Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 27. Opowiadanie

27.07.2025 ·31 min 19 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Wrócił ze smutnymi wiadomościami. Ojciec Edmunda powrócił sam do domu, płacząc. Ułożył w szafie swój ślubny strój. Przez cały dzień chodził tam i z powrotem po pokoiku. Nadszedł wieczór, ale on się nie położył. Mieszkałem pod nim i słyszałem, jak calutko on odchodził po izbie. Muszę się przyznać, że sam nie mogłem też zmrużyć oka. Cierpienie tego biednego ojca bolało mnie strasznie. Każdy jego krok gniótł mi serce, jak gdyby naprawdę deptał mi po piersiach. Następnego dnia Mercedes udała się do Marsylii, chcąc błagać o wstawiennictwo pana de Vilfora. Nic nie uzyskała. Poszła też odwiedzić starca. Znalazłszy go tak przygnębionym i załamanym, Dowiedziawszy się, że spędził bezsennie całą noc, że nie jadł od wczoraj, chciała zabrać go do siebie, aby się nim opiekować, ale staruszek się na to nie zgodził.

— Nie — mówił — nie opuszczę domu. Chłopak nikogo tak nie kocha jak mnie, a gdy wyjdzie z więzienia, przybiegnie najpierw do mnie. Cóż by sobie pomyślał, gdyby mnie tu nie zastał? Słuchałem tej rozmowy ze schodów i pragnąłem bardzo, aby Mercedes wreszcie go nakłoniła. Te kroki dzień i noc nad moją głową nie dawały mi ani chwili spoczynku. A pan, nie poszedłeś sam do starca, żeby go pocieszyć? Ach, proszę księdza, pocieszać można tylko tych, którzy pragną, by ich pocieszano. Zresztą nie wiem dlaczego, ale zdawało mi się, że mnie mocno nie lubił. Pewnej jednak nocy nie mogłem już wytrzymać, słysząc, jak zanosi się od płaczu, i pobiegłem na górę. Ale gdy podszedłem do drzwi, stary już nie płakał, tylko się modlił.

Nie umiem, księdzu, powiedzieć, jak wymowne słowa to były. Jak rozdzielające błagania, to było więcej niż pobożność, więcej niż rozpacz, tak że choć nie jestem nabożnisiem i nie cierpię jezuitów, powiedziałem sobie wtedy, ależ mam szczęście, że jestem sam jeden i Bóg nie dał mi dzieci, bo gdybym był ojcem i żył w takiej rozpaczy, jak ten biedny starzec, nie potrafiłbym znaleźć w duszy ani w sercu słów, jakie on mówił Bogu i rzuciłbym się do morza, aby nie cierpieć już dłużej. — Nieszczęsny ojcze — wyszeptał ksiądz. Codzień stawał się coraz większym odludkiem i był coraz bardziej osamotniony. Pan Morel i Mercedes nieraz przychodzili do niego, ale drzwi zawsze były zamknięte. Nie odpowiadał na pukanie, chociaż wiedziałem, że był u siebie.

Pewnego dnia wpuścił jednak Mercedes, a gdy ta biedna dziewczyna, sama udręczona rozpaczą, usiłowała go pocieszać, rzekł do niej Wierz mi, on nie żyje. Już nie my na niego, ale on na nas czeka. Jestem szczęśliwy, bo z was najstarszy i pierwszy go ujrzę. Wie ksiądz, że nawet najlepszy człowiek zaczyna rychło unikać ludzi, którzy go przejmują smutkiem. Stary Dantes został w końcu zupełnie osamotniony. Widywałem tylko od czasu do czasu, jak wychodzili od niego jacyś nieznajomi, ukrywając niezręcznie większe lub mniejsze paczuszki. Później nieco zrozumiałem, co to były za paczki. Stary wyprzedawał po trochu wszystko, co miał, żeby kupić jedzenie.

Na koniec biedaczysko nie miał nic do sprzedania. Winien był trzy miesiące komornego. Zagrożono mu usunięciem. Prosił o tydzień zwłoki i właściciel zgodził się. Wiem o tym od właściciela, który wychodząc od niego, zaszedł do mnie. Przez trzy dni jeszcze słyszałem, jak chodził po izbie według zwyczaju. Ale czwartego dnia nic już nie było słychać. Pośmieliłem się pójść na górę. Drzwi były zamknięte, ale zajrzałem przez dziurko od klucza i zauważyłem, że był nadezwyczaj blady i wycieńczony. Uznałem, że jest ciężko chory. Powiadomiłem pana Morela i poleciałem do Mercedes. Oboje przyszli natychmiast. Pan Morel przeprowadził lekarza, który stwierdził, że chory cierpi na katar żołądka i nakazał dietę.

Byłem tam, proszę księdza, i nigdy nie zapomnę, z jakim uśmiechem stary przyjął to zalecenie. Odtąd nie zamykał już drzwi. Miał doskonałą wymówkę, aby się głodzić. Lekarz nakazał mu dietę. Ksiądz westchnął boleśnie. – Ta historyjka księdza nie nudzi? – rzekł Kaderus. – Nie, to naprawdę poruszająca historia. Mercedes znów przyszła do Dontesa. Widząc, jak bardzo jest wycieńczony, chciała go znowu przenieść do siebie. Tak też uważał pan Morel i chciał to nawet wykonać, ale starzec tak mocno krzyczał, że się zlękli. Mercedes pozostała przy łóżku, pan Morel odszedł, wskazując jej sakiewkę, którą zostawił na kominku. Ale chory, zasłaniając się zaleceniem lekarza, nie chciał nic wziąć do ust.

Na koniec, po dziewięciu dniach rozpaczy i głodówki, stary umarł, przeklinając tych, którzy byli sprawcami jego nieszczęścia i mówiąc do Mercedes, gdybyś zobaczyła kiedyś Edmunda, powiedz mu, że błogosławiłem mu umierając. Ksiądz wstał i obszedł dwukrotnie salę, dotykając drżącą ręką gardła, w którym zaschło, więc umarł, jak powiadasz. Z głodu, mój ojcze, z głodu, rzekł Kaderus. O, przysięgam na Chrystusa, że to prawda. Ksiądz chwycił konwulsyjnie szklankę wody, wychylił do dna duszkiem i usiadł. Oczy mu się zaczerwieniły, policzki pobladły. Co za straszliwe nieszczęście, rzekł chrapliwie.

Alipasza został zabity, jak wiadomo, Ale przed śmiercią wynagrodził Fernanda znaczną sumką, z którą Fernand powrócił do Francji. Od razu też potwierdzono mu stopień generała porucznika. — Tym sposobem dzisiaj? — zapytał ksiądz. — Tym sposobem dzisiaj? — dokończył Kaderus. — Posiada wspaniały pałac w Paryżu, ulica Helderska pod numerem 27. Ksiądz otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć i wahał się. Na koniec przezwyciężył się. A Mercedes, rzekł w końcu, mówiono mi, że zniknęła. Zniknęła tylko jak słońce o zachodzie, odrzekł Kaderus, aby o wschodzie zabłysnąć wspanialszym blaskiem. Czyżby i ona zrobiła fortunę?

Zapytał ksiądz z ironicznym uśmiechem. Mercedes jest w tej chwili jedną z największych dam w Paryżu. Nie przerywaj sobie, mów. Zdaje mi się, że opowiadasz mi jakiś sen, ale sam już widziałem tak nadzwyczajne rzeczy, że mnie to już mniej dziwi. Mercedes z początku rozpaczała po stracie Edmunda. Opowiedziałem już księdzu, co starała się osiągnąć u pana de Villefort i jak się poświęcała dla ojca Edmunda. I nagle nowy cios ją dotknął. Odjazd Fernanda, którego kochała jak brata, nie wiedząc nic o zbrodni, jak jej dokonał. Fernand wyjechał i Mercedes została sama. Przepłakała trzy miesiące. Nie było wiadomo nic ani o Edmundzie, ani o Fernandzie. Pozostał je tylko starzec, który umierał z rozpaczy.

Pewnego wieczoru, spędziwszy cały dzień jak zwykle na rozdrożu dróg wiodących z Marsylii do wsi katalońskiej, wróciła do domu szczególnie przygnębiona. Na żadnej z tych dróg nie pojawił się ani ukochany, ani przyjaciel i nadal nie dawali znaku życia. Nagle wydało się jej, że słyszy znane kroki. Odwróciła się niespokojnie, drzwi otwarły się i wszedł Fernand w mundurze podporucznika. Nie jego to wprawdzie najgoręcej opłakiwała, ale i on stanowił część jej minionego życia. Mercedes chwyciła go za dłonie z radosnym uniesieniem, które Fernand wziął za miłość, a co było tylko radością. Radością, że nie jest już sama na świecie, że nareszcie widzi przyjaciela po długich godzinach rozpaczliwej samotności.

A poza tym musimy powiedzieć, że Mercedes nie żywiła nienawiści do Fernanda. Ot, po prostu go nie kochała. Kto inny posiadał jej serce? A tego innego nie było. Zniknął, może nawet już nie żył. Na tę ostatnią myśl Mercedes wybuchała płaczem i załamywała ręce. Ale ta sama myśl Którą odpychała dawniej, gdy jej to ktoś inny podpowiadał, teraz sama przychodziła jej do głowy. Zresztą stary Dantes powiedział i powtarzał nieustannie, nasz Edmund nie żyje. Gdyby żył, wróciłby już do nas. Jak już księdzu mówiłem, stary umarł. Gdyby żył, Mose Mercedes nie wyszłaby za mąż, bo staruszek wyrzucałby jej zawsze, że nie dochowała wierności Edmundowi.

Fernand pojmował to dobrze, bo wrócił wtedy dopiero, gdy się dowiedział o śmierci starca. Tym razem był już porucznikiem. Podczas pierwszych odwiedzin nie wymknęło mu się ani słowa o miłości. Podczas drugich wspomniał Mercedes o uczuciu, jakie do niej żywił. Mercedes poprosiła o pół roku zwłoki. Chciała jeszcze poczekać na Edmunda. A i jeszcze go nie opłakała. Tak więc, rzekł ksiądz z gorzkim uśmiechem, to uczyniło razem półtora roku. Czy najbardziej uwielbiany kochanek może żądać więcej? I wyszeptał wiersz angielskiego poety. Frailty, thy name is woman. Sześć miesięcy później – mówił dalej Kaderus – odbył się ślub w kościele de Akulles.

– A w tym samym, gdzie miała wyjść Zajedbunda? – szepnął ksiądz. – Ot, zmieniła tylko narzeczonego. Mercedes poszła więc za mąż, a chociaż wydawała się zupełnie spokojna, zemdlała, gdy przechodziły koło karczmy, gdzie półtora roku wcześniej odbyły się jej zaręczyny z tym, którego jeszcze kochała. A zrozumiałaby to, gdyby zajrzała w głąb własnego serca. Fernand szczęśliwy, ale nadal niespokojny, widywałem go wtedy, więc wiem, że się obawiał powrotu Edmunda. Szybko postarał się wyjeść z tych okolic. Zbyt wiele niebezpieczeństw i zbyt wiele wspomnień wiązało się z rodzinną wsią. Wyjechali tydzień po ślubie. – Widziałeś ją pan jeszcze kiedyś? – spytał ksiądz. Tak, podczas wojny z Hiszpanią.

W Perpignan, gdzie ją zostawił Fernand. Zajmowała się wtedy edukacją syna. Ksiądz zadrżał. Syna? Tak, małego Alberta. Ale przecież chcąc kształcić syna, przecież sama musiałaby pobierać nauki. A zdaje mi się, że Edmund mi nie mówił, że to była córka prostego rybaka. Piękna, lecz nieokrzesana. O, to naprawdę źle znał swoją narzeczoną. Mercedes mogłaby zostać królową, proszę księdza, gdyby koroną zdobiono głowy najpiękniejsze i najinteligentniejsze. Jej fortuna rosła, a jednocześnie Mercedes stawała się wielką damą. Uczyła się rysunku, muzyki, uczyła się wszystkiego. Ale mówiąc między nami, sądzę, że robiła to, żeby się rozerwać.

Jakim sposobem? Gdybym wychodził, pod nogi upadła mi sakiewka. W środku było 25 luidorów. Podniosłem szybko głowę i ujrzałem Mercedes, jak zasuwała żaluzję. – A pan de Vilfort? – ksiądz zmienił temat. – Ten to nie był moim bratem ani swatem. Nie znałem go. Jak mogłem coś od niego wypraszać? Ale czy nie wiesz pan, co się z nim stało? Jaki był jego udział w nieszczęściu Edmunda? Nie. Wiem tylko, że w jakiś czas po aresztowaniu Edmunda poślubił Pannę de Saint-Méran i opuścił Marsylię. Szczęście musiało się także do niego uśmiechnąć. Jest zapewne bogaty jak Danglars, a ważny jak Fernand.

Pokazano wszystkie 15 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.