Należało im się za tucznika (Rzepin 1969)
W Rzepinie i okolicach co kilka lat dochodziło do niewyjaśnionych tragedii. Dopiero najgorsza z nich pozwoliła wykryć stojących za nią sprawców.Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/rzepin-1969Muzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days Night Hunt - Jimena Contreras Sloppy Clav - Godmode
Mieczysław posłuchał. Było tam sporo gotówki, bo oprócz pieniędzy zebranych na podatek gruntowy w domu Lipów były też pieniądze na budowę domu. Mężczyźni zabrali wszystkie pieniądze, a następnie Przy użyciu siekiery i noża oraz znalezionej na miejscu motyki zmasakrowali Mieczysława oraz kobiety, które zaskoczyli w łóżkach. Młodsza z nich Krystyna miała dopiero 18 lat. Niedawno poślubiła Władysława Lipę, z którym była w ciąży. Teraz już bardzo zaawansowanej. Młodzi nie mieli jeszcze własnego domu, więc mieszkali osobno. Ona u swojej rodziny, on u swojej. No i nocowali tak trochę tu, trochę tam. Czasem razem, czasem osobno. Planowali wybudować dom na który dostali już pieniądze.
No ale tego domu nigdy się już nie doczekali. Drugą z kobiet była Maria, 81-letnia matka Mieczysława. Obie kobiety zamordowano bezzwłocznie. Poza tym mężczyźni wciągnęli też do chaty Zofię, którą najpierw ranili na podwórku, a później jeszcze upewnili się, że nie żyje, zadając jej kolejne ciosy i porzucili w sieni domu. Pięć osób, trzy, prawie już cztery, pokolenia rodziny Lipów, zginęły tej nocy. Zabiwszy ich, napastnicy przynieśli do chałupy słomę ze stodoły i podpalili ją. Podłożyli też ogień w zabudowaniach gospodarczych i uciekli. Mieszkańcy Rzepina dostrzegli pożar, pomimo że było już późno.
Z domu mogły też zginąć inne drobne przedmioty, choć co do tego nie było już pewności z powodu pożaru i akcji gaśniczej, które poczyniły jednak spore straty i zniszczenia. W międzyczasie we wsi odbył się pogrzeb rodziny Lipów. Przybyły na niego 4000 żałobników z całej okolicy i nie tylko. Dwie białe i trzy czarne trumny mieszkańcy Rzepina Zanieśli własnoręcznie do rodzinnego grobu na cmentarzu w Pawłowie. W białych trumnach spoczęli Krystyna i Władysław, bo taki był w tych stronach zwyczaj, że młodych chowano w białych trumnach. Czego jeszcze wtedy nie wiedzieli mieszkańcy Rzepina, to tego, że wśród niosących trumny szedł również jeden z morderców rodziny Lipów.
Także Zakrzewscy z nikim się nie przyjaźnili, co wziąwszy pod uwagę to wszystko, co właśnie powiedziałam, nikogo chyba nie dziwi. Oni sami zresztą zawsze... Oni sami zresztą też zawsze stronili od ludzi. Ojciec rodziny Józef Zakrzewski był tyranem, który bił swoich synów. Nawet kiedy ci już byli dorośli, był wrogo nastawiony do ludzi, do państwa, no i tej wrogości nauczył też swoich synów. Na dodatek okazało się, że jeden ze strażaków powiedział milicjantom, że Czesław Zakrzewski był widziany w pobliżu remizy, kiedy straż wyjeżdżała do palącego się obejścia Lipów i o ile jak gdzieś we wsi jest pożar, no to ludzie zwykle idą w tamtym kierunku, żeby sprawdzić co się dzieje, może jakoś pomóc albo tylko się pogapić, no to Czesław szedł w przeciwnym kierunku, nawet się nie odwracając, co wydawało się zachowaniem raczej nienaturalnym w takich okolicznościach.
Także milicja postanowiła przymknąć Czesława na razie pod zarzutem kradzieży drewna, bo to był pewniak, wiadomo było, że zawsze tego był winien, no i w areszcie wydobyć od niego jakieś zeznania. Na początku Zakrzewski się zarzekał, że nic nie wie, ale któregoś dnia opowiedział milicjantom ciekawą historię o swoim sąsiedzie, niejakim Derlatce. Otóż miał widzieć, jak pan Derlatka ukrywa pod strzechą swojej szopy jakieś przedmioty. Były tam rękawiczki, pończochy i zegarek. Kiedy mężczyzna dostrzegł Czesława i zrozumiał, że został przyłapany na gorącym uczynku, zaproponował mu 10 tysięcy złotych za milczenie. Milicja wkroczyła więc do gospodarstwa Derlatki o świcie 9 lipca 1970 roku i we wskazanej przez świadka skrytce odnalazła wymienione przedmioty, które jak się później okazało należały do rodziny Lipów.
To właśnie z tej broni w 1960 roku został zastrzelony inny mieszkaniec Rzepina Jan Borowiec. Gdyby Was zastanawiało, po kim Czesław miał tę niesamowitą bystrość umysłu, to to, co Wam za chwilę powiem, może rzucić nieco światła w tej kwestii. Otóż, kiedy milicja zaczęła przesłuchiwać Józefa Zakrzewskiego, zarzucając mu, że wspólnie z synami zamordował i okradł lipów, Józef miał powiedzieć, cytuję, Jestem niewinny, nikogo nie zabiłem, nic nie wiem, nic nie słyszałem. Po co miałbym kogoś okradać czy zabijać dla pieniędzy? Mam 130 tysięcy złotych w gotówce zakopane w ogródku. Milicja sprawdziła i faktycznie miał. Milicja znalazła zakopany słój, w którym znajdowały się pieniądze, 120 tysięcy złotych i część banknotów była, uwaga, zaplamiona krwią.
Można go było oskarżyć tylko w sprawie zabójstwa Lipów. Jeśli chodzi o matkę, Helenę Zakrzewską, która miała przewodniczyć owym sądom odbywającym się w ich chacie, o których opowiedział Czesław milicjantom, to kiedy doszło do aresztowania mężczyzn, ona już była bardzo chora, już wtedy Kiedy zamordowali Lipów, ona nie wstawała z łóżka i w ciągu kilku najbliższych miesięcy zmarła, także jej nie postawiono żadnych zarzutów i chyba nawet nie została przesłuchana z racji swojego stanu zdrowia. O tym, że do tych rytuałów dochodziło, opowiedział Czesław podczas przesłuchań, ale oprócz tego nie było żadnych dowodów na udział Heleny Zakrzewskiej w tych zabójstwach i kradzieżach. Aczkolwiek przypuszczam, że ona rzeczywiście musiała o wszystkim wiedzieć. Chciała wiedzieć, że jej mąż i syn przenosili do domu jakieś rzeczy, jakieś pieniądze, nie wiadomo skąd.
I wydaje mi się, że mogła reprezentować po prostu podobny poziom moralny, co jej mąż i syn. Ale były jeszcze dwie inne kobiety, czyli żona Czesława i jego siostra. Jeśli chodzi o żonę, to ona od razu, kiedy milicja ją przesłuchiwała, powiedziała, że męża nie było z nią tamtej nocy, nie wie gdzie był. Oni zresztą przez większość czasu mieszkali osobno, ona u swoich rodziców, on u swoich. Ale żona Czesława miała o swoich teściach jak najgorsze mniemanie. Przez pewien czas po ślubie była zmuszona u nich zamieszkać i nie wspominała tego czasu najlepiej. Wręcz przeciwnie, teść był niezrównoważony, stosował przemocy wobec wszystkich domowników, regularnie bił swoich synów nawet jak już byli dorośli, nawet jak już Czesław był żonaty. Kilka razy podniósł też rękę na synową. No i była jeszcze córka. W czasie gdy doszło do zabójstwa Lipów ona już była mężatką, mieszkała oddzielnie.
Ale wcześniej czy wiedziała co się działo w ich domu? Co robił ojciec i brat? Ona twierdziła, że nie. Nie została też o nic oskarżona. Ludzie na wsi mówili, że coś przecież musiała wiedzieć. Podobno jednym z powodów nienawiści Zakrzewskich do Lipów miało być to, że kilka lat wcześniej chcieli wydać właśnie za Władysława swoją córkę, ale Lipowie się nie zgodzili, no i Zakrzewscy uznali to za potwarz, no bo oni generalnie wszystko co szło nie po ich myśli uznawali za potwarz i powód do tego, żeby wydać wyrok i wykonać Doniesienie.
Pobicia i spalenia lipów dokonałem razem ja z ojcem, Józefem i Adamem, moim bratem. Ja byłem w masce zrobionej z portek, w tej, którą ukryłem pod jałowcem. Tam był front, rżnęli nożami, krew bryzgała po ścianach. Z uwagi tej, że czuję się zmęczony, dalsze oświadczenie napiszę po odpoczynku. Więzień, Czesław Zakrzewski. W którymś momencie Czesław zeznał coś takiego, co już go całkowicie pogrążało, cytuję. Nie dało się zrobić inaczej. Mietek wyciągając pieniądze z siennika powiedział do niedowidzącej babki, to są zakrzewscy mamu. Musieli my wymordować wszystkich. On się tak dawał podpuszczać tym, którzy go przesłuchiwali, później się orientował, że za dużo powiedział, więc się z tego wycofywał.
Zakładali kołchozy i dlatego im się należało. Co do Żaczkiewicza, to głównym motywem było to, że był w komisji, która przyszła do Józefa Zakrzewskiego, żeby zarekwirować mu część zwierząt za niezapłacone podatki. Tam raz jest mowa o błuchaju, a raz o tuczniku. Może jedno i drugie im zarekwirowali, nie wiem. No ale ta egzekucja komornicza, w której brał udział, Żaczkiewicz była tym głównym motywem zemsty. Co do oborowca, to chyba podobnie jak w przypadku Lipów, chodziło o pieniądze zebrane na podatek gruntowy. Wiadomo było, że ma w domu dużo gotówki, no i to przede wszystkim ich skusiło. Plus dla nich chyba fakt, że sołtys zbierał pieniądze na jakieś opłaty obowiązkowe, był totalnie niezrozumiały i oni to uznawali za kradzież, za jakąś przemoc wobec nich.
To, że oni są zobowiązani do płacenia czegokolwiek, po prostu im się nie mieściło w głowie. Zarówno Józef, jak i Czesław pytanie o motywy swoich zbrodni powtarzali tylko, bo to był zły człowiek, bo krzywdzili ludzi, bo nie był dobry we wsi i podatki zbierał. A w ogóle to Lipowie ukradli im 4000 zł z kieszeni płaszcza. Jeśli chodzi o przebieg tamtej nocy, kiedy zamordowana została rodzina Lipów, to w aktach zostało to opisane następująco. W dniu 2 listopada około godziny 17.00 oskarżony Czesław Zakrzewski przyjechał do domu ojca, którego chwilowo nie było w mieszkaniu. Oskarżony powiadomił wówczas swego młodszego brata współoskarżonego Józefa Adama Zakrzewskiego, by w dniu tym nie oddalał się od domu, przy czym nie podał żadnego uzasadnienia.
Oskarżony Czesław Zakrzewski przyszedł ponownie do ojca około godziny 22 i wówczas Czesław i Józef Zakrzewscy uzgodnili szczegóły planowanego napadu. Rozważano wtedy także ewentualność dokonania napadu na poporce Staneckiego, ale ostatecznie oskarżeni doszli do wniosku, że Stanecki to dziad i pieniędzy u niego być nie może, wobec czego pozostali przy pierwszym planie obrabowania lipów Którzy jako właściciele 12 hektarów ziemi budujący dom mogli mieć w domu gotówkę niezależnie od pieniędzy społecznych zebranych przez sołtysa Libę na poczet podatku. Po drugiej rozmowie z ojcem oskarżony Czesław Zakrzewski obudził śpiącego brata i powiadomił go o zamierzonym planie obrabowania Lipów
Założyli maski z pończoch na twarze, weszli na teren gospodarstwa Lipów, wypuścili ze stajni konia, żeby wywabić na zewnątrz kogoś z domowników, żeby otworzył drzwi. No i później zaczęła się rzeź. Proces bandy Zakrzewskich to była taka jakaś tragifarsa. Z jakiegoś powodu władzom PRL zależało wtedy, żeby zrobić z niej proces pokazowy. To się działo na początku dekady gierkowskiej, także nowe osoby doszły do władzy, trochę się zmienił język propagandy, też to było niedługo po tych strajkach i zamieszkach, do których doszło W roku 1970, głównie na Wybrzeżu, więc niewykluczone, że władzy zależało na tym, żeby jasno pokazać, że panują nad sytuacją, żeby podkreślić swoją skuteczność nie tylko w walce ze strajkującymi robotnikami, ale właśnie w dbaniu o bezpieczeństwo obywateli.
Początek rozprawy tak został opisany w echu dnia. Oskarżeni z trudem odpowiadają na pytania dotyczące ich personaliów. Nie pamiętają kiedy się urodzili, kiedy się żenili, jakie mają imiona ich dzieci. Józef Zakrzewski mówi, że nie słyszy, mdleje, głośno zawodzi, jęczy. Adam krztusi się łzami. Czesław wybucha płaczem, gdy mówi, że ma troje dzieci w wieku od dwóch do ośmiu lat. Nie potrafi odpowiedzieć chłopcy czy dziewczynki. Mówi tak cicho, że trudno go zrozumieć. Podczas rozprawy Czesław Zakrzewski opowiedział nie tylko o zabójstwie Lipów, choć na nim się przede wszystkim koncentrowała uwaga, ale też o zabójstwach Rzaczkiewicza i Borowca. No i tu jest fragment jednego z jego zeznań.
Nie przyznawał się do niczego przez cały proces, no i zeznawał między innymi tak. Wysoki Sądzie, jak Jarzem tam poszedł do Lipów, jak zobaczyłem tyle ludzi, to mi włosy na głowie stanęły i nie wiedziałem, co zrobić. To chodziło o wizję lokalną, bo Adam przez cały czas twierdził przed sądem, że jest niewinny, pomimo, że podczas wizji lokalnej się przyznał. No i próbował jakoś wyjaśnić, dlaczego zmienił zdanie. No i twierdził, że go tak po prostu te okoliczności speszyły. To, że tam było tyle ludzi i świadomość, że w tym domu zginęło tyle osób. Jak mu sędzia powiedział, że jego ojciec i brat zeznają coś innego, to stwierdził A to ja nie wiem, Wysoki Sądzie, może pogłupiały. W ogóle te dialogi niektóre były jak z jakiejś tragifarsy, szczególnie jak zeznawał Józef, bo on tam takie dyrdy miały opowiadał i tak mu to nieudolnie szło, że co jakiś czas sala po prostu wybuchała tam śmiechem.
Na przykład taki dialog. Sędzia. Dlaczego zamordowaliście rodzinę Lipów? Józef. Bo to harde komunisty, niedobre ludzie, poszli my odebrać im pieniądze. Sędzia. Co to znaczy komunista? Józef. Na przykład sołtys albo przewodniczący GRN. Sędzia, jakie pieniądze był wam winien sołtys? Te za tucznika, którego komornik zarekwirował, bo nie zapłaciłem grzywny. Władek był z władzą. Sędzia, żałujecie, że zabiliście lipów, Józef? Kobit żałuje, Władka i Mietka nie, należało im się za tucznika. Swoją drogą trzeba być naprawdę albo bardzo odważnym, albo wyjątkowo głupim, żeby w komunistycznym państwie bronić się przed sądem w taki sposób, mówiąc, że zamordował kogoś, bo był komunistą.
No w przypadku Zakrzewskich to nie robiło może aż takiej różnicy, no bo co do ich winy tutaj nie ma żadnych wątpliwości, ale to dobrze pokazuje, jak w PRL-u wyglądało prawo do obrony w praktyce. Jakiś czas później Józef zaczął się skarżyć, jaki to on jest biedny, no i mówi tak... To wszystko się dzieje na sali sądowej, przypominam. Także Józef uważał jeszcze, że to on jest w tym wszystkim ofiarą i że nic złego nie zrobił i próbował wzbudzić współczucie. Pod koniec Józef już się zorientował, że nie ma co liczyć na uniewinnienie, więc postanowił się przyznać ostatecznie, żeby chronić najmłodszego syna, Adama. No i mówił tak. Adam szedł do lipów jak krowa do szlachtuza, cały dygotał.
Jak mu kazałem dziabnąć siekierą Zośkę, to się najpierw przeżegnał. On modlący był, ale za przysięglimy zemsty lipom, to musieli mi dotrzymać. No, modlący był się, przeżegnał zanim kobitę siekierą przez łeb zdzielił. Święty człowiek. No niestety, albo stety, Zakrzewscy wpadli z pewnym opóźnieniem na to, żeby może jednego z nich ocalić, bo podczas pierwszych przesłuchań mówili, że poszli do Lipów we trzech i że to Adam zabił siekierą Zofię Lipę. Potem ta historia jeszcze wiele razy się zmieniała. Na koniec rozprawy obaj mężczyźni w sądzie stali na stanowisku, że Adam się przestraszył psa i uciekł do domu, zanim w ogóle weszli na teren Lipów. Czesław powiedział, że wcześniej to on złośliwie obciążył Adama, bo się pokłócili o gospodarstwo. Także to był chyba taki jedyny pozytywny rys ich charakterów, jaki się objawił podczas tego procesu, taki quasi-pozytywny, że chcieli tego najmłodszego Adama ochronić przed tym najsurowszym wyrokiem, bo rzeczywiście
Wyglądało na to, że on został w to wciągnięty i nie chciał uczestniczyć w tym napadzie, chociaż też wypowiedzi innych mieszkańców wsi wskazywały na to, że Adam wcale taki święty nie był, że bywał agresywny, że wdawał się w bójki, między innymi też pobił się z kimś właśnie z rodziny Lipów, co też miało być jednym z motywów tej zemsty. Ten napad na pewno nie był jego inicjatywą, chociaż on niewątpliwie tam był i to, że się nie przyznał i nie wykazał żadnej skruchy, nie wziął odpowiedzialności za tę swoją część winy, którą niewątpliwie miał, to też pokazuje jaki poziom moralny reprezentował. Jeszcze jeden cytat z zeznań Józefa przytoczę, bo mnie one fascynują. Adam mówił do Czeska, żeby poszedł gdzie do roboty. Mówił, zostaw ojca. Ten Władek Lipa nie chciał ożenić się z moją córką. Jak Czesiek musiał płacić elementa, to nie miał pieniędzy. O Lipach nie będę już powtarzał, bo mi ciężko o takie nieszczęście, które się wypełniło.
W swoim zbrodniczym działaniu oskarżeni nie znali uczucia litości, byli bezwzględni i okrutni. Sąd Wojewódzki stwierdził, że obaj ci oskarżeni zasługują na całkowitą i trwałą eliminację ze społeczeństwa, albowiem nie istnieją żadne szanse na ich resocjalizację. Sąd Wojewódzki wskazał na planowy sposób działania oskarżonych i umiejętne podejmowanie działań zmierzających do zatarcia śladów zbrodni i uniknięcia odpowiedzialności choćby za cenę przerzucenia tej odpowiedzialności na niewinne osoby. Adamowi Zakrzewskiemu udowodniono jedno zabójstwo, zabójstwo Zofii Lipy, przy czym sąd wziął pod uwagę fakt, że mężczyzna miał osobowość zależną, bardzo podatną na wpływy, że został przymuszony do udziału w napadzie na gospodarstwo Lipów przez ojca i brata, którym od zawsze był podległy.
Pokazano wszystkie 21 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Podajana jest informacja o podcastzie i jego ostatnim wystąpieniu na Kryminalnym Mieście.
Podajana jest opowieść o zemście jako motywie zbrodni, z referencją do historii z Rzepina.
Opisane są okoliczności zbrodni z 1954 roku w Rzepinie, w tym znalezienie ciała Bolesława Hartunga.
Podajana jest informacja o próbach rozwiązywania zagadki zbrodni i sytuacja w Polsce po śmierci Stalina.
Podajany jest życiorys Bolesława Hartunga, jego przejście do dorosłości i początki kariery.
Opisane są okoliczności zbrodni z 1955 roku w Sierżawach i sytuacja w wsi w latach 1950-1960.
Zeznania Józefa i Czesława Zakrzewskich przed sądem, ich próba usprawiedliwienia czynów oraz analiza ich postępowania pod kątem moralności i prawnej obrony.
Opisano zbrodnia z 1960 roku, w której Jan Borowiec, sołtys wsi Rzepin, został zastrzelony i dobity nożem. Milicja nie odniosła sukcesu w śledztwie.
Rozkłady zbrodni i podejrzenia wobec Zakrzewskich, opowieść o zabójstwie Bolesława Hartunga i kradzieżach.
Opisano opinie psychiatrów i psychologów wobec Zakrzewskich, podkreślając brak szczegółowych diagnoz.
Rozważano potencjalną rolę sędziego Winnickiego w sprawie Zakrzewskich, omówiono teorie i tezy na jego temat.
Opisano strategie ułaskawienia Józefa i Czesława Zakrzewskich, podkreślając ich nieefektywność.
Opisano reakcję mieszkańców Rzepina na egzekucję Zakrzewskich, w tym skargi na kobiety z rodziny morderców.
Analiza romantyzacji zemsty jako motywu w filmach i serialach, z odniesieniem do Zakrzewskich.
postawić mi taką symboliczną kawę
Rozdziały i streszczenia generowane automatycznie. Pełna transkrypcja nie jest publikowana — wyszukaj frazę, aby zobaczyć dopasowane fragmenty.
„postawić mi taką symboliczną kawę"
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
W Rzepinie i okolicach co kilka lat dochodziło do niewyjaśnionych tragedii. Dopiero najgorsza z nich pozwoliła wykryć stojących za nią sprawców.
Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to
https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/rzepin-1969
Muzyka:
PurplePlanet Music - Lazy Days
Night Hunt - Jimena Contreras
Sloppy Clav - Godmode