Mentionsy Mentionsy
Polityka Insight Podcast
Polityka Insight Podcast

Rekonstrukcja rządu, dekonstrukcja koalicji | Nasłuch

09.07.2025 ·39 min 41 s

W dzisiejszym odcinku Joanna Sawicka i Andrzej Bobiński dyskutują o odroczonej rekonstrukcji rządu, o kolejnych rundach rozmów oraz o oczekiwaniach i żądaniach partii koalicyjnych. Zastanawiają się, jak rekonstrukcja będzie wyglądać od strony strukturalnej, czyli które ministerstwa znikną i personalnej, czyli którzy ministrowie stracą posady. I czy całe przedsięwzięci poprawi notowania rządu Donalda Tuska. Zapraszamy!

Znaczy wydaje mi się, że tak naprawdę z perspektywy Donalda Duska są dwa makrocele. Jeden i to się rymuje z tym twoim ukróceniem władzy koalicjantów, to jest po prostu korekta powyborcza, co znaczy, że jednak ten rząd był tworzony w sytuacji, w której były zupełnie inne sondaże i bardzo dużo ważyły kluby i liczba posłów każdego z koalicjantów. Teraz mieliśmy maraton kolejnych wyborów, mieliśmy pewne urealnienie siły polityczno-wyborczej dzięki wyborom prezydenckim. No i w tym momencie Donald Tusk mówi, słuchajcie, no spójrzmy jaka jest teraz sytuacja. Jesteśmy w zupełnie innym miejscu niż byliśmy w 23 roku, kiedy siadaliśmy do uporządkowania i wymyślenia tej koalicji. Więc to jest ta korekta, w którą Tusk wierzy i uważa, że jest potrzebna i uważa, że jest... Prawdopodobnie też jakoś tam sprawiedliwa, z czym prawdopodobnie koalicjanci się nie do końca zgadzają.

Ale drugi taki makro cel, o którym sobie myślę, jak słucham tego, co mówisz, no to to jest zasadniczo w ogóle przestawienie trochę myślenia o tym, po co jest ten rząd. Jeżeli cofniemy się do 23 roku, to Donald Tusk mówił rozliczymy, uporządkujemy, pojednamy. I wydaje mi się, że możemy sobie powiedzieć, tak jak tu teraz siedzimy, że... Z tym rozliczeniem to nie poszło jakoś świetnie i prawdopodobnie dużo lepiej nie będzie. Z tą naprawą, patrząc na przykład na wymiar sprawiedliwości i na wszystkie kwestie związane z praworządnością, też jakoś za dobrze już nie będzie i że to jest też ta korekta po wyborach prezydenckich, kiedy wiemy, że jednak inaczej trzeba zdefiniować cele, bo te są tak naprawdę chyba nierealne i nieosiągalne. No i wreszcie pojednamy. Nie wydaje mi się, żeby celem Donalda Tuska w najbliższym czasie było pojednanie.

Jest to jakiś element tej opowieści rozwojowej, ale wydaje mi się, że jednak nie zamyka tematu i nie do końca jest wystarczający dla wyborców. A szczególnie jest niewystarczający, żeby dokonać, i to jest ten trzeci taki makro wielki cel, no to jest reset, tak? Żeby dokonać tego resetu, żeby zmienić atmosferę, żeby pokazać, że ten rząd czegoś chce i oczekuje. To są te cele. To może spójrzmy na to, czy koalicjanci tak samo patrzą na te cele, no bo koalicjanci chyba trochę są w innym miejscu i mają inną wrażliwość, inne potrzeby. I widzą też zagrożenia w tym myśleniu Donalda Tuska, bo tak naprawdę jeszcze bym dorzucił, strasznie dużo tych makroceli mi wjechało, ale czwarty makrocel, czyli moim zdaniem już przygotowanie się pod wybory i to o czym ty mówisz, to znaczy to ukrócenie władzy koalicjantów, moim zdaniem docelowo też służy temu, żeby doprowadzić do jakiejś formy jednej listy,

w wyborach parlamentarnych, to znaczy wciągnięcie dużej części PSL-u i prawdopodobnie dużej części Polski 2050, może części lewicy na jedną listę, na czele której stanie Donald Tusk albo osoba przez niego wskazana. Więc myślę, że to też jest trochę ta rekonstrukcja w tyle głowy koalicjantów i w tyle głowy Tuska służy trochę temu, żeby ustawić rząd już pod wybory i też ustawić tę scenę partyjną pod stworzenie jednej listy. Tak, no i tutaj widzę dwie takie optyki, dwa momenty. Jeden, w którym cele koalicjantów i Tuska się spotykają i to jest to usprawnienie i doprowadzenie do tego, żeby ten rząd zaczął dowozić, bo jeżeli oni nie zaczną dowozić, to straci na pewno Donald Tusk, ale stracą po prostu wszyscy i to już będzie oczywiste, że będą musieli się pożegnać z władzą, ale zostaną też zapamiętani jako ci, którzy nie byli w stanie wprowadzać proponowanych przez siebie obietnic czy ustaw.

Ale patrząc z drugiej strony, to cele koalicjantów z celami Tuska się znacząco rozchodzą, bo oni walczą o swoje przetrwanie, walczą o swój elektorat, walczą o swoją tożsamość, żeby być właśnie osobnymi bytami, osobnymi partiami. To jest dla nich kluczowe, zresztą to jest pewnie cecha wspólna wielu liderów partyjnych, niezależnie od... strony politycznej, że partia jest na pierwszym miejscu, a potem wszystko inne, bo ta partia jest tym narzędziem, które daje im jakąkolwiek ścieżkę do jakiejkolwiek władzy i oni o te partie muszą dbać i w dodatku konkurują ze sobą o bardzo podobny elektorat. Starają się zaznaczać odrębno i starają się zaznaczać to, jak są różni, więc wchodzą między sobą w konflikty. ale właśnie mają podobnych wyborców i to sprawia, że tak strasznie trudno jest im się dogadać i tak strasznie trudno jest znaleźć moment współpracy, bo jak tylko którykolwiek z nich znajduje moment, w którym mogą się odróżnić, to widzi to jako tę szansę, żeby właśnie zarobić sobie kilka mikropunktów w sondażach.

I wydaje mi się, że to jest kluczowy i nie wiem, czy nie najważniejszy moment naszej rozmowy, bo mam wrażenie, że to jest taka dosyć oczywista prawda, która umyka bardzo wielu obserwatorom, ale też wyborcom. To znaczy, tu jest ten zasadniczy konflikt, ta zasadnicza rozbieżność, gdzie patrząc na to z boku i bez emocji, bez sympatii, trzeba zrozumieć obie strony. Znaczy, z perspektywy Donalda Tuska nadrzędna jest rzeczywiście praca rządu i to, żeby ten rząd dowoził i to, żeby ten rząd... pracował jak jedna pięść, a z perspektywy koalicjantów, z perspektywy mniejszych partii najważniejsza jest ich tożsamość, jest ich podmiotowość i różne dziwne ruchy na przykład Szymona Hołowni, które możemy różnie oceniać i którym chętnie bym poświęcił parę minut za chwilę. Ale zasadniczo temu służą, żeby pokazać, że Szymon Hołownia nie jest Donaldem Tuskiem, że jego posłowie nie są posłami koalicji obywatelskiej, że jego wyborcy mają inną wrażliwość i inne spojrzenie.

No niekoniecznie dobrze dogadująca się z Donaldem Tuskiem, ale myślę, że jej skuteczność była tym najjaśniejszym punktem, jeżeli chodzi o obecność Polski 2050 w rządzie. Partia od miesięcy zabiegała też o to, żeby na stanowisku swoim pozostała Paulina Henik-Kloska, która wiele się przysłużyła dla tej partii. Ostatnio chyba jednak straciła pozycję polityczną, ale myślę, że na pierwszym miejscu. W tym miejscu partia walczyła o pozostanie w funkcji Katarzyny Pełczyńskiej na łącz, na drugim miejscu Pauliny Henik-Kloski. Natomiast szybko chyba dosyć się pogodziła z tym, że funkcję straci ważna też polityczka Polski 2050 Adriana Porowska, ale właśnie ta ministerka Bezteki, a tutaj wiadomo, że wszyscy raczej ministrowie Bezteki zostaną zdymisjonowani.

Natomiast to, co wiemy chyba z dosyć dużą dozą pewności, to, że to byłby rzeczywiście resort, na czele którego stanąłby Domański, który możliwe, że zostanie wicepremierem, choć tego też nie wiemy na 100%, i on by zarządzał de facto polityką rozwojową i gospodarczą rządu, wyznaczyłby te kierunki i trochę miałby być takim przyboczym Donalda Tuska, który właśnie jest elementem tego przestawiania, myślenia o tym, po co jest ten rząd i czemu on ma służyć i jak on ma zmienić nasze życie. Tak, więc mamy ten jeden duży resort. Druga taka większa zmiana to jest powstanie Ministerstwa Energii, chociaż nie wiem, czy ono tak właśnie się będzie nazywać. Natomiast będzie to resort, który skupi różne kompetencje energetyczne w jednym miejscu, które są teraz rozproszone i które dla sprawnego zarządzania wymagają konsolidacji.

Czy to jest możliwe? Czy tak będzie? Czy taki jest plan? Nie wiemy, ale z mojej perspektywy tak naprawdę, jeżeli patrzę na te trzy scenariusze, no to jeden to jest koniec, drugi to jest zrobienie teraz wielkiego przewartościowania wszystkiego. Myślę, że to jest nierealne. Na trzeci najbardziej sensowny i ten, który rozumiem, że on idzie, to jest uporządkowanie i ewentualnie przygotowanie się do następnego kroku. Zgadzam się, myślałam sobie, że być może takim krokiem właśnie na rok przed wyborami mogłoby być stworzenie rządu mniejszościowego, wyrzucenie tych koalicjantów, którzy nie chcą współpracować, stworzenie jakiegoś atrakcyjnego rządu już zbudowanego z ludzi popularnych, ale też wskazanych przez Donalda Tuska, który proponowałby rozwiązania, które koalicjanci obecni pewnie i tak musieliby popierać, ale już... może trochę z zewnątrz i to może byłaby taka jakaś realna zmiana, odwrócenie tej trudnej sytuacji, trudnej współpracy koalicji, pokazanie jakiejś świeżości, nowości, sprawczości.

Pokazano wszystkie 9 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.