Mentionsy Mentionsy
Reportaż Radia Lublin
Reportaż Radia Lublin

Magda Grydniewska "O tym, jak lubelski ratusz budowano"

01.02.2026 ·36 min 10 s

Wydawało się, że o budynku lubelskiego ratusza wiadomo niemal wszystko. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że magistrat, który w obecnej formie powstał 200 lat temu w miejscu spalonego kościoła karmelitów, kryje jeszcze wiele tajemnic. Opowiemy między innymi o projektach, o tym, jak w umowach było zapisane, że nie można oszukiwać z materiałami, o tym, co robili cieśle zamiast budować gmach, a także o śladach po dawnych czasach, które nadal można odnaleźć - to wszystko w audycji Magdy Grydniewskiej "O tym, jak lubelski ratusz budowano".

Ono tak naprawdę zostało zniszczone w sposób całkowity. Ważne jest także, że w tym momencie było, w trakcie bombardowania w ratuszu znajdowało się bardzo wiele osób. To byli też uciekinierzy, którzy zamieszkali tymczasowo w samym budynku magistratu. To były też osoby, pracownicy, którzy przyszli, bo to tam wiele osób wspomina, że to był dzień wypłat. Więc dusza osób się kręciło, stąd znaczna liczba osób, które straciły życie właśnie w samym ratuszu. Podaje się, że przynajmniej 42 osoby. Jan Gilas, woźny, który zginął w trakcie bombardowania, ale Próbował właśnie wynieść z budynku tę bombę, która przebiła dach i dostała się do piwnicy.

W lipcu 1808 roku na licytacji gmachy te nabył lubelski kupiec, handlarz winem Franciszek Józef Stadler. Bardzo szybko Stadler sprzedał te gmachy, bo już 20 kwietnia 1809 roku zakupił je od niego Wincenty Wolf. I także Wincenty Wolf był właścicielem całej tej nieruchomości do sierpnia 1816 roku, kiedy to z kolei nabył te budynki Franciszek Raczkowski. Od niego z kolei kupiła te budynki jego była żona Marianna z Zarzeckich, która wyszła za mąż za Jana Antoniego Dobka. I małżeństwo Dobków, Jan Antoni Dobek i Marianna Zdarzeckich, w 1824 roku rozpoczęli negocjacje z skarbem państwa na temat sprzedaży tych gmachów.

W każdym razie mniejsze tu w tym momencie o właścicieli, istotniejsze rzeczy zadziały się właśnie w roku 1824. Bo wtedy książę-namiestnik Józef Zajączek będąc w Lublinie wyraził życzenie, tak to jest w źródłach opisane, aby te właśnie z walizka gmachów pokarmelickich zakupić i przekształcić na ratusz dla miasta Lublina. Wyceniono całe gmachy na 63 530 złotych i 12 groszy. Tej wyceny dokonali taksatorzy związani właśnie z Komisją Województwa Lubelskiego i z instytucjami rządowymi. Ta cena nie zadowoliła właścicieli. Jan Antoni Dobek bardzo wyraźnie argumentował, że po pierwsze taksatorzy przyjęli zbyt niskie i obrachunkowe wartości Łokcia Muru i nieprawidłowo jego zdaniem zinwentaryzowali obiekt, a co więcej zaznaczał, że gmachy w mieście wojewódzkim w najpiękniejszym oraz najcylniejszym miejscu są położone, a zatem cena powinna być większa.

Dyskusje trwały prawie dwa lata i ostatecznie dopiero w lutym 1826 roku doszło do zgody pomiędzy Janem Antonim Dobkiem a władzami wojewódzkimi, Komisją Województwa Lubelskiego. 21 marca 1826 roku Książe namiestnik zaakceptował tą wstępną umowę i ostatecznie 7 czerwca 1826 roku za 100 tysięcy złotych nabyto gmachy dla miasta Lublina. Nazywam się Edyta Dąbrowska-Majek, jestem pracownikiem Wydziału Organizacji Urzędu, na chwilę obecną administratorem budynku ratusza. Patrząc na historię tego budynku, dzieją się tutaj różne rzeczy. Strażnicy w nocy opowiadają, znaczy po dyżurach nocnych opowiadają, że nawet są duchy w tym budynku, bo czasem się jakieś drzwi otworzą albo zamkną, gdzie nikogo nie ma.

Jeden, ten najstarszy, opracował Jan Stąpf, budowniczy generalny Dróg i Mostów, a ostatni z tych projektów opracował Aleksander Groffe, również jeden z centralnych urzędników budowlanych ówczesnego Królestwa Polskiego. I ten projekt Aleksandra Groffe został zrealizowany. Czyli ten projekt, który widzimy dzisiaj, gdy widzimy ratusz. Budynku jednowierzowego z ryzalitem pośrodku, siedmioosiową fasadą. Zdecydowano się rozebrać część klasztoru i część kościoła. Rozebrano wschodni rząd kaplic, rozebrano dzwonnice. Ta struktura kościoła, można by powiedzieć tak obrazowo, trochę zniknęła w bryle nowego ratusza. I jakkolwiek może się ta bryła i wystrój elewacji wydawać stosunkowo spokojny, surowy,

To trzeba też zaznaczyć, że jest to bardzo harmonijny obiekt. Harmonijny dlatego, że jak wynika z analizy elewacji frontowej tego budynku, Aleksander Graffe posłużył się tutaj znanymi od starożytności zasadami komponowania budowli, przede wszystkim tzw. złotym podziałem. To jest taki podział odcinka, w którym część dłuższa ma się do krótszej w taki sposób, jak całość do tej części dłuższej. Jest to liczba niewymierna, mniej więcej około 1,618. I co ciekawe, nie było to wcale takie proste, dlatego że miał pewne elementy zastane. Fasada kościoła karmelickiego to jest obecna wschodnia część fasady ratusza, czyli od strony Bramy Krakowskiej. Natomiast mury zespołu klasztornego zachowały się właściwie w całej frontowej części ratusza.

To są na przykład te drugie drzwi, też z Judaszem, też z taką wajchą. Wiem, że za nimi są dodatkowe drzwi, ponieważ jest to pomieszczenie akurat dla niej niedostępne, bo jest podnajmowane innej instytucji. Po już ostatecznym uzgodnieniu tych projektów, w pierwszej połowie roku 1827 rozpoczęto przygotowania do licytacji, czyli jak to byśmy dziś powiedzieli przetargu na wykonanie robót budowlanych. Przeznaczono na to zadanie 106 tysięcy 59 złotych i 26,5 grosza.

Była to tak zwana licytacja in minus, czyli licytujący mieli po prostu podawać kwoty mniejsze. Licytacja się powiodła. Kontrakt został podpisany 4 czerwca 1827 roku przez Ignacego Lubowieckiego, który działał tutaj z upoważnienia Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji, a wykonawcami było konsorcjum trzech lubelskich entrepreneurów, jak to wówczas mówiono, czyli przedsiębiorców. Byli to starozakonni Nathan Morgenstern, Fischer Himmelfarb, I Nachim Altschuler. Całość prac miała kosztować 105 tysięcy 150 złotych i 27 groszy. W tym kontrakcie, można powiedzieć, nic się nie zmieniło. Znalazły się między innymi takie postanowienia, według których ci właśnie przedsiębiorcy mieli określone nie tylko terminy, ale też na przykład mieli określone jednoznacznie, jakich materiałów mają użyć.

Entreprenerowie obowiązują się dostarczać materiały nowe w dobrym gatunku, to jest drewno suche i zdrowe, wapno dobre w kamieniach, niezlasowane, cegłę dobrze wypaloną i miarę przepisami oznaczoną trzymającą, czyli również nie za mała ta cegła miała być, i tak dalej, i tak dalej. Czyli musiało się zdarzać wówczas, że... Oczywiście, że się zdarzało. I w tej fabryce, jak to wówczas określano, też się tak zdarzało. Jakub Hempel, który jako budowniczy wojewódzki miał między innymi w ramach swoich obowiązków też nadzór nad jakością materiałów budowlanych, cały czas zwracał uwagę na to, że nie do końca jest tak, jak być powinno.

Co więcej, też domagał się, ażeby Urząd Municipalny dyscyplinował wykonawców, na przykład miał tego rodzaju uwagi, że Cieśle, Łukasz Olsza i Zabłocki bałamucili po szynkach zamiast pracować przy ratuszu. I niżej już nie ma zejścia. Jeszcze tu jest chyba... Tu jest korytarz. Jeszcze tu będzie niżej o jeden stopień. O, proszę bardzo, tu już nie ma desek. Te stare drzwi. Ja sama się zawsze zastanawiałam, dlaczego tu są takie stalowe drzwi. Być może w czasach odbudowy, ta zimna wojna albo cokolwiek, to być może to było po prostu, tak jak teraz są schrony, tak te najróżniejsze. Albo w trakcie wojny, bo tutaj w ratuszu siedzieli też Niemcy.

Nie znam roku wstawienia tych stalowych drzwi. Są takie trzy sztuki tutaj na poziomie piwnicy. Z Judaszem. Można zajrzeć. Mamy w ratuszu kilka różnych elementów powojennego wystroju, które są też cenne. Tu przede wszystkim takim elementem najcenniejszym, jeśli chodzi o właśnie ten okres powojenny, jest wystrój korytarzy i klatek schodowych. A są też różnego rodzaju drobne smaczki, takie jak na przykład metalowe drzwi, piwnicy, które są drzwiami do niewielkiego schronu, z którego jest wyjście korytarzykiem w kierunku dziedzińca, ale też drzwi z okresu okupacji na pierwszym piętrze z tej samej firmy, która takie właśnie drzwi metalowe budowała, wykonywała do krematorium na Majdanku, berlińskiej firmy.

I wiele, wiele innych drobnych, mniej lub bardziej, ale też ciekawych elementów, takich jak na przykład malowidła, które są z 67 roku na drugiej kondygnacji ratusza namalowane przez Eugeniusza Kwerko w sali 24 na korytarzu, przedstawiające Lublin w momencie 650-lecia lokacji, bo taka była właśnie okazja. Tak, jesteśmy na poziomie minus jeden. Tu jest barek. On jest czynny w dniach sesji Rady Miasta, a czasem te debaty są długie. Każdy może skorzystać z tego barku, który tutaj jest tego dnia. I mamy też tutaj takie zaplecze organizacyjne. Tutaj mamy jeszcze takie pomieszczenie, gdzie może to być zaskakujące, ale szkolą się urzędnicy i tu jest sala komputerowa.

No więc to jest taki przykład, jak te funkcje się przeplatają No i co tu dużo mówić, były też takie sytuacje, tak jak i dzisiaj, kiedy to w projekcie i przy zamówieniu publicznym tym pierwotnym pewne rzeczy przegapiono. W projekcie i w licytacji ominięto wystawienie kloak, czyli toalet. Trzeba je było doprojektować, trzeba było zrobić kolejną licytację, uzupełniające zamówienia, jak to byśmy dzisiaj W sprawie zamówień publicznych powiedzieli, żeby te kloaki domontować. Na przykład na początku 1828 roku generał Lubowiecki, prezes Komisji Województwa Lubelskiego, zdał sobie sprawę, że w projekcie nie utworzono w ratuszu większych sal na użytek spotkań politycznych, jak to było określone.

Więc to jest tak. Tutaj jest takie pomieszczenie towarzyszące i też o tej otwartości wobec mieszkańców i pomocy też mieszkańców, w tym przypadku to dosłownie, no to warto podkreślić współpracę z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, który tutaj, jak widać, co miesiąc przyjeżdża i nieodpłatnie doradza mieszkańcom. Zawsze tutaj się ustawiają spore kolejki do Wejście do ratusza, to główne wejście, nie znajdowało się tak jak dzisiaj na Osiportyku. Ono się znajdowało w bocznej osi portyku od strony Kościoła Świętego Ducha.

Miały w tym obszarze się znajdować. Część takich pomieszczeń służyła też jako pomieszczenia sklepów, które po prostu były wynajmowane. Niestety ratusz ze względu na zniszczenia z okresu II wojny światowej, wewnątrz nie zachował zbyt wiele detalu architektonicznego. Chociaż zachowały się nawet takie drobne elementy, jak fragmenty kapitali, plastrów w sali na drugim piętrze, w tak zwanej sali 24. To jest świadek kościoła, tego, który tutaj kiedyś stał w tym miejscu. Został w murze fragment ozdobny, element ozdobny, który był elementem kościoła. Więc to, co można powiedzieć, że po wojnie ściany drugiego piętra częściowo się na pewno zachowały, pomimo tego już były zbombardowane.

Tutaj widać też, że żadnych szans na przeżycie lub niewielkie szanse na przeżycie miały osoby, które znajdowały się w tym czasie w tym skrzydle. To jest już lipiec 1944 roku. Wtedy budynek doszczętnie spłonął od ostrzału artyleryjskiego. Została skorupa, a wnętrze się wypaliło. Później Ignacy Kędzierski, który od kwietnia 1948 roku nadzorował odbudowę ratusza, bo on też ją przygotował, projekt architektoniczny. Przyjął, że pozostawiamy tą zewnętrzną strukturę ratusza, odbudowujemy tak, jak zaprojektował to w XIX wieku Goffe i w tym momencie zostawiono klasycystyczną bryłę, odbudowano portyk wejściowy, natomiast zupełnie przebudowano i dostosowano już do potrzeb współczesności wnętrza ratusza.

W dokumentach dotyczących odbudowy jest mowa o tym, że zarówno projektanci, jak i ówczesny konserwator wojewódzki pan Knotę, wszyscy wskazywali na to, że o ile wnętrza można przekształcić, o tyle architektura zewnętrzna ratusza ma zostać zachowana lub zrekonstruowana dokładnie w takim kształcie, w jakim była przed wojną. Tak się stało, Ignacy Kędzierski, jeśli chodzi o zewnętrzną formę ratusza, od strony zwłaszcza krakowskiego przedmieścia, wprowadził tylko jedną zmianę, a mianowicie poszerzył schody przy portyku. Portyk musiał zrekonstruować, on był zniszczony całkowicie. Podobnie zrekonstruował wieżę, zrekonstruowano więźbę dachową, zrobiono tę więźbę stalową. Natomiast architektura sama w sobie jest po prostu kontynuacją tej architektury, która była wcześniej.

Ale czekamy też na inne rozwiązania. A właśnie jest dostęp dla niepełnosprawnych na pierwsze piętro. Już nie ma na razie. Ale tak jak Pani Edyta powiedziała, pracujemy nad tą dostępnością. Proszę zobaczyć te tabliki Braille'a, które się pojawiły kilka miesięcy temu. To też warto te małe kroki takiej pozytywistycznej pracy wykonać. Piękną rzeźbę. I nie mogę się powstrzymać, żeby nią nie zakręcić. Zawsze jak chodzę na górę, to kręcę tą wieżą. Poemat o mieście Lublinie. Autor Cieślak. Tutaj wchodzimy do kwestii reprezentacyjnych też w znaczeniu władz miasta. Będziemy mieli po prawej stronie kabinet pana prezydenta i tutaj przewodniczący rady.

I do dzisiaj, można by powiedzieć, ten brak również daje się we znaki z punktu widzenia funkcjonowania tego obiektu, ponieważ ratusz jest stosunkowo mały, jeśli chodzi o potrzeby urzędu. I w moim przekonaniu faktycznie dobrym pomysłem byłoby, jeżeli dałoby się to Zrobić przywrócenie tylnych skrzydeł ratusza, odbudowanie ich w formie zewnętrznej takiej, jak to wyglądało w czasach Aleksandra Groffe. Oczywiście z nieco już inaczej stworzonym układem przestrzennym wnętrza. Dla mnie osobiście jednak miejsce pracy, miejsce odpowiedzialności, miejsce, które wymaga absolutnie poważnego podejścia do rzeczywistości, bo tutaj współodpowiadamy za to, co dzieje się na terenie całego miasta, więc pomimo piękna, pomimo tych odczuć, to jednak powaga sytuacji.

Pokazano wszystkie 19 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.