Mentionsy Mentionsy
Amiga Bez Ściemy
Amiga Bez Ściemy

Amiga Bez Ściemy odcinek 55

30.05.2025 ·1 godz 35 min

Omawiamy konwersje gier z automatów na Amige, które zostały wydane w w latach osiemdziesiątych XX wieku.

Oczywiście później je widziałem na Amidze i uważałem je za lepsze. Ale nie czarujmy się, kochani. Amigowcy byli karceni tymi portami, bo były, jakie były. Staramy się tutaj z naszej listy, playlisty, wynieść parę jednak perełek. Więc co, zaczynamy od mojej pozycji numer jeden. Okej. Okej. Pacmania. Pacmania. Pacmania to trójwymiarowa wariacja klasycznego Pacmana, która wprowadziła efekt izometryczny i możliwość skakania nad duchami, co dodawało nowej głębi do zgrywce. Kolorowa grafika i dynamiczna muzyka czyniły tę wersję bardziej nowoczesną i atrakcyjną wizualnie względem oryginału.

Potem grałem w to też na Amidze. Przyjemna konwersja, niepopsuta konwersja. Płynna animacja, tempo jest trochę oczywiście wolniejsze niż w wersji arcade'owej, ale wiadomo, że w wersji arcade'owej chodziło o to, żeby wrzucać monety szybciej, musiało być trudniej, ale tutaj nic nie popsuto. Oczywiście oprawa jest jak na możliwości Amigi, nie na możliwości tego wypasionego automatu, ale ja tę konwersję od siebie mogę zaliczyć na plus. Nie wiem, jaka jest twoja opinia. Tak, tak. U nas na ulicy Kolbego kiedyś taki wóz drzmały przyjeżdżał i tam były automaty. Wspomniany Froger też tam był.

Ale właśnie był Pac-Man i nikt w to nie grał, naprawdę. Tam raczej Kung Fu Master rządził. Ja grałem, we Frogera też. We Frogera graliśmy, tak, ale jakoś ten Pac-Man był tak pomijany, ale obserwowałem sobie tą grę i ku mojemu zaskoczeniu później, jak już właśnie na Amigę dopadłem w Pac-Manie i zobaczyłem ten izometryczny widok, To zaprosiłem od razu Patryka, z którym chodziliśmy wtedy na salony. Mówię, zobacz, tak to wygląda na Amidze, nie? Tak czułem tą wyższość tego, że na automacie to był taki prosty 2D, a tutaj jednak ten izometryk, jakieś bajery, ta muzyczka, no super, nie? To wtedy czułem się taki, wiesz, prime, nie? Nie, no gra... Ok, teraz z perspektywy czasu wiadomo, ale uważam to za udany, fajny, nawet nie tyle co port, co nawet byłbym chyba w stanie uznać to za taki remaster wersji arcade'owej.

Fajnie to wyglądało, super. No tak, aczkolwiek uczciwie trzeba przyznać, że wersja arcade'owa wyglądała jednak zdecydowanie lepiej. Tak, tak, bo ja porównuje... Tak, tak, bo ja porównywałem sobie Pac-Mana oryginalnego, a nie Pac-Manie. Jasne, jasne, jasne, jasne. Tylko, że w mojej głowie to tak się zakodowało, że zobaczyłem oryginalnego Pac-Mana, a później Pac-Manie na Amidze i stąd ten taki wow. Okej, no jasne, Pac-Mania na arcade'ie, okej. Także jednym słowem polecamy. No i teraz moja pozycja pierwsza. Ja sobie postanowiłem, że będę tutaj jechał kolejnością alfabetyczną, a więc zgodnie z literami alfabetu literka A, czyli Arkanoid.

Ale wtedy się tak grało i nawet dosyć daleko wiem, że zachodziłem w to. Na Amidze to chyba to przeszedłem. Nie da się przejść, ale można przejść dookoła. No właśnie, mi się też wydaje, że nie da, ale okej. Dookoła właśnie jakby. Przekręcając licznik. Co do portu. No na pewno dźwięk lepszy na automatach, bo tam jednak siedziały lepsze bebechy. Natomiast cała reszta, moim zdaniem, stoi po stronie Amigi. Po pierwsze sterowanie myszą. Tu znowu muszę nadmienić, że ja nie widziałem nigdy oryginalnego automatu z Arkanoidem na żywo, ale wiem, że tam było tak zwane wiosełko. Jeśli ktoś pamięta te pokrętła ze starych klonów Ponga, choćby z polskiej konsoli TVG-10, to

W automacie z arkanoidem oryginalnym, którego, mówię, w Polsce nie widziałem. Wiem, że było wiosełko, więc to też nie był joystick, więc pewnie to swoją wygodę miało, ale według mnie co mysz, to mysz, więc sterowanie jest według mnie po stronie Amigi. No a wiadomo, grając pod maimem, no to się gra z klawiatury. I tak byłem zdziwiony, bo oczywiście ograłem te wszystkie moje pozycje i na maimie, i na Amidze przygotowując się do tego odcinka i zaskakująco dobrze mi się mimo wszystko na tych klawiszach kursora grało. No ale nie ma co porównywać z Amigą. To co w zasadzie przy Pac-Meni można powiedzieć. Stopień trudności. Nie wiem czy będziecie mieli teraz na przebitce porównanie, ale praktycznie...

Na mejmie to po trzecim, czwartym odbiciu piłka już tak mocno przyspiesza, tak szybko chodzi. Na midze gra zaczyna się anemicznie, w tempie iście spacerowym spokojnie można się wprawić, poodbijać. Z czasem też przyspiesza, ale ta przyjemność gry jest inna. Nie grasz od początku na wariata. Jedyny taki mankament w wersji Amigowej to niestety jest detekcja kolizji. Teraz grając nawet, bo od razu się wciągnąłem, też lubię te paletki, czy różne klony Arkanoida i tak dalej. Zawsze lubiłem tego typu gry. To oczywiście jak odpaliłem pod EUAE Arkanoida, to zaraz z 10 plansz musiałem zaliczyć.

Myślałem, że wybierzesz Operation Wolf, ale w sumie co celowniczek to celowniczek. Od razu powiem, że nie grałem na Arcadzie, nie grałem też chyba na Amidze, a jeśli grałem, to gra jakby nie zapadła mi w pamięć, więc tutaj oddaję Tobie głos. Ty oceń, czy jest to dobra konwersja, czy trzeba tego unikać? Moim zdaniem jest dobrą konwersją, znaczy poprawną. Może nie wybitną, nie tę, poprawną. Być może dlatego, że najpierw widziałem to na Arcadzie i pamiętam do dzisiaj taki efekt wow, że można było niszczyć otoczenie. Te murki, domki zapadały itd. No wtedy to jak dzisiaj Battlefield, to robiło wrażenie.

No i w końcu na Amigę to się pojawiło i uwaga! Naprawdę to jakby zrobiło... Okej, widziałem pewne jakby różnice pomiędzy Arcade a Amigą, ale Amigowa nawet w pewnych momentach wygrywała, bo tam te dźwięki i ta muzyka w Amidze bardziej mi się podobała niż w Arcadzie. Ta mroczność i tak dalej, no super. I to była gra właśnie nie typu pobij rekord i coś tam, i zapętli licznik, tylko kurczę... Przemierzaj lochy. I to mi się strasznie podobało. To była gra, która miała taką narrację otoczeniem, ja bym to nazwał. Że ja sobie tam wkręcałem do głowy za gówniarza, przechodząc to, że tu jakieś demony, tu coś, tu coś.

Akcja toczy się na zamkniętych poziomach, gdzie gracze plując bańkami starają się wyeliminować przeciwników. Charakterystycznymi cechami były różne zakończenia. Prawdziwe zakończenie można było zobaczyć tylko grając w dwie osoby. Była jedną z pierwszych gier platformowych z pełną kooperacją dwóch graczy jednocześnie. Do tego można jeszcze dodać niezwykle chwytliwą muzykę, główny motyw grany był w pętli, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów w historii gier Arcade. Nie wiem czy chcesz skomentować czy grałeś czy... Grałem, ale też tylko i wyłącznie na Amidze.

Ale ja zapamiętałem to właśnie, bo tam parę osób oczywiście grało. To nie było tak, że nikt w to nie grał, ale według szefa był najmniej zarabiającym na siebie automatem. No i tak zapamiętałem bardzo dobrze tą kuleczkę, jak tam sobie No i później jak już wreszcie dostałem Amigę, pamiętałem o tej grze i mówię, nie no, muszę do tego wrócić. I kurde, arcade perfect. No nie no, znaczy wiadomo, była też rozbieżność między tym arcade'em, którego wtedy na żywo widziałem, a późniejszym portem na Amidze, ale uważałem to za super port, nie no, łapka w górę. I teraz sobie jak tak odświeżyłem, to tak, tego młodego Remika można było tak. Generalnie ja też uważam, tak jak powiedziałem, nie było aż takich dużych różnic.

Bardzo dobry port i teraz jakby odświeżyłeś mi pamięć. Bo jeszcze tylko dodam, że mam takie, ale to jest tylko moje jakieś takie dziwne, subtelne wrażenie, że tak jak wymyślili tą animację Boeinga, żeby pokazać możliwości Amigi w tamtych latach, mówię o Amigze 1000 oczywiście, To, że w tej grze też wykorzystali takie sztuczki, żeby pokazać tę możliwość Amigi, bo to rzeczywiście robiło taką... Taką fizykę tej kulki i tak dalej. No straszne to robiło wrażenie. Pamiętam, że po latach dopiero Half-Life 2 na mnie coś podobnego wywarł, że ta kulka tak fizycznie się zachowywała bardzo fajnie. Ale to oczywiście przekłamuje pewnie nostalgia.

Na Arcadzie niesamowicie się bawiliśmy z chłopakami w to i byliśmy tak cieńcy, że tego levelu pierwszego nie mogliśmy do końca przejść. Oczywiście byli tam guru, którzy wchodzili i pach, pach, pach, pach, pach. Czary Mary robili. I tu o dziwo, no... Nie chce mi to przez gardło przejść, ale muszę, no. Na C64 bawiłem się w tą grę naprawdę fajnie, a na Amidze ta skokowa, klatkowa animacja, dopiero później to naprawili właśnie w tych kolejnych inkarnacjach. No kurczę, no nie mogłem tego przeżyć. Niby grafika wyglądała lepiej, bo więcej kolorów i tak dalej, ale jak to się zaczęło ruszać, no nie, no dramat. I na C64 naprawdę nawet fajnie się bawiłem. Nie mówię, że nie. A Amiga mnie tutaj zawiodła po całej linii.

Więc no ja tu się z tobą w pełni zgadzam. Ja też w to nie grałem. Bo po prostu było na Amidze więcej lepszych platformówek, zwłaszcza, że ja też Amigę dostałem pod koniec 1992 roku, więc też była już trochę inna epoka. Także tu kciuk w dół ode mnie. Kciuk w dół tak samo, ale wiesz, no ja się wykażę bardziej w latach dziewięćdziesiątych, no bo ja byłem takim małym brzdącem w tych latach osiemdziesiątych, więc tam no tak mówię o tyle, o ile pamiętam, ale wiesz, też była taka prawda, że jak widziałeś coś na automacie, no to chciałeś to zobaczyć u siebie w domu, żeby nie wydawać kasy, tylko to było standard. Moje pierwsze pięć dyskietek, które kupiłem do Amigi,

Kupiłem to pod tym jak zwykle szyldem arcade, ale nie, nie zagrywałem się w to absolutnie na Amidze. Miałem, ale coś tam nie grało. No tak, ja tylko dodam, że oczywiście u nas W naszym kraju w tym przaśnym czasie przy PRL-u czy tuż po, to kierownica przy automacie to już było ho ho ho, super mega hiper. No a na zachodzie były też wypasione automaty, gdzie wsiadałeś dokąd inny miałeś sprężenie zwrotne i tak dalej. Więc tam był jeszcze... Jakby inne realia, ale dla mnie też ja się w stu procentach zgadzam, że Amigowy port słaby, słabsza grafika.

Nie, nie, no Amigę graliśmy i spoko, nie? Ja muszę ograć, bo przyznam szczerze, że gdyby nie ten odcinek, to dalej bym nie wiedział, że Perpej Boy był na Amidze. A swoją drogą pewnie już dziś nikt takich gier by nie robił, bo nikt już nie czyta gazet. Podejrzewam, że taki zawód nie istnieje, chociaż z drugiej strony byłem niedawno w Anglii i tam cały czas budki telefoniczne nie są atrakcją turystyczną, tylko normalnie działają. Kumpel, który był w Kanadzie gdzieś tak w okolicach, nie wiem, 2005-2006 roku, gdzie u nas już na dobre zapomniano o VHS-ach, DVD wtedy królowało, mówi, że tam wypożyczalnie działały. To kto wie, być może za oceanem jeszcze chłopcy na rowerach gazety roznoszą, aczkolwiek wydaje mi się to mało realne.

Jeden helikopterem, który porusza się swobodnie w pionie i poziomie, drugi jeepem z wyrzutnią, który porusza się tylko po ziemi, ale może strzelać pod różnymi kątami. Dodatkowe atuty tej produkcji to szybka, dynamiczna akcja z wieloma przeciwnikami i power-upami oraz zróżnicowani bossowie. W 1990 roku wydano duchowego następcę gry, Swift, który zachował ten sam styl rozgrywki, czyli Helicopter Plus Jeep, ale tym razem rozgrywka zmieniła orientację na pionowy przesuw ekranu. Więc ja powiem tak, oczywiście gra to jest niby zwykła strzelanka z poziomym przesuwem, nic wielkiego, gier jakich wiele, ale jeśli weźmiesz w zestawieniu właśnie z automatem, to na Amidze naprawdę więcej się tam dzieje.

I grałem właśnie w jakąś ostatnią odsłonę na Amiga S4, nawet trochę pograłem, podobało mi się taki rozluźniacz w starym stylu. Ale na temat konwersji Amigowej nie powiem nic. Nie wiem, jak tam wygląda to graficznie, jak to wygląda... Właśnie super. Więc tu oddaję Tobie głos. No właśnie, to była gra, w której kompletnie olewałem na Arcadzie, ona też u nas była, na forum właśnie. Tam ludzie się zagrywali, tam chyba dwa razy w to zagrałem, ale stwierdziłem, że to nie dla mnie. Ale jak zobaczyłem, że jest na Amidze i za darmo mogę sobie pograć, no to sobie pogram. I rzeczywiście, to był taki dobry port, taki prawie arcade perfect, że nie czułem tego dysonansu między Arcadem a wersją Amigową.

Naprawdę przyłożyli się do tego i Być może dlatego tylko to w to sobie zagrywałem na Amidze, bo czułem się jak na arcade'zie i bardzo ciepło wspominam tą grę, mimo że nie przepadam za tego typu grami, to tutaj ta grafika, animacja, muzyka, wszystko dawało radę. To naprawdę... I pewnie też, tak się domyślam, że pewnie też stopień trudności mógł być trochę lżejszy. Lepszy, lżejszy, tak, tak, tak. Dobra. No okej, to twój tytuł. Teraz tytuł The New Zealand Story. New Zealand Story. Urocza platformówka, która za sprawą firmy Taito pojawiła się na automatach w 1988 roku.

Natomiast też nie umieściłbym jej na pewno po stronie krapów. Wszystko tutaj zagrało w tej konwersji jak trzeba. Bawiłem się dobrze, bawiłem się dużo w czasach 500. Czasami nawet zdarzyło mi się wrócić w późniejszych czasach, także duży plus, polecam. Ja nie wypowiadam się, bo teraz tak sobie luknęłem, o którą grę chodzi i wydaje mi się, że kiedyś ją może zobaczyłem na Midze, ale ją sobie odpuściłem, ale kompletnie z arcade'ów tego nie kojarzę, więc... Taka ci powiem najbardziej chyba typowa platformówka tutaj w zestawieniu i moim i twoim, chociaż za chwilę jeszcze pewnie pokażesz jedną platformówkę, już się domyślam. Ale tak naprawdę typowy platformer, nie że tak jak w przypadku, nie wiem, Ghost and Goblins, że to bardziej może jest shooter niż platformer albo mocny mix.

I co prawda pierwszy raz tą grę łyknąłem na C64 i ona wyglądała fatalnie, ale gameplayowo się broniła. I teraz nagle przeskakujemy na Amigę, bo dowiedziałem się, że już tam po jakimś czasie, że jednak jest też wersja Amigowa, mówię, no to kurde, będzie power. Graficznie wyglądała dużo lepiej od C64, ale niestety mniej płynnie, jakoś tak kurde koślawo, chociaż muszę przyznać, że chyba tak bardzo tą grę lubiłem, że jakoś się w sobie wtedy za gówniarza zawziąłem, że przeszedłem ją całą na Amidze. Jakoś tam te błędy tego portu sobie wybaczałem gdzieś w głowie i dało radę ją skończyć. Ale rzeczywiście, no ja już wtedy czułem, że coś jest z tym portem i tak, wtedy absolutnie nie miałem tego określić, o co chodzi.

I na dodatek po prostu jeszcze to wszystko rwało. Tak gracie niczym nie broni. Nijak nie kojarzy się z czołowymi platformerami na Amidze. I dlatego się nie dziwię, że Amigowcy raczej jej nie znają, a ci co znają to starają się o niej zapomnieć. To jest właśnie przykład niestety konwersji. Nie wiem czy zawinionej czy nie zawinionej. No właśnie, bo sam oryginał był do kitu. Tak, dokładnie. Aczkolwiek oryginał jednak miał ten płynniejszy przesuw ekranu, ale tu znowu dochodzimy do kwestii, którą już nieraz omawialiśmy, czy po prostu ci autorzy dostawali jakiś kod, cokolwiek, czy po prostu widzisz to, co jest na ekranie, zakoduj i odtwórz z ograniczaniami Amigi.

No jak było, nie wiem, ale wiem, że łapka w dół. Zdecydowanie. A jeszcze dodam od siebie, że dla mnie, pamiętam jak pierwszy raz to zobaczyłem, ale ja nigdy nie widziałem Arcada. Znaczy no już dzisiaj widziałem, ale w tamtych latach. To jak zobaczyłem to na Amidze, bo rzeczywiście to zobaczyłem u Radka bodajże, to miałem takie wrażenie, że on sobie coś w pęcie namalował i to zanimował, wiesz, że... Tak, tak, że jakbyś takie trójkąty i kwadraty... Tak, taka dziecinna jeszcze grafika, dokładnie jak skolorowane prawieci. No może to było celowe, bo to pewnie było dla najmłodszych, ale... No ale zbyt celowe. Tak, to tylko jakby dopełniało obrazu nędzy i rozpaczy. Dokładnie. No dobra i ostatni tytuł na mojej liście, świetny tytuł.

To jest trochę bardziej nawet strzelanka, bo on tam tymi gwiazdkami nawala jak rasowy ninja. Ale też nie chcę się wypowiadać, bo też nie grałem na automatach. Ja już wtedy... To chyba była gra... No nie wiem, z którego roku, no bo omawiamy lata... 89, 88, 89, 88. Aczkolwiek no do mnie, bynajmniej do mojego miasta nie dotarła nigdy. Nie widziałem oryginału, więc też nie widząc oryginału, to sam wiesz, tak jak tu już nieraz powiedziałeś, że widząc oryginał, chcesz mieć to samo na Amidze. Nie widząc oryginału, nie znając oryginału, Nie dążyłem do tego, żeby mieć to samo na midze. Nie grałem, nie trafiło na moje dyskietki nigdy, więc tu już oddaję znowu głos Tobie.

Shadow Warrior? O, Shadow Warrior. Tak, tak. No i to już tam trochę lepiej było, ale dobra, wrócimy do oryginalnego Shinobi. Skończyłem na Amidze, trochę przymrużałem oko, ale okej. No wiadomo, można było ten port lepiej zrobić, ale jestem na tak, bo jednak jakiś taki sentyment fajny mam do tej gry. Tam był taki też fajny moment między levelami do Shinobi, że widziałeś to z perspektywy FPS-a i rzucałeś tymi gwiazdkami tych nadchodzących ninjów. Tak, tak. To było super, no kurczę, to mi się tak podobało. I na C64 to w ogóle było do bani, a na Amidze już to wyglądało tak jak arcade, no to było super. Bo nie wiem znowu, czy jakby jak przechodziłeś w tryb pierwszoosobowy, to dalej joystickiem, czy mogłeś myszką siać?

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.