Rekonstrukcja rządu, dekonstrukcja koalicji | Nasłuch
W dzisiejszym odcinku Joanna Sawicka i Andrzej Bobiński dyskutują o odroczonej rekonstrukcji rządu, o kolejnych rundach rozmów oraz o oczekiwaniach i żądaniach partii koalicyjnych. Zastanawiają się, jak rekonstrukcja będzie wyglądać od strony strukturalnej, czyli które ministerstwa znikną i personalnej, czyli którzy ministrowie stracą posady. I czy całe przedsięwzięci poprawi notowania rządu Donalda Tuska. Zapraszamy!
Więc wydarzenie było planowane, ale jest też rządowi Tuskowi potrzebne. Wybory prezydenckie zostały przez reprezentanta Koalicji Obywatelskiej przegrane, obóz władzy jest w zdecydowanej defensywie i bardzo, bardzo potrzebuje nowego otwarcia. I ta rekonstrukcja ma być nowym otwarciem, ma pokazać, że ten rząd ma jeszcze coś do zaoferowania, że będzie potrafił rządzić, przeprowadzać kluczowe ustawy. Rozumiem, że Donald Tusk będzie chciał też pokazać, jakie są cele rządzenia na najbliższe dwa lata w tej trudnej sytuacji politycznej, w której prezydent będzie przeciwnikiem rządu. Myślę, że premier robiąc tę rekonstrukcję postawił sobie kilka celów. Pierwszym z nich jest usprawnienie działań, skumulowanie władzy w kluczowych ośrodkach, przekazanie jej do osób, którym ufa, którzy są sprawni i sprawczy, po to, żeby w tych najważniejszych ośrodkach rzeczywiście móc...
Teraz prawdopodobnie większość z tych najważniejszych dla energetyki spraw... znajdzie się w jednym resorcie. Więc to usprawnienie władzy, żeby wreszcie zaczęła dowozić w najważniejszych obszarach jest pierwszym najważniejszym celem. Drugim celem jest po prostu odchudzenie rządu. Rząd w tym momencie ma 26 ministrów plus premiera. Ma około setki wiceministrów. Był tworzony na prędce, szybko, w trudnej sytuacji, w której cztery duże partie próbowały się ze sobą dogadać. A premier Tusk dał im w sumie chyba zaskakująco dużo pola. Pozwolił, żeby każdy z koalicjantów wprowadził co najmniej jednego, a czasami dwóch, a czasami trzech przedstawicieli swojej partii do każdego resortu. I efektem jest to, że ten rząd jest bardzo, bardzo duży. Ale efektem tego też jest to, że w każdym ministerstwie mamy ministra i jakichś kluczowych wiceministrów.
Często to są po prostu osoby z tej samej partii, którzy pełnią najważniejsze funkcje. oraz tych wiceministrów mniej ważnych, z mniejszymi kompetencjami i którzy mają mniejszy dostęp do ucha ministra i którzy po prostu odgrywają mniejszą rolę i można by pewnie w każdym ministerstwie czy w większości znaleźć takich, których dymisje nie zmienią bardzo wiele w pracy danych resortów. Trzeci cel, który myślę, że Donald Tusk chciał zrealizować tą rekonstrukcją, to było ukrócenie władzy koalicjantów. Większa kumulacja władzy właśnie w obozie Koalicji Obywatelskiej i przeformułowanie rządów w ten sposób, żeby dać mniej przestrzeni koalicjantom, których spory, emocje, kłótnie blokowały wprowadzanie wielu ustaw do tej pory. Myślę, że póki co, jak obserwujemy te negocjacje między liderami koalicji, to wiele wskazuje na to, że to się premierowi nie uda, ale myślę, że ten cel musiał mu przyświecać od początku.
Znaczy wydaje mi się, że tak naprawdę z perspektywy Donalda Duska są dwa makrocele. Jeden i to się rymuje z tym twoim ukróceniem władzy koalicjantów, to jest po prostu korekta powyborcza, co znaczy, że jednak ten rząd był tworzony w sytuacji, w której były zupełnie inne sondaże i bardzo dużo ważyły kluby i liczba posłów każdego z koalicjantów. Teraz mieliśmy maraton kolejnych wyborów, mieliśmy pewne urealnienie siły polityczno-wyborczej dzięki wyborom prezydenckim. No i w tym momencie Donald Tusk mówi, słuchajcie, no spójrzmy jaka jest teraz sytuacja. Jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż byliśmy w 23 roku, kiedy siadaliśmy do uporządkowania i wymyślenia tej koalicji. Więc to jest ta korekta, w którą Tusk wierzy i uważa, że jest potrzebna i uważa, że jest... Prawdopodobnie też jakoś tam sprawiedliwa, z czym prawdopodobnie koalicjanci się nie do końca zgadzają.
Ale drugi taki makro cel, o którym sobie myślę, jak słucham tego, co mówisz, no to to jest zasadniczo w ogóle przestawienie trochę myślenia o tym, po co jest ten rząd. Jeżeli cofniemy się do 23 roku, to Donald Tusk mówił rozliczymy, uporządkujemy, pojednamy. I wydaje mi się, że możemy sobie powiedzieć, tak jak tu teraz siedzimy, że... Z tym rozliczeniem to nie poszło jakoś świetnie i prawdopodobnie dużo lepiej nie będzie. Z tą naprawą, patrząc na przykład na wymiar sprawiedliwości i na wszystkie kwestie związane z praworządnością, też jakoś za dobrze już nie będzie i że to jest też ta korekta po wyborach prezydenckich, kiedy wiemy, że jednak inaczej trzeba zdefiniować cele, bo te są tak naprawdę chyba nierealne i nieosiągalne. No i wreszcie pojednamy. Nie wydaje mi się, żeby celem Donalda Tuska w najbliższym czasie było pojednanie.
Jest to jakiś element tej opowieści rozwojowej, ale wydaje mi się, że jednak nie zamyka tematu i nie do końca jest wystarczający dla wyborców. A szczególnie jest niewystarczający, żeby dokonać, i to jest ten trzeci taki makro wielki cel, no to jest reset, tak? Żeby dokonać tego resetu, żeby zmienić atmosferę, żeby pokazać, że ten rząd czegoś chce i oczekuje. To są te cele. To może spójrzmy na to, czy koalicjanci tak samo patrzą na te cele, no bo koalicjanci chyba trochę są w innym miejscu i mają inną wrażliwość, inne potrzeby. I widzą też zagrożenia w tym myśleniu Donalda Tuska, bo tak naprawdę jeszcze bym dorzucił, strasznie dużo tych makroceli mi wjechało, ale czwarty makrocel, czyli moim zdaniem już przygotowanie się pod wybory i to o czym ty mówisz, to znaczy to ukrócenie władzy koalicjantów, moim zdaniem docelowo też służy temu, żeby doprowadzić do jakiejś formy jednej listy,
w wyborach parlamentarnych, to znaczy wciągnięcie dużej części PSL-u i prawdopodobnie dużej części Polski 2050, może części lewicy na jedną listę, na czele której stanie Donald Tusk albo osoba przez niego wskazana. Więc myślę, że to też jest trochę ta rekonstrukcja w tyle głowy koalicjantów i w tyle głowy Tuska służy trochę temu, żeby ustawić rząd już pod wybory i też ustawić tę scenę partyjną pod stworzenie jednej listy. Tak, no i tutaj widzę dwie takie optyki, dwa momenty. Jeden, w którym cele koalicjantów i Tuska się spotykają i to jest to usprawnienie i doprowadzenie do tego, żeby ten rząd zaczął dowozić, bo jeżeli oni nie zaczną dowozić, to straci na pewno Donald Tusk, ale stracą po prostu wszyscy i to już będzie oczywiste, że będą musieli się pożegnać z władzą, ale zostaną też zapamiętani jako ci, którzy nie byli w stanie wprowadzać proponowanych przez siebie obietnic czy ustaw.
Ale patrząc z drugiej strony, to cele koalicjantów z celami Tuska się znacząco rozchodzą, bo oni walczą o swoje przetrwanie, walczą o swój elektorat, walczą o swoją tożsamość, żeby być właśnie osobnymi bytami, osobnymi partiami. To jest dla nich kluczowe, zresztą to jest pewnie cecha wspólna wielu liderów partyjnych, niezależnie od... strony politycznej, że partia jest na pierwszym miejscu, a potem wszystko inne, bo ta partia jest tym narzędziem, które daje im jakąkolwiek ścieżkę do jakiejkolwiek władzy i oni o te partie muszą dbać i w dodatku konkurują ze sobą o bardzo podobny elektorat. Starają się zaznaczać odrębno i starają się zaznaczać to, jak są różni, więc wchodzą między sobą w konflikty. ale właśnie mają podobnych wyborców i to sprawia, że tak strasznie trudno jest im się dogadać i tak strasznie trudno jest znaleźć moment współpracy, bo jak tylko którykolwiek z nich znajduje moment, w którym mogą się odróżnić, to widzi to jako tę szansę, żeby właśnie zarobić sobie kilka mikropunktów w sondażach.
I wydaje mi się, że to jest kluczowy i nie wiem, czy nie najważniejszy moment naszej rozmowy, bo mam wrażenie, że to jest taka dosyć oczywista prawda, która umyka bardzo wielu obserwatorom, ale też wyborcom. To znaczy, tu jest ten zasadniczy konflikt, ta zasadnicza rozbieżność, gdzie patrząc na to z boku i bez emocji, bez sympatii, trzeba zrozumieć obie strony. Znaczy, z perspektywy Donalda Tuska nadrzędna jest rzeczywiście praca rządu i to, żeby ten rząd dowoził i to, żeby ten rząd... pracował jak jedna pięść, a z perspektywy koalicjantów, z perspektywy mniejszych partii najważniejsza jest ich tożsamość, jest ich podmiotowość i różne dziwne ruchy na przykład Szymona Hołowni, które możemy różnie oceniać i którym chętnie bym poświęcił parę minut za chwilę. Ale zasadniczo temu służą, żeby pokazać, że Szymon Hołownia nie jest Donaldem Tuskiem, że jego posłowie nie są posłami koalicji obywatelskiej, że jego wyborcy mają inną wrażliwość i inne spojrzenie.
Czy tak naprawdę jest, ilu tych wyborców zostało, ilu tych posłów zostanie, to jest inna rozmowa. Ale ja tak rozumiem, więc dla mnie, czy różne ruchy, które możemy różnie postrzegać, czy lewicy, czy Szymona Hołowni... Z jednej strony wygląda jak szaleństwo, kłótliwość i szukanie sfery i jakichś problemów, ale z drugiej strony oczywistym dla mnie jest, że te partie i ci liderzy i ci politycy starają się odróżnić, starają się pokazać, że oni też mają coś do zaoferowania i to jest coś trochę, albo nawet może bardzo innego od tego, co ma do zaoferowania swoim wyborcom Donald Tusk. Tak, i w tej rekonstrukcji, oprócz tego, że każdy z nich chciał obronić swoje mniejsze lub większe księstwa w tym rządzie, obszary władzy i choć wydawało się, że wszyscy zgadzają się na to odchudzenie, ale pod warunkiem, że żaden z nich nie straci więcej niż każdy inny,
No niekoniecznie dobrze dogadująca się z Donaldem Tuskiem, ale myślę, że jej skuteczność była tym najjaśniejszym punktem, jeżeli chodzi o obecność Polski 2050 w rządzie. Partia od miesięcy zabiegała też o to, żeby na stanowisku swoim pozostała Paulina Henik-Kloska, która wiele się przysłużyła dla tej partii. Ostatnio chyba jednak straciła pozycję polityczną, ale myślę, że na pierwszym miejscu. W tym miejscu partia walczyła o pozostanie w funkcji Katarzyny Pełczyńskiej na łącz, na drugim miejscu Pauliny Henik-Kloski. Natomiast szybko chyba dosyć się pogodziła z tym, że funkcję straci ważna też polityczka Polski 2050 Adriana Porowska, ale właśnie ta ministerka Bezteki, a tutaj wiadomo, że wszyscy raczej ministrowie Bezteki zostaną zdymisjonowani.
Opowiedzieliśmy sobie o tych celach, opowiedzieliśmy sobie dlaczego Donald Tusk chce tej rekonstrukcji i jak zamierza ją przeprowadzić, opowiedzieliśmy sobie jakie są czerwone linie koalicjantów i dlaczego oni niekoniecznie się zgadzają na wszystkie pomysły i kierunki, które wyznacza Donald Tusk. byśmy sobie opowiedzieli, co naszym zdaniem wydarzy się 22 lipca, bo tuż przed nagraniem dowiedzieliśmy się, że jednak rekonstrukcja nie będzie 15 lipca, tylko 22 lipca i jak ta rekonstrukcja koniec końców wedle naszej najlepszej wiedzy dziś będzie wyglądała. Na pierwszych spotkaniach liderzy koalicji dyskutowali przede wszystkim o sprawach strukturalnych, ale też przeszli ostatnio do spraw bardziej personalnych, więc zacznę też ja od spraw strukturalnych, tego jak się zmieni układ ministerstw.
Natomiast to, co wiemy chyba z dosyć dużą dozą pewności, to, że to byłby rzeczywiście resort, na czele którego stanąłby Domański, który możliwe, że zostanie wicepremierem, choć tego też nie wiemy na 100%, i on by zarządzał de facto polityką rozwojową i gospodarczą rządu, wyznaczyłby te kierunki i trochę miałby być takim przyboczym Donalda Tuska, który właśnie jest elementem tego przestawiania, myślenia o tym, po co jest ten rząd i czemu on ma służyć i jak on ma zmienić nasze życie. Tak, więc mamy ten jeden duży resort. Druga taka większa zmiana to jest powstanie Ministerstwa Energii, chociaż nie wiem, czy ono tak właśnie się będzie nazywać. Natomiast będzie to resort, który skupi różne kompetencje energetyczne w jednym miejscu, które są teraz rozproszone i które dla sprawnego zarządzania wymagają konsolidacji.
Rozumiem, że dzięki tym zmianom możemy się spodziewać i też dzięki dymisjom wielu wiceministrów, co tutaj nie będziemy wchodzić, ale też spodziewamy się, że sporo wiceministrów jednak straci pracę. Prawdopodobnie ten rząd zostanie odchudzony na tych najwyższych stanowiskach o, dzisiaj mówi się o 20%, może nawet to będzie jakieś bardziej 23%, a może będzie 18%, to chyba nie jest w tym momencie najważniejsze. Natomiast ja bym się jeszcze spodziewał czegoś niespodziewanego, to znaczy doświadczenie uczy, że w takich sytuacjach rekonstrukcyjnych rzadko jest tak, żebyśmy wszystko wiedzieli. Donald Tusk lubi dokonać jakiejś zmiany, jakiejś roszady, wprowadzić jakiegoś nowego polityka, jakiegoś polityka utrącić. I spodziewałbym się jednak, że tego 22 lipca dowiemy się czegoś zaskakującego, a tu decyzja prawdopodobnie zapadnie wieczór wcześniej, jak to drzewiej bywało.
Tak sobie myślę i zupełnie tutaj spekuluję i kompletnie wymyśliłem to teraz na prędce, ale jest ten cały obszar Ten kosmiczny, o którym dużo rozmawialiśmy, jest Sławosz Uznański-Wiśniewski, który poleciał w kosmos, a jest to temat, którym rząd miał się zajmować. Jest to jakiś nowy, nowoczesny, ciekawy obszar gospodarki, więc może tu jest jakaś przestrzeń do zrobienia czegoś nowego. Nie chcę tutaj wymieniać żadnych imion ani nazwisk. ale spodziewałbym się, że coś musi być, jakaś taka wisienka na tym torcie rekonstrukcyjnym, coś, co nas jakoś tam zaskoczy, więc rzucam jako jeden z pomysłów, które sobie tutaj teraz wymyśliłem. Nie wiem, czy ty masz jakiś taki szalony pomysł. Zgadzam się z tym, że ta nowa twarz jakaś musi wejść do rządu. Zgadzam się z tym, że Donald Tusk będzie chciał zrobić jakąś niespodziankę, zwłaszcza patrząc na to, jak dużo jest przecieków z tych rozmów.
Jest ambitna, dobrze pracuje w Ministerstwie Rodziny, gdzie już ma tak naprawdę za sobą dowieziony ten najważniejszy projekt u niej, czyli Babciowe. Jest taką jasną twarzą Platformy Obywatelskiej, która mogłaby tak wizerunkowo coś w tym rządzie zmienić, natomiast to jest jakiś taki mój luźny pomysł, nie słyszałam o tym i nie mam też wiedzy, gdzie ona mogłaby pójść, ale spodziewam się jakiegoś tego typu ruchu 22 lipca. No dobrze, Jan, no to na koniec pytanie ze 100 punktów. Ta rekonstrukcja, jeżeli się powiedzie, jeżeli mniej więcej będzie tak wyglądała, tak jak sobie rozmawiamy, może nie jest to 10 na 10, ale z perspektywy rządzących powiedzmy jest to jakieś takie 7 na 10. Pytanie tak naprawdę brzmi, czy to coś zmienia. To znaczy, czy patrząc na to, w jakim stanie w tym momencie jest koalicja, Platforma Obywatelska, premier Donald Tusk, czy te zmiany, czy ten reset rzeczywiście może doprowadzić do tego,
Czy to jest możliwe? Czy tak będzie? Czy taki jest plan? Nie wiemy, ale z mojej perspektywy tak naprawdę, jeżeli patrzę na te trzy scenariusze, no to jeden to jest koniec, drugi to jest zrobienie teraz wielkiego przewartościowania wszystkiego. Myślę, że to jest nierealne. Na trzeci najbardziej sensowny i ten, który rozumiem, że on idzie, to jest uporządkowanie i ewentualnie przygotowanie się do następnego kroku. Zgadzam się, myślałam sobie, że być może takim krokiem właśnie na rok przed wyborami mogłoby być stworzenie rządu mniejszościowego, wyrzucenie tych koalicjantów, którzy nie chcą współpracować, stworzenie jakiegoś atrakcyjnego rządu już zbudowanego z ludzi popularnych, ale też wskazanych przez Donalda Tuska, który proponowałby rozwiązania, które koalicjanci obecni pewnie i tak musieliby popierać, ale już... może trochę z zewnątrz i to może byłaby taka jakaś realna zmiana, odwrócenie tej trudnej sytuacji, trudnej współpracy koalicji, pokazanie jakiejś świeżości, nowości, sprawczości.
Pokazano wszystkie 17 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.