Hrabia Monte Christo. 37. Katakumby Świętego Sebastiana
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Brakowało zatem blisko 800 piastrów do całkowitej sumy. Franz mógł wprawdzie w podobnym wypadku liczyć na grzeczność panów Torlonia. Już się więc wybierał z powrotem do pałacu Bracciano, gdy nagle w głowie zajaśniała mu pewna myśl. Przypomniał sobie hrabiego de Monte Christo. Już miał posłać po pana Pastriniego, gdy hotelarz sam pojawił się w drzwiach. – Drogi panie Pastrini, – zapytał żywo, – jak pan sądzi, czy hrabia jest u siebie? – Jest, ekscelencjo, tylko co powrócił. – A zdążył się już położyć? – Wątpię. – Racz więc pan zadzwonić do jego drzwi i zapytać, czy mógłbym do niego przyjść. Imć Pastrini spiesznie spełnił prośbę Fransa, wrócił w pięć minut później. Pan hrabia czeka na waszą ekscelencję. Franz przeszedł przez klatkę schodową.
Lokaj wprowadził go do hrabiego. Hrabia był w małym gabineciku otoczony sofami, którego Franz nie miał jeszcze okazji widzieć. Monte Christo wyszedł mu naprzeciw i rzekł. No, jakież to dobre wiatry sprowadzają tu pana o tej godzinie. Może przychodzisz pan przypadkiem zaprosić mnie na kolację? Doprawdy, byłoby to bardzo uprzejmie z pańskiej strony. Nie, muszę z panem pomówić w poważnej sprawie. W poważnej sprawie? – zdumiał się hrabia. Spoglądając na Franza typowym dla siebie przenikliwym wzrokiem. – I cóż to za sprawa? – Czy jesteśmy sami? Hrabia podszedł do drzwi i natychmiast powrócił. – Absolutnie sami – odpowiedział. Franz podał mu list od Alberta. – Proszę przeczytać – rzekł. – Hrabia przeczytał. – Oho – powiedział. – Zauważył pan też post scriptum?
No, to w drogę! Franz i hrabia wyszli, a za nimi Peppino. U drzwi stał powóz. Na koźle siedział Ali. Franz poznał niemego niewolnika z groty na Monte Christo. Wsiedli do powozu. Był to kryty kocz. Peppino usiadł przy Alim i ruszyli galopem. Ale już wcześniej otrzymał rozkazy, skierował się bowiem prosto na Corso, przejechał Campo Vaccino, ulicę San Gregorio i dotarł do bramy Świętego Sebastiana. Tutaj miejski stróż chciał im robić trudności, ale Hrabia Monte Christo pokazał mu pozwolenie gubernatora Rzymu do wjazdów i wyjazdów z miasta o dowolnej porze w dzień i w nocy. Krata została zatem podniesiona, stróż dostał za fatygę Ludwika i pojechali dalej. Wóz pędził starożytną Via Appia, wzdłuż której ciągnął się sznur grobowców.
Budźcie mnie tylko, gdy przyjdą złe wieści. Gdybyś pozwolił mi spać, skończyłbym moją galopkę, za co byłbym Ci wdzięczny do grobu. Więc zapłacono już okup? Nie. E, no to jakimże sposobem mam być wolny? Ktoś, komu nie mogę niczego odmówić, przybył upomnieć się o Pana. Aż tutaj? Aż tutaj. Ha, do licha. To dopiero miły człowiek. Albert rozejrzał się wokół i spostrzegł Franza. – No i jak to, mój drogi, to ty posuwasz tak daleko poświęcenie dla mnie? – Nie, nie ja – odpowiedział Franz. – Ale nasz sąsiad, pan Hrabia de Monte Christo. – Ach, naprawdę, panie hrabio – odpowiedział wesoło Albert, poprawiając halsztuk i mankiety. – Jest pan człowiekiem nieoszacowanym i mam nadzieję, że raczysz mnie uważać.
— Pani — rzekł wicehrabia de Morser, podchodząc do hrabiny — wczoraj raczyłaś mi, pani przyzec, zatańczyć ze mną galopkę. Może przybywam nieco późno, by przypominać o tej łaskawej obietnicy, lecz mój przyjaciel, a zna go pani jako człowieka prawdomównego, potwierdzi, że spóźnienie to nie nastąpiło z mojej winy. W tej właśnie chwili muzyka jeła przegrywać do walca. Albert objął kibić hrabiny i znikli oboje w wirze tańczących. Tymczasem Franz rozmyślał, co mógł znaczyć ten szczególny dreszcz, który przejął hrabiego Monte Christo, gdy był poniekąd zmuszony podać rękę Albertowi.
Pokazano wszystkie 5 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!