Hrabia Monte Christo. 96. Droga do Belgii
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
Sama Eugenia była odważna jak Judyta albo Dalila. Dotarli pod wyznaczony dom. Eugenia kazała tragarzowi złożyć kufer na ziemi, zapłaciła mu i odprawiła, a potem zastukała w okiennicę. Było to mieszkanko młodej Praczki, wtajemniczonej już wcześniej we wszystko. Nie spała jeszcze i otwarła natychmiast. – Panienko! – ozwała się Eugenia. Powiedz odźwiernemu, aby wyciągnął powóz z wozowni i poszedł na pocztę po konie. Dasz mu za fatygę te pięć franków. — Wiesz co, Eugenio — odezwała się Luiza — jestem dla ciebie pełna podziwu. Budzisz we mnie niemal respekt. Praczka patrzyła zdziwiona, ale miała dostać dwadzieścia ludwików za usługę i nie uczyniła najmniejszej uwagi.
W kwadrans później wrócił Odźwierny z Pocztylionem i końmi. W mgnieniu oka zaprzężono je do powozu, a Odźwierny umocował kufer na dachu za pomocą sznura. – Oto moje papiery – odezwał się Pocztylion. – Którą drogą pojedziemy, mój paniczu? — Do Fontainebleau — odpowiedziała Eugenia niemal męskim głosem. — Co ty mówisz? — spytała Luiza. — To podstęp — odszepnęła Eugenia. — Bo ta praczka, co nam pomaga za dwadzieścia ludwików, może nas zdradzić za czterdzieści. Na bulwarze pojedziemy w innym kierunku. I dziewczyna wskoczyła, nie dotykając prawie stopni do powozu, w którym urządzono wygodne posłania. — O, ty zawsze masz rację — rzekła Luiza, siadając obok przyjaciółki.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!