No i tak sobie żyłam, żyłam sobie fajnie i miło, aż w pewnym momencie dopadła mnie depresja. I doszłam do wniosku, po procesie terapeutycznym itd., że potrzebuję stabilności w tamtym momencie, że potrzebuję pracy, która nie wymaga ode mnie takiego... ciągłego stresu, czy to, co robię, będzie wystarczające, żeby dostać wypłatę. Bo tak wygląda właśnie tworzenie w internecie, że jak Wam dobrze idzie, jak macie flow, jak jesteście w stanie regularnie publikować, ludziom się to podoba, no to wtedy fajnie zarabiacie, a jeżeli nie, no to nic nie zarabiacie, a płacicie opłaty firmowe itd.
Nie było tam za bardzo pola do kreatywności. No i to też jeszcze był czas, kiedy ja tam pracowałam, że wiecie, że te wszystkie artykuły SEO, czyli takie naprawdę artykuły pod wyszukiwarkę, których nikt nie czyta, trzeba było pisać ręcznie. Teraz myślę, że wszystko jest generowane, jeżeli chodzi o takie teksty. A ja już wtedy czułam, że mimo, że to była właśnie moja praca, że wiedziałam, że to mnie wykosi później z rynku pracy, to tak czułam, że tego nie powinien robić człowiek. To powinno być robione przez maszyny dla maszyny. No ale w każdym razie to mnie wypalało, więc nie chciałam już być takim kopierajterem, ale zamarzyło mi się, żeby być kopierajterem takim właśnie strategicznym, w sensie takim strategiem kontentowym. No i pomyślałam sobie, to już był chyba wtedy ten czas, kiedy zaczęłam jeszcze intensywniej działać na Linkedinie. I postanowiłam, że to w ogóle było moje kolejne konto, więc za każdym razem jak zmieniałam tożsamość, po prostu jak zmieniałam swój pomysł na ścieżkę zawodową i szczerze mówiąc polecam Wam to, jeżeli nie macie jeszcze pomysłu, co chcecie do końca robić i Wam przyjdzie jakaś myśl, bo tak naprawdę no...
z jednej agencji, że na pół etatu na to B2B, a później jak się będzie ok po tym okresie próbnym, no to na cały, więc kompletnie by mi się to nie opłacało, biorąc pod uwagę właśnie opłatę, które już miałam za firmę, jeszcze za księgowego itd., więc nie chciałam, chciałam umowę o pracę. Tutaj też taka mała anegdotka, bo muszę Wam się przyznać, to jest taki mój wstydliwy sekret, mój największy guilty pleasure, to jest to, że uwielbiam program Życie na kredycie. Uwielbiam go. On jest na HBO, na Maxie i to jest najwspanialsze reality show na świecie. Ten program polega na tym, że są przedstawione różne rodziny Polaków i one są tak właśnie różnorodne, tak mi się to podoba, o różnym statusie finansowym, właśnie takiej sytuacji, statusie też takim społecznym powiedzmy, o różnym typie rodziny, czyli że na przykład mamy jakąś przykładną rodzinkę z przedmieść
I wbić sobie do głowy, że ktoś może uważać moją pracę za beznadziejną, ale to nie znaczy, że moja praca jest beznadziejna, bo znajdą się osoby, które uznają ją za beznadziejną. dobrą, a może nawet i świetną. I niby to jest takie oczywiste, ale jeżeli macie właśnie taką kruchą samooceny i wciąż raczej niskie poczucie własnej wartości, no to łatwo jest się po czymś takim poddać, więc cieszę się, że tego doświadczyłam. Mimo, że to mnie zabolało strasznie, po prostu jak sztylet w serce, no to to była dla mnie duża lekcja. No i przechodzimy teraz do momentu, w którym to się wszystko poskładało, że ja miałam już dosyć tego skakania na głowie jak małpa w cyrku, że albo tutaj, żeby w ogóle przechodzić te wszystkie etapy i robić z siebie, no przykro mi, ale dla mnie to jest robienie z siebie pajaca, kiedy to nie jest jakieś naprawdę odpowiedzialne stanowisko, to nie jest stanowisko menedżerskie ani nic, a przechodzi się tyle etapów rekrutacji, czasem coś ciągnie po dwa miesiące, no dla mnie to jest naprawdę cyrk.
Nie wiem, to są moje jakieś takie paranoiczne myśli, że wiecie, komuś coś zginie i będzie na mnie. Bo naoglądałam się po prostu takich filmów kiedyś i też było tak u mnie, jak byłam malutka i miałam nianię, którą tam moi rodzice zatrudnili i ona zwinęła jakąś biżuterię mojej mamie. I tak sobie właśnie w buzię myślałam, że a co jak ktoś mnie oskarża, że wpadam w jakąś taką paranoję. I pomyślałam, że... że może ja nie będę w ogóle pracować na pełen etat, tylko znajdę sobie pracę na pół etatu, a przez pozostałą część czasu będę robić takie zlecenia z kategorii copywriterskich, redaktorskich, bo tak naprawdę tych zleceń wciąż jest całkiem sporo. Szczególnie jeżeli się ma portfolio, to da się coś takiego złapać i stwierdziłam, że się zgłoszę do paru wydawnictw, czy właśnie nie potrzebuję takiego freelancera.
No i teraz sobie udowodniłam, że już nie jestem tą samą osobą. I właśnie to też mi dodało odwagi do powrotu, do bycia wolnym strzelcem, freelancerem, że najwyżej pójdę na jakiś sklep, do księgarni. Właśnie też chciałam do księgarni, ale nie udało mi się dużo tej dostać, nigdzie mi nie odzwonili. W ogóle taki protip, że jeżeli macie jakieś tam doświadczenie, biurowe i wykształcenie, a chcecie pójść do takiego jakiegoś sklepu, księgarni i tak dalej, no może księgarni nie, no ale jakiejś takiej pracy, gdzie nie wymagają żadnego wykształcenia, to najlepiej jest usunąć CV. Z moich doświadczeń tak wynika, że ja po prostu powybalałam wszystko, wykształcenie, jakieś kursy i tak dalej, zrobiłam takie mega proste CV i uwzględniłam tylko te rzeczy, które miały jakkolwiek związek z tym, co miałam robić.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.