Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 27. Opowiadanie

27.07.2025 ·31 min 19 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

— Zna ksiądz pewnie jej początek. Tak, Edmund opowiedział mi wszystko aż do chwili, gdy został aresztowany w jakiejś oberży pod Marsylią. U starego panfila. Tak, mój Boże, tak. Stoi mi to jeszcze wszystko przed oczyma. I to się stało podobno w czasie przyjęcia zaręczynowego. Tak, przyjęcie, co się tak wesoło zaczęło, miało smutny koniec. W pewnej chwili wszedł komisarz policji i z żandarmami i Edmund został aresztowany. I tu się wszystko kończy co wiem, przerwał ksiądz. Zresztą Edmund nic więcej nie wiedział, bo nie zobaczył już żadnej z tych pięciu osób i nigdy o nich nie usłyszał. Skoro tylko Edmund został uwięziony, pan Morel pobiegł dowiedzieć się, co się stało.

Nie umiem, księdzu, powiedzieć, jak wymowne słowa to były. Jak rozdzielające błagania, to było więcej niż pobożność, więcej niż rozpacz, tak że choć nie jestem nabożnisiem i nie cierpię jezuitów, powiedziałem sobie wtedy, ależ mam szczęście, że jestem sam jeden i Bóg nie dał mi dzieci, bo gdybym był ojcem i żył w takiej rozpaczy, jak ten biedny starzec, nie potrafiłbym znaleźć w duszy ani w sercu słów, jakie on mówił Bogu i rzuciłbym się do morza, aby nie cierpieć już dłużej. — Nieszczęsny ojcze — wyszeptał ksiądz. Codzień stawał się coraz większym odludkiem i był coraz bardziej osamotniony. Pan Morel i Mercedes nieraz przychodzili do niego, ale drzwi zawsze były zamknięte. Nie odpowiadał na pukanie, chociaż wiedziałem, że był u siebie.

Na koniec biedaczysko nie miał nic do sprzedania. Winien był trzy miesiące komornego. Zagrożono mu usunięciem. Prosił o tydzień zwłoki i właściciel zgodził się. Wiem o tym od właściciela, który wychodząc od niego, zaszedł do mnie. Przez trzy dni jeszcze słyszałem, jak chodził po izbie według zwyczaju. Ale czwartego dnia nic już nie było słychać. Pośmieliłem się pójść na górę. Drzwi były zamknięte, ale zajrzałem przez dziurko od klucza i zauważyłem, że był nadezwyczaj blady i wycieńczony. Uznałem, że jest ciężko chory. Powiadomiłem pana Morela i poleciałem do Mercedes. Oboje przyszli natychmiast. Pan Morel przeprowadził lekarza, który stwierdził, że chory cierpi na katar żołądka i nakazał dietę.

Byłem tam, proszę księdza, i nigdy nie zapomnę, z jakim uśmiechem stary przyjął to zalecenie. Odtąd nie zamykał już drzwi. Miał doskonałą wymówkę, aby się głodzić. Lekarz nakazał mu dietę. Ksiądz westchnął boleśnie. – Ta historyjka księdza nie nudzi? – rzekł Kaderus. – Nie, to naprawdę poruszająca historia. Mercedes znów przyszła do Dontesa. Widząc, jak bardzo jest wycieńczony, chciała go znowu przenieść do siebie. Tak też uważał pan Morel i chciał to nawet wykonać, ale starzec tak mocno krzyczał, że się zlękli. Mercedes pozostała przy łóżku, pan Morel odszedł, wskazując jej sakiewkę, którą zostawił na kominku. Ale chory, zasłaniając się zaleceniem lekarza, nie chciał nic wziąć do ust.

Mam jeszcze tę sakiewkę duża z czerwonego jedwabiu. – Czy ten pan Morel żyje jeszcze? – zapytał ksiądz. – On żyje. To pewnie takiemu człowiekowi niebo pobłogosławiło. Musi być bogaty, szczęśliwy. Kaderus uśmiechnął się gorzko. – Szczęśliwy tak jak ja. – Jak to, więc mu się nie wiedzie? – zawołał ksiądz. – Zbliża się do nędzy, proszę księdza. Co więcej, grozi mu dyshonor. – Jak to? – No tak – odżył Kaderus. – Właśnie tak. Po dwudziestopięcioletnich trudach uzyskawszy jedno z najpierwszych miejsc wśród marcylskich kupców, pan Morel jest zrujnowany z kretesem. W ciągu dwóch lat zatonęło mu pięć statków, trzy razy zbankrutował.

Teraz cała jego nadzieja tkwi w samym faraonie, którym dowodził biedny Edmund. A który ma właśnie wrócić z Indii z ładunkiem kosze nili i indygo. Jeżeli ten statek zawiedzie go jak inne, pan Morel jest zgubiony. Ten nieszczęśliwy człowiek ma żonę, dzieci? Ma żonę. Prawdziwie świętą kobietę. Tak pogodnie znosi tę sytuację. Jego córka miała wyjść za mąż z miłości, ale rodzina jej narzeczonego nie pozwala mu teraz ożenić się z dziewczyną ze zrujnowanej rodziny. Ma na koniec syna, który jest porucznikiem. Ale to wszystko nie tylko nie łagodzi cierpień tego biedaka, wręcz przeciwnie, tym bardziej boleje on nad sytuacją. Gdyby był sam, odebrałby sobie życie i byłoby po wszystkim. – To okropne – szepnął ksiądz.

A i widzi ksiądz – tak to Bóg nagradza cnotę. A proszę bardzo, ja na przykład nie popełniłem nic złego, prócz tego, co już księdzu opowiedziałem, i to ja właśnie żyję w nędzy. Będę patrzył na śmierć żony, dla której nic nie mogę zrobić, a potem umrę z głodu, jak ojciec Edbunda. Fernand tymczasem i Danglar tarzają się w złocie. Jak to? Bo kanaliom powiodło się w życiu, podczas gdy ludziom uczciwym nie. Cóż się stało z Danglarsem, głównym winowajcą, bo to on do tego podżegał? Co się z nim stało? Wyjechał z Marsylii i za rekomendacją pana Morela, który nie wiedział nic o jego zbrodni, wszedł jako prokurent do pewnego hiszpańskiego bankiera.

Weź ten diament i sprzedaj go. Powtarzam ci, że jest wart 50 tysięcy franków. Mam nadzieję, że dzięki tej sumce wydźwigniesz się kiedyś z biedy. Aha, proszę dobrodzieja, bełkotał Kaderus, wyciągając nieśmiało jedną rękę po klejnot, a drugą ocierając pot perlący mu się na czole. Niech dobrodziej sobie nie żartuje kosztem czyjegoś szczęścia lub rozpaczy. — Wiem, co to szczęście i rozpacz, i nie mógłbym czynić sobie igraszki z tych uczuć — odrzekł ksiądz. — Bierz pan diament, ale za to... Kaderuz cofnął szybko rękę, którą już niemal dotykał klejnotu. Ksiądz uśmiechnął się, ale za to — mówił dalej — daj mi tę jedwabną czerwoną sakiewkę, którą pan Morel zostawił na kominku u ojca Edbunda, a którą, jak mówiłeś, masz jeszcze u siebie.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.