No i zajawiłam się. I ja tak mam, że jak naprawdę uwierzę w jakiś projekt, to potrafię się poświęcić bardzo, bardzo jemu i tak sobie właśnie ustalić, że teraz robię to. Jeżeli ja w to wierzę, to naprawdę wtedy nie ma mocnych na mnie. No i kiedy się już tak ponakręcałam, ponakręcałam, ponakręcałam, to postanowiłam, że kurczysz, nie pamiętam, czy to był miesiąc, ale dałam sobie określony czas na stworzenie portfolio. Uznałam, że muszę dać właśnie sobie konkretny czas na to, bo inaczej ja mogę to robić miesiącami i nie uznać nigdy, że to jest skończone. A ustaliłam sobie, że do tamtego momentu mam być gotowa, a już od następnego dnia uznałam, że będę wysyłać do agencji marketingowych, bo w większości takich filmów poradnikowych, gdzie graficy się dzielili jakimiś swoimi wskazówkami, no to mówili, że...
No i kiedy skończyłam, to dałam znać temu dyrektorowi kreatywnemu, no bo on się zajmował tutaj akceptacją i pot mi po prostu lał się po plecach ze stresu, co powie, bo podchodzę do jego komputera i widzę, że ma taką minę, no nie za ciekawą. Jezus, jak sobie przypomnę ten mój stres. No i ten dyrektor kreatywny woła szefa, czyli tego, z którym ja gadałam, który mnie zatrudnił. Włącza moją pracę. Nic nie mówią. Ja już tam prawie mdleję. No i ten dyrektor kreatywny mówi podoba mi się. Dokończ to. I wiecie, takie małe słowa, a ja poczułam, że po prostu złapałam Pana Boga za nogi, bo pierwszy raz ktoś powiedział, że takie moje pomysły graficzne, coś tam, że ktoś, kto się na tym zna, wyraził aprobatę.
I jeszcze pamiętam, jak któregoś dnia ja miałam tak, że ja nawet czułam, wiecie, nie zrobiłam sobie żadnej przerwy, tylko jadłam sałatkę nad tym kompem, później kanapkę, później coś i nawet nie poszłam sobie zrobić kawy. bo czułam, że tak mnie czas goni i wiecie, pewnie z czasem to człowiek już umie to jakoś tak ogarnąć i się tak bardzo nie spina, no ale ja się też chciałam pokazać, że dam radę i słuchajcie, po jednym takim dniu, o co po prostu miałam oczy czerwone jak królik, to łapie mnie tam szef czy tam w kuchni, czy nie pamiętam, jak już wychodziłam i mówi, że no, że w ogóle przygotuj się, że od przyszłego miesiąca będzie grubo, bo teraz to jeszcze był lajcik. I ja wtedy pomyślałam, ja pierdole, jak to był lajcik, to Jezus Maria, mam włos od tego, żeby się popłakać. I pamiętam, że wracałam taka wycieńczona, że ja nie byłam w stanie w ogóle myśleć, bo byłam, wiecie, tak wpatrzona w kompa, w ekran, no bo to musiało być też precyzyjne.
I poszła w to, rok później już miała własny salon i ja sobie tak wtedy marzyłam, że chciałabym, żeby wyszło, że ja mam jakieś takie praktyczne umiejętności. a nie tylko gadanie i myślenie i pisanie, tylko że coś praktycznego. Oczywiście nic takiego mi nie wyszło, tylko właśnie jakieś zdolności, wiecie, komunikacyjne, językowe i takie kreatywne, więc nic nowego, nic cennego. Ja no żartuję, bo to jest cenne w niektórych kwestiach, no ale jeżeli chodzi o rynek pracy, no to trudne do zmonetyzowania. Także trochę mnie to rozczarowało i wtedy sobie pomyślałam, że jezu, jak mi tylko wychodzi tak, że właśnie językowo jestem mocna, w sensie mówię tutaj o polskim języku, o takiej komunikacji, bo chyba Wam wspominałam jakiś czas temu, albo będę w którymś filmie, który jeszcze się nie ukazał, mówiłam o tym, że ja jeżeli chodzi o języki obce, to jestem fatalna.
To jest fantastyczny sposób na to, żeby się rozeznać w branży. Nie wiem, czy później nie jest tak, że blokują na przykład na LinkedIn'ie. To mi się nie zdarzyło i uważam, że to było fajne rozwiązanie, dlatego, że wtedy postanowiłam bardziej właśnie z tej branży poszukać ludzi do kontaktu, no bo to jest taki networking, że nie trzeba kogoś znać, tylko po prostu dodaję się z podobnej branży ludzi. No i dosyć szybko sobie uzbierałam tam sieć i kiedy miałam około tysiąc kontaktów i tam się angażowałam, odpowiadałam, wchodziłam w jakieś dyskusje i traktowałam jako taki Facebook ten LinkedIn chyba przez miesiąc. To było ciężkie, nigdy więcej. Pewnie kiedyś jeszcze bym musiała, ale to było... ciężkie dla psychy, bo LinkedIn jest tak sztuczny, Jezus Maria, nie ma bardziej sztucznego medium społecznościowego niż LinkedIn.
Więc nie chciałam ryzykować, że znowu się umówię na rozmowę i znowu coś takiego będzie i ten prezes czy tam jakiś zastępca, prezesa, no w każdym razie ktoś tam jeszcze ponad tymi menedżerami powiedział, że chciałby odczarować to i umówiliśmy się na rozmowę. To było śmieszne, to było przewrotne, nie? Bo tak sobie myślałam, że Jezu, tam nie, na szczęście tam mi przynajmniej odpisali, ale tak się poczułam potraktowalna, niefajnie, że wiecie, ktoś mnie nie słucha, że w ogóle nie przeczytał tego, co ja napisałam i tak dalej, a tutaj nagle się ta sytuacja odwróciła. No ostatecznie się nie zdecydowałam na pracę tej agencji, bo nie odpowiadały mi tak do końca warunki zatrudnienia, w sensie umowa, I jeszcze jak się dowiedziałam, słuchajcie, jak jest zapierdziel też w agencji, kiedy się pracuje na jakimś stanowisku kontentowym, że nagle się okazuje, że poza tworzeniem jakichś treści jeszcze pięć różnych kont na przykład na Instagramie do ogarnięcia i to na co dzień publikacje i jak ja usłyszałam, jakie to są kosmiczne ilości pracy, to no naprawdę moim zdaniem w wielu agencjach jest to absolutny wyzysk, bo często ludzie zarabiają na przykład na danym stanowisku, nie wiem, pięć tysięcy,
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.