Heweliusz. Jak doszło do katastrofy?
14 stycznia 1993 roku prom kolejowo-samochodowy Jan Heweliusz, kursujący na trasie Świnoujście-Ystad, zatonął w czasie potężnego sztormu. Tamtej tragicznej nocy, podczas której Bałtyk pokazał swoje najgorsze oblicze, zginęło 56 osób. Była to największa katastrofa w historii polskiej żeglugi powojennej. I jedna z najbardziej tajemniczych. Dlaczego prom wypłynął z portu pomimo ostrzeżeń? Kto wówczas zawinił? Czy można było uniknąć błędów i w porę zapobiec tragedii? I dlaczego wokół tamtych wydarzeń krąży dziś tak wiele teorii spiskowych?
Bałtyk nie ma litości, nie wybacza błędów. W nocy z 13 na 14 stycznia 1993 roku morze skryło w swoich głębinach wszystko. Prom, ludzi i prawdę o tamtych wydarzeniach. Światu zostawiło tylko ciszę oraz tajemnice, które od blisko 30 lat próbują odkryć rodziny ofiar. Tamtej nocy wiatr sięgał 10 stopni w skali Boforta. W porcie ostrzegano przed sztormem, ale Heweliusz i tak wypłynął. Miał przed sobą zwykły kurs z Polski do Szwecji. Do pokonania zaledwie 92 mile morskie, czyli nieco ponad 165 kilometrów.
Sprawdzaliśmy m.in. mocowania ładunków i stan pokładów. Kierowcy ciężarówek przebywali w swoich kabinach. W miarę oddalania się od wybrzeża siła wiatru wzrosła. Najpierw do 8, później do 9 stopni w skali Boforta. Zaczęło padać, a temperatura powietrza spadła poniżej zera. Woda morska mieszała się ze śniegiem, tworząc na pokładzie warstwę lodu. Kapitan Ułasiewicz wydał komendę zmniejszenia prędkości i korekty kursu o kilka stopni w lewo, aby zminimalizować uderzenia fal. Krótko przed godziną drugą w nocy pojawiły się pierwsze komplikacje. Na pokładzie samochodowym zauważono, że woda zaczęła sączyć się przez rampę rufową.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
14 stycznia 1993 roku prom kolejowo-samochodowy Jan Heweliusz, kursujący na trasie Świnoujście-Ystad, zatonął w czasie potężnego sztormu. Tamtej tragicznej nocy, podczas której Bałtyk pokazał swoje najgorsze oblicze, zginęło 56 osób. Była to największa katastrofa w historii polskiej żeglugi powojennej. I jedna z najbardziej tajemniczych. Dlaczego prom wypłynął z portu pomimo ostrzeżeń? Kto wówczas zawinił? Czy można było uniknąć błędów i w porę zapobiec tragedii? I dlaczego wokół tamtych wydarzeń krąży dziś tak wiele teorii spiskowych?