Odcinek 120: "Sorry, Baby"
W sto dwudziestym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Sorry, Baby" (reż. Eva Victor, 2025). W jaki sposób Eva Victor opowiada o traumie? Na czym polega gatunkowy fikołek wykonany w filmie? Gdzie leży granica tego, co mogą pokazywać twórcy, i granica tego, z czego mogą śmiać się widzowie? Dlaczego historię podzielono na rozdziały i opowiedziano niechronologicznie? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.
No taki bardzo życiowy. To ja bym zaczął od tego, jak obejrzałem ten film. Okej, dawaj. Będzie przed obejrzeniem, w trakcie oglądania i po oglądaniu. Ale potem je pomieszamy. A, okej. W montażu. Na Nowych Horyzontach ten film zobaczyłem. Nie wiedząc o nim nic. Było zdjęcie pani z kotkiem. Nie, nawet nie widziałem zdjęcia pani z kotkiem. A nawet jeśli, to zapomniałem, że było zdjęcie z pani z kotkiem. I patrzę, Ewa Wiktor to chyba będzie jakiś hiszpański film. Ewa Wiktor jakoś tak mi brzmiało hiszpańsko, więc myślałem, że idę na hiszpański film. Po drodze tylko spotkałem Kubę Sochę, który powiedział mi, a sorry baby, to jest taka Phoebe Waller-Briggs skrzyżowana z Virginia Woolf. I pomyślałem sobie, o, nie, nic nie mówi o kotkach. Pomyślałem sobie, o, brzmi jak coś dla mnie.
Ja byłem zobaczył ten film drugi raz w kinie teraz parę dni temu. Na sali było, nie wiem, może z 10 osób i tylko ja się śmiałem na głos miejscami. Nie przez cały film, wiadomo, że tam czasami wypada się wręcz nie śmiać. Ale jest szereg takich miejsc, że właśnie nie wiesz, czy wypada, czy nie wypada. Ja zwykle wtedy uznaję, że wypada. Aha, no tak. No tak. No nie, bo to pani Ewa Wiktor, reżyserka i scenarzystka. Ktoś Polka też mogłaby być pani Ewa Wiktor. Ewa Wiktor mogłaby być, tak. Zajmę Gday po angielsku, więc spróbujemy sobie z tym poradzić. No właśnie, nie wiem jak sobie poradzimy z tym. Nie wiem, czy osoba reżyserska należałaby o niej mówić. Może osoba, mówmy osoba reżyserska. Bo ja wcześniej nie znałem. Z tego co widzę, grała w serialu Billion, z którego nie oglądam.
Ale teraz sobie sprawdzając, kimże jest Ewa Wiktor, odkryłem skecze dla Comedy Central, które robi. Ona pisała czy występowała? Nie, występuje w nich. Nie wiem, czy też je reżyseruje. To są głównie takie skecze, bo tam jest jakby taki silny background komediowy. Chociaż Ewa Wiktor też jest osobą, która studiowała, z tego co rozumiem, aktorstwo i scenariu pisarstwa. Więc sam raz? Dobre przygotowanie? No bo to jest debiut, trzeba powiedzieć. Jak na debiut, to jest bardzo pewną ręką zrobiony debiut. To jest przerażająco dobry debiut. Nie dość, że debiutujesz, to jeszcze to piszesz i reżyserujesz i grasz główną rolę i przerabiasz trudne tematy. I jeszcze swoje tematy trudne. Ewa Wiktor w wielu wywiadach mówiła, że opisuje swoje doświadczenia.
Bo tak sobie myślę, że my tak chodzimy dookoła i trochę nie spoilerujemy. Może za chwilę będziemy rozmawiać o spoilerach, ale jeszcze może powiedzmy parę rzeczy naokoło, żeby zachęcić ludzi. Spoilerować i tak będziemy. Tak, tak, tak, ale może za chwileczkę. Zachęcamy was. Zachęcamy was do obejrzenia tego filmu, jeżeli ktoś nie widział. Wróćmy do skeczy Comedy Center. Tak, brawo. To są takie skecze biurowe. Biurowe skecze, o. Ewa Wiktor wciela się w pracowniczkę korporacji, która wpada w szereg jakichś takich niezręcznych sytuacji społecznych. Na przykład jest na spotkaniu firmowym. I kupiła sobie w automacie puszkę z napojem gazowanym i się zastanawia, czy ma sobie ją otworzyć, czy nie. I w którym momencie może ją otworzyć, a w którym nie może. A, takie ps, żeby nie zrobić tego... Albo na przykład wchodzi do budynku i nagle ktoś przytrzymuje dla niej windę.
I ona mówi, nie, nie, poczekam, pojadę kolejną. A ktoś mówi, nie, chodź. I potem jadą tą windą i ta podróż trwa oczywiście 15 godzin w jej głowie, bo nie wiadomo, o czym rozmawiać. Więc to są zwykle takie właśnie niezręczne, międzyludzkie sytuacje. I często one się kończą tym, że różne przedmioty zaczynają do bohaterki mówić. Ta puszka do niej mówi, że jesteś beznadziejna, nie wiesz kiedy mnie otworzyć. Albo winda się z niej śmieje. Więc to jest takie specyficzne pokrzycie humoru. Tak, to znaczy z tego, co ja też wyczytałam o Ewie Wiktor, to też było, że ona pracowała w jakimś takim komediowym portalu feministycznym, więc to jest też bardzo ciekawe. Podobno słyszałam, że to jest bardzo zabawne. No nie sprawdziłam tego, ale tak mnie jakoś zachęcił pan, który o tym pisał.
Pewnie to sprawdzę jakoś. No ale jest to osoba, która jakby nie była kompletnie znana wcześniej, w tym sensie, że jakby to jest nowa osoba, która się pojawia z bardzo interesującym projektem i pomysłem i własnym głosem. Teraz to ona jest w kropce. Nakręciła super debiut i... Zobaczymy, co dalej. To jest teraz, wiesz, albo już nigdy nie dobije z powrotem do tej poprzekrzki, No zobaczymy, no zobaczymy. Albo będzie tylko lepiej. Może będzie tylko lepiej. Producentem czy współproducentem tego filmu jest Barry Jenkins. Podobno jego firma producencka była bardzo jakby wspierająca ją. I Ewa Wiktor na przykład miała taką szansę, żeby być na planie I Saw The TV Glow i jakby obserwować przy pracy osobę reżyserską tego filmu.
Jest scena przy kolacji i jest scena w klasie, w sensie na lekcji, na wykładzie czy ćwiczeniach, czy co ona tam robi. I to jak tutaj Ewa Wiktor gra planami, jak oddala albo przybliża bohaterów, co filmuje. I na przykład bardzo dużo jest długich ujęć, które są w ogóle jakby takie nie... Nie mają pokazać o wow, ale jesteśmy fajnymi ziomami, którzy robią fajne, długie ujęcie, tylko po prostu to wymaga w tym momencie jakby skupienia na bohaterce czy bohaterach. Więc teraz dajemy to długie ujęcie. Bardzo to lubię, bo to jest takie nienachalne, to jest takie... spokojne, a historia naprawdę jest dobrze opowiedziana.
Są takie sceny seksu. No tak. Jest ta pierwsza scena z Agnes i Gavinem, gdzie oni są bardzo mili dla siebie i sobie dziękują na koniec i on się pyta, czy jej się podobało i tak dalej. Ale widzisz po jej twarzy, że ona jest jakby... Tak, zupełnie gdzie indziej. Trochę jest taka jakby nieswoja się czuje. No i dopiero jak myszkę zabije, to... Dopiero po zabiciu myszki jakby jest druga scena taka spełniona, nie? Różniąc o tym, że jest jeszcze nieobecna scena trzecia, czyli scena tego, nie? Tak, tak, tak. I ja bardzo się cieszę, że tak to zostało rozwiązane, bo jak wiesz dobrze, że to są triggerujące dla mnie sceny. Myślę, że to są generalnie triggerujące dla wszystkich. wszystkich, no tak, no ale, no wiesz, ale też sobie, no tak, ale ja mam wyjątkowy jakby taki, po prostu nie chcę tego oglądać. Jest bardzo ciekawe, co Ewa Wiktor powiedziała właśnie na temat nieumieszczenia sceny tego w swoim filmie, a mianowicie bardzo często sceny tego są wykorzystywane przez...
Agnes też ma taki moment słabości, że idzie po płyn łatwopalny. No tak. I chce spalić dom. Nie dom, tylko chyba ten gabinet. A, gabinet, tak. A potem już musi w nim siedzieć. Czy tam siedzi w nim, to jest jej decyzja też, prawda? Bo przecież Lidia jej mówi, że możesz poprosić o wymianę. Ja nawet ci w tym pomogę. To też pokazuje taką stagnację. Stagnacja też pokazuje, to jest jakby dodatkowa rzecz, którą Ewa Wiktor zyskuje, nie pokazując tego, że ona się podpina pod problem, z którym muszą sobie radzić ofiary w rzeczywistości. Że to jest coś, co widzisz tylko ty i napastnik. A potem... Żeby coś z tym zrobić, cokolwiek, zgłosić to, czy nawet przejść przez terapię, proces terapii, musisz to komuś opowiedzieć.
Kurde, no, to jest bardzo skomplikowane, to znaczy, wydaje mi się, że Właśnie prosta historia, niby się nic nie dzieje, niby pani jeździ samochodem i chodzi po lesie i rozmawia z koleżanką i siedzi pod kocykiem, prawda? A w gruncie rzeczy jest bardzo, bardzo skomplikowana jakby tutaj tematycznie historia. Ja tu chwalę jakby scenerię pisarską, konstrukcję i tak dalej, ale są też takie momenty luzu w tym filmie. Ja jakiś widziałem wywiad z Ewą Wiktor z kolei, w którym ona zdradza kulisy tej sceny, w której ona i Lidia siedzą na kanapie razem pod kocykiem na samym początku i się śmieją z tego, jak się uprawia seks z mężczyznami i z tego, że jak sama na siebie patrzysz z zewnątrz i wyglądasz, pomyślisz, że twój tył jak wygląda dziwnie, a mężczyzna mówi, czy chcesz tego i co on przez to myśli.
To podobno ta scena była tak jakby zaimprowizowana i że po pierwszym dniu zdjęciowym z tą sceną, Ewa Wiktor dostała informację od montażysty, że sorry, musicie to nakręcić jeszcze raz, bo to zupełnie nie działa, bo one ciągle się śmiały i sobie żartowały i to ewidentnie nie dało się z tego nic ulepić. Ale nie wiem, dokąd zmierzałem. To też jest w jednym ujęciu. To też jest w jednym ujęciu, tak. Tak, nakręcone. To nie wiem, to jest takie bardzo przyjacielskie, w tym sensie przyjaciółki tak ze sobą gadają, prawda? Że masz właśnie swoją najlepszą przyjaciółkę i się śmiejecie o jakichś głupotach, że... gadacie właśnie o seksie. Bardzo często przynajmniej o takich rzeczach się rozmawia i to jest fajne i wesołe i to też przez to, że to jest pierwsza scena, pierwsza scena jest jak ona przyjeżdża i tam się przytulają itd.
I jeden kotek był gwiazdą ekranu i tam jak tylko się skierowało w niego kamerę, to on, wiesz, gotowy na zbliżenie. Ale ten kotek się szybko męczył i po trzech ujęciach już nie był gwiazdą. A ten drugi kotek nie miał takiej star power, ale był za to takim, wiesz, kotkiem rzetelnym, aktorem, który po prostu w nieskończoność może grać. No i Colbert pyta Ewę Wiktor, którym z kotków jest. A potem Ewa Wiktor pyta Colberta, którym z kotków jest on. Nie będę zdradzał, bo może ktoś sam zechce sobie to obejrzeć. Chętnie to obejrzy. Więc jeśli byłoby powiedzieć... Czego mi w tym filmie brakuje? To brakuje mi pieska. Widzisz. A ja z kolei słyszałam wywiad, gdzie Ewa Wiktor mówi, że na miłość kotka trzeba zasłużyć. W tym sensie, że pieski są kochane.
Pokazano wszystkie 12 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W sto dwudziestym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Sorry, Baby" (reż. Eva Victor, 2025). W jaki sposób Eva Victor opowiada o traumie? Na czym polega gatunkowy fikołek wykonany w filmie? Gdzie leży granica tego, co mogą pokazywać twórcy, i granica tego, z czego mogą śmiać się widzowie? Dlaczego historię podzielono na rozdziały i opowiedziano niechronologicznie? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.