Leon Myszkowski - Panie menadżerze, co teraz?
Na scenie widać światła, tłum i kilka sekund, które później krążą po sieci. Nie widać setek telefonów, tysięcy kilometrów i decyzji podejmowanych wtedy, gdy wszystko może się posypać. Leon Myszkowski zna scenę z obu stron: jako ten, który porusza tłum, i ten, który pilnuje, żeby wszystko wydarzyło się o czasie. I chyba właśnie poza kadrem dzieje się u niego najwięcej.
Wiesz, przy większych artystach to są często zżyte zespoły, które nie tak często rotują. Przy młodych artystach to jest po prostu trochę jak w ekipie budowlanej, że to jest po prostu cały czas ci ludzie się zmieniają. Ja na przykład uważam, że nie jest to dobre, bo ci ludzie często, nie mówię, że w każdej ekipie, bo nie w każdej, znam też ekipy, które są bardzo stałe, Ale bardzo często przez te rotacje, nie wiem czy nazwał to zespołem, są ludzie, którzy razem jadą do roboty. I to nie jest zespół. Zespół to są ludzie, którzy pracują razem od lat, znają się jak łyse konie. Wie, że jak Piotrek nie zagra tego, to Grzesiu zagra to i w ogóle nikt nie zauważy. Rozumiesz, to są pewne relacje wypracowane przez lata. Które widać pośród tych ludzi.
Pokazano wszystkie 1 dopasowanie. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Rozmowa zaczyna się od omówienia historii i rozwoju sceny DJ-skiej w Polsce.
Leon Myszkowski omawia zmiany w telewizji, szczególnie koncept DJ-a w programach talentowych.
Leon opisuje proces przygotowywania się do koncertów, w tym wybór zestawów i dostosowanie do audiencji.
Rozmowa przechodzi do tematu produkcji muzycznej i remikserii dla różnych artystów.
Leon Myszkowski omawia trudności i potencjał rynku imprezowego w Polsce, szczególnie organizacji plenerów i imprez klubowych.
Leon Myszkowski opowiada o logistyce imprez, relacjach z klientami i problemach związanych z obsługą wielu artystów.
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Na scenie widać światła, tłum i kilka sekund, które później krążą po sieci. Nie widać setek telefonów, tysięcy kilometrów i decyzji podejmowanych wtedy, gdy wszystko może się posypać. Leon Myszkowski zna scenę z obu stron: jako ten, który porusza tłum, i ten, który pilnuje, żeby wszystko wydarzyło się o czasie. I chyba właśnie poza kadrem dzieje się u niego najwięcej.