Zachód. Gościni: prof. Agata Bielik-Robson
Bywał mityczny – nie tylko w polskiej wyobraźni, w której przez długi czas to, co zachodnie, oznaczało zwyczajnie to, co lepsze. Nie: także we własnej, w której idea zachodniości wdarła się na postument i nie chciała z niego zejść. Potem, kiedy za sprawą kilku filozofów okazało się, że u jego podstaw stoją ludzkie popędy i przemoc, z cokołu zaczął spadać i spada do dzisiaj, bezustannie. Ale spaść nie może, bo nikt nie wymyślił nic lepszego.Do rozmowy o Zachodzie jako obszarze ideowym zaprosiłem prof. Agatę Bielik-Robson – filozofkę związaną z Polską Akademią Nauk i Uniwersytetem w Nottingham. Rozmawiamy o tym, jak Zachód zaczął być względem siebie podejrzliwy – tu ze szczególnym uwzględnieniem powieści Josepha Conrada – i jak ta podejrzliwość stała się w dyskursie dominująca. Jaka była w tym rola uniwersytetów i rewolucji lat 60. ubiegłego stulecia? To długi odcinek, ale krótko się o tym opowiedzieć nie da. Podcastu „Czas odzyskany” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube. This podcast uses the following third-party services for analysis: Podtrac - https://analytics.podtrac.com/privacy-policy-gdrp
Choć tu akurat Fanon, można powiedzieć, jest ojcem takiego manicheizmu. No tak, oczywiście. Nieprzypadkowo w ostatnich latach Fanon jest znowu na listach bestsellerów. Dokładnie. Dlatego powiedzmy sobie, że Franz Fanon to jest ta jedna szkoła, której ta refleksja postkolonialna od razu przechodzi w ton ostrego oskarżenia i absolutnie takiej manichejskiej postawy wobec Zachodu. Biały człowiek jako po prostu zły człowiek. Koniec i kropka. I teraz rzeczywiście na przykład afropesymizm, który jest takim bardzo mocnym intelektualnym kierunkiem na amerykańskich uniwersytetach, bardzo oczywiście z Fanona korzysta. Mówiąc, że racizm jest jakby strukturalnie, inherentnie wpisany w naturę białego człowieka.
Wybuch, który troszkę zostawi leju po sobie, ale ten lej się zabliźni? No, ja tutaj wielką optymistką nie jestem. Właśnie rozmawiałam niedawno z moją koleżanką po fachu, też filozofką od tematyki żydowskiej z Princeton, Leorą Batnicki. Jak ona zamierza to wszystko przeżyć właśnie, czyli ten manichejski napad... Bardzo ładne! Jak zamierzasz już... Dobre! Dobre! Ten przeżyć ten manichejski napad właśnie ojkofobii, która idzie ze strony akademickiej lewicy kulturowej. I ona rozłożyła ręce i powiedziała, że...
Musi to przeczekać, że musi to przeczekać. Ja właśnie stwierdziłam, że przeczekanie to w sumie też i moja strategia, tylko że ja się boję, że nie będzie już czego przeczekać, że po prostu ten manicheizm po prostu nas wszystkich wcześniej unicestwi i po prostu coś takiego jak zachodnia instytucja akademii po prostu przestanie istnieć. No ale właśnie wracając do tego podziału na różnego typu pisarzy postkolonialnych, typ manichejski, typ dialektyczny, powiedziałabym, że typ manichejski w tej chwili wygrywa. Zdecydowanie. A dialektyczny, który jest trudniejszy, który jest trudniejszy, przegrywa właśnie ze względu na swoją wewnętrzną komplikację, co również oznacza, że Zachód przegrywa.
Taki właśnie kiplingowy. West is West po prostu i my wam pokażemy. Albo jest się po stronie krytyki, tylko że wtedy ta krytyka już nie jest krytyką, ona jest w zasadzie negacją. Krytyka, która nie zawiera w sobie dialektycznego momentu na tak i na nie. Na zasadzie, no nie, ale jednak. Która nie zawiera w sobie tego momentu jednak. Staje się po prostu zwykłą negacją. I teraz żyjemy właśnie w takiej szalenie uproszczonej, manichejskiej epoce. I tutaj powiedziałbym, że Brzozowski właśnie wschód triumfuje. Typ właśnie takiej duchowości wschodniej, który też wychwala Dostojewski, gdzie po prostu dobre jest dobre, złe jest złe, dusza jest albo czysta, albo potępiona.
Dlaczego jeszcze? No, znów, tu odpowiedź jest, jakby idzie z dwóch stron. Jedna to jest, można powiedzieć, odpowiedź wewnętrzna, wskazująca właśnie na ten taki, takie długie trwanie tej rewolucji 68 na zachodnich uniwersytetach. Która oczywiście doszła do tego, że trzeba oskarżyć Zachód właśnie w taki już zupełnie ojkofobiczny, prosty, manichejski sposób. Zachód, tak jak afropesymiści powiedzą, że człowiek biały ma jakby strukturalnie wpisany w siebie rasizm, w związku z tym nie ma co go leczyć z rasizmu, tak?
To są takie mocne, manichejskie sądy, które coś co powiedzmy ta dialektyczna krytyka mówiłaby, okej, to są pewne przypadłości, to są pewne ambiwalencje. Spróbujmy samokrytycznie uleczyć się z rasizmu, z kolonializmu, skłonności do przemocy i ślepej dominacji nad naturą. We can do it. Zachód jest do tego zdolny. Właśnie ta racjonalność zachodnia przez swoją samokrytyczność potrafi też być autoterapeutyczna. Krytyka manichejska to odrzuca, mówiąc, że to są strukturalne zła, których nie można potraktować jako błędy i wypaczenia.
Tylko po prostu coś, co należy do samej istoty. Wobec tego, co jest nam potrzebne, to absolutny reset. Do gołej ziemi, spalić i zacząć od nowa. No i teraz tak, na czym polega problem Izraela? Na tym, że on zdaniem właśnie tej bardzo radykalnej, manichejskiej Krytyki, jeśli to można ciągle nazwać krytyką, jest właściwie ostatnią forpocztą zachodu w jego starej wersji, czyli właśnie tego zachodu kolonialnego, przemocowego, uważającego się za lepszy właśnie od tych indygennych, tubylczych społeczności. Jak się posłucha Ben-Gwira, to on jest już bardzo blisko Kurtza.
Albo w Ameryce. Albo w Ameryce, choć nawet i tutaj to zaczyna być wątpliwe, bo często to byli ludzie po prostu tak dalece dispossessed, tak nie mający nic po prostu. Oprócz twoich kajdan, jakby powiedział Marks, że idea, że po prostu mieliby gdzieś wrócić. To są wszystko, co trzeba bardzo komplikować. Nie można sobie pozwolić na tego rodzaju proste manichejskie sądy, ferowane z perspektywy często bardzo dobrze sytuowanych, wypluszowanych, wypamperowanych dzieci klasy średniej. To jest też mój wielki problem, że te wypamperowane dzieci klasy średniej, które właśnie budują teraz tą kampusową manichejską lewicę, nie mają nawet empatycznego wglądu w taką skalę cierpienia czy komplikacji, która na przykład mogła uzasadnić powstanie państwa Izrael na tych kontestowanych ziemiach.
Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Bywał mityczny – nie tylko w polskiej wyobraźni, w której przez długi czas to, co zachodnie, oznaczało zwyczajnie to, co lepsze. Nie: także we własnej, w której idea zachodniości wdarła się na postument i nie chciała z niego zejść. Potem, kiedy za sprawą kilku filozofów okazało się, że u jego podstaw stoją ludzkie popędy i przemoc, z cokołu zaczął spadać i spada do dzisiaj, bezustannie. Ale spaść nie może, bo nikt nie wymyślił nic lepszego.
Do rozmowy o Zachodzie jako obszarze ideowym zaprosiłem prof. Agatę Bielik-Robson – filozofkę związaną z Polską Akademią Nauk i Uniwersytetem w Nottingham. Rozmawiamy o tym, jak Zachód zaczął być względem siebie podejrzliwy – tu ze szczególnym uwzględnieniem powieści Josepha Conrada – i jak ta podejrzliwość stała się w dyskursie dominująca. Jaka była w tym rola uniwersytetów i rewolucji lat 60. ubiegłego stulecia? To długi odcinek, ale krótko się o tym opowiedzieć nie da.
Podcastu „Czas odzyskany” możesz posłuchać na platformach Spotify, Apple Podcasts oraz YouTube.
This podcast uses the following third-party services for analysis:
Podtrac - https://analytics.podtrac.com/privacy-policy-gdrp