Hrabia Monte Christo. 96. Droga do Belgii
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
W kwadrans później wrócił Odźwierny z Pocztylionem i końmi. W mgnieniu oka zaprzężono je do powozu, a Odźwierny umocował kufer na dachu za pomocą sznura. – Oto moje papiery – odezwał się Pocztylion. – Którą drogą pojedziemy, mój paniczu? — Do Fontainebleau — odpowiedziała Eugenia niemal męskim głosem. — Co ty mówisz? — spytała Luiza. — To podstęp — odszepnęła Eugenia. — Bo ta praczka, co nam pomaga za dwadzieścia ludwików, może nas zdradzić za czterdzieści. Na bulwarze pojedziemy w innym kierunku. I dziewczyna wskoczyła, nie dotykając prawie stopni do powozu, w którym urządzono wygodne posłania. — O, ty zawsze masz rację — rzekła Luiza, siadając obok przyjaciółki.
Kwadrans później po cztylion, zwrócony na właściwą drogę, mijał trzaskając z bicza rogatkę Saint-Martin. — Uf — odetchnęła Luiza — już jesteśmy za Paryżem. — O tak, kochaniutka, porwanie się udało. — O, no tak, i jeszcze obyło się bez przemocy. — W razie czego będzie to dla mnie okoliczność łagodząca — odparła Eugenia. Słowa te zagubiły się w turkocie kół toczących się po bruku La Villette. Pan Danglar nie miał już córki.
Pokazano wszystkie 2 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!