Hrabia Monte Christo. 81. Włamanie
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
— Do licha. Jestem na to wystarczająco bogaty. Po co mam obciążać budżet jego administracji? Hrabia przywołał Baptystę. — Wrócisz do Paryża — rzekł. — I sprowadzisz tu wszystkich moich służących. Dziś wszyscy będziecie mi potrzebni w hotel. — Nikt, panie hrabio, nie ma zostać w domu? — zaniepokoił się Baptysta. — Zostanie odźwierny. — No ale niech pan hrabia raczej pomyśleć, jaka odległość dzieli jego domek od pałacu. — I co z tego? Mogliby okraść cały dom, a on nie usłyszy nawet szmeru. — Kto mógłby to zrobić? — No rabusie. Głupiec z ciebie mości, Baptysto. Złodzieje mogliby okraść mój dom, a i tak mniej wyprowadziłoby mnie to z równowagi, niż gdyby źle wykonano jakiś mój rozkaz.
Milcz. Bóg dał mi siłę, żebym mógł ujarzmiać takie dzikie bestie jak ty. Działam w imieniu Boga. Zapamiętaj to sobie, nędzniku. A jeśli oszczędzę cię teraz, to tylko po to, byś służył jeszcze jego zamiarom. Weź pióro, papier i pisz, co ci podyktuję. O, piękno obolały kaderus. Nie umiem pisać. Kłamiesz. Bierz pióro i pisz. Kaderus posłuszny tej najludzkiej potędze usiadł i napisał. Szanowny panie, człowiek, którego przyjmuje pan u siebie i któremu chce pan oddać za żonę swoją córkę, to były więzień, który uciekł ze mną z galer w Tulonie. Miał numer 59, a ja 58. Na imię było mu Benedetto, ale nie zna swojego prawdziwego nazwiska, bo nigdy nie znał swoich rodziców.
Dlaczego nie mogę wyjść drzwiami? Po co budzić odźwiernego? Niech ksiądz powie, że nie chce mojej śmierci. Chce tego, czego chce Bóg. Ale niech mi ksiądz przysięgnie, że nie zabije mnie ksiądz, gdy będę złaził. Głupiec i tchórz z ciebie. Sam się zastanów. Próbowałem uczynić cię szczęśliwym, a zrobiłem z ciebie zbrodniarza. Niech ksiądz spróbuje ostatni raz. Cóż, dobrze. Wiesz, że dotrzymuję słowa, prawda? Jeśli więc wrócisz do domu całej zdrowy... Czegoż mam się obawiać? Chyba tylko księdza. Jeśli wrócisz do domu całej zdrowy, opuść Paryż, wyjedź z Francji i gdziekolwiek trafisz, żyj uczciwie, a ja będę posyłał ci małą pensyjkę.
— Bo jeśli wrócisz do domu cały i zdrowy, to... — To co? — zadrżał Kaderus. — To będzie znaczyło, że Bóg ci przebaczył, a wtedy ja także ci przebaczę. — Jakiem chrześcijanin? — wybełkotał Kaderus i cofnął się. — Boję się, ojca! — Dalej, wynoś się! — rzekł hrabia, wskazując Kaderusowi okno. Kaderus, nie ufając jeszcze do końca obietnicy księdza, przełożył jedną nogę na okno i oparł stopę na szczeblu drabiny. Zatrzymał się nagle, dygocząc ze strachu. — Złaś! — rzekł ksiądz, założywszy ręce. Kaderus pojął, że ze strony księdza nic mu już nie grozi i zaczął schodzić. Hrabia zbliżył się wtedy ze świecą do okna, tak by z pól elizejskich było dokładnie widać, że jakiś człowiek wychodzi z okna.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!