Odcinek 120: "Sorry, Baby"
W sto dwudziestym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Sorry, Baby" (reż. Eva Victor, 2025). W jaki sposób Eva Victor opowiada o traumie? Na czym polega gatunkowy fikołek wykonany w filmie? Gdzie leży granica tego, co mogą pokazywać twórcy, i granica tego, z czego mogą śmiać się widzowie? Dlaczego historię podzielono na rozdziały i opowiedziano niechronologicznie? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.
To jest to, to jest zła rzecz. Tak, tak, to jest tylko lekarz mówi na głos. Tak, ta scena u lekarza też jest... Wrócimy do sceny u lekarza. Tak, tak, zdecydowanie. Więc to jest fajnie, jakby ta gra oczekiwań, jakby zapowiadanie rzeczy i potem spełnienia ich i potem wspominania ich. Ale też... cały szereg takich powracających motywów, bo ten film jest zrobiony na całym szeregu takich light motywów, tak bym to może nazwał, czy klamr. No już samą klamrą jest to, że film się zaczyna od ujęcia domku, jak przyjeżdża, przepraszam, nazywa się ona Lidii. Lidii przyjeżdża do Agnes. I film kończy się również sekwencją, w której mamy domek i Lidii przyjeżdża do Agnes. Zresztą w środku też mamy scenę z domkiem, innym domkiem, ale to jest taki leitmotiv domku, jeden z leitmotivów.
Ja tu sobie wypisałem, bo więcej z tych leitmotivów. Jest leitmotiv sceny w wannie. Mamy dwie sceny w wannie, gdzie jedna scena jest sceną o traumie, a druga jest sceną o miłości. Tak to możemy powiedzieć chyba. Potem mamy scenę rozmowy z dzieckiem, gdzie najpierw Agnes rozmawia z brzuchem i mówi, cześć, jestem Agnes itp. itd. A potem film się kończy sceną z dzieckiem już, które wyszło z brzucha i też jest, cześć, jestem Agnes itd. Mamy dwie też symetryczne rozmowy o tym, czy Agnes chce mieć dzieci, gdzie pan Pete bodajże od kanapek ją pyta, a potem pyta ją Gavin. Tak. Lucas Hedges dawno niewidziany. I mamy powracający szereg scen budzenia się w nocy. To jest ten taki motyw horrorowy trochę, że bohaterka słyszy, że coś tam skrzypi, coś tam piszczy, trzeszczy, otwiera drzwi, wygląda na ganek.
I to jest też ciekawe, bo jak się zagłębimy w to, no to Ten przyjazd pierwszy Lidii, mamy takie poczucie, że Agnes jakby utknęła w jakimś czasie, w jakimś miejscu, że Lidia właśnie będzie miała dziecko, ma żonę, gdzieś się przeniosła, coś robi ze swoim życiem, a Agnes jest jakby zamrożona w czasie, że ona utknęła w jakimś... Tam też zima dosłownie jest. Tak, tak, tak, tak. Właśnie to jest ciekawe, jakby jak idealnie jest też dobrana właśnie pogoda, aura, że tam jest zimno, że to nie jest lato, że to jest jakaś taka dziwna jesień, prawda? Jesień albo przedwiośnie. Bo właśnie jest... Dwie rzeczy chciałam naraz powiedzieć i wyszło jakiś dziwny dźwięk.
Mamy te takie nagłe, ostre cięcia kamery, które nam pokazują, że coś... Tak, że tam się dużo dzieje. Że dużo się dzieje, ale tego nie widzimy. I to jest też taka sekwencja, czas płynie. To jest jakby ten środek litery H w książce Virginia Woolf. No i też... Do latarni morskiej kończy się tym, że malarka Lily Briscoe nie płynie do latarni razem z głównymi bohaterami. I tutaj też Agnes nie idzie do tej latarni. Zostaje z dzieckiem i wygłasza jakąś wielką przemowę. I Lily Briscoe też tam ma w swoim strumieniu świadomości jakiś taki rodzaj epifanii. Chociaż tego, co tu robi Agnes, nie nazwałbym może epifanią, ale jest to jakiś taki moment introspekcji, może tak. No nie, moment introspekcji po jakby pogodzenia się z tym, o co ona mówi temu dziecku, że złe rzeczy się będą działy.
I ja mam nadzieję, że jak się będą działy, to przyjdziesz do mnie i powiesz o tym i ja ci pomogę. Plus, i jeszcze, tylko bym się skojarzyła, Virginia Woolf to przecież jest też własny pokój, nie? No tak. To, żeby kobieta mogła pisać i być samodzielną, odmiotowioną osobą, to musi mieć swój własny pokój. A tu Agnes ma przecież nawet swój własny domek. To jest taka ciekawa tajemnica tego filmu, czego postanowiłem nie zgłębiać, żeby nie psuć sobie tego filmu, bo to jest taki ukryty prestiż jakiś w tym filmie. Kim jest Agnes? Skąd ona ma ten domek? Czy to jest jej własny domek? Kim są jej rodzice? Nie wiemy nic o jej rodzicach. No nie wiemy, ale czy Chciałbym mieć taki domek, w którym sobie siedzę i czytam książki. No wiesz co, może oto jest domek, gdzie ona po prostu została jej przyznana.
Są takie sceny seksu. No tak. Jest ta pierwsza scena z Agnes i Gavinem, gdzie oni są bardzo mili dla siebie i sobie dziękują na koniec i on się pyta, czy jej się podobało i tak dalej. Ale widzisz po jej twarzy, że ona jest jakby... Tak, zupełnie gdzie indziej. Trochę jest taka jakby nieswoja się czuje. No i dopiero jak myszkę zabije, to... Dopiero po zabiciu myszki jakby jest druga scena taka spełniona, nie? Różniąc o tym, że jest jeszcze nieobecna scena trzecia, czyli scena tego, nie? Tak, tak, tak. I ja bardzo się cieszę, że tak to zostało rozwiązane, bo jak wiesz dobrze, że to są triggerujące dla mnie sceny. Myślę, że to są generalnie triggerujące dla wszystkich. wszystkich, no tak, no ale, no wiesz, ale też sobie, no tak, ale ja mam wyjątkowy jakby taki, po prostu nie chcę tego oglądać. Jest bardzo ciekawe, co Ewa Wiktor powiedziała właśnie na temat nieumieszczenia sceny tego w swoim filmie, a mianowicie bardzo często sceny tego są wykorzystywane przez...
Agnes też ma taki moment słabości, że idzie po płyn łatwopalny. No tak. I chce spalić dom. Nie dom, tylko chyba ten gabinet. A, gabinet, tak. A potem już musi w nim siedzieć. Czy tam siedzi w nim, to jest jej decyzja też, prawda? Bo przecież Lidia jej mówi, że możesz poprosić o wymianę. Ja nawet ci w tym pomogę. To też pokazuje taką stagnację. Stagnacja też pokazuje, to jest jakby dodatkowa rzecz, którą Ewa Wiktor zyskuje, nie pokazując tego, że ona się podpina pod problem, z którym muszą sobie radzić ofiary w rzeczywistości. Że to jest coś, co widzisz tylko ty i napastnik. A potem... Żeby coś z tym zrobić, cokolwiek, zgłosić to, czy nawet przejść przez terapię, proces terapii, musisz to komuś opowiedzieć.
Czy na przykład to, co z MeToo było przecież takie wstrząsające, że nagle się okazało, że... Prawie każda kobieta miała jakieś doświadczenie, które by podchodziło gdzieś tam pod napaść seksualną. Może niekoniecznie tą straszną rzecz, ale innego rodzaju, prawda? Trudno jest o tym rozmawiać i trudno jest jakby to przeżywać. I tutaj też właśnie ta przyjaciółka Lidia jest jakby bardzo wspierająca i ciepła i w ogóle to jest wspaniała postać. Ja się trochę bałem, że ten wątek ciąży, że to zmierza ku temu, żeby Agnes wyzdrowiała ze swojej traumy. Przez dziecko. Przez dziecko, tak. Bo jest ta scena z Gawinem w wannie. Zresztą są dwie sceny o posiadaniu dzieci. Pit od kanapek ją pyta, czy chciałaby mieć dzieci.
Albo nie można o tym w ogóle nigdy powiedzieć. To jest tak bardzo osobiste. Dlatego mi też ten film bardzo podpasował, bo właśnie jakaś taka wrażliwość i jakieś takie zrozumienie tematu i... jakaś normalność, znaczy nie chodzi o to, że normalność, bo to nie powinna być normalność, ale że tak, że to, co ona mówi na końcu do tego dziecka, w sensie Agnes, że tak jest życie, przykre rzeczy się zdarzają. To jest też fajne, bo to sorry baby to zarazem jest przykro mi dziecko w właczu, o dziecko, przykro mi, że świat jest taki, jaki jest, a ty będziesz musiała w nim żyć. Ale to jest też sorry baby, jakby powiedziane do bohaterki. Sorry kochana, ale jest ciężko. No jest ciężko, jest ciężko, no bo wiadomo, że traumy też są różne, bo tu jest akurat o napaści na tle seksualnym, ale różne są traumy, prawda?
To jest jego drugi zarzut pod adresem tego filmu, że jakby empatia w tym filmie nie jest równomiernie rozdana. że jest postać, która jest pokazana jako brzydka, głupia i niefajna i jakby jej nie współczujemy. Wydaje mi się, że tutaj też Michał trochę za daleko jedzie. Nie współczujemy jej? Przyznam tyle, że miałem taką wątpliwość, że to jest postać, która jest taką trochę grubą krachą maźnięta, nie? Ale potem sobie pomyślałem, że też są takie osoby w twoim otoczeniu, że po prostu czasem kogoś nie lubisz i tyle. No tak, ale poza tym też ją rozumiesz. To jest bardzo skomplikowana sytuacja, bo jak się popatrzysz na tą koleżankę i na to... Mówi o tej koleżance, która zazdrości Agnę z kariery uniwersyteckiej. Tak, tak, tak. Nie Lidii, tylko koleżance ze studiów, która uważa, że to nie fair, że Agnes dostała pracę, a nie ona.
To widać, że ona po prostu od początku jej zazdrościła i też jest emocją ludzką. Też myślisz sobie, ok, ktoś robi coś lepiej i myślisz sobie, to jest nie fair, dlaczego ten ktoś... ja jestem równie dobra albo równie dobry, a tutaj ktoś jest... Więc ja nie wiem, czy... To jest bardzo skomplikowana postać. To nie jest grubą... Ty powiedziałeś grubą krechą. Dla mnie to jest po prostu bardzo... Zniuansowana osoba. Dobra, może ona ma złe intencje, ale ona też została wykorzystana przez tego promotora w jakiś inny sposób. I przez to może, że ona tak się zachowała. Znaczy tak sobie pomyślałam, że Agnes sobie mogła tak pomyśleć, że przez to, że ona się tak zachowała, on, promotor uważał, że Agnes może podobnie, że jakby może też ją wykorzystać, prawda?
I tak dalej, ale jakby to też nie jest okej, co się tu wydarzyło, prawda? To jest też ciekawe, bo kiedy ona jej mówi, że też się przespała z panem promotorem, To mamy scenę, która to inscenizuje i jest pytanie, kto to myśli? Czy to jest wspomnienie koleżanki, czy to jest wyobrażenie Agnes? No to jest bardzo ciekawe. To może być i to, i to. W tym sensie, że... Bo może być tak, że to zupełnie inaczej wyglądało. Że to, że ona mówi, że whatever. nic się nie wydarzyło, nie? To może być tak, że ona tylko to mówi, a... Tak, a w środku się wydarzyło, no bo jednak jej twarz nie jest, to znaczy, to ona nie jest jakby wesoła, albo zadowolona, albo cokolwiek, no, że a, wow, było fajnie, czy coś takiego, tylko po prostu jej twarz mówi coś innego, jakby to aktorstwo jest, aktorsko to jest wygrane.
To też jest fajna riposta, gdzie Lidia mówi, o, uprawiasz seks z Gawinem, a Agnes mówi, nie, to ty uprawiasz seks. No to może o Lukasie Hegrzesie coś powiemy, którego dawno chyba nie było. No gdzieś i jest mi bardzo smutne z tego powodu, bo był taki moment, gdzie on był aktorem, który był, raz, że był we wszystkim, a dwa, że był jakby, on i Timothee Chalamet byli takimi dwoma skrajnościami gdzieś tam powiedzmy aktorskimi. I to było tak dwóch młodych, dobrze zapowiadających się aktorów. Ja pamiętam, nawet się zastanawiałem, jak Dune II była przygotowywana, kto by mógł zagrać Fejderauta. I sobie pomyślałem, że to jakiś anty-Szalamet powinien być.
No, a mówimy o tych butach, bo Agnes wchodząc do domu promotora... Promotorium prosi, żeby zdjęła buty. I ona zdejmuje buty. I potem jak wybiera z tego domu, no to wybiera tak jakby trochę bez butów, zakłada te buty, bo to są takie grube, zimowe. I my już wiemy, nawet gdybyśmy jeszcze nie domyślili się, że coś złego się wydarzyło, to sam fakt, że ona wychodzi tak jakby sama i biera te buty na zewnątrz w taki sposób dość szczególny, a on tam stoi w tle i tak jakby trzyma dystans. A potem ona te buty w którymś momencie chowa do szafy. Tak, bo ona nie może się patrzeć na te buty, więc chowa je do jakiejś papierowej torby i wrzuca do piwnicy, czy tam szafy. Miałam w głowie, że to jest piwnica. I potem, żeby myszkę zabić...
Łapie to. Jeszcze co ciekawego jest, co dla mnie zrobiło dosyć duże wrażenie, to jest ta scena, jak ona przyjeżdża do domu i Lidia do niej mówi właśnie, co się stało i ona mówi, nie wiem, nie pamiętam. Spodnie mi pękły, czy guzik mi odpadł, coś takiego. A potem okazuje się, że pamięta, że jak zaczyna opowiadać o tym, to wszystko pamięta i praktycznie w każdy moment jest w stanie opisać, co jest bardzo poruszające. Dobry film, kurde. Ale też nie taki film, mimo jakby... ciężaru tematycznego, to nie jest taki filmik, z którego wychodzisz i chcesz umrzeć. Nie, nie, bo jakby pokazuje sposób radzenia sobie z tą traumą. To znaczy, mamy wrażenie, że Agnes będzie okej.
Ale zarazem nie daje takiego łatwego pocieszenia ten film. Nie, nie, nie, absolutnie. Na końcu jest powiedziane wprost, że życie jest do dupy. No tak, ale że jakby, znaczy zostawia cię z takim poczuciem, że no tak, przytrafiła się okropna rzecz, życie jest ciężkie, ale jakby Agnes sobie poradzi. Tak, że mimo tych przeżyć będzie dalej żyła, bo życie idzie naprzód, prawda? Właśnie rodzą się nowe dzieci, świat się nie zatrzymuje, bo coś się złego stało. To jest też takie dosyć przejmujące. Chcesz coś o kotku jeszcze powiedzieć? Ja jestem super fanką tego kotka. A, super anegdotę ona opowiada w talkshow Kolberta. Przychodzi do Kolberta i okazuje się, że dwa kotki grały tego kotka.
Pokazano wszystkie 16 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W sto dwudziestym odcinku podcastu "Mam parę uwag" rozmawiamy o filmie "Sorry, Baby" (reż. Eva Victor, 2025). W jaki sposób Eva Victor opowiada o traumie? Na czym polega gatunkowy fikołek wykonany w filmie? Gdzie leży granica tego, co mogą pokazywać twórcy, i granica tego, z czego mogą śmiać się widzowie? Dlaczego historię podzielono na rozdziały i opowiedziano niechronologicznie? Rozmawiają Julia Taczanowska i Jakub Popielecki.