Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 37. Katakumby Świętego Sebastiana

27.07.2025 ·33 min 15 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Do diabła! zawołał hrabia. Osądź pan sam. Post scriptum wydaje się jasne. Zdaje mi się, że gdyby raczył pan zastanowić się przez chwilę, — To znalazłbyś inny sposób, który znacznie ułatwiłby nam negocjacje — odrzekł Franz. — Jaki mianowicie? — zdumiał się hrabia. — Na przykład gdybyśmy się udali razem do Luigiego Wampy, jestem pewien, że nie odmówiłby panu i uwolnił Alberta. Mnie? A jakiż mogę mieć wpływ na tego bandytę? Czyż nie wyświadczył mu Pan przysługi? Takiej, której nie da się zapomnieć? Jakiejże? Czyż nie ocalił Pan Pepina? Ohoho! A któż to Panu powiedział? Cóż to Pana obchodzi? Wystarczy, że wiem. Hrabia zamilkł na chwilę, marszcząc brew.

Przy blasku wschodzącego księżyca, Franzowi wydawało się niekiedy, że widzi, jak od ruin odrywa się jakby wartownik, lecz zaraz na znak dany przez Peppina wartownik znikał w cieniu. Niedareko cyrku Caracalli powóz stanął. Peppino otworzył drzwiczki, hrabia i Franz wysiedli. Za dziesięć minut, rzekł hrabia do towarzysza, będziemy na miejscu. Po czym wziął Pepina na stronę, wydał mu po cichu jakiś rozkaz i Pepino odszedł, zaopatrzywszy się w pochodnię, którą dobyto z kufra powozu. Minęło jeszcze pięć minut. Przez ten czas Franz patrzył, jak pasterz zagłębia się wąską ścieżką W pofałdowane niemal konwulsyjnie pola rzymskiej równiny i na koniec znika wśród bujnych czerwonawych traw, co wyglądają jak najeżona grzywa gigantycznego lwa.

Pepino I wcisnął się w rozpadlinę, lecz zaledwie uszedł kilka kroków, gdy podziemne przejście się rozszerzyło. Zatrzymał się tu, zapalił pochodnie i odwrócił się, by zobaczyć, czy hrabia i Franz idą za nim. Hrabia pierwszy wsunął się w ten szczególny dymnik, a Franz za nim. Przejście łagodnie opadało i w miarę jak się posuwali, coraz bardziej się rozszerzało. Na razie jednak Frans i Hrabia musieli iść pochyleni, jeden za drugim. Tak przeszli ze sto pięćdziesiąt kroków, aż zatrzymał ich głos. – Kto idzie? – jednocześnie blask ich pochodni odbił się w ciemnościach lśnieniem na lufie karabinu. – Przyjaciel! – zawołał Pepino. Podszedł do przodu i szepnął kilka słów do wartownika, który podobnie jak poprzedni skłonił się, dając znak nocnym gościom, że mogą iść dalej.

Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.