Mentionsy Mentionsy
Kolasinska Podcast
Kolasinska Podcast

Profesor Cichosz ma rację!

11.01.2026 ·1 godz 54 min · 1 rozdział · 1 sponsor

W tym odcinku rozmawiamy z Jakubem Mauriczem o realnym stanie zdrowia Polaków, systemowych błędach w podejściu do profilaktyki oraz o tym, dlaczego wyniki badań, suplementy i hasła „zdrowy styl życia” często nie dają realnej poprawy zdrowia.To rozmowa o medycynie, dietetyce i fizjologii człowieka, pokazana bez instagramowych skrótów i bez uproszczonych zaleceń.W rozmowie pojawiają się m.in.:– witamina D – dlaczego jest jednocześnie „świętym Graalem” suplementacji i jednym z najbardziej źle interpretowanych parametrów– suplementacja w ciemno – kiedy może pogorszyć stan zdrowia zamiast pomóc– tkanka tłuszczowa jako aktywny narząd, a nie tylko „problem estetyczny”– otyłość, stłuszczenie wątroby, insulinooporność – dlaczego to dziś problem milionów osób– cholesterol – czemu jego wysoki poziom bywa objawem, a nie przyczyną problemów– błędy lekarzy i systemu ochrony zdrowia – szybkie recepty zamiast szukania przyczyn– dlaczego pacjenci latami krążą między gabinetami, a ich stan się nie poprawia– interpretacja badań krwi – czemu pojedyncze wyniki wyrwane z kontekstu są bezwartościowe– rola stanu zapalnego i stylu życia, a nie jednego „złego składnika” w diecie– dlaczego problem nie leży w jednym produkcie, jednej witaminie ani jednej diecie

Ale o co w ogóle chodzi z tą insuliną? Wśród osób, które u młodych chyba, napompowani chyba 300 czy 400 mg jonów magnezu, w ciągu dwóch tygodni kasowały depresję. Też niestety przykry fakt, że bardzo często lekarze są zaimpegnowani na wiedzę. I to jest prawda, że mało jest lekarzy takich, którzy chcą współpracować. Czyli poczekaj, czyli zdjęcie okularów przeciwsłonecznych teoretycznie mogłoby zmienić kolor naszej opalizny? Tak, zmniejszyć ryzyko poparzenia w ten sposób. A przypominam, że w Polsce 42% zgonów to choroby serca. Wow. I to też tłumaczy, dlaczego w Polsce mamy obecnie 9 milionów stłuszczonych wątrób. Jakub, chciałam powiedzieć, że miło mi cię witać w rozmowach w dresie, ale rozmowy w dresie przekształciły się w kolasińska podcast, więc muszę się nauczyć przedstawiać swój podcast na nowo.

I przed trzema królami prawdopodobnie już te postanowienia pójdą w odstawkę. Dzieje się to z jednego prostego powodu. Nasz mózg, tak kolokwialnie mówiąc, jest takim wrednym, leniwym gnojem i robi wszystko tak, żeby zarobić, a się nie narobić. I to jest siła tak naprawdę mikronawyków. W kwestii ogólnie samych nawyków to jest taka ciekawostka, bo jest taka legenda miejska, że wystarczą trzy tygodnie, około tam 21 dni czy 26, aby wyrobić odpowiedni nawyk. Co ciekawe, nie ma na to dowodów naukowych. W sensie, one są naprawdę bardzo szeroko rozpięte i w badaniach, które były prowadzone pod tym kątem, okazało się, że u jednych osób wystarczy już 11 dni, aby wyrobić nawyk, ale zgadnij, jaka jest maksymalna ilość dni u pewnej grupy, aby ten nawyk wyrobić. Oj, to bym strzelała, że to może być naprawdę całkiem sporo. Nie chcę tu przestrzelić, ale powiedziałabym, że pewnie jest 90 dni.

Po prostu wszystkich tych wyrobów, gdzie cukier jest dodany, a nie występuje naturalnie, jak w daktylach, pomidorach czy w jakichś innych produktach. Natomiast potem cała sytuacja kilka lat temu się odwróciła. kiedy spożycie węglowodanów, w tym cukrów, spadało, a jednocześnie plaga insulinoporności, otyłości, nadwagi, stłuszczonej wątroby itd. cały czas idzie w górę. Dlaczego? Bo ludzie spożywają zbyt dużo kalorii. I finalnie, dla nas nie jest ważne to, czy my jemy więcej majonezu, czy cukierków. Chodzi o to, że po prostu jemy zbyt dużo kalorii. Tylko... Gdyby spojrzeć na to, gdzie te kalorie się znajdują, to zobacz, że tutaj mamy i wyroby kafeteryjne, czy jakieś pączki, drożdżówki, ciasteczka, tam ptysie, nie ptysie, wszystkie te produkty, plus słodzone napoje gazowane, soki, czy jakieś wody smakowe, czasami tworzone przez influencerów, co grają w Minecrafta i tak dalej. Ale czasami jest też kwestia tego, że jemy po prostu zbyt dużo fast foodów, czyli hot dog, co ma w sobie?

Jakiś sos majonezowy, tysiąca wysp tatarskich, niepotrzebny skreślić, bazą jest majonez, prawda? Jak mamy jakieś pizze, hot dogi, hamburgery czy pozostałe tego typu produkty, no to też mamy problem. Jak kupujemy kanapkę na stacji benzynowej, to też ona jest z majonezem, z jakąś tłustą wędliną, salami itd. Więc mamy zbyt dużo kalorii. Ale mimo wszystko, gdybyśmy weszli w ten system, gdzie po prostu jemy mniej tych produktów, jakie możemy zaliczyć do tej grupy, jako pączki, drożdżówki, ciastka itd. i mniej cukrów, byłoby super. I dopiero wtedy, kiedy poczujemy się zadomowieni w tym naszym nawyku... Idziemy po kolejny, czyli właśnie zwiększyć aktywność fizyczną. Niekoniecznie crossfit 5 razy w tygodniu, tylko wyjdźmy od prostej takiej zasady, że 3 razy w tygodniu 30 minut, bo tyle faktycznie też wskazują badania.

Żeby wzmocnić długowieczność, żeby ogólnie zrobić to koło zamachowe, rozpędzić koło zamachowe naszego metabolizmu, wystarczy 90 minut wysiłku w tygodniu. Ale tutaj też docieramy do takiej kuriozalnej sytuacji. Ja słuchaj, kiedy jeszcze regularnie prowadziłem konsultacje z takimi pacjentami, którzy po prostu chcieli poprawić swój stan zdrowia, samopoczucia i tak dalej, to oni mówili, że są aktywni fizycznie. A ja mówię, wiesz co, ale w kwestionariuszu nigdzie nie wyczytałem, czy to jest jakiś bieg, jogging, czy pływanie, czy jakaś tam jazda na rowerze i tak dalej. No nie, no ja robię 10 tysięcy kroków dziennie. A on wie, stary, czyli ty po prostu powiedzmy wtej i nazad wychodzisz z psem wokół komina? i to ci zajmuje 30 minut, i na pokaż te 8 tysięcy kroków plus te 2 tysiące kroków pracy, i ty uważasz siebie za osobę aktywną fizycznie? Ja mówię o takiej sensu stricte, jednostce, typu, że robię sobie jakieś treningi plometryczne, czyli z Lewandowską, z Chodakowską i tak dalej, z kimkolwiek, tak naprawdę niezależnie od tego, z kim sympatyzujesz, że bierzesz sobie TRX-a, czy jakiś inny system w podwieszeniu, bierzesz Huntle, Ketla...

czy robisz jakieś tam, nie wiem, no cokolwiek, ale robisz taką naprawdę żywą jednostkę treningową, gdzie jesteś w stanie się spocić i faktycznie możemy to nazwać wysiłkiem, a to, że ty chodzisz sobie dookoła gdzieś tam w czapce, no to bym nie powiedział, że ty jesteś super aktywny fizycznie, więc dotarliśmy niestety do takiego skrajnie siedzącego stylu życia, gdzie siedzimy w pracy, siedzimy za kółkiem naszego auta, że nam wydaje się, że dokonanie spaceru i kilku tysięcy kroków to jest wow, wyczyn, ja jestem super sportowcem, więc no ta aktywność fizyczna plus Sukier to jest taki jeden chyba z pierwszych nawyków, który bym uaktywnił w 2026. Ja myślę, że to jest, wiesz, ten świetny marketing, który ktoś kiedyś zrobił z tymi dziesięcioma tysiącami kroków, które równie dobrze mogłyby wynosić pewnie dziewięć tysięcy i jedenaście, ale dziesięć po prostu świetnie brzmi.

No i też cała masa, umówmy się, tych wszystkich urządzeń. które to świetnie wspierają. Ale poruszyłeś pierwszy kontrowersyjny temat, który ja chciałam poruszyć, bo myślę, że z jednej strony to jest temat, który jest już tak bardzo oczywisty i oklepany, a z drugiej strony dalej zupełnie niezrozumiany. Więc stawiając tezę trochę taką podchwytliwą... Jak to w końcu jest? Czy to liczą się tak naprawdę, jeżeli mówimy o odchudzaniu, kalorie czy ta insulina? Bo to jest ta pierwsza taka duża polaryzacja w świecie dietetyki, w której jedni twierdzą, że pod koniec dnia liczy się, ja nie mówię, że tylko, ale upraszczam teraz, pod koniec dnia liczy się to, ile zjadasz kalorii, a druga grupa mówi, że właściwie te kalorie nie mają tak wielkiego znaczenia, bo pod koniec dnia to się wszystko rozchodzi o insulinę.

Zanim przejdziemy dalej, szybka, ale ważna rzecz. To jest współpraca, ale jednocześnie coś, czego naprawdę używam. Surfshark. VPN odkryłam w momencie, kiedy zauważyłam, że ceny lotów różnią się w zależności od tego, skąd je wyszukuję. A wiecie, że latam dość często. Surfshark pozwala jednym kliknięciem zmienić lokalizację i zobaczyć te tańsze opcje, a dodatkowo daje mi największy spokój, kiedy pracuję w publicznym Wi-Fi, lotniska, hotele, kawiarnie. Takie sieci są najbardziej ryzykowne, a Surfshark szyfruje całe połączenie, więc nikt nie widzi, co robię. Uwielbiam to też, że jedno konto działa na nielimitowanej liczbie urządzeń. Mam podpięty telefon, laptop, iPad i jeszcze mój mąż może korzystać ze swojego.

8:56 · Surfshark 17

I oni już uważają siebie za ekspertów, Bo im się udało schudnąć 50 kilo, to znaczy, że ja teraz będę odchudzał wszystkich wedle mojej metody. Prawda jest taka, że tych systemów dietetycznych jest naprawdę miliard. I mamy dietę śródziemnomorską, mamy dietę niskowęglowodanowe, wysokowęglowodanowe, bardziej czy mniej przetworzone, dietę okinawską, czy też dietę samuraja, zwał jak zwał. Jest tego dużo, ale znowu badania pokazują, że diety działają, jeżeli są realizowane konsekwentnie. A znowu, ja mając prawie 20 lat doświadczenia w dietetyce, mogę powiedzieć, że najczęściej pacjenci uprawiają turystykę dietetyczną. Czyli przez miesiące, a niekiedy lata zaniedbywali swój organizm, bo palili papierosy, bo pili alkohol, bo jedli naprawdę rzeczy od przypadku, ale najczęściej bardzo smaczne i bardzo kaloryczne, a potem nagle stwierdzają, dobra, ja przechodzę na tydzień diety keto, bo wszyscy mówią, że keto jest super i oczekują ekspresowych rezultatów, że oni przez tydzień diety keto schudną nagle i po prostu będzie minus 15 kilo na wadze.

No jak nie ma przez tydzień tego rezultatu, o dziwo, to przechodzą sobie na drugą stronę barykady, czyli skoro nie dieta niskowęglowodanowa, to pewnie wysokie węglowodany, albo ten system if it fits you macros, czyli jedz jak chcesz, wygląda jak chcesz. No niestety tak to nie działa, że liczymy po prostu ilość kalorii i jesteśmy na deficycie, bo to byłyby wtedy słynne diety marsowe, budyniowe i tak dalej, lodowe, czyli jedz to, co ci się podoba, ale musisz... Tak, wymarzona dieta, ale musisz być na deficycie, czyli zjadać powiedzmy te 10% mniej niż wymaga twoje całkowite zapotrzebowanie energetyczne i będzie super. Tak to nie działa. Więc problem polega na tym, że trzeba policzyć i ilość i jakość tych kalorii. I tutaj bardzo prosty przykład. Zobacz, że takie 1600 czy 2000 kilokalorii, które my powinniśmy spożywać danego dnia, można spożyć w trzech...

w pięciu posiłkach, znowu w zależności od tego, kim jesteśmy i co chcemy zrobić, albo można pójść do słynnej firmy ze złotymi łukami i kupić sobie jakiegoś cheeseburgera, czy drwala, plus frytki, plus jakiś koktajl i w takim jednym posiłku masz ponad 2000 kilokalorii. A teraz pomyśl sobie, ile zrealizowałaś białka, tłuszczu, węglowodanów, błonnika, składników mikroodżywczych, takich jak składniki mineralne, czy witaminy, jakieś tam antyoksydanty. A jak to wygląda właśnie w takich trzech zbilansowanych posiłkach, które powiedzmy babcia by przyrządziła, nie? Czyli jakiś omlecik z warzywami, potem danie obiadowe i potem jakieś fajne danie kolacyjne. I tu kolejna kwestia, którą pewnie zahaczymy w naszej rozmowie, czyli słynny intermittent fasting, tak? Czyli post okresowy, a to, co nasza babcia by powiedziała, śniadanie, obiad i kolacja. I tak naprawdę może jest to stary produkt w nowym opakowaniu, ale jest to też bardzo skuteczne narzędzie.

I oczywiście jakieś bar kopytko i lodówkę wendingową. No oni niestety tą dietę mają bardzo na bakier i to zresztą wielokrotnie, chyba nawet na Pomorskim Uniwersytecie Medycznym chyba było sprawdzane właśnie jak żywią się lekarze. No to to jest tragedia. Jakby od razu ci mówię, że tam właśnie jest to dieta nieprebiotyczna, czyli jest ta małobłonnika, jest ta małobłodulca w formie białka, jest oczywiście dużo tych smakowitych produktów. I niestety ten styl życia doprowadza do tego, że no trudno jest im utrzymać optymalną masę ciała. Ale jako, że wiesz, lekarz zna się trochę na tej farmakoterapii, to sobie ktoś stwierdził, wbiję sobie taki zastrzyk i będzie fajnie. Nie będę miał głodu, będę miał superesja apetytu, będę chudł, słuchaj, petarda, nie? Jedna pani drugiej pani powiedziała, albo też jeden pan drugiemu panu i nagle mamy receptę. A to nie, czyli to nie wina Kim Kardashian. Nie tak do końca przynajmniej. Wiesz co, powiem Ci tak, troszeczkę jest też wina Kim Kardashian itd., bo zobacz akurat jaką super rzecz zrobił Cristiano Ronaldo parę lat temu, chyba a propos Euro, albo a propos innych mistrzostw świata w piłce nożnej, gdzie tą butelkę Coca-Coli.

Mimo, że Cola była sponsorem, on powiedział, słuchajcie, nie dawajcie dzieciom tego syfu, dajcie im wodę i nagle chyba 4 miliardy bodaj spadły akcje Coca-Coli, czyli Cristiano Ronaldo będąc po prostu sportowcem, oczywiście talenciakiem, ciężko pracującym gościem, który też bardzo dużo wkładów w tą dietę i suplementację zawsze dawał od siebie. to on tak naprawdę zrobił w parę sekund wypowiedzi coś, czego całe środowisko dietetyczne, suplementacyjne, trenerów i tak dalej, wszystkich po kolei nie byli w stanie zrobić przez lata. No więc tutaj myślę, że Kim Kardashian, którą obserwują pewnie miliony ludzi, dokładnie danych nie widziałem, bo akurat nie jestem fanboyem, ale umówmy się, że Kardashianowie... umieją w marketing, umieją w celi infuensji i tak dalej i bardzo dobrze to monetyzują, więc myślę, że ona też była jednym z takich głównych osób sprawczych, które doprowadziły do tego trendu.

Więc to jest taki przypotężny węzeł gordyjski, który trzeba umiejętnie po prostu rozsupłać. Ale niektórzy powiedzą, że dobra, żresz, to masz insulinoporność i tyle. No więc niestety z takimi osobami ja walczę od wielu lat i też jakiś czas temu miałem bardzo fajną rozmowę na moim kanale na YouTubie. z Aniką, która też, wiesz co, spotkaliśmy się przypadkiem. Zrobiłem taki bardzo mocno kontrowersyjny post, który notabene social media trochę ocenzurowały. Okładka tego postu była mocna, ale też tłumaczyła dalszą część postu, czyli jesteś otyły, bo tego chcesz. Jak się domyślasz w nurcie body positive i tak dalej, psychodietetyków, którzy głaszczą tych pacjentów i mówią super, że jesz teraz pięć pączków, a nie siedem. Zanim obejrzeli, to już się... Już się wszyscy wkurzyli. Natomiast chodziło o to generalnie, że oczywiście otyłość jest wielowymiarowym stanem chorobowym, który zresztą w ICD-11 ma ten kod E66, czyli oficjalnie to jest choroba.

Więc to jest ten problem, który chciałem poruszyć i oczywiście też była opcja taka, że zły wybór, lepszy wybór i tak dalej, jak to powinno być zrobione. Jak się domyślasz, do części merytorycznej nikt się nie przykleił, tylko było oczywiście stygmatyzowanie, jestem fat-shamerem, body-shamerem i tak dalej, i tak dalej. Więc... Ja nie jestem fanką tego trendu body positivity, bo wydaje mi się, że, ale to już na inną rozmowę, wydaje mi się, że to przybrało zupełnie inny kierunek niż tak naprawdę powinno, że być może koncepcja i zamysł był całkiem dobry, ale po pierwsze, wiesz, ja jestem po tej drugiej stronie barykady, gdzie mnie się hejtuje za to, że jestem za chuda i... I tej grupy już ten, to body positivity nie obejmuje, nie? W sensie to tylko obejmuje osoby, które mają nadwagę i otyłość, ale już z drugiej strony to już jest spoko, żeby kogoś krytykować.

Natomiast to, co powiedziałeś a propos tych wyborów i to może też będzie kontrowersyjne. że jak patrzysz na osoby, co tam nakładają sobie na śniadanie w hotelu, czy co kupują przy kasie, to niestety, ale to też i nie zawsze, ale bardzo często widać po rodzicach i dzieciach, że jednak... często jest tak, i ja to widzę na ulicach, że osoby, które mają nadwagę, a tak naprawdę pewnie już otyłość, to te dzieci niestety też już na tym etapie mają często nadwagę, co jednak świadczyłoby o pewnego rodzaju wyborach, które są w domu, a nie koniecznie w tym przykładzie, który idzie od góry. Jasne. Wiesz co, to jest ogólnie bardzo duży problem, bo umówmy się, że polskie dzieci jedzą śmieci i to jest dosłownie tytuł jednego z artykułów, które można znaleźć w internecie, kiedy popatrzysz na to, jak wygląda dieta polskich dzieci albo jak jedzą dzieci w Polsce.

Ja zresztą pamiętam, jak na początku swojej kariery, teraz jestem trochę bardziej wygładzony, ale byłem taki bardziej bezpośredni, to pamiętam, miałem kiedyś właśnie taką rozmowę chyba z nastolatkiem, on miał bodaj 14 czy 16 lat, no i właśnie, no ewidentnie otyły, nie? I mówi, no ja tam mam grube kości, ale właśnie, że dziadek jest taki, rodzice są tacy i tak dalej, że my to tak w rodzinie mamy grube kości. Ja sobie właśnie pomyślałem to samo, że mówię, dobra, no obwód nadgarstka to co innego, ale to ile masz w pasie, w biodrze i tak dalej, no to troszeczkę inna bajka. I zapytałem się, słuchaj, czy mają psa. No i mówi, że mają, że mają zwierza. On mówi, że mają psa. Mówię, czy mogę zobaczyć zdjęcie. No to jak się domyślasz, ten pies był tak spasiony, że on prawie, tak, on prawie potrzebowałby na deskorolce jeździć, bo mu się kręgosłup już załamywał. To był taki piesek niskopodwoziowy coś, ale jamnik.

Więc mówię, słuchaj, o ile rozumiem cię, że to może być jako członek rodziny, to umówmy się, że wspólnego genu on z wami nie ma. Czyli po prostu ten pies jest odbiciem lustrzanym tego, w jaki sposób wy się odżywiacie. No myślę, że w tych czasach to by średnio przeszedł taki przykład, to znowu byłby body shaming, quad shaming i tak dalej. Natomiast umówmy się, że otyłość to choroba i w Polsce mamy ogromny problem z tym. Właśnie przez promowanie, za przeproszeniem, gównianej żywności. Przez to, że influencerzy z milionowymi zasięgami zamiast zrobić coś fajnego, to promują właśnie jakieś lody, nie lody, jakieś tam napoje i tak dalej, gdzie jest to samo, co ogólnie jest dostępne na rynku, albo jeszcze gorzej, bo jest to właśnie jeszcze słodsze i tak dalej. A niestety przez to, że... Nie wiem jak to działa i ja jestem totalnie oporny na te trendy, ale czasami bywa tak, że milion czy dwa miliony takich puszek z energetykiem, z jakimś sokiem, napojem czy czymś tam wjeżdża do sklepów i w godzinie tego nie ma, bo dzieci się ustawiają w kolejce, żeby coś takiego wypić, bo jak nie masz, nie wiem, wojanka czy nie masz czegoś innego, to nie jesteś trendy, nie jesteś cool i w ogóle.

Dla mnie to jest absolutna masakra. Mało tego, ostatnio słyszałem, słuchaj, przykład, gdzie było dziecko świadome i powiedziało, tata, ja tego nie piję, ale ja to muszę mieć na półce, bo inne dzieci mają. Jeszcze pół biedy, nie? No, ale wiesz, ale sam fakt, że chęć posiadania tego, albo jak kiedyś było po lodach takiej znanej... Tak, no, to też ludzie sprzedawali papierki po lodach, nie? Bo to jest siła marketingu, ja muszę się z nimi tam, wiesz, zaprzyjaźnić, żeby zrozumieć tą koncepcję. Nie no, jakby śmieję się, ale dokładnie rozumiem, o co chodzi. Natomiast chciałabym jeszcze na chwilę wrócić, bo myślę, że to jest ważne, bo o tym się cały czas rozmawiamy też przed rozmową, przegadaliśmy ten fakt, że te tematy w ogóle wracają, albo właściwie może one nigdy nie odchodzą, tylko one są z nami cały czas.

Ale ta magiczna insulina, która tak jak powiedziałeś, to też nie jest zero-jedynkowe, czyli to też nie jest tak, że to są tylko i wyłącznie kalorie albo tylko i wyłącznie insulina i też pewnie to wszystko zależy od tego, z kim mamy do czynienia. Ale o co w ogóle chodzi z tą insuliną? W sensie, gdybyś miał to wytłumaczyć mi, jak takiemu, wiesz, dziesięcioletniemu dzieciakowi... Bo my słyszymy non-stop to słowo insulina, słyszymy non-stop tą insulinooporność, ale tak nie do końca wiemy o co chodzi i czasami mam wrażenie, że w ogóle też insulina i glukoza to gdzieś tam nam się miesza, właściwie myślimy, że to jest jedno i to samo, nie? Wiesz co, duży jest problem z tym, bo niestety nam nawet w podręcznikach, w biologii i tak dalej, cały czas tłumaczy się, że insulina jest hormonem, który zbija nam stężenie glukozy we krwi.

I taka jest prawda. Jest to jedna po prostu z jej ról, które odgrywa w naszym organizmie. Czyli jeżeli my zjemy posiłek typowo bogaty w węglowodany, czyli znowu to będą owoce, warzywa, to jeszcze nie byłby problem, ale najczęściej są to albo bulwy, albo zboża. I niestety najczęściej jest to pszenica oczyszczona. Czyli zamiast zjeść bułkę, grahamkę, albo chleb żytni na zakwasie, chleb orkiszowy, kaszę gryczaną, amarantus, komosę i tak dalej, czy właśnie jakieś bataty, no to my jemy bułkę, kajzerkę, wafelki i jakieś tam inne rzeczy. to nam rośnie poziom glukozy we krwi. I teraz, jeżeli my dostarczymy te węglowodany w jakiejkolwiek formie, to nam rośnie poziom glukozy we krwi. O, przedłużony, wysoki poziom glukozy we krwi nie jest fajny, no bo byśmy się czuli tragicznie. Zresztą, jak ktoś zna cukrzyka typu pierwszego, czyli tego, który jest insulinozależny, który musi sobie robić zastrzyki... to zapytajmy się go właśnie, jak się czuje na wysokim poziomie glukozy, rzędu tam 160, 180 itd.

No generalnie słabo. Więc my potrzebujemy insuliny, która właśnie ten poziom glukozy nam odprowadzi do tego bezpiecznego poziomu tzw. normoglikemii, czyli 80-90 mg, czyli tyle, ile mamy na czczo, jak jesteśmy po kilku godzinach niejedzenia. I po to my faktycznie potrzebujemy tej insuliny, żeby zbić poziom glukozy po posiłku. Ale... Mamy kilka problemów. Po drugie, nie uwzględnia się roli czegoś takiego jak glukagon. Czyli glukagon to jest też hormon wydzielany przez naszą trzustkę, ale o działaniu przeciwstawnym. Czyli mamy trzustkę, która wydziela insulinę, która obniża poziom glukozy i mamy glukagon, który tę glukozę podwyższa w momencie, gdy my przez kilka, kilkanaście godzin nie dostarczamy pokarmu. Czyli my mamy w naszej wątrobie magazyn glikogenu, czyli te węglowodany są przechowywane na później w naszej wątrobie, że gdyby był nieurodzaj, to nasza wątroba przez glikogenolizę, czyli rozpad tego glikogenu, ma Ci podciągnąć poziom glukozy we krwi.

I jest fajnie. Więc jak ktoś powie, musisz zjeść śniadanko i koniecznie to muszą być płatki reklamowane w telewizji, bo inaczej padniesz? No to trochę tak to nie działa, nie? My mamy około 60 do 100 gramów tego glikogenu w wątrobie, który ma po prostu być naszą taką rezerwą na czarną godzinę. Natomiast kłopot też polega na tym, że insulina jest ściśle związana z takim hormonem jak leptyna i rezystyna, ale do tego za chwilę. Więc obrazowo mówiąc, insulina to taki trochę nasz odkurzacz na glukozę. Jest dużo glukozy, włączam insulinę, wysysam ją z krwiobiegu i daję ją gdzieś. I tutaj właśnie pojawia się problem w postaci tej leptyny. Bo leptyna jest hormonem naszej sytości, ale też takim włącznikiem i wyłącznikiem dotyczącym tego, co dzieje się teraz w organizmie pod kątem dystrybucji tej energii. Czy ta energia pójdzie sobie do, powiedzmy, mięśni, do mózgu, do pozostałych narządów, które wymagają tego?

Czy ona niestety pójdzie sobie na zaśkę do tkanki tłuszczowej? I niestety, jak się domyślasz, u większości osób, które jedzą nie tylko za dużo, ale też zbyt często... firma generuje przychód, ale nie ma kosztów. No to od razu na lokatę długoterminową. Niestety tą lokatą długoterminową jest nasza tkanka tłuszczowa. Im więcej my mamy tkanki tłuszczowej, tym mamy większy opór na leptynę. Czyli nasze uczucie sytości bądź głodu jest zaburzone. I to tłumaczy, dlaczego osoby, które mają nadwagę, a potem otyłość, mają nie tylko insulinooporność, ale i leptynooporność w pakiecie. Czyli to są osoby, które generują taką samospełniającą się przepowiednię. Bo skoro Uprościmy na maksa. Czym jest insulinoporność? To możemy powiedzieć, że to jest przeenergetyzowanie naszych komórek. Czyli komórki dostają dużo więcej energii niż wymagają na tę chwilę.

Więc co się takiego robi? O tym niestety nie piszą w podręcznikach, że insulina jest też hormonem tucznym, dosłownie rozumianym. Jak mamy tucznik, taka świnka i tak dalej, to my się tuczymy przez insulinę. I ona też nakłania naszą wątrobę do zwiększonej syntezy trójglicerydów, czyli do zwiększonej produkcji tego tłuszczu w organizmie. I to też tłumaczy, dlaczego w Polsce mamy obecnie 9 milionów stłuszczonych wątrób, ale nie od tego, bo często, wiesz, 20-30 lat temu, jak przychodził facet, jeszcze najlepiej singiel, albo po rozwodzie, koło 40-50, i wychodzi na badaniu, że ma stłuszczoną wątrobę, to lekarz mówi, no wie pan, rozumiem, pijemy do lustra i tak dalej, i tak dalej. Tak jak kiedyś, jak mówiłaś, że masz wrzody żołądka, to też byłaś sznap z patriotą, nie? Teraz wiemy, że za 80% tych zapalnych stanów błony śluzowej żołądka jest odpowiedzialna bakteria pod nazwą Helicobacter pylori.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.