Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 34. Nieznajomy

27.07.2025 ·50 min 9 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Człowieka, którego wcale nie znamy? – Cóż to za człowiek ten Hrabia de Monte Christo? – zapytał Franz. – Bardzo bogaty magnat, sycylijski czy też maltański. Nie wiem dobrze, ale na pewno arystokrata jak Borgese, a bogaty jakby siedział na żyle złota. – Zdaje mi się – rzekł Franz do Alberta – że gdyby to był człowiek tak dobrze wychowany, jak mówi nasz gospodarz, to powinien był zaprosić nas w innej formie, napisać jakiś liścik albo… W tej chwili zapukano do drzwi. – Proszę – rzekł Franz. Na progu stanął służący w wyjątkowo eleganckiej liberii. – Od pana hrabiego de Monte Christo dla pana Franza de Epinaya i wicehrabiego Alberta de Morserve – rzekł. I podał hotelarzowi dwie karty wizytowe, które tenże wręczył młodym przyjaciołom.

Ma to zachęcić wiernych, by błagali Boga o szczerą skruchę u skazańców. – A więc przynoszą panu takie tavolet, byś przyłączył się do modłów innych wiernych? – zapytał powątpiewającym tonem Franz. – O nie, jaż nie, panie! Ułożyłem się z tym, co je rozwiesza, żebym je przynosił. Tak samo, jak mi dostarcza afisze teatralne, bym mógł o tym wcześniej powiadomić gości, jeżeli któryś chciałby asystować przy egzekucji. — O, to doprawdy wyjątkowa atencja — wykrzyknął Frans. — Chlubię się tym — odpowiedział Pastrini, uśmiechając się — że robię wszystko, co w mojej mocy, aby uprzyjemnić pobyt tutaj szlachetnym cudzoziemcom, którzy zaszczycają mnie swym zaufaniem. — O, widzę to dobrze, panie gospodarzu.

Pierwszy będzie Mazzalato, drugi Decapitato. Uprasza się niniejszym ludzi miłosiernych, aby błagali Boga o szczerą skruchę tych dwóch nieszczęsnych skazańców. Wszystko to niemal co do słowa usłyszał Franz przedwczoraj w zwaliskach Colosseum i nic się nie zmieniło w programie. Nazwiska skazanych, przyczyny wyroku i rodzaj egzekucji. Zgadzało się wszystko. A zatem, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, Trastewerczyk był niekim innym jak Louis Jim Wampo, a człowiekiem w pelerynie Sindbad Żeglarz, który wypełniał swoje filantropijne powołanie zarówno w Rzymie, jak i w Porto Vecchio czy Tunisie. Czas mijał, wybiła dziewiąta i Franz miał już iść budzić Alberta, gdy ku jemu wielkiemu zdziwieniu Albert wyszedł z pokoju kompletnie już ubrany.

Franz i Albert spojrzeli zdumieni po sobie. Przenieśli wzrok na meble, obrazy, broń. Wszystko teraz wydawało im się jeszcze wspanialsze niż za pierwszym rzutem oka. – Aha, no i co ty na to? – zapytał Franz. – Na honor, kochany. Myślę, że nasz sąsiad musi być jakimś maklerem giełdowym, który spekuluje na zniżce akcji hispańskich albo też księciem podróżującym co incognito. – Pst! – szepnął Franz. – Zaraz się dowiemy, bo otóż i on… I rzeczywiście usłyszeli skrzypienie drzwi. Tapiseria zakrywająca drzwi została uniesiona w górę i wszedł właściciel tych wszystkich bogactw. Albert postąpił co prędzej ku niemu, ale Franz został na miejscu jak wryty. Ten, kto właśnie wszedł do salonu, rzeczywiście był owym mężczyzną w pelerynie widzianym w koloseum, owym nieznajomym z loży i tajemniczym panem wyspy Monte Christo.

Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.