O ludziach, co historie piszą
O historiach z komentarzy, ludziach i życiu.
Dłuższe i krótsze. Coś tam pewnie po drodze skomentuję i na koniec też pewnie jeszcze dwa słowa wam dopowiem. Ale posłuchajcie. Na tych waszych spacerach przy obcinaniu ogonów koniom to się okaże dlaczego. To jest niesamowite, co wy tu wypisujecie. Marzenka pisze tak. Jakie to jest dziwne, a może i nie. Słuchając tej historii, oczywiście chodzi o historię spod ostatniego odcinka, pomyślałem o człowieku, którego często mijałam niedaleko sklepu. Siedział tam na murku codziennie, prosząc o dołożenie mu do wina. Brudny, zarośnięty, w upały w zimowych butach, no bezdomny. Idąc zeszłą niedzielę zobaczyłam tylko buty na murku.
Marzenko, nic więcej jak amen nie da się tu powiedzieć. Dokładnie amen. Bardzo się modlę i bardzo was też wszystkich proszę. Pani, pomódlmy się za tych wszystkich, którzy odeszli z tego świata z powodu picia wina, którzy się zapili na śmierć, którzy w ten sposób często zrujnowali swoje albo innych życie, żeby weszli w ręce Pana, żeby Pan ich odnowił, jeżeli tego się za życie nie udało zrobić. Żeby pili rzeczywiście już nie wino, ale wodę ze źródła życia, która jest tysiąc razy lepsza od jakiegokolwiek wina. Dzięki, Marzenko, za tą kolejną historię z kartonów. Inka, słuchamy z moim dziesięciotygodniowym synkiem.
W Ameryce jestem po raz pierwszy i właśnie za kilka godzin zaśpiewam koncert i opowiem moją historię emigracyjną przed chicagowską Polonią. Opowiem im, jak z księgowej w Polsce stałam się artystką na emigracji, spełniając w tym swoje najskrytsze marzenia. Proszę o modlitwę za całą Polonię świata, bo życie na emigracji jest trudne, ale może i być bardzo piękne. Trzymaj się, kochany ojczulku. Ojczulku, kciuku? Aha, trzymaj w sensie kciuki za mój dzisiejszy występ. Jak głęboko wierzę, że skoro Pan Bóg doprowadził mnie do takiego momentu, to i na scenie mi pomoże. Pozdrawiam serdecznie Longustową Rodzinkę i Ciebie, Ojcze, który jesteś wsparciem dla tak wielu potłuczonych.
Emigrantka. Kochana Mariolo, przypuszczam, bo taki miałeś nick. Fajnie, że będziesz tam śpiewać w tym Chicago, znaczy oczywiście pewnie już śpiewałaś, skoro to napisałaś kilka dni temu. Ja będę w Chicago za miesiąc znowu na rekolekcjach. Jestem tam często i już tam emigrację też widziałem w tylu miejscach, wiecie, na świecie. Niby wszędzie taka sama, niby wszędzie inna. Oczywiście są jakieś właściwości w każdym miejscu. Tak, czasem życie z dala od domu jest bardzo trudne, czasem jest bardzo piękne, bo jest tworzeniem czegoś nowego. Super, że tobie się udało zrealizować twoje marzenia. Dzięki za tą dobrą opowieść. Alpakoowca. Mam wrażenie, że alpakoowcy, to ja już kiedyś chyba czytałem jakiś komentarz. Tak mi się coś kroi w głowie.
Dostałem ostatnio psa na urodziny, takiego z Lego. Już go złożyłem, więc Wam pokażę w najbliższym Q&A. Jest bardzo śliczny, ale niestety jest tylko taki legowy. Just me. Też mam taką historię. Sześć lat w związku z uzależnionym. Niestety trzy lata temu zmarł w strasznej psychozie na zawał serca po zażyciu kokainy. Miał plany, marzenia, kochał życie, ale jak widać, nałóg był silniejszy. Został mi po nim jego piesek, którego przygarnęłam po jego śmierci i uratowałam od schroniska. No i mnóstwo wspomnień, dobrych, oszukujmy się, i złych. Zmarł mimo moich modlitw i nie tylko moich, mimo że radził sobie już tak dobrze, naprawdę.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.