Mentionsy Mentionsy
Hrabia Monte Christo
Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo. 27. Opowiadanie

27.07.2025 ·31 min 19 s

Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!

Tym większe, proszę księdza, że nie jest dziełem Boga, to ludzie, tylko ludzie do tego doprowadzili. — No, przejdźmy do tych ludzi — podchwycił ksiądz. — Lecz pamiętaj, pan — dodał niemal z groźbą w głosie — żeś obiecał powiedzieć mi wszystko. Dalej, co to za ludzie, przez których syn umarł z rozpaczy, a ojciec z głodu? — To ludzie, którzy mu zazdrościli. Dwóch ich było, proszę księdza. Jeden kierował się miłością, drugi ambicją. To Fernand i Danglars. Jakże się ta zazdrość objawiła? Zadenuncjowali Edmunda, że jest agentem napoleońskim. Ale który z nich na niego doniósł? Który był prawdziwym winowajcą?

Obaj. Jeden napisał donos, a drugi zaniósł go na pocztę. A gdzież napisali ten donos? W karczmie panfila, w przeddzień ślubu. To prawda, to prawda, szepnął ksiądz. Faria, faria, jak ty dobrze znałeś ludzi i świat. Przepraszam, co ksiądz mówi? spytał Kaderus. Nic, powstrzymał się ksiądz. Mów pan dalej. Danglar napisał denuncjację lewą ręką, aby nie rozpoznano jego pisma, a Fernand ją wysłał. — Ależ! — wykrzyknął ksiądz. — Ty także tam byłeś! — Ja? — zdziwił się Kaderus. — A któż to księdzu powiedział? Ksiądz spostrzegł się, że zbyt się zagalopował.

Tak, proszę księdza, byłem i chciałem wszystko wyjawić, ale danglar mnie powstrzymał. A jeżeli przypadkiem rzeczywiście jest winny, mówił do mnie. Jeżeli prawdą jest, że był na Elbie, że ma przy sobie list do Komitetu Bonapartystów w Paryżu, jeżeli ten list znajdą przy nim, ci, co się za nim ujmą, będą poczytani za wspólników. Przyznaję, że się przestraszyłem. Nic nie powiedziałem. Stchórzyłem, to prawda. Ale to nie zbrodnia. Rozumiem. Nie sprzeciwiłeś się złemu i tyle. No tak, proszę dobrodzieja, odrzekł Kaderus. I to mnie dręczy dniem i nocą. Przysięgam księdzu, tak często błagam Boga, aby mi przebaczył. Zwłaszcza, że ten grzech jedyny, jaki mam sobie naprawdę z całego życia do wyrzucenia, jest przyczyną moich nieszczęść.

A i widzi ksiądz – tak to Bóg nagradza cnotę. A proszę bardzo, ja na przykład nie popełniłem nic złego, prócz tego, co już księdzu opowiedziałem, i to ja właśnie żyję w nędzy. Będę patrzył na śmierć żony, dla której nic nie mogę zrobić, a potem umrę z głodu, jak ojciec Edbunda. Fernand tymczasem i Danglar tarzają się w złocie. Jak to? Bo kanaliom powiodło się w życiu, podczas gdy ludziom uczciwym nie. Cóż się stało z Danglarsem, głównym winowajcą, bo to on do tego podżegał? Co się z nim stało? Wyjechał z Marsylii i za rekomendacją pana Morela, który nie wiedział nic o jego zbrodni, wszedł jako prokurent do pewnego hiszpańskiego bankiera.

Podczas wojny hiszpańskiej zajmował się dostawami dla naszego wojska i zrobił na tym majątek. Potem włożył pieniądze w obligacje państwowe i pomnożył we czwór nasób swój kapitał. Ożenił się z córką swojego bankiera, a gdy zmarła, poślubił wdowę panią de Margon, córkę pana de Salvié, szambelana królewskiego, który cieszy się wielkimi łaskami na dworze. Kiedy już został milionerem, zrobili go baronem. No i jest baronem danglarsem, ma pałac przy ulicy Mont Blanc, 10 koni w stajni, 6 lokajów w przedpokojach i sam nie wiem, ile milionów w kasie. Odezwał się ksiądz szczególnym tonem. I jest szczęśliwy?

To co innego? Nie sposób się dowiedzieć, co zamykają w sobie mury. Nieszczęście czy szczęście? Ściany mają uszy, lecz nie mają języków. Jeżeli ogromny majątek daje szczęście, danglar musi być bez wątpienia szczęśliwy. A Fernand? Fernand? To jeszcze inna historia. Jakimże sposobem mógł dorobić się majątku taki biedny rybak kataloński, nie mający żadnych środków ani nawet wykształcenia? To mi się w głowie nie mieści. Nie tylko księdzu. Innym też się nie mieści w głowie. W życiu Fernanda musi być jakaś niezwykła tajemnica, której nikt jeszcze nie zna. Ale po jakich szczeblach doszedł do tak znakomitej fortuny? Czy może do znakomitej pozycji? Do jednej i drugiej, mój księże.

Pierwszej nocy po bitwie stał na warcie przed namiotem generała, który porozumiewał się w tajemnicy z nieprzyjacielem. Tej jeszcze nocy ów generał miał się przekraść do Anglików i zaproponował Fernandowi, żeby mu towarzyszył. Fernand przystał na to i udał się za generałem. Ten postępek, za który poszedłby pod sąd wojenny, gdyby Napoleon utrzymał się na tronie, za Bourbonów posłużył mu za rekomendacje. Powrócił do Francji ze szlifami podporucznika, że zaś generał, który był w wielkich faworach u dworu, nadal go protegował. W 1823 roku został kapitanem, to jest w czasie wojny hiszpańskiej, właśnie wtedy, gdy Danglar zaczynał swoje pierwsze spekulacje.

Fernao jako Hiszpan został posłany do Madrytu, aby zbadał tam nastroje. Znalazł tam Danglarsa, zwąchał się z nim, przyrzekł swemu generałowi i współdziałanie royalistów ze stolicy i z prowincji, uzyskał różne obietnice, podjął się ważnych zobowiązań, przeprowadził swój pułk sobie tylko znanymi ścieżkami przez wąwozy, których strzegli rojaliści. Jednym słowem, tyle ważnych usług wyświadczył w tej krótkiej kampanii, że po zdobyciu Trocadero został mianowany pułkownikiem i udekorowany krzyżem Legii Honorowej, a ponadto nadano mu tytuł barona. — Dziwne ścieżki los — szepnął ksiądz. — To prawda. Lecz niech ksiądz słucha.

Zapomnieć. Nabijała sobie tym wszystkim głowę, aby przygłuszyć głos serca. Ale teraz ten cały majątek i zaszczyty już ją zapewne pocieszyły. Jest bogata, ma tytuł hrabiny, a przecież... A przecież, powtórzył ksiądz, jestem pewien, że nie jest szczęśliwa, odżył Kaderus. Co wzbudza w tobie to przekonanie? A bo kiedy już nie mogłem wytrzymać tej nędzy, przyszło mi na myśl, że mogliby mi pomóc moi dawni przyjaciele. Udałem się do Danglarsa, ale wcale mnie nie przyjął. Potem do Fernanda i ten mi przekazał przez lokaja sto franków. I ani z jednym nie zdołałeś się zobaczyć, ani z drugim? No nie, ale za to widziała mnie pani de Morserve.

Jakim sposobem? Gdybym wychodził, pod nogi upadła mi sakiewka. W środku było 25 luidorów. Podniosłem szybko głowę i ujrzałem Mercedes, jak zasuwała żaluzję. – A pan de Vilfort? – ksiądz zmienił temat. – Ten to nie był moim bratem ani swatem. Nie znałem go. Jak mogłem coś od niego wypraszać? Ale czy nie wiesz pan, co się z nim stało? Jaki był jego udział w nieszczęściu Edmunda? Nie. Wiem tylko, że w jakiś czas po aresztowaniu Edmunda poślubił Pannę de Saint-Méran i opuścił Marsylię. Szczęście musiało się także do niego uśmiechnąć. Jest zapewne bogaty jak Danglars, a ważny jak Fernand.

Pokazano wszystkie 10 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.