Amiga Bez Ściemy odcinek 55
Omawiamy konwersje gier z automatów na Amige, które zostały wydane w w latach osiemdziesiątych XX wieku.
Na mejmie to po trzecim, czwartym odbiciu piłka już tak mocno przyspiesza, tak szybko chodzi. Na midze gra zaczyna się anemicznie, w tempie iście spacerowym spokojnie można się wprawić, poodbijać. Z czasem też przyspiesza, ale ta przyjemność gry jest inna. Nie grasz od początku na wariata. Jedyny taki mankament w wersji Amigowej to niestety jest detekcja kolizji. Teraz grając nawet, bo od razu się wciągnąłem, też lubię te paletki, czy różne klony Arkanoida i tak dalej. Zawsze lubiłem tego typu gry. To oczywiście jak odpaliłem pod EUAE Arkanoida, to zaraz z 10 plansz musiałem zaliczyć.
Później zobaczyłem to na Commodore C64 oczywiście i też było nawet fajnie. I nagle zobaczyłem wersję Amigową. I ona tak aż całkiem nie odskakiwała od wersji C64, ale jednak miała więcej tych kolorów. No ten obraz był taki pełniejszy, że wtedy wydawało mi się to arcade perfect. No ale po latach jak wróciłem, no nie, no arcade perfect to to nie był, ale wtedy udało mi się oszukać tak umysł, że tak, wydawało mi się, że to jest arcade perfect. Świetnie się bawiłem z tą grą, bo te niszczenie otoczenia i tak dalej, to było super. Ale to było na myszkę. Tak, na myszkę, na myszkę. Znaczy było i tak, i tak. I tak, i tak mogłeś. No to wiesz, to już samo sterowanie względem Commodora przy celowniczkach, to już też robiło na plus. Tylko Commodore był na tyle ślamazarny, że jeszcze tam zdążyłeś tym joystickiem coś zrobić, bo tam się troszkę wolniej to wszystko odbywało, nie?
Grając już pod MAME'em, grając pod EUAE, oczywiście tę różnicę widziałem, jednak BombJack jest ten MAME'owy Płynniejszy, pełen klatek animacji bardziej. Nawet nie to właśnie. No po prostu jest ładniejszy. Ma więcej kolorów prawdopodobnie. Grafika jest ładniejsza. Być może rozdzielczość jest też trochę lepsza. Wiadomo, że te automaty to też miały trochę inną rozdzielczość, co akurat pod Bomb Jacka, który jest grą, jak wiadomo, orientacji pionowej bardziej pasuje. Natomiast właśnie plusy wersji Amigowej to jest to, bo za chwilę będzie kilka takich gier, gdzie faktycznie animacja kuleje. Tu jeszcze nie kulało, bo to jednak była gra jednoekranowa.
Na zamkniętej powierzchni, nie jakaś z płynnym przesuwem, co pewnie dużo pomagało jak na wydajność Amigi. Ja pod względem animacji nie mam zastrzeżeń. Mam pewne zastrzeżenia co do muzyki, bo muzyka była tylko jedna w wersji Amigowej i to zapętlająca się. Natomiast bardzo możliwe, że chodziło jednak o jakieś tam względy licencyjne. Bo wiemy, jak to było z tymi konwersjami. Nie zawsze autor konwersji dostawał wszystkie źródła, wszystkie materiały. Tak, z reguły dostawał tylko licencję, a resztę sobie radził. Tak. I właśnie tutaj taka mała ciekawostka, już kończąc o Bomb Jacku, bo to jest gra nieskomplikowana i nie ma się co nad nią zbyt dużo rozwodzić.
Nie wiem, bo to też być może moje takie wrażenie wynika z tego, że Grałem, oczywiście ogrywałem te wszystkie gry na standardowym joysticku, na QuickShocie, od którego miałem przerwę ponad 20 lat, dobre, gdy przeszedłem na MIG-NG. Od jakiegoś czasu mam przejściówkę Interface i używam tego na EUAE, ale nie gram zbyt często, więc być może z tego to wynika, że Jakby odzwyczaiłem się od tego sterowania Joyem, że już przyzwyczaiłem się do pada, ale być może nie wynika to z tego, a jest taka obiektywna prawda, że to jest jedna z tych gier, gdzie wydawała mi się odrobinę trudniejsza niż wersja automatowa. Odpaliłem wersję Mame'a, nie wiem, z 5 leveli przeszedłem z marszu, odpaliłem wersję Amigową.
No i w końcu na Amigę to się pojawiło i uwaga! Naprawdę to jakby zrobiło... Okej, widziałem pewne jakby różnice pomiędzy Arcade a Amigą, ale Amigowa nawet w pewnych momentach wygrywała, bo tam te dźwięki i ta muzyka w Amidze bardziej mi się podobała niż w Arcadzie. Ta mroczność i tak dalej, no super. I to była gra właśnie nie typu pobij rekord i coś tam, i zapętli licznik, tylko kurczę... Przemierzaj lochy. I to mi się strasznie podobało. To była gra, która miała taką narrację otoczeniem, ja bym to nazwał. Że ja sobie tam wkręcałem do głowy za gówniarza, przechodząc to, że tu jakieś demony, tu coś, tu coś.
Nie no, bardzo ciepło wspominam grę. Z perspektywy czasu, bo oczywiście też na Maimie to później ogrywałem, bo jednak do gry miałem dość duży sentyment, to do wersji Amigowej już nie wróciłem na tyle, żeby ją ogrywać, ale tylko żeby sobie popatrzeć i tak rzeczywiście te dźwięki gdzieś tam wyłapać, te różnice. Ale ciepło wspominam z tamtych lat. I tutaj też, kochani, musicie wziąć to pod uwagę, że jak ja się tam podniecam jakimiś portami tych gier, to ja pamiętam tego Remica w tamtych latach, nie? I tutaj trzeba wziąć tą poprawkę, nie? No bo dzisiejszy Remic by zupełnie inaczej do tego podszedł, ale wspominam to tak, jakim to było wtedy, tak? Bo to było wtedy nam podane na tacy, nie? No i tak, to był udany port, fajny.
Dobre skojarzenie. Też chodzenie z góry, widok, te klucze, otwieranie. Taki protoplasta Alien Breeda, ale to właśnie po wersji, którą widziałem jakby z Arcada. A gdy już widziałem konwersję na Amigę, to tam jednak tempo było nieco wolniejsze. Duchy respiły się w mniejszych ilościach. I to już mówię, to już jest trochę inna gra. Arcade, Alien Breed, konwersja na Amigę i już bym nie powiedział, gdybym zobaczył tylko konwersję na Amigę, że to jest jakby Alien Breed. Właśnie, ta Amigowa wersja miała bardziej takiego RPGa w sobie. Przez to właśnie, tak jakoś no, no, no. Takie bardziej mistyczne to było, a nie arcade'owe takie, rzućmy tysiąc przeciwników na gościa, niech się broni, tylko no.
Natomiast w wersję Amigową Trochę grałem, ale nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej gry. Przy latach 90-tych będzie podobna gra, w którą grałem dużo więcej, ale to w kolejnym odcinku o niej porozmawiamy. Bubble Bubble Dla mnie taki średniak, w którego się nie zagrywałem, natomiast doceniam, że konwersja naprawdę też udana, też jest gra w miarę płynna, tam nie ma skoków animacji, no muzyka znowu trochę gorsza, no bo gdzieś tam... A jak to... Przepraszam, ale jak to porównasz do wersji NES-owej właśnie, czyli Pegasusowej? Wiesz co, ta wersja Pegasusowa... Też była w miarę płynna, tylko wiesz co, przygotowując się do tego materiału, nie brałem pod uwagę wersję pagazasową, a moje wspomnienia sprzed 30 lat przez telewizora ze sprzętowym Motion Blurem, no nie chcę ich teraz porównywać, bo... Rozumiem.
Tu ninja rzuca gwiazdki, pije się, likwiduje przeciwników. Jak teraz to zobaczyłem, nawet ta wersja Amigowa, mówię, no pustawę... Pustawę jakby pomieszczenia. Jakiś jeden koleś wyskakuje, czasami rzucisz trzy gwiazdki i bez jednego ciosu go powalisz, a z drugiej strony te gwiazdki tym jednoprzyciskowym joyem i tak dalej tak nieintuicyjnie się rzuca. Siermiężnie. W zasadzie nie wiem kiedy rzucę tą gwiazdkę, a kiedy mi się uda, a kiedy nie, bardziej fuksem. No i to jest poniekąd nie mój gatunek, bo chodzą na bijatyka, ale jest z tą grą związana jedna historia, że automat był oparty na komputerze Amiga i tutaj pewnie zrobimy teraz przebitkę z filmu, myślę Remig, żeby pokazać na czym to polegało.
I to była płyta od Amigi. Najpierw oni pracowali jeszcze na tysiączkach, ale potem dostali pierwsze pięćsetki. Jeszcze polutowane chyba z jakimiś kablami na początku. I do tego były dołączone jakieś płytki, które, właśnie płytki z grami. Zresztą to na filmie, jeśli nie widzieliście teraz na przebitce, to po podlinkowaniu zobaczycie sobie cały film, jak to wyglądało. Jakieś tam była też dołączona płyta do tego, żeby jakby wrzutnik monet działał i tak dalej. Natomiast bebechy były Amigi. I oczywiście odpaliłem sobie wersję po dwu HD All Out. Amigową, typowo Amigową i wersję, bo jest też taka wersja po 2 HD Load, Amigowa wersja, ale na automat Arcadia.
Kupiłem to pod tym jak zwykle szyldem arcade, ale nie, nie zagrywałem się w to absolutnie na Amidze. Miałem, ale coś tam nie grało. No tak, ja tylko dodam, że oczywiście u nas W naszym kraju w tym przaśnym czasie przy PRL-u czy tuż po, to kierownica przy automacie to już było ho ho ho, super mega hiper. No a na zachodzie były też wypasione automaty, gdzie wsiadałeś dokąd inny miałeś sprężenie zwrotne i tak dalej. Więc tam był jeszcze... Jakby inne realia, ale dla mnie też ja się w stu procentach zgadzam, że Amigowy port słaby, słabsza grafika.
Według mnie widok też, perspektywa zbyt obniżana względem samochodu, co w połączeniu właśnie z tym kiepskim skokowym odświeżaniem powodowało, że można było dostać oczopląsu na tych zakrętach. O, może ty masz rację. Jedyne co mogę powiedzieć jako plus to, że gra była jednak inspiracją dla kolejnych wyścigów takich jak Lotus, bo ona wprowadziła to radio samochodowe, właśnie ten widok, sportowe fury. Sam port był nieudany, ale był inspiracją dla takich portów na pewno, jak Lotus, jak Jaguar. Nie no, Lotus to turbo, no to super. I na bazie tej nieudanej konwersji potem się ukazały bardzo fajne Amigowe oryginały.
A gdy szukałem w różnych bazach danych i tak dalej, okazało się, że to było tylko na Atari 2600 i na Atari ST, a oficjalnie nie było na Atari 800 XL, A mi się bardzo wydaje, że było, więc albo grałem w jakiegoś nieoficjalnego pirata przeróbkę z Atari 2600, albo faktycznie grałem być może na Atari 2600, a w głowie mi utkwiło, że to małe Atari. I pamiętam, w każdym bądź razie nie wiem, na czym to grałem. Mógłbym przysiąść, że na małym Atari, jeśli atarowczy nas oglądacie, to zweryfikujcie to w komentarzach, czy istniała taka wersja, może nieoficjalnie, czy nie istniała. Ale grałem to tylko i wyłącznie na tym. Nie wiedziałem w ogóle, że istnieje wersja Amigowa. Obejrzałem sobie teraz gameplaye.
Mógłbym przyrównać jakbym stał pionowo w kajaku i spróbował się nie wywalić lub po prostu jeździł na łysych letnich oponach po szklaneczce. Po prostu buja cię jakbyś jeździł bobslejem, a niby jeździsz po piachu kartami. Ale buja cię po całej trasie i tak jest w oryginale. I Wam widzę nie jest nic lepiej, tylko że co gorsze tam jest klatkowanie odświeżanie jest tak klatkowe, że już w ogóle głupiej, aż wszystko ci lata czuje się jak na jakiejś głupiej karuzeli. A w dodatku jak sobie dzisiaj spojrzałem na tego powerdrifta Amigowego, To mówię, nie, nie, nie, on nawet tak źle nie wygląda, ale jak w weekend ogrywałem wersję Mame'a i zaraz bezpośrednio potem przeszedłem na wersję Amigową, to mówię, Jezus, coś to wygląda jak C64.
To prostu, no, tu Amigowy port i tak jakby pod względem fizyki dennego portu na Arcady to odstawał masakrycznie, tak że... Dla mnie kciuk w dół, najsłabsza gra w moim zespole. Oj tak, oj tak, oj tu pełna zgoda. Ja tą grę tylko widziałem kiedyś u kumpla Wojtka i jak to zobaczyłem, to nawet wtedy w tamtych latach zapomniałem o temacie, nie? No dobra, to twój tytuł. Kochani, Double Dragon, pierwsza i druga część, trójkę zostawiamy na lata 90., czyli zajmiemy się teraz tymi dwoma pierwszymi częściami. Double Dragon. Pionierski beat'em up dla dwóch graczy, w którym bracia Billy i Jimmy Lee walczą z gangami, by uratować księżniczkę.
No grałem w to bardzo dużo na 500-ce i ja wiem, że są bardziej znane gry jak choćby Duchowy Następca z pionowym przesuwem, czyli SWIFT, gdzie też jest Jeep i jest helikopter. Czy jak choćby potem Project X z Team17 i pewnie jeszcze kilka innych gier. Chociaż ja Swift'a bym wyżej powiesił niż tego Project X'a. Jakoś Swift bardziej mi pasował. No być może, ale mimo wszystko jakoś ten Silk War, przy nim chyba spędziłem mimo wszystko najwięcej czasu. I naprawdę ja tutaj nie widzę minusów. Oczywiście grafika, jeśli się przyjrzysz, to pewnie jest trochę na automatach, ale cała reszta, no według mnie jakbym miał wybrać wersję automatową, a wersję Amigową, wybieram wersję Amigową i dlatego jest to według mnie najlepsza konwersja tutaj.
Soundtrack z Amigi zdecydowanie lepszy, ale to w latach 90. to też rozwinę skrzydła, bo jest taka gra, gdzie soundtrack Amigowy po prostu arcade'a kładzie jednym strzałem. No ale to do tego dojdziemy. Ale z tą grą jakoś mówię, no brat mnie katował z tym Jeepem. Nie wspominam tego dość ciepło. Więc mnie ta gra trochę ominęła, ale na tyle co zaglądałem, tak, daję łapkę w górę. Ja zdecydowanie. Okej, twoja kolej. No okej, żeby tak było w miarę podobnie, no to gra pod tytułem 1943, czyli Samolocik Leci. 1943. To klasyczny pionowy shooter osadzony w realiach II wojny światowej, gdzie gracz sterował samolotem walczącym z japońską flotą.
I grałem właśnie w jakąś ostatnią odsłonę na Amiga S4, nawet trochę pograłem, podobało mi się taki rozluźniacz w starym stylu. Ale na temat konwersji Amigowej nie powiem nic. Nie wiem, jak tam wygląda to graficznie, jak to wygląda... Właśnie super. Więc tu oddaję Tobie głos. No właśnie, to była gra, w której kompletnie olewałem na Arcadzie, ona też u nas była, na forum właśnie. Tam ludzie się zagrywali, tam chyba dwa razy w to zagrałem, ale stwierdziłem, że to nie dla mnie. Ale jak zobaczyłem, że jest na Amidze i za darmo mogę sobie pograć, no to sobie pogram. I rzeczywiście, to był taki dobry port, taki prawie arcade perfect, że nie czułem tego dysonansu między Arcadem a wersją Amigową.
To była z płynnym przesuwem ekranu, nie było statycznych plansz, więc chodziłeś, skakałeś, dużo było pojazdów, właśnie dużo różnych broni. Była dużo łatwiejsza niż gra arcade'owa. Oczywiście miałam jej kolorów, wiadomo. Ale nie była jakoś spaprana, nie czułeś się, że, nie wiem, przechodząc na wersję Amigową z Arkada, to jesteś jakoś tam dwa levele niżej, że grafika jest nie wiadomo jak zła. Broniła się jak na możliwości Amigowe, jak na rok bodajże 88. Czyli lata osiemdziesiątek, kiedy jeszcze z tej Amigi aż tyle nie wyciskano. To naprawdę solidnie zrobiony port. Mógłbym tu nawiązać do tego twojego 1943. No nie ma się do czego przyczepić. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy, nie wiem, Lionheart, Super Frog i... To pewnie bym jej tam w pierwszej dziesiątce platformówek nie umieścił.
No fajna gra, chociaż nie grałem na arcade'ie. Nie grałem nigdy chyba na MAME'ie, ale jednak widać, że tak jak na przykład według mnie New Zealand Story czy Bubble Bobble nie odstępują aż tak bardzo graficznie, to tu jednak widać, że te dwie półeczki wyżej jest wersja arcade'owa, jeśli chodzi o oprawę. No i tyle, co mogę powiedzieć, bo w Amigową grę też nie grałem w Amigową wersję, więc tu z kolei ja oddaję Tobie głos. No tak, ja pierwszy raz tą grę zobaczyłem właśnie na arcade'ach. Tu znowu do forum się kłania. Tamtych automatów mieli od Groma. No i tak, no na automatach żeśmy w to łupali non-topper.
I co prawda pierwszy raz tą grę łyknąłem na C64 i ona wyglądała fatalnie, ale gameplayowo się broniła. I teraz nagle przeskakujemy na Amigę, bo dowiedziałem się, że już tam po jakimś czasie, że jednak jest też wersja Amigowa, mówię, no to kurde, będzie power. Graficznie wyglądała dużo lepiej od C64, ale niestety mniej płynnie, jakoś tak kurde koślawo, chociaż muszę przyznać, że chyba tak bardzo tą grę lubiłem, że jakoś się w sobie wtedy za gówniarza zawziąłem, że przeszedłem ją całą na Amidze. Jakoś tam te błędy tego portu sobie wybaczałem gdzieś w głowie i dało radę ją skończyć. Ale rzeczywiście, no ja już wtedy czułem, że coś jest z tym portem i tak, wtedy absolutnie nie miałem tego określić, o co chodzi.
Nie, nie, joystickiem, dalej joystickiem, dalej joystickiem. Wiesz, bo tam tylko lewo, prawo i rzucałeś, to tak naprawdę taki, można powiedzieć, arkanoid, tylko trochę inaczej wygląda, nie? Ale świetna przygoda. Nie wiem czy ten Amigowy Shadow Warrior, ale być może Amigowy również, ale Shadow Warrior to chyba była jakby oficjalna kontynuacja, któraś tam z kolei. Tak, tak, tak. A jeszcze wracając do tych obserwatorów, jak mówisz, że patrzyłeś jak tam starszy gracz gra. Pewnie nie w Shinobi, ale w takie być może 1943 lub coś takiego to czasami, bo sam wiem, dopuszczałem kogoś, żeby mi walił we fajery.
Na automacie i miał chociaż z tego zabawę, a ja miałem pomagiera. Bo tu wrócę na przykład do Silkworma. Też cenię Amigową wersję za to, że pod jednym fajerem miałeś strzał równocześnie jakby przed siebie i pod kątem w dół. A na Maimie miałeś osobne dwa przyciski. I akurat w tym wypadku czasami ten jednoprzyciskowy joystick się przydawał i był wygodniejszy. Ale to tak już na marginesie, nie wiem czy też brałeś udział jako strzelacz czasami? Nie, u nas nie było takich akcji. Aha, okej, dobra. No to ostatni tytuł od Ciebie. Tak jest, ostatni mój tytuł, być może znasz. Time Scanner.
Wszystko jest OK. Włączam wersję Amigową do porównania. Jak zobaczyłem tą skokową grafikę, tą fizykę, gdzie chcesz odbić, a piłka leci ci w ogóle w inną stronę albo się odbija jak, nie wiem, piłka kauczukowa od miękkiego podłoża. I w ogóle tą powolność chodzenia tej piłki względem arcade'a, mówię nie, no ta wersja jest gorsza niż Commodora. Przecież Commodore był taki świetny. Mówię nie, no muszę to porównać, bo coś tu się nie wgadza. No właśnie, sprawdziłeś? Sprawdziłem wersję na Commodora i się załamałem. Ja mówię, jakie to brzydkie, jeszcze bardziej skokowe, jeszcze bardziej wolniejsze. Jak ja mogłem to kochać? I nie wytrzymałem. Sprawdziłem wszystkie wersje, jakie są, bo było oprócz na Amigę, była na Atari ST i na inne ośmiobitowce.
Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Omawiamy konwersje gier z automatów na Amige, które zostały wydane w w latach osiemdziesiątych XX wieku.