Mentionsy Mentionsy
Mam parę uwag
Mam parę uwag

Odcinek 120: "Sorry, Baby"

27.08.2025 ·55 min 16 s

W sto dwudziestym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Sorry, Baby" (reż. Eva Victor, 2025). W jaki sposób Eva Victor opowiada o traumie? Na czym polega gatunkowy fikołek wykonany w filmie? Gdzie leży granica tego, co mogą pokazywać twórcy, i granica tego, z czego mogą śmiać się widzowie? Dlaczego historię podzielono na rozdziały i opowiedziano niechronologicznie? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.

No taki bardzo życiowy. To ja bym zaczął od tego, jak obejrzałem ten film. Okej, dawaj. Będzie przed obejrzeniem, w trakcie oglądania i po oglądaniu. Ale potem je pomieszamy. A, okej. W montażu. Na Nowych Horyzontach ten film zobaczyłem. Nie wiedząc o nim nic. Było zdjęcie pani z kotkiem. Nie, nawet nie widziałem zdjęcia pani z kotkiem. A nawet jeśli, to zapomniałem, że było zdjęcie z pani z kotkiem. I patrzę, Ewa Wiktor to chyba będzie jakiś hiszpański film. Ewa Wiktor jakoś tak mi brzmiało hiszpańsko, więc myślałem, że idę na hiszpański film. Po drodze tylko spotkałem Kubę Sochę, który powiedział mi, a sorry baby, to jest taka Phoebe Waller-Briggs skrzyżowana z Virginia Woolf. I pomyślałem sobie, o, nie, nic nie mówi o kotkach. Pomyślałem sobie, o, brzmi jak coś dla mnie.

Trochę książka, która opisuje jakby to, czym się zajmuje bohaterka, bo ona jest profesorką literatury. Trochę jakby tematycznie te książki rezonują z tym, co się dzieje, bo tu mamy Virginia Woolf, tu mamy Lolitę, tu też jakoś tam Przemyka. Więc powiem to jeszcze raz, bardzo dobrze napisany film. Bardzo dobrze. Ale też wyreżyserowany dobrze. Bardzo dobrze też wyreżyserowany. To może ja teraz o coś o reżyserii powiem. Jest to film, który nie szarżuje. To znaczy, to jest film, w którym nie ma jakichś takich, wiesz, fajerwerków reżyserskich. Tak jak już mówiłam na początku, to jest bardzo kameralny film. No tam jest może z pięć postaci czy sześć w sumie. W większości czasu jest to jedna bohaterka bądź dwoje bohaterów w scenie. Nie ma tam jakichś takich, powiedzmy, grupowych.

Więc już żeśmy zaczęli spoilerować. Finałowa scena. To jest epicki finał. Epicki finał. Bohaterka zgadza się zaopiekować dzieckiem. Ale one idą też do latarni przecież. Lighthouse tutaj motyw. Ja nie wiem, czy to ten Kuba Socha mnie tak nie ustawił, mówiąc mi Virginia Woolf, ale dużo o Virginia Woolf myślałem. Po obejrzeniu tego filmu wróciłem do Virginia Woolf, która w ogóle jest jedną z moich ulubionych pisarek, ale od miesiąca czytam tylko Virginia Woolf, albo o Virginia Woolf. I faktycznie... Ok, bo to przede wszystkim to do Latarni Morskiej powraca. To jest też promotor, tak go nazwijmy. Pan promotor przecież daje bohaterce do przeczytania, daje jej do dotknięcia pierwsze wydanie do Latarni Morskiej.

I do Latarni Morskiej jest książką, która ma taką strukturę też nietypową. To jest też taki Virginia Woolfism, czyli zaburzenia czasowe. Bo to jest struktura, jeśli się nie mylę, Virginia Woolf mówiła, że to jest książka o strukturze litery H. Że najpierw się dzieje jedna rzecz, potem mamy łącznik i potem się dzieje druga rzecz. I ten łącznik to jest taka słynna sekwencja, która się bodajże nazywa Czas płynie. I tam jakby Virginia Woolf porzuca bohaterów i pokazuje po prostu pusty dom, który tak jakby gnuśnieje. Płynie czas, pani Ramsay umiera, off screen. Czyli jest jakby traumatyczne wydarzenie. I to jest trochę, tutaj też mamy jakby tę sekwencję, czas płynie. I to jest ta sekwencja traumy właśnie. Bo dosłownie ta elipsa polega na tym, że oglądamy ulicę i widzimy, jak się ściemnie powoli.

Mamy te takie nagłe, ostre cięcia kamery, które nam pokazują, że coś... Tak, że tam się dużo dzieje. Że dużo się dzieje, ale tego nie widzimy. I to jest też taka sekwencja, czas płynie. To jest jakby ten środek litery H w książce Virginia Woolf. No i też... Do latarni morskiej kończy się tym, że malarka Lily Briscoe nie płynie do latarni razem z głównymi bohaterami. I tutaj też Agnes nie idzie do tej latarni. Zostaje z dzieckiem i wygłasza jakąś wielką przemowę. I Lily Briscoe też tam ma w swoim strumieniu świadomości jakiś taki rodzaj epifanii. Chociaż tego, co tu robi Agnes, nie nazwałbym może epifanią, ale jest to jakiś taki moment introspekcji, może tak. No nie, moment introspekcji po jakby pogodzenia się z tym, o co ona mówi temu dziecku, że złe rzeczy się będą działy.

I ja mam nadzieję, że jak się będą działy, to przyjdziesz do mnie i powiesz o tym i ja ci pomogę. Plus, i jeszcze, tylko bym się skojarzyła, Virginia Woolf to przecież jest też własny pokój, nie? No tak. To, żeby kobieta mogła pisać i być samodzielną, odmiotowioną osobą, to musi mieć swój własny pokój. A tu Agnes ma przecież nawet swój własny domek. To jest taka ciekawa tajemnica tego filmu, czego postanowiłem nie zgłębiać, żeby nie psuć sobie tego filmu, bo to jest taki ukryty prestiż jakiś w tym filmie. Kim jest Agnes? Skąd ona ma ten domek? Czy to jest jej własny domek? Kim są jej rodzice? Nie wiemy nic o jej rodzicach. No nie wiemy, ale czy Chciałbym mieć taki domek, w którym sobie siedzę i czytam książki. No wiesz co, może oto jest domek, gdzie ona po prostu została jej przyznana.

Gdyby ktoś z naszych słuchaczy chciał dać mi taki domek, nie sprzedać, tylko dać. No słuchaj, no może ona jest, przez to, że jest profesorką na tym uniwersytecie, może ona została, wiesz, zostało to jej przyznane, albo ona po prostu wynajmuje ten domek. Bo ona tam już mieszka wcześniej, nie? Tak, tak, ona tam mieszka, więc to wygląda na to, że to, że ona może wynajmować, że przecież mieszka tam z Lili, prawda, wcześniej, na studiach. Więc może po prostu wynajmywały, wynająły sobie domek i tam ta się wyprowadziła, ta została. Trochę jest takiego book porn też w tej książce teraz sobie pomyślałem. No jest trochę. Tu jest Virginia Woolf, tu jest Susan Zontag, tu jest James Baldwin, tu czytamy Lolitę. No wiesz, no.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.