Hrabia Monte Christo. 115. Przebaczenie
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!
115. Przebaczenie. Nazajutrz Danglar znowu poczuł głód. Powietrze w grocie ogromnie zaostrzało apetyt. Więzień miał jednak nadzieję, że tego dnia nie wyda nic. Jako człowiek oszczędny schował połowę kurczęcia i kawałek chleba w kącie celi. Ale gdy zjadł, zaczęło mu dokuczać pragnienie. Tego pod uwagę nie wziął. Walczył z pragnieniem do chwili, gdy poczuł, że wyschnięty język przywarł mu do podniebienia. Nie mogąc już dłużej wytrzymać ognia, który go trawił, zawołał. Strażnik otworzył drzwi. Była to nowa twarz. Danglar pomyślał, że lepiej byłoby mieć do czynienia ze starym znajomym. Poprosił, by przyszedł Peppino. — Jestem, ekscelencjo — rzekł bandyta, przybiegając w pośpiechu, co wydało się Danglarsowi dobrym znakiem.
— No dobrze, to dajcie mi butelkę. — Jakiego? — Najtańszego. Oba są w tej samej cenie. A ileż wynosi ta cena? Dwadzieścia pięć tysięcy za flaszkę. To już powiedz od razu, krzyknął Danglars nutą goryczy, którą mógłby wyróżnić w jego głosie tylko harpagon, że chcecie mnie oskubać żywcem. Zróbcie to zaraz, zamiast skubać kawałek po kawałku. Możliwe, że taki jest plan naczelnika. Jeśli się da, chciałbym się z nim zobaczyć. Ależ proszę. Chwilę później wampa stanął przed Danglarsem. Ile żądasz pan o kupu? Mów pan! O, po prostu tych pięciu milionów, które masz pan przy sobie. Danglar poczuł okropny skurcz w sercu.
– Ale są ludzie, którzy cierpieli dużo bardziej niż pan. – Nie wierzę. – A jednak tak. Ci, którzy umarli z głodu. Danglar pomyślał o starcu, którego w chwilach majaczeń widywał, jak jęczy na posłaniu za oknem biednej izdebki. Dotknął czołem ziemi, wydając jęk. — Ach, to prawda — przyznał. — Są tacy, którzy wycierpieli więcej ode mnie, ale to byli męczennicy. — Żałujesz pan przynajmniej? — spytał ktoś tak posępnym i uroczystym głosem, że Danglarsowi zjeżyły się włosy. Wzrok osłał był mu tak, że dopiero teraz zauważył, że za bandytą stoi w cieniu pilastra mężczyzna owinięty w pelerynę.
Kiedy podniósł głowę, ujrzał już tylko niknący w korytarzu cień, któremu kłaniali się bandyci. Wedle rozkazu hrabiego Wampa kazał podać Danglarsowi najlepsze wino i najdorodniejsze owoce, po czym wsadził go do karetki pocztowej i wysadził go gdzieś przy drodze. Gdy odjeżdżał, Danglar stał oparty o drzewo. Stał tak do świtu, nie mając pojęcia, gdzie się znajduje. Obrzasku dostrzegł, że niedaleko płynie strumień. Był spragniony, więc dowlókł się tam. Schylając się nad strumieniem, spostrzegł, że jego włosy stały się białe.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Aleksander Dumas. Cała książka. Zapraszam do słuchania!