Odcinek 097 – Trwoga nad Hobbitami
Jak przebiegała noc Pod Rozbrykanym Kucykiem? Czy hobbitom uda się niepostrzeżenie opuścić Bree? Co tymczasem dzieje się w innych zakątkach Śródziemia? To wszystko w 97-tym odcinku podcastu, pierwszym z czterech poświęconych rozdziałowi "Nóż w ciemności".
Obieży świat natychmiast poszedł do gospodarza. Nieborak pan Butterball miał zaspaną i przerażoną minę. Przez całą noc tylko na chwilę zmrużył oko, przynajmniej tak twierdził. Ale nie słyszał żadnych podejrzanych odgłosów. – Nic podobnego w życiu mi się nie zdarzyło – wołał ze zgrodzą, podnosząc ramiona. – Żeby też goście nie mogli spędzić nocy w swoich łóżkach, nadomiar zniszczono mi takie porządne podgłówki, nie mówiąc o wszystkim innym. Co jeszcze nas czeka? – Ciężkie czasy – odparł bierze świat. – Ale na razie być może zostawią cię w spokoju, kiedy się nas pozbędziesz. Niedługo odjedziemy, nie kłopocz się śniadaniem, przekąsimy coś szybko, nastojąco i spakujemy się w parę minut. Pan Butterbur pospieszył sprawdzić, czy kocyki już są usiadłane i przynieść podróżnym coś do jedzenia. Nie minął dużo czasu, kiedy wrócił.
Ale wiemy, że i Butterbur, i Magot, i Dziadunio, prawda, spotkali się z czarnymi jeźdźcami i nie było to dla nich jakieś bardzo traumatyczne spotkanie, prawda? Przeżyli te spotkania. Nawet nie tylko przeżyli. Oni z nimi rozmawiali i oni potrafili ich uprawić. Dokładnie. Więc to nie są ci sami na zgóle i nie zrobiliby tego w ten sposób. Na pewno nie. Zdecydowanie. No i nie bawiliby się w niszczenie poduszek, jak to też jest taki śmieszny element. Dokładnie, dokładnie. Ja myślę, że to taka moja myśl na ten temat jest taka, że jeżeli zrobił to Ferny, który był na pewno takim sprzedawczykiem, on po prostu poszedł tam... On służył czarnym miejscom, bo zaproponowali mu kasę, złoto, tak? Tak mi się wydaje. I w tym momencie to jest taki jakby te zniszczenie poduszek, to jest taki napad furii w momencie, kiedy dowiedział się, że okej, nie spełnię tego zadania, nie dostanę kasy, więc chociaż wyładuję złość na poduszkach.
Tyle mojego, prawda? Biedny Butterbur i jego poduszki. A na Butterburze jeszcze, zarobi jeszcze na Butterburze jeszcze w tym odcinku. W tej części rozdziału, tak. No i idą po Butterbura, oceniają wszystko, no i znowu Butterbur jak zwykle ma swoje, tak, gdzieś tam momenty, kiedy ocenia świat przez pryzmat jego jakby, jego małego świadka, prawda? No zniszczyli mu jego poduszki, to jest naj... większy problem, jaki właśnie zaistniał. Dokładnie. No i też zabawnie mówi, że świat odpowiada, że ciężkie czasy po prostu. Poduszki są niszczone. No też były takie czasy, że musisz pilnować poduszki. Kto to słyszał w ogóle?
Także dziękujemy i zapraszamy do kontaktu. No i po przerwie kolejny fragment. Posłuchajcie. Nie znalazłaby się na to rada, panie Butterbur? Zapytał Frodo. Może są w miasteczku ze dwa wolne kocyki albo choć jeden podjuki. Wprawdzie nie możemy ich wynająć, lecz moglibyśmy je kupić. Dodał trochę niepewnie, zastanawiając się, czy go na to stać. Wątpię, odparł gospodarz ze spodną miną. Mieliśmy w brie kilka kocyków nadających się pod siodło, ale te stały w moich stajniach, no i zniknęły. Innych zwierząt pociągowych, których jest tu niewiele, nikt się nie pozbędzie. Ale zrobię co w mojej mocy. Wyciągnę Boba z łóżka i jak najszybciej wyprawię go na poszukiwania. Tak, zgodził się obieść świat niechętnie.
Nie ma innego wyjścia. Musimy zdobyć przynajmniej jednego Lucyka. I tak oto prysły nadzieje na wczesne wyruszenie i wymknięcie się po cichu. Równie dobrze rykiem moglibyśmy oznajmić swój wyjazd. Nie wątpię, że to była część planu nocy napastników. Mimo wszystko jest w tym coś pocieszającego w trąciu Mary. Czekając na wynik poszukiwań możemy zjeść przyzwoite śniadanie i to na siedząco. Rozejrzyjmy się za nobem. Najważniejsza sprawa. Na siedząco. Na siedząco, na siedząco. Cały dzień już lepszy. W poprzednim fragmencie była mowa o tym, że Aragon sugerował, że jednak zjedzą po drodze coś, prawda? To im zapadło bardzo w pamięć. Dobrze, no i pierwsze co Frodo, jakby zmartwiony całą sytuacją, pyta Butterbura, czy cokolwiek się znajdzie, czy może pomóc, czy jakkolwiek tutaj z końmi, czyli kucykami, prawda?
No i Butterbur deklaruje, że tak. próbuje, mimo że jakby jest negatywnie nastawiony, bo większość stacjonowała u niego, tak jakby on miał taką stajnię wspólną, największą stajnię w tej miejscowości, prawda? Więc, ale deklaruje chęć pomocy cały czas. To jest też fajne, ponieważ Butterbur, mimo że był przerażony, odkąd usłyszał, że mamy tu do czynienia z Mordorem, czymkolwiek jest ten Mordor dla niego, w jego wyobraźni, to jednak cały czas deklaruje tą pomoc, prawda? Pomaga Hobbiton, jak tylko Tym bardziej już po tym zniszczeniu tych sypialni na pewno też się czuje źle jako gospodarz. No i te kuciki, które były u niego, więc on też się czuł odpowiedzialny za te... Zostały wypłoszone czy ukradzione, cokolwiek. Nie wiemy tak naprawdę, co się z nimi stało jeszcze.
Najgorsze, że to biedne zwierzę ledwo dycha. Ale chyba nie mamy innego wyboru. Ile chce za kuca? Ferny zażyczył sobie dwunastu srebrników, co w tych stronach rzeczywiście stanowiło trzykrotną cenę kocyka. Zwierzę okazało się kościste, niedożywione i melancholijne, ale jeszcze nie szykowało się tamten świat. Pan Butterbur osobiście za nie zapłacił i na dodatek zaproponował Maryjemu osiemnaście srebrników tytułem odszkodowania za stracone zwierzęta. Był człowiekiem uczciwym i, jak na Brie, zamożnym, ale wydatek 30 srebrnych groszy stanowił dla niego poważny uszczerbek, tym dotkliwszy, że dał się okpić Billowi Ferniemu. Jednak jak się później okazało, los wynagrodził mu stratę z nawiązką. Wyszło na to, że skradziono tylko jednego konia, inne wypędzono ze stajni albo może same, pieszchły, spłoszone i po jakimś czasie odnaleziono je w różnych zakątkach Brie.
Kucyki Mary'ego uciekły w gromadzie i w końcu, wykazując się dużym rozsądkiem, trafiły na wyżynę. Przez pewien czas przebywały pod opieką Toma Bombadila i dobrze im się tam działo. Kiedy do domu pod wzgórzem dotarły wieści o zdarzeniach w Bree, Tom odesłał je do pana Butterbura, który tym sposobem za bardzo niską cenę zyskał pięć dorodnych zwierząt. W Bree co prawda musiały ciężko pracować, ale bo dobrze je traktował, więc ogólnie rzecz biorąc dopisało mi szczęście. Ominęła je długa i niebezpieczna podróż, ale też nigdy nie znalazły się w Rivendell. Biedny kucyki. W sumie to mają dobrze. W sumie wyszło ostatecznie dobrze. Tak, tak. Ale w rejwentel nie dotarły.
A w momencie, kiedy hobbici byli w Bree i rozmawiali z Butterburem, nie było ze strony Butterburem wzmianki o tym, że słuchajcie, mam wasze kucyjki, wróciły coś tam i co dalej z nimi, nie? Czy rozwiązujemy tą sprawę? No właśnie, tak, tak. Więc może dopiero po tym, jak właśnie Gandalf się pojawił, powiedział o tym wszystkim, to on mówi, dobra, to odsyłam je, żeby tam Butterburem... Odsyłamy, no. To nie moje. Szykane, tak, tak. No i ta końcówka tutaj, że ominęły tylko cykli trudy podróży całej, ale to zdanie właśnie, nigdy nie znalazły się w Rivendell. To jest fajne, prawda? Jak cenne musiało być to bycie w Rivendell, że Tolkien o tym wspomniał. Albo być może też znowu, bo to jest też takie pytanie, które wcześniej zadaliśmy, kto dopisał te słowa, nie? Bo wiemy, że znowu autorów Władcy Piescieni możemy podejrzewać kilku.
To mamy wersję taką 1.0 i to się rozwija, a tam będzie 2.0, nie? Tam będzie kucyk Bill 2.0. Dobra, opuścimy teraz długi akapit, w którym przede wszystkim Butterbur będzie głównym bohaterem i jego myśli dowiedział, znaczy wtedy jeszcze nie wiedział, że te kucyki wrócą do niego i że na tym de facto zarobi ostatecznie. Dodatkowo inni gości mieli do niego pretensje, że jak to w jego gospodzie ukradziono ich kucyki czy tam konie, ale okazało się, że właśnie ci, którzy mieli największe pretensje, to była ekipa, z którą przyszedł ten południowiec, który zniknął. Nie było go w tym momencie już w gospodzie i wszystkie podejrzenia skierowały się na niego. Także Butterbur tutaj właśnie powiedział do nich bardzo wyraźnie, że skoro tutaj zbrataliście się z jakimś złodziejem i go przyprowadzacie do mnie, to czemu macie do mnie pretensje, prawda?
Pożegnali się z Nobem i Bobem, podziękowali gorąco panu Butterburowi. Mam nadzieję, że pewnego dnia znów się spotkamy w bardziej radosnej atmosferze, rzekł Frodo. Nic nie sprawi mi większej przyjemności niż pobyt w pańskiej gospodzie. ruszyli niespokojni i przygnębieni pod bacznym okiem tłumu. Nie wszystkie twarze były przyjazne, nie wszystkie okrzyki życzliwe, ale wyglądało na to, że obieży świat budzi nabożną grozę w sercach większości Brylandczyków, bo ci, na których ledwie spojrzał, zamykali usta i chowali się za plecami innych. Obieży świat szedł naprzedzie z Frodem, za nimi Merry i Pippin, a na końcu sam prowadził kucyka. Kucyk dźwigał tyle bagażu, ile jego nowi panowie mieli serce nań załadować, ale już wyglądał raźniej, jakby zadowolony z takiego obrotu fortuny. Sam za dumą gryzł jabłko, miał ich w pełną kieszeń.
Może wtedy gdzieś tam się przedstawili, bo wydaje mi się, że jeśli Butterby przedstawił wszystkich, nawet sobie nawzajem, w jakikolwiek sposób, to nikt tego nie zapamiętał. Nie sądzę. Chyba, że Fern zapamiętał, bo wiedział, że powinien zwrócić uwagę na tych hobbitów. To może on właśnie zapamiętał. Może dlatego tak utknął pamięcią. No może dlatego. No dobrze. Tak, no i co się stało? Sam, jak to usłyszał, w tym samym momencie, kiedy wypowiadał słowa, które wypowiedział, to automatycznie też jabłko opuściło jego dłoń w sposób dynamiczny. Dokładnie, w sposób dynamiczny, tak, trafiło tutaj bardzo celnie. Pamiętajmy, że w prologu autor Tolkien mówił nam o tym, że właśnie hobbici są obdarzeni talentem do broni dystansowej powiedzmy, do rzucania, do strzelania.
Dostaje się do Bagend. Dopiero 30, czyli ten dzień, kiedy my jesteśmy właśnie w ramach analizowanego fragmentu rozdziału 30, jest w Ustroni, czyli właśnie w Creek Hollow. Tam nie znajduje Hobbitów, jedynie fragment materiału z płaszcza, prawda, ten, który zostawili czarniejscy na progu. To jest materiał, to jest kawałek płaszcza Hobbita, tak, czyli tylko to znajduje. I późnym wieczorem trzydziestego jest w Bree, czyli tego dnia, kiedy oni o dziesiątej wyruszają, oni o dziesiątej trzydziestego wyruszyli, a Gandalf wieczorem tego samego dnia dotrze do Bree, tak? No i tam oczywiście słyszy, co się wydarzyło, no bo wiadomo, że całe miasteczko tym żyje, a Gandalf oczywiście też jest z przyjacielem Butterbura, czy nawzajem są sobie przyjaciółmi, więc dowiaduje się tego wszystkiego i pierwszego października, dzień po naszej ekipie, wyjeżdża z Bree, tak?
Pokazano wszystkie 13 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.