Profesor Cichosz ma rację!
W tym odcinku rozmawiamy z Jakubem Mauriczem o realnym stanie zdrowia Polaków, systemowych błędach w podejściu do profilaktyki oraz o tym, dlaczego wyniki badań, suplementy i hasła „zdrowy styl życia” często nie dają realnej poprawy zdrowia.To rozmowa o medycynie, dietetyce i fizjologii człowieka, pokazana bez instagramowych skrótów i bez uproszczonych zaleceń.W rozmowie pojawiają się m.in.:– witamina D – dlaczego jest jednocześnie „świętym Graalem” suplementacji i jednym z najbardziej źle interpretowanych parametrów– suplementacja w ciemno – kiedy może pogorszyć stan zdrowia zamiast pomóc– tkanka tłuszczowa jako aktywny narząd, a nie tylko „problem estetyczny”– otyłość, stłuszczenie wątroby, insulinooporność – dlaczego to dziś problem milionów osób– cholesterol – czemu jego wysoki poziom bywa objawem, a nie przyczyną problemów– błędy lekarzy i systemu ochrony zdrowia – szybkie recepty zamiast szukania przyczyn– dlaczego pacjenci latami krążą między gabinetami, a ich stan się nie poprawia– interpretacja badań krwi – czemu pojedyncze wyniki wyrwane z kontekstu są bezwartościowe– rola stanu zapalnego i stylu życia, a nie jednego „złego składnika” w diecie– dlaczego problem nie leży w jednym produkcie, jednej witaminie ani jednej diecie
Wchodzimy sobie w Merkuriusza Lekarskiego czy w jakiekolwiek inne dane i się okaże, że w Polsce 90% ludzi ma skrajny deficyt tej witaminy D, czyli poziom poniżej 20 nanogramów na mililitr. Czy chcesz mi powiedzieć, że bracia rodzeń, mówiąc o depresji w zeszłym roku, nie byli tak do końca w pojęciu? Jasne, że nie. To nie jest tak, że mięso gnije nam w jelitach, tylko mięso przy deficycie błonnika może sprzyjać przerostowi bakterii gnijnych protolitycznych. I dlatego też niektórzy mówią, że ta dieta keto to jest niedobra, bo wysiądzie ci w serce. Czy to nie jest coś, gdzie jednak miałbyś jakieś obiekcje, żeby być w tej jednej linii zestawiany z profesor Cichosz po tym, jak ją dwa razy teraz zacytowałeś? Absolutnie nie. Nawet bym uznał to za swego rodzaju komplement. Mówmy się, że polskie dzieci jedzą śmieci. To jest dosłownie tytuł jednego z artykułów, które można znaleźć w internecie.
No niemniej, trzeba wziąć pod uwagę, że to, co działa na jedną osobę, może nie działać na drugą. Dlatego sama insulina, insulinooporność, nie jedno ma imię. Ja, wiesz, ku temu też napisałem jakiś czas temu książkę i wbrew obiegowej opinii nie jest tak, że osoba, która ma insulinooporność, to właśnie ten, co żre jak śmierć. winia, jak to się tak często pejoratywnie mówi. Czasami wynika to z zaburzeń metabolicznych. Czasami jest to właśnie winą nieprzespanych nocy. Czasami jest to wina pracy w systemie zmianowym. Czasami to jest niedobór witaminy D, niedobór magnezu, przewlekłego stanu zapalnego. Czasami to jest powiązane z Hashimoto czy niedoczynnością tarczycy. A jeszcze czasami jest to spowodowane na przykład przez zaburzenie gospodarki androgenów. Czyli ktoś ma kłopot z przetłuszczającą się cerą, przetłuszczającą się skórą głowy, z włosami i tak dalej, z trądzikiem. jakąś endometriozę albo przewagę estrogenową i to też powoduje, że ta insulina gdzieś tam się cały czas waha.
Dziewięć jednostek treningowych w tygodniu. Jak ja to zobaczyłem, to pierwsze co mówię, słuchaj, kroimy to do czterech. Żeby nie przedobrzyć. Więc wbrew obiegowej opinii to nie jest tak, że zarżnij się, tak, zastaw się, postaw się, tylko chodzi o to, żeby mądrze to wszystko sobie porobić, czyli tą ekonomię treningową zbudować, pasujący do tego system żywienia, uzupełnić to, co nie działa w suplementacji, czyli na przykład właśnie ten poziom magnezu, poziom witaminy D, antyoksydanty, które są dopingiem na naszych mitochondriów. A mitochondria to te piece komórkowe naszego organizmu. Najprościej mówiąc, to jest taki piecyk czy tam koza, tak? Piec opalany drewnem, więc musisz mu zapewnić dwa elementy. Dostęp powietrza i drewno do jarania. A w momencie, gdy ktoś wylewa wiadro wody do tego pieca, no to nie dziwimy się, że on nie pali, prawda? Nie daje ciepła. Dokładnie tak samo jest z mitochondriami. Czyli mówimy tutaj o mitochondriopatii, że z jakiegoś powodu te mitochondria nie chcą pracować.
W ogóle miałam się ochotę ciebie zapytać i zapytałam jeszcze o to, bo mam wrażenie, że to był w ogóle do pewnego stopnia temat przewodni 2026, 2026, 2025 roku, poza pewnie lekami, które były gdzieś tam jakimś takim grubym tematem w ogóle ostatnich lat, no bo to pewnie 2024 pewnie się zaczął w ogóle temat leków na odchudzanie. No ale ta sławna, niesławna witamina D. Jakby tutaj znowu mamy dwa obozy, bo tak z jednej strony i tak z jednej strony wszyscy tutaj są już teraz tak całkiem serio. Zgodni z tym, że myślę, że jak mało w którym temacie, nawet pewnie ci, co są trochę tak po tej stronie opozycji do suplementów, to że jednak ta witamina D to jest rzeczywiście taka witamina, która jest nam bardzo potrzebna do życia, a z racji też warunków, w których wszyscy tutaj w Polsce żyjemy, można by się pewnie pokusić o taką teorię, że większość z nas może ją spokojnie suplementować.
No ale jest też druga strona, która twierdzi, że w ogóle ta witamina D, ona jest tak naprawdę nie do przedawkowania i można ją brać w takich ilościach, że ile byśmy jej nie brali, to nam tak naprawdę nie zaszkodzi. Prawda leży po środku. Generalnie jeżeli chodzi o podstawy, to umówmy się, że witamina D w swoim działaniu wykracza znacznie ponad zdrowe szkliwo zębów i zdrowe kości. Bo dalej bywają takie osoby, gdzie jak powiesz o witaminie D w kontekście odporności, to ci wiesz, mówią ty, witamina C na odporność, durniu, nie? a witamina D to kości i szkliwo zębów. Więc witamina D jest przede wszystkim dobra dla naszej odporności. Dlaczego? Dlatego, że ma działanie bakteriostatyczne, czyli ogranicza rozwój tych bakterii i ma działanie immunomodulacyjne, czyli moduluje pracę układu odpornościowego, co jest chyba numer jeden, jeżeli chodzi o pracę układu odpornościowego, bo tu nie chodzi o to, żeby ktoś coś zabijał, tylko chodzi o to, żeby ktoś odróżniał tu swój, a tam gdzieś wróg.
Czyli chodzi o alergie, chodzi o choroby autoimmunologiczne, żeby tutaj nie było jaj, tak mówiąc kolokwialnie, więc układ odpornościowy nie ma być nadreaktywny. On ma być reaktywny względem zwalczania bakterii, wirusów czy grzybów, ale ma nie ruszać tkanek naszego organizmu, bo właśnie te wszystkie Hashimoto, atopowe zapalenia skóry, reumatoidalne zapalenia stawów, to jest wojna domowa. To jest stan, w którym nasz organizm tak naprawdę sam siebie dobija, bo układowi odpornościowemu pomyliła się tkanka, jak taka tarczyca, z wrogiem do zwalczenia. I to jest też stan przewlekły, no bo tak jak mamy walkę z bakterią, tak samo będziemy mieć walkę z tarczycą. I tutaj właśnie taka witamina D jest w stanie pomóc. I to jest chyba jedno z pierwszych działań, poza wzmocnieniem naszego mikrobiomu,
Ale... Ta witamina D. Odporność, kwestia dotycząca regeneracji naszej masy mięśniowej, naszego mózgu, element antydepresyjny, zmniejszanie ryzyka choroby nowotworowej, jak w Australii wykazano jakiś czas temu nawet zmniejszenie ryzyka przedwczesnej śmierci, więc witamina D bywa określana takim mianem panaceum. I teraz problem polega na tym... jaką dawkę wybrać i z czym ją połączyć. I teraz jakiś czas temu wyszedł tak zwany kwas, że okazało się, że naście lat temu ktoś się pomylił troszeczkę w matematyce. I to tłumaczy, dlaczego mamy te 600 lub 800 IU, czyli jednostek międzynarodowych, uznawanych jako tą dawkę, która zabezpiecza niby 100% dziennego zapotrzebowania. Okazało się, że ktoś się kropnął dziesięciokrotnie. O zero. Tak, o zero. I powinno być to bardziej 6-8 tysięcy. I to też tłumaczy, dlaczego jak na przykład ktoś mówi, dobra, to ja sobie suplementuję tam 3 miesiące, pół roku, 2 tysiące jednostek międzynarodowych, no i ktoś sprawdził before, after, tak?
Czyli sprawdził, że ma ten poziom powiedzmy 19,6. jak zresztą 90% polskiej populacji. To nie jest też problem. Wchodzimy sobie w Merkuriusza Lekarskiego czy w jakiekolwiek inne dane i się okaże, że w Polsce 90% ludzi ma skrajny deficyt tej witaminy D. Czyli nawet można te dane sprawdzić. Czyli poziom poniżej 20 nanogramów na mililitr. Czyli jakby ta witamina D puka w dno od spodu. My powinniśmy utrzymać się w poziomie około 50 do 70 nanogramów, natomiast są też tacy, i to jest jakby, wiesz, N równa się 1, to jest studium przypadku, że ktoś powie, słuchaj, jak wszedłem dopiero powyżej 100 czy 120 koncentracji, czyli ten poziom teoretycznie toksyczny, to ja dopiero wtedy mam energię, mam odporność, mam funkcje kognitywne, czyli jestem po prostu kombajnem do wymyślania różnych rzeczy, praca mi się pali w rękach, jest super.
Ale to też nie znaczy, że dążymy do tego, żeby każdy miał poziom 150 tryliardy. Chodzi też o to, że witamina D troszeczkę będzie się mieszała w takich hormonach jak kalcytonina i parathormon, czyli hormony naszej tarczycy i przytarczycy. One zawiadują tą gospodarką wapniowo-fosforanową, czyli mogą albo wzmacniać kości przez dostarczanie tam wapnia, albo mogą wyciągać stamtąd wapń i niestety prowadzić do krwiobiegu, co jest jednym z elementów, które prowadzi do ryzyka kamicy nerkowej. Warto jest też wspomnieć o tym, że jednak mikrobiom jest bardzo ważny, witamina D jest ważna i tak dalej, a witamina A, K2 i tak dalej, wszystko po kolei. Ale do czego zmierzam? Że ja jestem za tym, aby ta dawka 2000 czy 4000 jednostek była absolutnym minimum. który my sobie tutaj założymy. Warto jest też wiedzieć, jaki mamy poziom na tę chwilę.
Czyli sprawdzamy, bo dosłownie raz w życiu, a trochę tych pacjentów było, raz w życiu miałem pacjenta, który miał poziom witaminy D bodaj 80 pary czy 90. I mówię, wow, ale to Pan suplementuje pewnie, co? A on mówi, no nie, w życiu nie suplementowałem. Mówię, no dobra, a dieta taka oparta właśnie o grzyby, żółtka, jaja, tłuste mięsa, masło i tak dalej. No właśnie nie, bardziej wolę dietę chudą i tak dalej. Mówię, dobra, to co Pan robi? Nie jestem kierownikiem budowy, ale właśnie bardzo często na krótkich spodenkach, krótka koszulka albo na gołej klacie i tak dalej i tam sobie doglądam wszystko. Dużo na słońcu. Dużo na słońcu. I to jest jeden na milion przypadek człowieka, który faktycznie ma tak aktywne te melanocyty, te komórki w naszej skórze, że faktycznie z tego z promieniowania słonecznego jest w stanie zbudować odpowiednią ilość tej witaminy D w organizmie. Natomiast większość z nas, aż tak aktywnych komórek nie ma, po pierwsze.
Weźmy pod uwagę też dietę przeciwzapalną. W momencie, gdy ktoś jedzie na wakacje, all inclusive, i oczywiście ptysie, nie ptysie, wiadomo, produkty słabej jakości, czyli cukier, pszenica, tłuszcze trans i tak dalej, wszystko prozapalne... alkohol prozapalny, to oczywiście na tym słonku opalimy się na czerwono. Ale gwarantuję Ci, że gdyby ktoś wjechał w taką dietę bardziej śródziemnomorską, sałatka, oliwa z oliwek i tak dalej, dobrej jakości pieczywo, czyli ten udział przeciwzapalny, gwarantuję Ci, że on się opali na brązowo, a nie na czerwono. A czy suplementy to też jest taki temat, który dzieli mocno to środowisko dietetyczne? Bardzo, bardzo, bardzo. Ale jeszcze pozwól, że wrócimy na chwilę do tej witaminy D. Czyli tak, 24 tysiące jednostek międzynarodowych, czyli IU, minimalny poziom. Bywali pacjenci... To mówimy dziennie, czy dziennie? Dziennie, tak, dziennie. Bywali pacjenci, którzy sami po sobie zauważyli, że słuchaj, ja akurat jak zjadę w dawce poniżej 8 tysięcy na dobę...
to mi nawet witamina D nie rośnie, a spada. I tutaj przykład mojego przyjaciela, bardzo gorąco pozdrawiam Fabio, który też na sobie sprawdzał ten poziom witaminy, jest też cukrzykiem typu pierwszego od osiemnastego roku życia i słuchaj, dopóki nie wszedł na dwanaście tysięcy jednostek międzynarodowych witaminy D, to nie był w stanie zwiększyć tego poziomu. Zbudował poziom osiemdziesiąt siedem, dokładnie, pamiętam jak dziś i stwierdził, dobra, to teraz może nie przesadzam, dam sobie osiem tysięcy jednostek. To wiesz, ile miał po dwóch miesiącach, jak zbadał ponownie? Pięćdziesiąt trzy. O 30 jednostek po paru miesiącach spadło mu, tylko z tego powodu, że zmniejszył dawkę z 12 tysięcy do dalej dawki, którą większość lekarzy powiedziałyby o matko i córko, co tu się dzieje, co pan robi, nie? Czyli jednak zależy mocno od tego, z kim mamy do czynienia.
My mamy też coś takiego jak VDR, czyli receptor dla tej witaminy D. I to mogą wspomagać nawet niektóre szczepy probiotyczne, jak na przykład taki szczep LP-299V. Bardzo popularny na wszelkie elementy dotyczące jelita nadrażliwego, wzdęć, biegunek i tak dalej. Mamy też bardzo dużą rolę witaminy K2. Mamy bardzo dużą rolę magnezu. I tutaj w niektórych rolkach na internecie mamy napisane, że bez witaminy K2 witamina D nie działa. No działa, bo też ta witamina K2 jest w diecie, ale gdyby ktoś stosował większe dawki witaminy D, to jak najbardziej jestem za tym, żeby jednak było to towarzystwo witaminy K2, bo ja to lubię porównywać do takiego studenta po imprezie. Jak jest nawiany student po imprezie, to lepiej, żeby nie szedł z buta do domu, tylko żeby wziął taksówkę, bo różne rzeczy mogą się na tych dwóch kilometrach marszu wydarzyć, prawda? Albo ktoś wejdzie po pijaku na pasy i go ktoś sprzątnie, albo ktoś go okradnie, albo zabije i tak dalej, więc lepiej bezpiecznie jest dojechać na miejsce.
Dokładnie to samo taką polisę ubezpieczeniową robi nam witamina K2 dla witaminy D, więc to jest fajne, ale... To tłumaczy, dlaczego niektóre firmy suplementacyjne oferują samą witaminę D, albo kompleksy D3 plus K2, albo sam kompleks adek A, D, E i K2 w jednym. Więc tutaj można naprawdę to ustosunkować do tego, że każdy ktoś czegoś potrzebuje. I teraz pytanie, czego my konkretnie oczekujemy? Czy my na przykład chcemy sobie wziąć dwie kropelki, albo trzy, powiedzmy te dodatkowe dwa czy trzy tysiące jednostek międzynarodowych, witaminy D, bo i tak stosujemy jakiś kompleks adek, czy tam D3 z K2? ale nie podoba nam się ten stosunek i chcemy tej D3 jeszcze trochę więcej podkombinować, no różnie bywa. Natomiast myślę, że witamina D3 wymaga przede wszystkim takiego większego zaangażowania z naszej strony, żebyśmy chociaż chcieli poznać nasze stężenie.
To nie jest jakieś super drogie badanie. W większości przypadków za 40 zł. Można to zbadać w laboratorium, więc nie jest to jakiś wydatek, który nas zniecie z planszy i wiemy wtedy, jaki mamy poziom wejściowy. Czy to jest tam 23, czyli ten tak zwany poziom suboptymalny, czyli... no jest kijowo, ale stabilnie, nie? Czy mamy tak jak 90% populacji poniżej 20 jednostek? Pamiętam, że u mnie rekordzista miał 1. Być może to był Nosfera tu, nie wiem, ale po prostu tak niskiego poziomu witaminy D nie widziałem. Zdarzała się 6, 9, 15, ale żeby ktoś miał 1 nanogram, no to jeszcze się tego nie zdarzyło. No dobra, ale jak mówisz o takim poziomie 1, to no bo witaminy generalnie nam się kojarzą jeszcze cały czas z takim czymś, co wiemy, że jest potrzebne, Ale w sumie nas nie zabije.
Trochę mamy takie podejście do tego, że jest za mało, ale spoko. To nie nowotwór. Zastanawiam się, jakie są skutki uboczne tak niskiej witaminy D, czy w ogóle niskiej, ale to już skrajny przypadek. dramatyczne. I tutaj, wiesz co, zacznijmy od tego, że Kazimierz Funk, nasz polski ziomek, lata, lata temu, tworząc ogólnie tam opisówkę pod kątem witamin, powiedział, że witaminy to składniki o charakterze egzogennym, czyli nasz organizm nie jest w stanie ich wytworzyć, muszą być one dostarczone z zewnątrz. Z całym szacunkiem trochę Kazimierz Funk się pomylił, bo tutaj jest właśnie też rola mikrobiomu, czyli naszych żywych kultur bakterii, które są w stanie wytworzyć pewne ilości witamin. Z grupy B, jak na przykład tiamina, ryboflawina i tak dalej, witamina K... cobalamina, czyli witamina B12. Wiadomo, że to nie są takie ilości jak jakieś multiwitaminki w suplementach diety, ale jednak jest.
Natomiast Kazimierz Funkno nie miał prawa wtedy wiedzieć o takich rzeczach z mikrobiologii, trochę jakby czasy się nie zgadzały. Natomiast dążę do tego, że witaminy są egzogenne, czyli muszą być dostarczone z zewnątrz. Mało tego, bardzo wiele tych struktur witaminowych to jest taki klucz do zamka. No otworzysz drzwi do domu, jak nie masz klucza, no raczej nie do końca. I to tłumaczy, dlaczego wiele osób ma tak potężne zaburzenia swojego stanu zdrowia w momencie, gdy mają A-witaminozę, gdy mają ten niedobór składników witaminowych. I tutaj naprawdę bywały przypadki no bardzo takie spektykularne, czyli ktoś miał insulinoporność czy cukrzycę typu drugiego... Wyrównał witaminę D, bum, nagle jest wszystko w porządku. Ktoś miał depresję, wyrównał witaminę D3 i witaminy grupy B, a zwłaszcza B9, czyli foliany i B12, bum, nie ma depresji. Zresztą są takie fajne badania, pani profesor Hanny Karakły-Juchnowicz w towarzystwie z panią profesor Szachtą i tak dalej, gdzie okazało się, że wśród pacjentów z depresją wysoki poziom homocysteiny, który najczęściej oznacza nie tylko stany zapalne, ale przy potężny niedobór witamin grupy B, miało od 45 do 55% badanych.
Więc witamina B6 zwiększając gabę działa antydepresyjnie. Ale też bardzo ciekawe elementy, które odkryto jakiś czas temu, to właśnie witamina D, a depresja, magnez i witamina C. Słuchaj, wśród osób, którym u młodych chyba, napompowani chyba 300 czy 400 mg jonów magnezu, w ciągu dwóch tygodni kasowały depresję. Witamina C? Kortyzol? Depresja? Tak. Więc znowu, ja nie mówię, że odrzucicie leczenie i wypijcie soczek pomarańczowy. Wiesz, nie mówimy o osobach, które myślą o próbach samobójczych, nie? To myślę, że tu, wiesz, robię gwiazdkę, bo zaraz się jakby zdaję sobie z tego sprawę, że są sytuacje takie, które wymagają po prostu interwencji na tu, teraz, już, po prostu, lekarz, leki i tak dalej. psycholog i tak dalej. Tak, natomiast jeżeli to jest tak, że to jest po prostu coś, co my zauważamy, co się gdzieś tam trochę pogorszyło, no i mamy ten czas, o którym ty teraz wspomniałeś, no to pewnie jest to opcja, żeby wypróbować najpierw rzeczy, które są trochę mniej inwazyjne, wręcz potrzebne dla naszego organizmu, no niż farmakologia, która no wiadomo, że zawsze ma jakieś skutki ubaczne, to jakby to też z tym wszyscy pewnie mogą się zgodzić.
Zresztą no, wiele tematów, szczególnie w social mediach, znaczy inaczej, nawet nie wiem, czy istnieje jakiś temat... w social mediach, który by dzisiaj nie dzielił społeczeństwa. Właściwie to wszystko działa na takim ogromnym kontraście, no ale ta dietetyka, czy dieta od zawsze dzieliła, bardzo polaryzowała. Natomiast ten temat suplementów to jest ciekawe, bo wydawałoby się, że jednak mamy już jednak bardzo dużo badań, które przemawiają za chociażby suplementacją witaminy D, czy też innych witamin, a jednak są te dwa obozy, gdzie z jednej strony dietetycy mówią, że nie, że nie suplementować, że właściwie wszystko możemy tak naprawdę dostarczyć z odpowiedniej diety.
A jest druga strona kady, która mówi, że tak, jak najbardziej, ja nie mówię, że wszystko, ale żeby jednak suplementować. Z czego to wynika, że jest tak duży podział? Ponownie, albo ktoś się zna, albo się nie zna. I jeżeli ktoś się nie zna, a gada takie głupoty, to pewnie dlatego, że jego warsztat jest też słaby. Wiesz, ja teraz nie chcę stawiać się na piedestale, że jestem tam super fajny, natomiast ja zawsze jak przyjmuję pacjentów, to patrzę na ich wyniki badań krwi. To, że mam rozbudowany kwestionariusz żywieniowy, tam 12 stron w PDF-ie to jest jedno, bo ja muszę mieć ten pogląd. kiedy to się zaczęło, jaki problem, jakie są choroby w rodzinie, jaki jest styl życia pacjenta, żywienia itd., jak często zdarza mu się tam wypić alkohol, palić papierosy, jak często są warzywa, owoce w jego diecie itd., ale ja też patrzę na morfologię, na poziom hormonów tarczycy, na poziom właśnie cynku, magnezu, potasu, witaminy D itd., witamin grupy B, więc ja zawsze wiem, z czym się mierzę.
To są dwa produkty, nie? Tak naprawdę tylko dwa. Bo ja często też jak stoję w aptece i słucham pani farmaceutki, gdzie mówię, o to poproszę ten produkt. A ja przewracam oczami i mówię, kuźwa, to nie ten szczep, nie na to i absolutnie tu nie ma efektu terapeutycznego. No ale niestety, bardzo często wśród nawet lekarzy jest akcja, a jakikolwiek, wiesz, zapytasz się sama jako pacjentka, panie doktorze, jakiś probiotyk, no, no, no, można brać, a jaki, a jakikolwiek, to wszystko działa tak samo. Albo jakiekolwiek z apteki będzie okej, nie? To jest takie też częste. Ale generalnie to burzy jakby główną zasadę probiotykoterapii, czyli własności preparatów probiotycznych są szczepozależne. Czyli dany szczep robi coś. A, B, C, D, E, F, G i tak dalej. Więc lekarz mówiąc, że to jest wszystko na jedno i to samo, no tak naprawdę burzy podstawową zasadę probiotykoterapii. Więc mamy szczep albo LGG, to są takie produkty jak Dicoflor, Logica, Stabium, Liwaker, faktycznie z apteki, albo mogą być drożdże schachromycy z Blardii, CNC, MI745, czyli Enterol.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Surfshark. VPN odkryłam w momencie, kiedy zauważyłam, że ceny lotów różnią się w zależności od tego, skąd je wyszukuję.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„Surfshark. VPN odkryłam w momencie, kiedy zauważyłam, że ceny lotów różnią się w zależności od tego, skąd je wyszukuję."
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W tym odcinku rozmawiamy z Jakubem Mauriczem o realnym stanie zdrowia Polaków, systemowych błędach w podejściu do profilaktyki oraz o tym, dlaczego wyniki badań, suplementy i hasła „zdrowy styl życia” często nie dają realnej poprawy zdrowia.To rozmowa o medycynie, dietetyce i fizjologii człowieka, pokazana bez instagramowych skrótów i bez uproszczonych zaleceń.W rozmowie pojawiają się m.in.:– witamina D – dlaczego jest jednocześnie „świętym Graalem” suplementacji i jednym z najbardziej źle interpretowanych parametrów– suplementacja w ciemno – kiedy może pogorszyć stan zdrowia zamiast pomóc– tkanka tłuszczowa jako aktywny narząd, a nie tylko „problem estetyczny”– otyłość, stłuszczenie wątroby, insulinooporność – dlaczego to dziś problem milionów osób– cholesterol – czemu jego wysoki poziom bywa objawem, a nie przyczyną problemów– błędy lekarzy i systemu ochrony zdrowia – szybkie recepty zamiast szukania przyczyn– dlaczego pacjenci latami krążą między gabinetami, a ich stan się nie poprawia– interpretacja badań krwi – czemu pojedyncze wyniki wyrwane z kontekstu są bezwartościowe– rola stanu zapalnego i stylu życia, a nie jednego „złego składnika” w diecie– dlaczego problem nie leży w jednym produkcie, jednej witaminie ani jednej diecie