Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 34. Nieznajomy

27.07.2025 ·50 min 9 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Jedna jeszcze rzecz przypominała Franzowi, jego znajomego Sindbada Żeglarza, owe tajemnicze stosunki łączące bandytów i marynarzy. To co powiedzieć miał Imć Pastrini o kryjówkach Wampy na łodziach rybackich i przemytniczych przypomniały Franzowi dwóch bandytów korsykańskich, których zastał jak w najlepsze zajadali kolację z załogą jachtu. Który potem zboczył z trasy i zawinął do Porto Vecchio jedynie po to, by ich wysadzić na ląd. Właściciel hotelu znał przydomych pana Monte Christo, co z kolei stanowiło dowód, że ów człowiek odgrywał rolę filantropa nie tylko przy brzegach Korsyki, Toskanii, Hiszpanii, ale na wybrzeżach w okolicy Piombino, Ostii, Civita Vecchia i Rzety.

I właśnie wtedy Fransowi wydało się, że w głębi budowli potoczył się nagle kamień oderwany od schodów po drugiej stronie kolumny, pod którą siedział. Nie jest w tym wprawdzie nic szczególnego, że kamień kruszy się pod stopą czasu i spada w przepaść, ale tym razem Fransowi wydało się, że kamień ustąpił pod ludzką stopą i że dociera do niego już nawet odgłos kroków, choć sprawca tego odgłosu czynił wszystko, by go przytłumić. W istocie po chwili jakiś człowiek zwolna zaczął wyłaniać się z cienia, w miarę jak wstępował po schodach, które kończyły się tuż obok miejsca, gdzie siedział Frans. Dolne partie schodów tonęły w coraz głębszej ciemności, wyżej oświetlał je blask księżyca. Mógł to być jakiś podróżny, co jak on wolał samotne rozmyślania od czczej gadaniny przewodników.

Nieznajomy, którego tajemnicze przybycie przyciągnęło uwagę Fransa, stał w półmroku, co nie pozwalało Fransowi przypatrzeć się jego rysom. Ale że ciemności nie były zupełne, obejrzał uważnie jego ubiór. Mężczyzna owinięty był w szeroką pelerynę, której fałda, przerzucona przez ramię, kryła mu dolną część twarzy. Zaś nasunięty na oczy kapelusz o szerokim rondzie zasłaniał część górną. Ukośnie padające przez otwór promienie księżyca oświetlały jedynie dół czarnych pantalonów, które wytkwintnie układały się na lakierowanych trzewikach. Widać było, że Nieznajomy pochodzi, jeżeli nie z arystokracji, to przynajmniej z wysokich sfer społecznych. Stał w miejscu jeszcze kilka minut i wyraźnie zdawał się niecierpliwić, gdy na górnym tarasie dał się słyszeć szelest.

Hrabinia ukłaniła się wdzięcznie Albertowi, a Francowi podała rękę. Na zaproszenie hrabiny Albert zajął próżne miejsce, Franz zaś siadł w drugim rzędzie za hrabiną. Albert znalazł natychmiast wyśmienity temat rozmowy – Paryż – i szybko nakierował rozmowę na ich wspólnych znajomych. Franz stwierdził, że przyjaciel zna się w swoim żywiole. Nie wtrącał się więc do nich, a wziąwszy od Alberta jego olbrzymią lornetkę, zaczął rozglądać się po sali. Naprzeciw niego w trzecim rzędzie loży siedziała wielkiej urody kobieta w greckim stroju, który nosiła tak z wielką swobodą, że było oczywiste, iż ubierała się tak zazwyczaj. Za nią, w cieniu, rysowała się sylwetka mężczyzny, którego rysów twarzy niepodobna było rozpoznać.

Jednak wyznam się panu, że bardzo żałuję naszego wozu i żeńców. I gdyby nie to okno w pałacu rozpoliść, które nam rekompensuje tę stratę, nie odstąpiłbym za nic od mojego pomysłu. A ty, Franz, co o tym myślisz? I mnie te okna zupełnie przekonały? Odpowiedział Franz. Istotnie, owa oferta wolnych miejsc w oknach pałacu Rozpoliś przypominała Franzowi rozmowę, którą podsłuchał w ruinach koloseum między nieznajomym i transtewerczykiem. Rozmowę, w której mężczyzna w pelerynie przyrzekł wyjednać ułaskawienie dla skazańca. Gdyby więc rzeczywiście ów człowiek w pelerynie był tym samym mężczyzną, A wszystko za tym przemawiało, którego widok w teatrze wywarł takie wrażenie na Franzu, Franz poznałby go niewątpliwie i wreszcie zaspokoiłby swoją ciekawość.

Przez większą część nocy Franz rozmyślał o swoich dwóch spotkaniach i niecierpliwił się na myśl o jutrze. Rzeczywiście, na zajutrz wszystko musi się wyjaśnić. I tym razem pan de Monte Christo z pewnością mu się nie wymknie, chyba że posiadałby pierścień Gigesa, ten, który czyni swojego właściciela niewidzialnym. I tak Franz obudził się już przed ósmą. Albert zaś, który nie miał takich samych powodów do zrywania się o poranku, spał jeszcze w najlepsze. Franz przywołał natychmiast gospodarza, który ukłonił się Franzowi ze swoją zwykłą uniżonością. – Panie Pastrini – rzekł Franz – czy nie ma się dziś przypadkiem odbyć jakaś egzekucja? — Owszem, panie hrabiu, ale jeżeli pyta mnie pan o to, abym się wystarał o okno, to bierze się pan do tego za późno.

I będę pana chwalił przed każdym, kto tylko zechce słuchać. Możesz pan być tego pewien. A teraz chciałbym przeczytać taką tawolettę. — Nic prostszego — rzekł hotelarz, otwierając drzwi. Właśnie kazałem przybić jedną na korytarzu. Wyszedł, zdjął tablicę i przyniósł ją Francowi. Oto dosłowne tłumaczenie szubienicznego ogłoszenia. Czynimi wiadomo wszystkim, że we wtorek, to jest 13 lutego, pierwszego dnia karnawału, zostaną z wyroku Trybunału Roty straceni na placu del Popolo zbrodniarze. Andrea Rondolo, winny morderstwa dokonanego na osobie czcigodnego i szanownego don Cezara Torloniego, kanonika kościoła św. Jana na Lateranie. oraz niejaki Peppino, zwany Rocca Priori, któremu odwiedziono współdziałania z obmierzłym bandytą Luigi Mvampo i jego ludźmi.

Pokazano wszystkie 7 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.