Rekonstrukcja rządu, dekonstrukcja koalicji | Nasłuch
W dzisiejszym odcinku Joanna Sawicka i Andrzej Bobiński dyskutują o odroczonej rekonstrukcji rządu, o kolejnych rundach rozmów oraz o oczekiwaniach i żądaniach partii koalicyjnych. Zastanawiają się, jak rekonstrukcja będzie wyglądać od strony strukturalnej, czyli które ministerstwa znikną i personalnej, czyli którzy ministrowie stracą posady. I czy całe przedsięwzięci poprawi notowania rządu Donalda Tuska. Zapraszamy!
Dzień dobry. Słuchacie państwo podcastu Polityki Insight Nasłuch. W naszej audycji rozmawiamy o polskiej polityce, partyjnych rozgrywkach, korytarzowych intrygach i bohaterach zbiorowej wyobraźni, jak i gwiazdach jednego sezonu. Ja nazywam się Andrzej Bobiński, jestem dyrektorem zarządzającym Polityki Insight i zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka i sprawdzenia strony internetowej politykainsight.pl. Tymczasem słuchajcie, obserwujcie, komentujcie. Jest środa 9 lipca. Są wakacje, a nas miało nie być. Ale wydarzenia nie pozostawiły nam wyboru. Wracamy z Janą Sawicką, żeby porozmawiać o nadchodzącej rekonstrukcji. Ale też o niełatwym życiu w koalicji, która ledwo zipie. Zapraszam na nas.
Jan, no może najpierw opowiedzmy sobie po co ta cała rekonstrukcja i dlaczego akurat koniecznie teraz i czy rzeczywiście teraz? No nie tak zupełnie teraz, bo dzisiaj dowiedzieliśmy się, że na wniosek Szymona Hołowniej, który zgłosił go wczoraj, planowana na 15 lipca rekonstrukcja zostanie jednak przesunięta i zostanie ogłoszona 22 lipca, więc mamy jeszcze prawie dwa tygodnie. Ale o tym, że w tym czasie właśnie odbędzie się rekonstrukcja, to widzieliśmy od dawna. Premier po raz pierwszy poinformował o tym chyba w lutym, mówiąc, że czeka nas też odchudzenie rządu. I premier czekał na wybory prezydenckie, bo pierwsze nie chciał tego robić w kampanii, a po drugie liczył się ten wynik wyborów prezydenckich, bo od niego zależało to, jakie będą cele, jaka będzie dalsza strategia i co ten rząd będzie mógł i chciał dalej robić.
co najmniej pokazywać gotowe ustawy, a najlepiej je wdrażać, ewentualnie kłócić się o nie z prezydentem, ale pokazać, że rząd coś robi i potrafi coś robić. I to są kwestie przede wszystkim gospodarcze, bo wiadomo, że tutaj jest najwięcej możliwego pola do współpracy z prezydentem. To znaczy tutaj prezydentowi może być trudniej blokować dobre dla Polaków ustawy, jeżeli takie przedstawi rząd. Dlatego spodziewamy się właśnie tej kumulacji kompetencji w obszarze gospodarki. Ale też to usprawnienie będzie polegać na tym, że obszary, które są rozproszone po różnych ministerstwach obecnie, takie jak energetyka, która jest zarządzana częściowo przez Ministerstwo Klimatu odpowiedzialne za regulacje, częściowo przez Ministerstwo Przemysłu, które odpowiada za górnictwo. Częściowo jest obecne w Ministerstwie Aktywów, który odpowiada za spółki i u pełnomocnika do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej odpowiedzialnego za spółki przesyłowe.
Często to są po prostu osoby z tej samej partii, którzy pełnią najważniejsze funkcje. oraz tych wiceministrów mniej ważnych, z mniejszymi kompetencjami i którzy mają mniejszy dostęp do ucha ministra i którzy po prostu odgrywają mniejszą rolę i można by pewnie w każdym ministerstwie czy w większości znaleźć takich, których dymisje nie zmienią bardzo wiele w pracy danych resortów. Trzeci cel, który myślę, że Donald Tusk chciał zrealizować tą rekonstrukcją, to było ukrócenie władzy koalicjantów. Większa kumulacja władzy właśnie w obozie Koalicji Obywatelskiej i przeformułowanie rządów w ten sposób, żeby dać mniej przestrzeni koalicjantom, których spory, emocje, kłótnie blokowały wprowadzanie wielu ustaw do tej pory. Myślę, że póki co, jak obserwujemy te negocjacje między liderami koalicji, to wiele wskazuje na to, że to się premierowi nie uda, ale myślę, że ten cel musiał mu przyświecać od początku.
Ale drugi taki makro cel, o którym sobie myślę, jak słucham tego, co mówisz, no to to jest zasadniczo w ogóle przestawienie trochę myślenia o tym, po co jest ten rząd. Jeżeli cofniemy się do 23 roku, to Donald Tusk mówił rozliczymy, uporządkujemy, pojednamy. I wydaje mi się, że możemy sobie powiedzieć, tak jak tu teraz siedzimy, że... Z tym rozliczeniem to nie poszło jakoś świetnie i prawdopodobnie dużo lepiej nie będzie. Z tą naprawą, patrząc na przykład na wymiar sprawiedliwości i na wszystkie kwestie związane z praworządnością, też jakoś za dobrze już nie będzie i że to jest też ta korekta po wyborach prezydenckich, kiedy wiemy, że jednak inaczej trzeba zdefiniować cele, bo te są tak naprawdę chyba nierealne i nieosiągalne. No i wreszcie pojednamy. Nie wydaje mi się, żeby celem Donalda Tuska w najbliższym czasie było pojednanie.
no tutaj raczej sprawczości jakiejś wielkiej nie będzie. Więc jest też trochę historia o tym, żeby zmienić kurs i opowiedzieć sobie i zrobić taką korektę z jednej strony właśnie tą powyborczą, ale z drugiej strony też taką strategiczną, wizyjną na temat tego, po co jest ten rząd i czemu on służy. Nadal my nie usłyszeliśmy do końca tej opowieści, czym ma być ten rozwój, jak ta Polska ma wyglądać, czemu mają służyć te zmiany. Rozmawiamy o technikaliach, to znaczy jak poprzestawiać różne suwaki po to, żeby gdzieś dopłynąć nadal nie do końca usłyszeliśmy, gdzie tak naprawdę chcemy dopłynąć. Czym ma być ten rozwój gospodarczy? Mam wrażenie, że takim szczytowym momentem opowieści rozwojowej Polski było wrzucenie w media społecznościowe okładki The Economist, gdzie jest Wielka Polska, ale trochę zanika z każdym kolejnym napisem.
Ale patrząc z drugiej strony, to cele koalicjantów z celami Tuska się znacząco rozchodzą, bo oni walczą o swoje przetrwanie, walczą o swój elektorat, walczą o swoją tożsamość, żeby być właśnie osobnymi bytami, osobnymi partiami. To jest dla nich kluczowe, zresztą to jest pewnie cecha wspólna wielu liderów partyjnych, niezależnie od... strony politycznej, że partia jest na pierwszym miejscu, a potem wszystko inne, bo ta partia jest tym narzędziem, które daje im jakąkolwiek ścieżkę do jakiejkolwiek władzy i oni o te partie muszą dbać i w dodatku konkurują ze sobą o bardzo podobny elektorat. Starają się zaznaczać odrębno i starają się zaznaczać to, jak są różni, więc wchodzą między sobą w konflikty. ale właśnie mają podobnych wyborców i to sprawia, że tak strasznie trudno jest im się dogadać i tak strasznie trudno jest znaleźć moment współpracy, bo jak tylko którykolwiek z nich znajduje moment, w którym mogą się odróżnić, to widzi to jako tę szansę, żeby właśnie zarobić sobie kilka mikropunktów w sondażach.
I wydaje mi się, że to jest kluczowy i nie wiem, czy nie najważniejszy moment naszej rozmowy, bo mam wrażenie, że to jest taka dosyć oczywista prawda, która umyka bardzo wielu obserwatorom, ale też wyborcom. To znaczy, tu jest ten zasadniczy konflikt, ta zasadnicza rozbieżność, gdzie patrząc na to z boku i bez emocji, bez sympatii, trzeba zrozumieć obie strony. Znaczy, z perspektywy Donalda Tuska nadrzędna jest rzeczywiście praca rządu i to, żeby ten rząd dowoził i to, żeby ten rząd... pracował jak jedna pięść, a z perspektywy koalicjantów, z perspektywy mniejszych partii najważniejsza jest ich tożsamość, jest ich podmiotowość i różne dziwne ruchy na przykład Szymona Hołowni, które możemy różnie oceniać i którym chętnie bym poświęcił parę minut za chwilę. Ale zasadniczo temu służą, żeby pokazać, że Szymon Hołownia nie jest Donaldem Tuskiem, że jego posłowie nie są posłami koalicji obywatelskiej, że jego wyborcy mają inną wrażliwość i inne spojrzenie.
Czy tak naprawdę jest, ilu tych wyborców zostało, ilu tych posłów zostanie, to jest inna rozmowa. Ale ja tak rozumiem, więc dla mnie, czy różne ruchy, które możemy różnie postrzegać, czy lewicy, czy Szymona Hołowni... Z jednej strony wygląda jak szaleństwo, kłótliwość i szukanie sfery i jakichś problemów, ale z drugiej strony oczywistym dla mnie jest, że te partie i ci liderzy i ci politycy starają się odróżnić, starają się pokazać, że oni też mają coś do zaoferowania i to jest coś trochę, albo nawet może bardzo innego od tego, co ma do zaoferowania swoim wyborcom Donald Tusk. Tak, i w tej rekonstrukcji, oprócz tego, że każdy z nich chciał obronić swoje mniejsze lub większe księstwa w tym rządzie, obszary władzy i choć wydawało się, że wszyscy zgadzają się na to odchudzenie, ale pod warunkiem, że żaden z nich nie straci więcej niż każdy inny,
to każdy miał jakieś swoje kluczowe potrzeby i założenia w tych negocjacjach i takie punkty, których poszczególne partie nie chciały odpuścić. I tutaj z jednej strony mamy kwestie personalne i takie resortowe, a z drugiej strony były te kwestie merytoryczne, które zresztą jeszcze, jak słyszymy, nie są negocjowane. No ale jeżeli chodzi o Polskę 2050, no to wiadomo, że o Hołowni jeszcze będziemy za chwilę rozmawiać. Wiadomo, że tym naczelnym celem dla Hołowni było pozostanie w fotelu marszałka Sejmu. Teraz zresztą już w tym tygodniu widzimy, że ten cel Szymon Hołownia odpuścił. W tym momencie są to funkcje wicemarszałka Sejmu i wicepremiera. Na pewno bardzo ważną postacią w rządzie, taką kluczową dla Polski 2050 jest Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jako taka najsilniejsza przedstawicielka partii w rządzie, najbardziej sprawcza, najbardziej skuteczna.
Jeżeli chodzi o Lewicę, to dla Lewicy kluczowe było, żeby przejąć funkcję marszałka Sejmu od Szymona Hołowni. To, co zresztą jest zapisane w umowie koalicyjnej i też ważnym dla nich punktem było to, żeby tej umowy koalicyjnej nie zmieniać, jak się w nią wczyta, zwłaszcza w ten ostatni punkt tej umowy. Widać, że jest ona korzystna dla Lewicy. Widać, że tamte zapisy... Sprzyjają lewicy, że odpowiadał za tę część umowy ze strony lewicy ktoś ewidentnie doświadczony politycznie, który potrafił zadbać o interesy lewicy i to się im teraz spłaca. Jasne, na pewno tak było, natomiast wydaje mi się tutaj też widać bardzo jasno różnicę pomiędzy celami strategicznymi w momencie negocjacji w 2023 roku. Szymon Hołownia postawił bardzo dużo kart i żetonów negocjacyjnych na pierwszą połowę kadencji, ponieważ dla niego perspektywa była do wyborów prezydenckich.
Zdaje się, że Szymon Hołownia, jakkolwiek dziwacznie to brzmi, do ostatniej chwili wierzył, że zostanie tym prezydentem i w ten sposób negocjowali tą umowę koalicyjną, żeby zrobić wszystko, żeby Szymon Hołownia... mógł mieć jak najlepszą pozycję startową, żeby zawalczyć o tego prezydenta i trochę przegapiono albo niespecjalnie przykładano wagę, albo nie zostawiono sobie bardzo wielu kart czy tych żetonów negocjacyjnych na tą drugą część kadencji. A z kolei lewica grała w zupełnie inną grę. Dla lewicy wybory prezydenckie nie były ważne, lewica wiedziała i słusznie, że druga część kadencji będzie istotniejsza, bo to ona będzie poprzedzała wybory w 27, więc lewica ustawiła sobie w ten sposób te negocjacje, że to ona wygląda lepiej w drugiej połowie kadencji. I trochę jest tak, że ja rozumiem w tym sensie lewicę, że lewica coś wynegocjowała, z czegoś zrezygnowała po to, żeby coś uzyskać, a teraz Szymon Hołownia mówi, słuchajcie, no to musimy renegocjować.
Opowiedzieliśmy sobie o tych celach, opowiedzieliśmy sobie dlaczego Donald Tusk chce tej rekonstrukcji i jak zamierza ją przeprowadzić, opowiedzieliśmy sobie jakie są czerwone linie koalicjantów i dlaczego oni niekoniecznie się zgadzają na wszystkie pomysły i kierunki, które wyznacza Donald Tusk. byśmy sobie opowiedzieli, co naszym zdaniem wydarzy się 22 lipca, bo tuż przed nagraniem dowiedzieliśmy się, że jednak rekonstrukcja nie będzie 15 lipca, tylko 22 lipca i jak ta rekonstrukcja koniec końców wedle naszej najlepszej wiedzy dziś będzie wyglądała. Na pierwszych spotkaniach liderzy koalicji dyskutowali przede wszystkim o sprawach strukturalnych, ale też przeszli ostatnio do spraw bardziej personalnych, więc zacznę też ja od spraw strukturalnych, tego jak się zmieni układ ministerstw.
Powtórzę to, co chyba mówiliśmy już kiedyś, że nie ma w planach zmiany ustawy o działach. To znaczy, że ta rekonstrukcja z tego co widzimy teraz w sumie zmieni całkiem dużo w rządzie, natomiast nie będzie aż tak głęboka, żeby wymagała zmian ustawowych i przesunięć w tych blisko 30 działach administracji rządowej. To działy to na przykład klimat, łączność, kultura fizyczna, energia, budżet. To mniej więcej się spina, każde z ministerstw ma 1, 2, 3 działy do zarządzania. Da się zmienić strukturę ministerstw nie ingerując w te działy. Chociaż to, jak są one zbudowane, często sprawia, że rządzenie jest nie do końca efektywne. Natomiast wiadomo, że zmiana ustawy o działach wymagałaby tutaj i pracy Sejmu i przede wszystkim zatwierdzenia przez prezydenta, co po prostu mogłoby się rządowi nie udać, a rządzący chcą już przeprowadzić te rekonstrukcje, mieć ten proces, który i tak zajmuje dużo czasu, który i tak jest skomplikowany i trudny za sobą, więc ta ustawa o działach nie będzie zmieniona.
Natomiast to, co wiemy chyba z dosyć dużą dozą pewności, to, że to byłby rzeczywiście resort, na czele którego stanąłby Domański, który możliwe, że zostanie wicepremierem, choć tego też nie wiemy na 100%, i on by zarządzał de facto polityką rozwojową i gospodarczą rządu, wyznaczyłby te kierunki i trochę miałby być takim przyboczym Donalda Tuska, który właśnie jest elementem tego przestawiania, myślenia o tym, po co jest ten rząd i czemu on ma służyć i jak on ma zmienić nasze życie. Tak, więc mamy ten jeden duży resort. Druga taka większa zmiana to jest powstanie Ministerstwa Energii, chociaż nie wiem, czy ono tak właśnie się będzie nazywać. Natomiast będzie to resort, który skupi różne kompetencje energetyczne w jednym miejscu, które są teraz rozproszone i które dla sprawnego zarządzania wymagają konsolidacji.
Myślę, że to też jest jeden z celów, jeden z pomysłów na to, jak lepiej funkcjonować, jak lepiej zarządzać, wytworzyć tą sprawczość, to znaczy scentralizowanie pewnej władzy w rękach samego premiera i w rękach jego kancelarii. Tak i co się z tym wiąże, to jak już powiedziałaś likwidacja Ministerstwa Aktywów Państwowych, ale też likwidacja zapewne Ministerstwa Rozwoju i dymisja dwóch ministrów stojących obecnie na ich czele. Jeżeli chodzi o te inne obszary pracy rządu, to z tego co słyszymy nie będzie tej planowanej konsolidacji czy połączenia nauki z cyfryzacją. Prawdopodobna jest połączenie Ministerstwa Sportu. z którymś z ministerstw i tutaj w grę wchodzi albo kultura, albo edukacja. Z tego, co wiem, decyzji jeszcze nie ma, a w każdym razie my jej nie znamy.
Rozumiem, że dzięki tym zmianom możemy się spodziewać i też dzięki dymisjom wielu wiceministrów, co tutaj nie będziemy wchodzić, ale też spodziewamy się, że sporo wiceministrów jednak straci pracę. Prawdopodobnie ten rząd zostanie odchudzony na tych najwyższych stanowiskach o, dzisiaj mówi się o 20%, może nawet to będzie jakieś bardziej 23%, a może będzie 18%, to chyba nie jest w tym momencie najważniejsze. Natomiast ja bym się jeszcze spodziewał czegoś niespodziewanego, to znaczy doświadczenie uczy, że w takich sytuacjach rekonstrukcyjnych rzadko jest tak, żebyśmy wszystko wiedzieli. Donald Tusk lubi dokonać jakiejś zmiany, jakiejś roszady, wprowadzić jakiegoś nowego polityka, jakiegoś polityka utrącić. I spodziewałbym się jednak, że tego 22 lipca dowiemy się czegoś zaskakującego, a tu decyzja prawdopodobnie zapadnie wieczór wcześniej, jak to drzewiej bywało.
Rozumiem, że tutaj Sławomir Nitras może z ministra konstytucyjnego zostać sekretarzem stanu i opiekować się sportem na stanowisku. trochę niższym rangą, ale to też raczej nie będzie wielka zmiana, więc to się raczej nie dzieje. No więc zastanawiam się, czym ta zmiana mogła być, czy jest jakaś nowa twarz w tym rządzie, która by się pojawiła, bo moim zdaniem ta rekonstrukcja tak naprawdę, jeżeli by została dowieziona tak, jak ją sobie teraz opowiadamy, nie jest to plan maksimum i nie jest to jakaś wielka zmiana i nie jest to jakiś wielki reset i nowe otwarcie, ale jednak jest to rzeczywiście uporządkowanie paru kwestii i stworzenie sobie jakichś warunków, żeby pójść do przodu. Natomiast żeby ona wywołała jakiś efekt i żeby spowodowała, że komentatorzy czy ludzie obserwujący politykę mieliby takie poczucie, że wydarzyło się coś nadzwyczajnego, to wydaje mi się, że przydałaby się tu jakaś nowa twarz, jakiś atrakcyjny człowiek, jakaś opowieść i trochę tego nie widzę.
Tak sobie myślę i zupełnie tutaj spekuluję i kompletnie wymyśliłem to teraz na prędce, ale jest ten cały obszar Ten kosmiczny, o którym dużo rozmawialiśmy, jest Sławosz Uznański-Wiśniewski, który poleciał w kosmos, a jest to temat, którym rząd miał się zajmować. Jest to jakiś nowy, nowoczesny, ciekawy obszar gospodarki, więc może tu jest jakaś przestrzeń do zrobienia czegoś nowego. Nie chcę tutaj wymieniać żadnych imion ani nazwisk. ale spodziewałbym się, że coś musi być, jakaś taka wisienka na tym torcie rekonstrukcyjnym, coś, co nas jakoś tam zaskoczy, więc rzucam jako jeden z pomysłów, które sobie tutaj teraz wymyśliłem. Nie wiem, czy ty masz jakiś taki szalony pomysł. Zgadzam się z tym, że ta nowa twarz jakaś musi wejść do rządu. Zgadzam się z tym, że Donald Tusk będzie chciał zrobić jakąś niespodziankę, zwłaszcza patrząc na to, jak dużo jest przecieków z tych rozmów.
Jest ambitna, dobrze pracuje w Ministerstwie Rodziny, gdzie już ma tak naprawdę za sobą dowieziony ten najważniejszy projekt u niej, czyli Babciowe. Jest taką jasną twarzą Platformy Obywatelskiej, która mogłaby tak wizerunkowo coś w tym rządzie zmienić, natomiast to jest jakiś taki mój luźny pomysł, nie słyszałam o tym i nie mam też wiedzy, gdzie ona mogłaby pójść, ale spodziewam się jakiegoś tego typu ruchu 22 lipca. No dobrze, Jan, no to na koniec pytanie ze 100 punktów. Ta rekonstrukcja, jeżeli się powiedzie, jeżeli mniej więcej będzie tak wyglądała, tak jak sobie rozmawiamy, może nie jest to 10 na 10, ale z perspektywy rządzących powiedzmy jest to jakieś takie 7 na 10. Pytanie tak naprawdę brzmi, czy to coś zmienia. To znaczy, czy patrząc na to, w jakim stanie w tym momencie jest koalicja, Platforma Obywatelska, premier Donald Tusk, czy te zmiany, czy ten reset rzeczywiście może doprowadzić do tego,
że zmieni się atmosfera wokół tego rządu, bo o tym mało rozmawialiśmy, ale jest to dla mnie oczywiste, atmosfera wokół tego rządu jest fatalna. Notowania są słabe, premier jest niepopularny, polityka komunikacyjna jakkolwiek, jak wskazywałaś, stara się jakoś podnieść, ale na razie jednak mimo wysiłków i sympatycznego usposobienia Adam Szopka nie dowozi i prawdopodobnie też bardzo ciężko, żeby dowiózł w przeciągu tygodnia czy dwóch. Natomiast to nie jest tak, że nagle odwróciło się postrzeganie tego rządu albo wszyscy zaczęli z zapartym tchem patrzeć na to, co rząd proponuje. No i wreszcie rząd, tak jak też chyba wskazałaś we wcześniejszej swojej wypowiedzi, przegrywa bitwę narracyjną, to znaczy obskakuje straszem bęckim, mówiąc potocznie w mediach społecznościowych.
Więc moje pytanie brzmi, czy nawet względnie sprawnie przeprowadzana rekonstrukcja w tych trudnych okolicznościach może doprowadzić do tego, że coś się zmieni? Czy jednak to jest tak, że ta beczka, w którą wpadł ten rząd już raczej jest nie do wyprowadzenia i ten samolot już jednak leci na ziemię i niespecjalnie ma jak się podnieść i wznieść? No mi jest trudno wyobrazić sobie, że ta rekonstrukcja pokaże tak realną, namacalną zmianę nie tylko kształtu rządu, ale właśnie też jakiejś nowej strategii czy nowej opowieści, że rządzący będą w stanie odwrócić te negatywne trendy, których doświadczają. Oni rzeczywiście stracili władzę narracyjną w wielu obszarach i wyborcy musieliby poczuć rzeczywiście jakąś taką głęboką, realną zmianę, żeby ta narracja, żeby ta atmosfera się poprawiła.
I jakkolwiek te zmiany, które tutaj omawiamy wyglądają sensownie... prawdopodobnie nie są zbyt głębokie, ale zdecydowanie są potrzebną korektą, to nie wydaje mi się to wystarczające, żeby odwrócić te negatywne oceny, które narastają i nad którymi rządzący po prostu nie mają panowania. I widać to na przykład w analizach kolektowu analitycznego Res Futura, badającego internet, że nawet w tych obszarach, w których rząd działa względnie sprawnie i robi rzeczy, w cudzysłowie mówię, dobre, ważne dla Polaków, jak na przykład deregulacja, no nawet w tych obszarach strasznie trudno jest o pozytywny odzew wyborców czy obywateli. Widać, że po prostu oni już są w tak głębokiej defensywie i w tak trudnej sytuacji i tak ludzie są zmęczeni tą władzą, że nawet właśnie takie drobne kroki naprzód czy działania teoretycznie poprawiające rzeczywistość w Polsce nie wyzwalają tej dobrej energii.
No więc ja to widzę mniej więcej tak. Są trochę trzy scenariusze. Jeden jest taki, że to jest już nie do uratowania. To znaczy, że ten rząd ma tak słabe notowania, że jest w tak fatalnym stanie, że cokolwiek by się nie wydarzyło, to nic się nie zmieni. To znaczy, że tu nie ma wyjścia z tej sytuacji, błędy zostały popełnione wcześniej, internet się zmienił, emocja się zmieniła, wybory zostały przegrane i to jest początek końca, a wręcz nieodzowny początek końca. Drugi scenariusz jest taki, że może rzeczywiście Teraz, tak jak rozmawiamy, tu jest popełniany błąd. To znaczy, tu był potrzebny wielki reset. Wywrócenie wszystkiego do góry nogami. Nie wiem, zmiana premiera. Kompletna reorganizacja rządu. Jakiś zasadniczy, olbrzymi wstrząs, który by zmienił tą historię.
I takiego wstrząsu się spodziewać nie możemy, ponieważ myślę, że ten wstrząs mógłby doprowadzić do... Nie wiem, czy rozwiązania Sejmu, ale ogólnie do kompletnego przeorania polskiej polityki, na czym prawdopodobnie ta koalicja byłaby spratna. Trzeci scenariusz, i to jest ten chyba, w którym jesteśmy, polega na tym, żeby teraz trochę naprawić, uspokoić, spojrzeć na to, jak się będzie rozwijała gospodarka, prawdopodobnie będzie się rozwijała, bo czynniki poza jakimiś tam poszczególnymi, jak nie wiem, odczyt PMI, ale zasadniczo wydaje się, że gospodarka zmierza we właściwym kierunku. że wpłyną środki z KPO, że zaczynamy negocjować niebawem przyszły budżet unijny, że są jakieś takie przesłanki, które sugerują, że może być lepiej w następnych latach, że tak naprawdę wyborcy są sfrustrowani, są przestraszeni, są pogubieni, ale można ich jeszcze pozbierać i...
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.