronę. Dobiegł stłumiony dźwięk, niby brzęczenie małych dzwoneczków. To nie brzmi wcale jak podkowy koni czarnych jeźdźców, rzekł Frodo, nasłuchując pilnie. Inni hobbici zgodzili się z nim, wyrażając nadzieję, że to nie mogą być czarni jeźdźcy, ale w głębi serca wszyscy zachowali wielką nieufność. Tak długo żyli w strachu przed pościgiem, że każdy szmet na gościńcu za ich plecami wydawał im się złowieszczy i złowrogi.
I on ma konia, który dzwoni dzwoneczkami, świecącą uzdę i w ogóle wędzidło, prawda, cały zestaw oprzyrządowania dla konia, wszystko to świeci, więc jakby w ogóle nie próbuje nawet się ukrywać, prawda, nie próbuje być... Tak, może chciał ich przestraszyć samą obecnością, tak. No, znaczy wiadomo, że miał ku temu pełne predyspozycje, niemniej jednak jest to takie, no mało takie... Takie po prostu elfickie. Może i tak, tak. Tak, no i Frodo tutaj w tym momencie stwierdza, że to nie jest głos czarnego jeźdźca. Nadal zachowują nieufność, ale zauważcie, że nie mamy tutaj takich standardowych objawów czarnych jeźdźców, o których mówiliśmy, czyli nie ma tego zimna strachu. Nie ma jakiegoś takiego zwątpienia, prawda?
Na szarym koniu. Tak, a na koniec jeździec ze złotymi rozwianymi włosami, peleryną i dla Froda, no bo to jego oczami widzimy tę scenę, był jak kula światła, więc zrobił wrażenie. Dokładnie. No i właśnie ta jeszcze jedna ciekawostka, którą proszę zaraz Kasio o próbę wyjaśnienia. ponieważ pierwsze pytanie jest, dlaczego koń Glorfindela miał siodło, kiedy wiadomo, że elfy nie potrzebują siodła, tak? I tutaj Tolkien odpowiedział na to pytanie w jednym ze swoich listów, a dokładnie w liście 211 z 14 października 1958 roku do Rony Bear. Posłuchajcie, jak brzmiała treść tej odpowiedzi. Mógłbym chyba odpowiedzieć tak. Rowerzysta cyrkowy potrafi jeździć na rowerze z kierownicą.
Na widok obieży świata zeskoczył z siodła i biegnąc na jego spotkanie wołał Te słowa i czysty dźwięk głosu usunęły resztkę wątpliwości z serc hobbitów. Jeździec był elfem. Nikt inny na całym szerokim świecie nie mógł mieć tak pięknego głosu, lecz w jego wołaniu dźwięczała jakaś nuta pośpiechu czy może lęku. Zauważyli też, że spiesznie z naleganiem tłumaczy coś o obieży światowej. Po chwili przewodnik skinął na nich i hobbici opuścili zarośla, zbiegając na gościniec. – To Glorfindel, który mieszka w domu Elronda – przedstawił obieży świat. – Witaj, nareszcie się spotkaliśmy – rzekł dostojny elf do Froda. – Wysłano mnie z Rivendell, żebym cię odszukał. Obawialiśmy się, że jesteście w niebezpieczeństwie.
– A więc Gandalf przyszedł do Rivendell? – radośnie wykrzyknął Frodo. Nie, przynajmniej nie było go tam, kiedy wyjeżdżałem, ale od tej chwili minęło już dziewięć dni, odpowiedział Glorfinda. Elrond otrzymał niepokojące wieści. Moi współplemieńcy, podróżujący przez wasz kraj za Baronduiną, zauważyli, że coś się święci i co prędzej wysłali gońców. Zawiadomili nas, że dziewięciu znów krąży po świecie i że ty zabłądziłeś. Wędrując z ciężkim brzemieniem, bez przewodnika Bogandalf nie wrócił. Nawet w Rivendell nie ma wielu takich, którzy by się mogli zmierzyć w otwartym polu z dziewięciu jeźdźcami. Wszystkich jednak zdolnych do tego rozesłał Elrond na północ, zachód i południe.
Natomiast sama mowa Elfa, jego dźwięczny głos brzmiał pięknie, ale od razu hobbici wyczuli, bo znowu hobbici są dla nas narratorami, prawda? Najprawdopodobniej Frodo. Brzmiał pięknie, tak, oczywiście, ale czuć nim było niepokój i pośpich, prawda? Tak. Tak, było czuć, że coś się dzieje, więc pośpiesznie schodzą hobbici na gościnie. Zbiegają wręcz, tak. Tak, zostają przedstawieni temu nowemu bohaterowi, Gandalf, nie Gandalf, nie Gildor. Tak. Glorfindel. Jakie jeszcze mamy imiona na G. Tak. Używa tych samych słów, co do Aragorna, tylko we wspólnej mowie. Tak, tak się wita z Frodem. Tak, i tutaj Frodo podejrzewa, że po tej wstępnej rozmowie, że to Gandalf dotarł do Livendel, ale niestety Glorfindel dementuje to.
Tak, słuchajcie, w rzeczywistości oczywiście tu możemy znowu kolejny raz posłużyć się pozycją Michaela W. Perry'ego pod tytułem Klucz do Tolkiena. Dowiadujemy się, że Gandalf przybył do Rivendell 10 października, a 9, czyli dzień wcześniej, wyruszył Glorfindel, tak? A znowuż jeszcze dzień wcześniej, czyli 8 października, elfy Gildora przekazały informacje o kłopotach Froda i to było podstawą do decyzji Elronda o wysłaniu właśnie w te trzy strony świata elfów, prawda? Na poszukiwanie Froda i pozostałych. Tak, i tutaj Grotfindel, teraz mi się pędzi Grotfindel z Gildorem, zaraz mówię, ale Grotfindel jest zaniepokojony i mówi, że niewielu jest takich, którzy stanęliby przeciwko dziewięciu jeźdźcom, bo wie, że dziewięciu jest znowu i działa.
I mówi, że tutaj rozesłano zwiadowców we wszystkich kierunkach. Można podejrzewać, że to byli synowie Elronda, których jeszcze nie poznaliśmy tutaj. Mówiliśmy o tej notatce, którą Hamon and Skull znaleźli. Wynika między innymi, że właśnie od elfów Gildora 8 października Elrond dowiedział się o tym, że Frodo jest sam na drodze bez Gandalfa i potrzebuje pomocy. I wtedy właśnie podjął decyzję o wysłaniu elfów. Tak, Glorfindel wyruszył 9 października, 11 października był na moście i tam przyznaje, że przegonił trzech czarnych jeźdźców i pogonił za nimi.
Mówi, że dogonił kolejnych dwóch, czyli mamy już łącznie pięciu. Ale to nie było nigdy tak, w żadnym momencie nie było tak, że było pięciu na jednego, czy jeden na pięciu. Tak, tak. Było najpierw trzech, a później dwóch. Oni uciekli, potem kolejni dwaj uciekli. Niemniej to oznacza, że pamiętajcie, że w tej piątce, która była w tej części jakby gościńca, jest między innymi wódz Nazguli i Kamul, prawda? Czyli dwaj najpotężniejsi. Natomiast na widok Dorfindela uciekli oni sami, prawda? Bo wiemy, że czterech pozostałych było w tym czasie, goniło Gandalfa, a Gandalf ich skutecznie odciągał od gościńca. W związku z tym możemy się domyślać, że tamta pozostała czwórka była w zupełnie innym miejscu, bliżej brodu najprawdopodobniej w tym czasie. No i znowu tutaj jest pytanie, dlaczego Glorfindel się bał tych pięciu, bo tu o tym mówi, o tym pośpiechu, o tym, że właśnie jak tylko poczują trop Froda, to ruszą i będą już bezwzględni.
Dlaczego bał się pięciu, skoro sobie wcześniej z nim poradził, a sam mówił, że niewielu jest mieszkańców Rivendell, którzy by byli w stanie samodzielnie stanąć przeciwko dziewięciu, prawda? A tu się boi tylko pięciu, tylko w cudzysłowie mówię o tym tutaj. Tak, tutaj mamy parę takich przemyśleń. Po pierwsze, on przegonił ich w dzień, a teraz musieli wędrować też w nocy. Mieli jeszcze dość długą wędrówkę przed sobą, więc to jest pierwsza możliwość. No i wcześniej był też sam, prawda? Tak, będąc w grupie wiadomo, że musiał się troszczyć przede wszystkim o Froda, ale też o innych, prawda? Więc w tym momencie to nie jest ułatwienie w taka grupa, gdzie nie wszyscy są jakby, można ich zajść z kilku stron i zaatakować konkretną jakby jednostkę w grupie, a pomijając te najpotężniejsze, czyli właśnie Glorfindela czy Aragorna, prawda?
Słuchajcie, nie czytamy teraz fragmentu, w którym to następuje pogorszenie stanu Froda, prawda, bo robi się ciemno, to jest na ogół moment, kiedy stan Froda się pogarsza, szczególnie po tak jakby radosnym dniu, więc jakby wiadomo, jak jest w jego stanie zdrowia, no musiał okupić... To polepszenie zdrowia późniejszym, jeszcze gorszym zjazdem, jeśli chodzi o formę, prawda? I tutaj sam zwraca, w tym fragmencie, tego nie czytaliśmy, sam zwraca uwagę Glorfindela na to, że jego pan Frodo cierpi. No i rozpoczyna się diagnozowanie. Pierwsze, co zrobił Glorfindel, spojrzał w oczy Frodowi, potem usłyszał historię, w której Aragorn streścił jakby wydarzenia z 6 października, z momentu ataku czarnych jeźdźców i wodza na zguli na Froda i kompanię. z drżeniem wziął rękojeść mieczyka, który właśnie sztyletu, który Aragon schował i niósł ze sobą.
No i posłuchajcie, co jakby wyczytał z tej rękojeści. — Straszne zaklęcia wyrte są na tej rękojeści — rzekł. — Chociaż niewidzialne dla waszych oczu. Zatrzymaj ją aragornie, póki nie dostaniemy się do domu Elronda. Bądź wszakże bardzo ostrożny i nie dotykaj jej bez koniecznej potrzeby. Niestety nie jest mi dana moc leczenia ran zadanych tym orężem. Wszystko uczy nieco potrafię, lecz tym usilniej radzę pospieszać teraz w drogę bez odpoczynku. Wymacał ranę na barku Froda i twarz mu spoważniała. Jakby to, co odkrył, bardzo go zatroskało. Lecz pod dotknięciem palców elfa lód w ramieniu i boku Froda jakby stajął. Ciepło przepłynęło od barku aż do dłoni i ból złagodniał.
Wydało mu się, że mrok dookoła trochę się rozświetlił, jakby chmura odpłynęła. Znów wyraźnie widział twarze przyjaciół i odrobina nowej otuchy i siły wróciła mu do serca. — Dosiądziesz mojego wierzchowca — powiedział Glorfindel. — Skrócę strzemiona, a ty staraj się trzymać jak najmocniej w siodle. Nie lękaj się, ten koń nie zrzuci jeźdźca, którego ja kazałem mu nieść. Chłód ma lekki i łagodny, a gdyby niebezpieczeństwo nagliło, ucieknie z tobą takim cwałem, że go nawet czarne rumaki wrogów nie dościgną. Nie ucieknie, odparł Frodo. I nie dosiądę go, jeżeli w ten sposób miałbym znaleźć się w Rivendell albo w innym niebezpiecznym miejscu, porzuciwszy przyjaciół na pastwę niebezpieczeństwa. Glorfindel uśmiechnął się.
Tak, i były rzeczy, które nawet oni nie odczytali najprawdopodobniej, tylko sam Glorfindel. I słuchajcie, to wydaje mi się tutaj, Kasia, bo mówiliśmy o tym, że ten kojeść i sztylet mógłby być wykorzystany ponownie, prawda? A tutaj mamy wręcz dowód na to, ponieważ Glorfindel zwraca się do Aragorna i mówi mu, żeby dotykał tego jak najmniej, prawda? Tak, do tego, żeby uważał. Więc no, to wskazuje na to, że mogłaby być użyta. Tak, że mogła się odrodzić w jej tam złamoc, prawda? Tak. Ciekawe w jaki sposób, czy musiałaby zostać gdzieś zawieziona do kogoś. Czy może kwestia właśnie tej złej woli wodza na zguli wystarczyłaby, żeby aktywować. Tak, więc to jest jedna rzecz i jest to też ciekawy wątek w połączeniu z procesem przejścia Froda na tą stronę upioru.
Upiorzenie, tak. Tak, no słuchajcie, skoro Frodo za pomocą ostrza, czyli narzędzia, które jest wytworem rąk Nazguli, nawet jeśli z mocą Saurona, to dalej jest to wytwór ich rąk, podobnie jak upiór kuchaną swojego czasu też był upiorem, to znaczy, prawda, że to oznacza, że oprócz dziewięciu Nazguli, upiorów pierścienia, to pierścienie czy magia Saurona, czarnoksiężnika, bo jeden z nich dwóch podejrzewam mógłby tą magię wykorzystywać, mogła wywołać ten sam efekt co pierścienie bez ich użycia. Czyli mogliśmy mieć więcej upiorów pierścieni niż dziewięć, czyli niż liczbę pierścieni, które pierwotnie spowodowały właśnie powstanie pierwszych dziewięciu upiorów pierścieni na zguli, prawda?
Tak, tutaj możemy się domyślać, że te inne metody tworzyłyby słabsze upiory, ale cały czas jest to bardzo zagrożona informacja dla sił dobra, można powiedzieć. No bo Frodo wyraźnie jest mówione, że staje się takim samym upiorem jak oni, tak? Czyli wiadomo, że będzie słabszy, bo to nie pierścień. Tak, tylko siła tego, kto go nosi. Tak. Tak naprawdę świadczy o tej sile upiora. No ale tak, to jest, jest to bardzo niedobra informacja. No ale to są takie nasze tutaj domysły. Taki czytaje, Glorfindel przyznaje, że potrafi więcej niż... Nie, tylko przyznaje, dowodzi też, bo dotykając rany Froda powoduje u niego uśmierzenie bólu, prawda?
Tak, tak, dokładnie. Ale przyznaje, że nie może pomóc uleczyć go od razu, czy w ogóle jakby w całości. No i tym bardziej sugeruje pośpiech, więc tutaj chce wyruszyć jak najszybciej. I to, co Maciek mówił, próbuje, znaczy bada ranę, dotyka Froda. Tak, tak. I tu to przynosi ulgę, ulgę Frodovii, ale zauważcie, że Glorfindel w ogóle nie jest jakiś taki, nie wiem, zdziwiony, ani przerażony. Efektu zaskoczenia w ogóle, że taki proces, bo myślę, że Glorfindel dotykając rany Froda i patrząc mu w oczy, czy wszystkie te jakby diagnostyczne metody, jakie zastosował, dał mu prostą odpowiedź. Wiedział, co się dzieje z Frodem.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Oferujemy Wam w zamian całkiem sporo, zaczynając od dedykowanego kanału na Discordzie, poprzez zestawy upominków, a dalej przez chociażby odcinki post-scriptum i wiele innych atrakcyjnych opcji.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Oferujemy Wam w zamian całkiem sporo, zaczynając od dedykowanego kanału na Discordzie, poprzez zestawy upominków, a dalej przez chociażby odcinki post-scriptum i wiele innych atrakcyjnych opcji."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.