Mentionsy Mentionsy
Chociażby
Chociażby

Mój rok zawodowych eksperymentów

19.11.2025 ·1 godz 28 min

✉️ [email protected]

Czyli to były głównie właśnie strony internetowe, to były grafiki do social mediów. w tym reklamy. No i odpaliłam Linkedina, zaczęłam być tam aktywna, szukać ludzi właśnie z tej branży graficznej. W ogóle zrobiłam tak, że założyłam sobie nowe konto na Linkedinie, poprzednio zawiesiłam i na tym nowym koncie zapraszałam tylko ludzi, którzy właśnie byli związani z grafiką. Szukałam różnych agencji, dodawałam tam ludzi do sieci i dzięki temu cały mój feed, ta strona główna była przejęta przez content graficzny, przez ludzi. którzy się w grafice obracali i wychodziłam z takiego założenia, że może akurat zobaczę, że ktoś szuka gdzieś juniora grafika albo na staż, bo wtedy miałam tak, że marzyłam po prostu, żeby wejść w tę branżę i nie miałam żadnych wymagań, wiecie, powiedzieliby mi najniższą krajową, spoko.

Nie było tam za bardzo pola do kreatywności. No i to też jeszcze był czas, kiedy ja tam pracowałam, że wiecie, że te wszystkie artykuły SEO, czyli takie naprawdę artykuły pod wyszukiwarkę, których nikt nie czyta, trzeba było pisać ręcznie. Teraz myślę, że wszystko jest generowane, jeżeli chodzi o takie teksty. A ja już wtedy czułam, że mimo, że to była właśnie moja praca, że wiedziałam, że to mnie wykosi później z rynku pracy, to tak czułam, że tego nie powinien robić człowiek. To powinno być robione przez maszyny dla maszyny. No ale w każdym razie to mnie wypalało, więc nie chciałam już być takim kopierajterem, ale zamarzyło mi się, żeby być kopierajterem takim właśnie strategicznym, w sensie takim strategiem kontentowym. No i pomyślałam sobie, to już był chyba wtedy ten czas, kiedy zaczęłam jeszcze intensywniej działać na Linkedinie. I postanowiłam, że to w ogóle było moje kolejne konto, więc za każdym razem jak zmieniałam tożsamość, po prostu jak zmieniałam swój pomysł na ścieżkę zawodową i szczerze mówiąc polecam Wam to, jeżeli nie macie jeszcze pomysłu, co chcecie do końca robić i Wam przyjdzie jakaś myśl, bo tak naprawdę no...

To jest fantastyczny sposób na to, żeby się rozeznać w branży. Nie wiem, czy później nie jest tak, że blokują na przykład na LinkedIn'ie. To mi się nie zdarzyło i uważam, że to było fajne rozwiązanie, dlatego, że wtedy postanowiłam bardziej właśnie z tej branży poszukać ludzi do kontaktu, no bo to jest taki networking, że nie trzeba kogoś znać, tylko po prostu dodaję się z podobnej branży ludzi. No i dosyć szybko sobie uzbierałam tam sieć i kiedy miałam około tysiąc kontaktów i tam się angażowałam, odpowiadałam, wchodziłam w jakieś dyskusje i traktowałam jako taki Facebook ten LinkedIn chyba przez miesiąc. To było ciężkie, nigdy więcej. Pewnie kiedyś jeszcze bym musiała, ale to było... ciężkie dla psychy, bo LinkedIn jest tak sztuczny, Jezus Maria, nie ma bardziej sztucznego medium społecznościowego niż LinkedIn.

okresu próbnego, więc to i pracodawca sobie sprawdza i pracownik, więc dla mnie to jest cyrk, co się dzieje na tym rynku pracy, naprawdę cyrk. No i właśnie później miałam tego doradcę zawodowego, a następnie post na LinkedIn. To przechodzimy już do tego i właśnie ten moment, w którym okazało się, że jak w ten sposób przejęłam inicjatywę i do mnie pisali ludzie z chęcią porozmawiania, czy to rekryterzy, czy jacyś menadżerowie, to To aż mi się śmiać chciało, że ja tutaj się błagałam tamtych po prostu metaforycznie, ale o kontakt, żeby zwrócili na mnie uwagę jako na pracownika przez trzy miesiące z tymi wszystkimi rekrutacjami, a tutaj nagle ludzie sami do mnie pukali i prosili, więc to w ogóle też jest lekcja o...

przejmowaniu inicjatywy, że to znowu mnie kosztowało trochę, no bo przez miesiąc napieprzałam na tym LinkedIn'ie, ile się dało, chowając swoją godność momentami do kieszeni. Nie no, żartuję, bo to nikomu nie odbiera godności, ale wiecie, no to nie jest miejsce dla mnie, myślę, że w ogóle dla młodszych ludzi nie za bardzo to jest... Oj, powiedziałam osobę jako o młodszym człowieku, no ale mam na myśli ludzi jeszcze przed trzydziestką. Chociaż też zależy od osoby, no bo ja też tam miałam w sieci ludzi, którzy byli młodsi ode mnie, a napierniczali w tego LinkedIn'a i wydawało się, że dobrze się tam czują, no ja się tam nie czułam dobrze i to było moje poświęcenie, poświęcenie zawodowe, no i nagle się okazało, że mam taki odzew i poustawiane po prostu zaproszenia na rozmowę jedna po drugiej. Byłam tym na maksa, bo podekscytowana i nawet miałam taką śmieszną sytuację, w której prezes agencji, do której aplikowałam jakiś miesiąc wcześniej na stanowisko jakieś związane właśnie z contentem, z tworzeniem treści i właśnie takim zarządzaniem, zarządzaniem nimi, nie ludźmi,

nawet zdarzyło mi się aplikować na jakieś menadżerskie stanowisko. Wszystko super, trzy etapy rekrutacji i dostałam propozycję i okazało się właśnie, że to jest taka mniej więcej kwota. I byłam o krok, żeby się zgodzić, ale później mi podpowiedział instynkt, żeby w ogóle w to nie iść, że trochę tak poczułam, że szukają jednak, że szukają frajera. No i ostatecznie cieszyłam się, że tam nie poszłam, ale przybiło mnie to na maksa, bo miałam kilka, no chyba z osiem rozmów wynikających z tego Linkedina i wiele, no cieszę się, bo je odbyłam, bo sprawiło to, że później już nie miałam stresu, jak szłam na kolejną rozmowę, to była większość akurat online, no i miałam jedną taką rozmowę z doradcą biznesowym, właścicielki marki modowej, takiej slow fashion, luksusowej, no i ta doradca biznesowa, doradczyni biznesowa,

Mówiłam, że później się starałam, ale prawda jest taka, że i tak moja wyobraźnia lata sobie, chociaż to jest śmieszne, że zauważyłam, że im mniej się rozmarzam, tym częściej mam pozytywną odpowiedź od rekruterów, że tak mi przyciągała na odwrót. A może to jest kwestia, że właśnie jak mi nie zależy, to na przykład się lepiej też zachowuję. No tak było totalnie w tych rozmowach, które miałam po tym LinkedIn, że ja dostałam właśnie chyba trzy propozycje, które ostatecznie nie zdecydowałam się właściwie w każdej, dlatego ze względu na umowę, która mnie odpowiadała to B2B. Ale dzięki temu, że to ktoś mnie prosił o rozmowę i bez mojego żadnego zgłoszenia, to ja się czułam, wiecie, jak szef, to się zajmę się wtedy. wtedy jest na rozmowy. Nie o to chodzi, że ja miałam jakoś, że wchodziłam w jakąś zarozumiałą pozy, tylko po prostu byłam wyluzowana, bo tak czułam, że nie muszę robić z siebie małpy, żeby kogoś zainteresować, bo ten ktoś już jest zainteresowany moją kandydaturą, więc to było fajne.

I poczułam, że właśnie te wszystkie procesy to jest taki przerost, o tutaj to będzie odpowiednie określenie, że przerost formy nad treścią, że to nie jest tyle warte, że już mam dosyć tego. Miałam dosyć też tego LinkedIn'a, tych rozmów, tego wszystkiego. I miałam taki moment załamania, że zaczęłam czuć, czy to w ogóle będzie miało dla mnie sens ta praca, że po tych jeszcze tylu zadaniach rekrutacyjnych, po przeczytaniu tylu, o jeszcze miałam historię, jak byłam o krok od zostania webdeveloperem w ogóle, wordpressowym. Tylko, że to było w takim miejscu za Krakowem i nie było szans, że ja sobie tam dojadę, ja nie mam prawka wciąż i szkoda, bo to wydawało się fajne zajęcie, ale okazało się, że byłabym jedyną osobą na tym stanowisku i też mnie to przeraziło i dlatego m.in. zrezygnowałam, ale ten dojazd też w ogóle skreślił, bo bym musiała z dwie godziny dojeżdżać i jeszcze dochodzić na nogach.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.