Mentionsy Mentionsy
Zbrodnie Prowincjonalne
Zbrodnie Prowincjonalne

Należało im się za tucznika (Rzepin 1969)

11.06.2026 ·1 godz 23 min · 15 rozdziałów · 1 sponsor

W Rzepinie i okolicach co kilka lat dochodziło do niewyjaśnionych tragedii. Dopiero najgorsza z nich pozwoliła wykryć stojących za nią sprawców.Jeśli chcesz jednorazowo okazać mi swoje wsparcie, możesz to zrobić na buycoffee.to https://buycoffee.to/zbrodnie-prowincjonalne Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://creators.spotify.com/pod/profile/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe⁠ Źródła: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/rzepin-1969Muzyka: PurplePlanet Music - Lazy Days Night Hunt - Jimena Contreras Sloppy Clav - Godmode

24:05 · Szukanie winnych i sytuacja w Polsce w 1954 roku 8

Milicjanci wyłonili takich osób 40, no i tak sprawdzając jednego po drugim dotarli do pewnego obywatela. Obywatel nazywał się Czesław Zakrzewski, miał 42 lata i był rolnikiem z Rzepina z ukończonymi pięcioma klasami szkoły podstawowej. Był to człowiek, który z pewnością nie cieszył się we wsi ani sympatią, ani szacunkiem. Zresztą, podobnie jak cała jego rodzina, Lokalnej milicji rodzina Zakrzewskich była świetnie znana z uchylania się od wszelkich opłat. Czesław zalegał z alimentami dla swojego nieślubnego syna. Zresztą jego ślubne dzieci, jego trzy córki mogły liczyć tylko na niewiele więcej z jego strony. Poza tym Zakrzewscy od zawsze uchylali się od dostaw, które w czasach Polski Ludowej były obowiązkiem rolników. Każdy musiał jakąś tam część tego co wyhodował, co zebrał.

Oddawać na część państwa, nie wolno było zatajać żadnych upraw czy zwierząt, chociaż ludzie oczywiście robili co mogli, żeby jakoś tam państwo oszukać, bo na tych obowiązkowych dostawach głównie tracili, więc każdy kombinował jak mógł, ale Zakrzewscy to już nawet nie tyle, że kombinowali, tylko po prostu całkowicie to ignorowali, poza tym notorycznie dopuszczali się kradzieży drewna z lasu, I też trzeba powiedzieć, że to nie wynikało z jakiejś skrajnej nędzy. Zakrzewscy mieli jedno z większych gospodarstw w tej wsi i jeśli nie przynosiło ono zadowalających dochodów, to tylko dlatego, że niewystarczająco nie dbali. O tych wykroczeniach milicjanci wiedzieli, ale były też rzeczy, które do milicji wcześniej nie docierały, a o których w Rzepinie wiedzieli wszyscy. Na przykład to, że jak u Zakrzewskich na obiad był rosół, to był to znak, że komuś na wsi ukradziono kurę, bo tylko w takich okolicznościach Zakrzewscy mieli rosół.

Także Zakrzewscy z nikim się nie przyjaźnili, co wziąwszy pod uwagę to wszystko, co właśnie powiedziałam, nikogo chyba nie dziwi. Oni sami zresztą zawsze... Oni sami zresztą też zawsze stronili od ludzi. Ojciec rodziny Józef Zakrzewski był tyranem, który bił swoich synów. Nawet kiedy ci już byli dorośli, był wrogo nastawiony do ludzi, do państwa, no i tej wrogości nauczył też swoich synów. Na dodatek okazało się, że jeden ze strażaków powiedział milicjantom, że Czesław Zakrzewski był widziany w pobliżu remizy, kiedy straż wyjeżdżała do palącego się obejścia Lipów i o ile jak gdzieś we wsi jest pożar, no to ludzie zwykle idą w tamtym kierunku, żeby sprawdzić co się dzieje, może jakoś pomóc albo tylko się pogapić, no to Czesław szedł w przeciwnym kierunku, nawet się nie odwracając, co wydawało się zachowaniem raczej nienaturalnym w takich okolicznościach.

Także milicja postanowiła przymknąć Czesława na razie pod zarzutem kradzieży drewna, bo to był pewniak, wiadomo było, że zawsze tego był winien, no i w areszcie wydobyć od niego jakieś zeznania. Na początku Zakrzewski się zarzekał, że nic nie wie, ale któregoś dnia opowiedział milicjantom ciekawą historię o swoim sąsiedzie, niejakim Derlatce. Otóż miał widzieć, jak pan Derlatka ukrywa pod strzechą swojej szopy jakieś przedmioty. Były tam rękawiczki, pończochy i zegarek. Kiedy mężczyzna dostrzegł Czesława i zrozumiał, że został przyłapany na gorącym uczynku, zaproponował mu 10 tysięcy złotych za milczenie. Milicja wkroczyła więc do gospodarstwa Derlatki o świcie 9 lipca 1970 roku i we wskazanej przez świadka skrytce odnalazła wymienione przedmioty, które jak się później okazało należały do rodziny Lipów.

Derlatka oczywiście został natychmiast aresztowany, Ale szybko okazało się, że to nie na nim milicja powinna koncentrować swoje wysiłki, bo po pierwsze derlatka miał alibi na czas zbrodni, a po drugie na znalezionych przedmiotach były odciski palców. Ani jeden z nich nie należał do derlatki, to prawie wszystkie do Czesława Zakrzewskiego. Czesław Zakrzewski nie był najostrzejszą kredką w piórniku, możemy to sobie chyba jasno powiedzieć. I tym oto sposobem Czesław dostarczył prokuraturze dowód przeciwko samemu sobie. A jeszcze do tego milicja miała szczęście, bo te same odciski znaleziono i zabezpieczono kilka lat wcześniej na oknie domu Jana Żaczkiewicza w Trzeszkowie, wkrótce po jego zabójstwie. Teraz już milicja zarządziła przeszukanie gospodarstwa Zakrzewskich.

No i oto co tam znaleźli. W czasie przeszukania w mieszkaniu oskarżonego Józefa Zakrzewskiego znaleziono ukryty w miodle nóż obosieczny, którym posługiwał się oskarżony Józef Zakrzewski. Ponadto oskarżeni wydali dwie maski oraz przechowywaną bez wiedzy współoskarżonego Józefa Dama Zakrzewskiego broń, a w szczególności karabin typu Mauser, rewolwer typu Nagant, jeden granat ręczny typu F1 oraz amunicję. Broń i amunicję przechowywali oskarżeni Józef i Adam Zakrzewscy od 1946 roku bez odpowiedniego zezwolenia. Broń ta służyła oskarżonym do dokonywania zabójstw i napadów rabunkowych.

To właśnie z tej broni w 1960 roku został zastrzelony inny mieszkaniec Rzepina Jan Borowiec. Gdyby Was zastanawiało, po kim Czesław miał tę niesamowitą bystrość umysłu, to to, co Wam za chwilę powiem, może rzucić nieco światła w tej kwestii. Otóż, kiedy milicja zaczęła przesłuchiwać Józefa Zakrzewskiego, zarzucając mu, że wspólnie z synami zamordował i okradł lipów, Józef miał powiedzieć, cytuję, Jestem niewinny, nikogo nie zabiłem, nic nie wiem, nic nie słyszałem. Po co miałbym kogoś okradać czy zabijać dla pieniędzy? Mam 130 tysięcy złotych w gotówce zakopane w ogródku. Milicja sprawdziła i faktycznie miał. Milicja znalazła zakopany słój, w którym znajdowały się pieniądze, 120 tysięcy złotych i część banknotów była, uwaga, zaplamiona krwią.

W tamtych czasach oczywiście nie były jeszcze dostępne takie techniki kryminalistyczne, które by pozwalały na ustalenie, czyja to była krew. Natomiast nawet bez tego to znalezisko idealnie dopełniało łańcuch dowodów i poszlak zebranych w tej sprawie. No i umówmy się, nie jest to normalne, żeby na banknotach była krew, A jak jesteś podejrzany o wymordowanie rodziny sąsiada to tym bardziej nie chcesz się chwalić tym, że masz słoik ubabranych krwią banknotów. No chyba, że nazywasz się Józef Zakrzewski i masz iloraz inteligencji planktonu. O Józefie możemy przeczytać następującą opinię z wywiadu MO z dnia 20 lipca 1970 roku. Józef Zakrzewski był w pierwszych latach po wyzwoleniu członkiem ORMO w Pawłowie, ale następnie został usunięty z ORMO. W miejscu zamieszkania oskarżony Józef Zakrzewski jest znany jako jeden z najbogatszych gospodarzy ze względu na posiadanie 6,97 ha ziemi i sadła owocowego.

36:07 · Życiorys Bolesława Hartunga 17

Pomimo to jest on jednym z najbardziej opornych rolników w zakresie wywiązywania się z obowiązkowych dostaw i płacenia podatku gruntowego. Odbywał on karę 3 miesięcy aresztu za podrobienie decyzji o obowiązkowych dostawach. Był on również karany za kradzieże drzewa z lasu państwowego. W miejscu zamieszkania Józef Zakrzewski nie posiadał dobrej opinii, zwłaszcza z uwagi na swój despotyczny charakter i nieżyczliwość w stosunku do innych osób. A zatem ostatecznie 11 lipca 1970 roku zarówno Józef Zakrzewski, jak i jego najmłodszy syn, 23-letni Adam, dołączyli do Czesława w areszcie. W 1960 czy 1957 roku, kiedy doszło do wcześniejszych zabójstw, Adam był jeszcze dzieciakiem, nawet gdyby miał w nich jakiś swój udział, no to nie mógłby być za to sądzony.

Można go było oskarżyć tylko w sprawie zabójstwa Lipów. Jeśli chodzi o matkę, Helenę Zakrzewską, która miała przewodniczyć owym sądom odbywającym się w ich chacie, o których opowiedział Czesław milicjantom, to kiedy doszło do aresztowania mężczyzn, ona już była bardzo chora, już wtedy Kiedy zamordowali Lipów, ona nie wstawała z łóżka i w ciągu kilku najbliższych miesięcy zmarła, także jej nie postawiono żadnych zarzutów i chyba nawet nie została przesłuchana z racji swojego stanu zdrowia. O tym, że do tych rytuałów dochodziło, opowiedział Czesław podczas przesłuchań, ale oprócz tego nie było żadnych dowodów na udział Heleny Zakrzewskiej w tych zabójstwach i kradzieżach. Aczkolwiek przypuszczam, że ona rzeczywiście musiała o wszystkim wiedzieć. Chciała wiedzieć, że jej mąż i syn przenosili do domu jakieś rzeczy, jakieś pieniądze, nie wiadomo skąd.

Ale wcześniej czy wiedziała co się działo w ich domu? Co robił ojciec i brat? Ona twierdziła, że nie. Nie została też o nic oskarżona. Ludzie na wsi mówili, że coś przecież musiała wiedzieć. Podobno jednym z powodów nienawiści Zakrzewskich do Lipów miało być to, że kilka lat wcześniej chcieli wydać właśnie za Władysława swoją córkę, ale Lipowie się nie zgodzili, no i Zakrzewscy uznali to za potwarz, no bo oni generalnie wszystko co szło nie po ich myśli uznawali za potwarz i powód do tego, żeby wydać wyrok i wykonać Doniesienie.

No i napisał. Przyznał się w tym liście do całej serii zabójstw, opisał je ze szczegółami, wszyscy oni mieli być złymi ludźmi i szkodzić ludziom, dlatego ich zabił. Ten list oczywiście nigdy nie został nigdzie wysłany. Trafił prosto w ręce pracowników więzienia, a następnie do milicji i prokuratury. Wtedy Zakrzewscy zaczęli się już przyznawać do tych przestępstw, uczestniczyli w wizjach lokalnych. Choć co do tego, to Czesław miał też swoją ukrytą motywację, bo chyba ten funkcjonariusz, który z nim był w celi, tak go wkręcał jeszcze, że jak pojedzie na wizję lokalną, to tam go będą mogli odbić ci z Radia Wolna Europa i żeby się rozglądał za funkcjonariuszem, który ma w klapie kwiat, Bo to będzie agent tej wolnej Europy. W ogóle by nie zwrócił na siebie niczyjej uwagi, jakby tak chodził z kwiatkiem w kieszeni do milicyjnego munduru.

No ale to dużo mówi o Czesławie, że był w stanie uwierzyć w takie bzdury. Ten milicjant chyba się już później świetnie bawił, wstawiając mu te wszystkie głupoty. W każdym razie Czesław wierzył, że Radio Wolna Europa wyśle po niego helikopter i że go odbiją z rąk milicji podczas tej wizji lokalnej. Milicjanci, których naprawdę mam wrażenie, że robienie sobie jaj z Zakrzewskiego zaczęło bawić, postanowili więc, że w czasie wizji lokalnej naprawdę dadzą jednemu z funkcjonariuszy kwiatek, żeby go sobie wetknął w klapę munduru czy tam do kieszonki na piersi, nie wiem dokładnie, a do tego, nie wiem, czy to też zaaranżowali, czy to był zbieg okoliczności, w czasie tej wizji naprawdę przelatywał nad nimi śmigłowiec, tak że Czesław Zakrzewski już był w ogródku, już witał się z Gąską, no a tu nic, śmigłowiec przeleciał, nikt go nie odbił, także no, szok.

Swoją drogą, tym wizjom lokalnym towarzyszyło duże zainteresowanie lokalnej społeczności, która oczywiście była Zakrzewskim bardzo nieprzychylna, także tam leciały kamienie, wyzwiska, jakieś groźby, nawoływania do linczu, których milicja chyba celowo nie starała się za bardzo uspokajać, wręcz tak po cichu chyba im sprzyjała, licząc na to, że ten nacisk i zastraszenie ze strony społeczeństwa dodatkowo zachęci oskarżonych do współpracy z władzą, no bo stwierdzą, że ich sąsiedzi stanowią dla nich teraz większe zagrożenie niż milicjanci. Czesław musiał sobie jakoś inaczej poradzić, więc zaczął lawirować i napisał na przykład list o takiej treści. Obecnie zrozumiałem, że kłamstwo byłoby zgubą mojego życia i dlatego postanowiłem niczego nie ukrywać. Jezusie, Twoje rany mnie pomogą.

Pobicia i spalenia lipów dokonałem razem ja z ojcem, Józefem i Adamem, moim bratem. Ja byłem w masce zrobionej z portek, w tej, którą ukryłem pod jałowcem. Tam był front, rżnęli nożami, krew bryzgała po ścianach. Z uwagi tej, że czuję się zmęczony, dalsze oświadczenie napiszę po odpoczynku. Więzień, Czesław Zakrzewski. W którymś momencie Czesław zeznał coś takiego, co już go całkowicie pogrążało, cytuję. Nie dało się zrobić inaczej. Mietek wyciągając pieniądze z siennika powiedział do niedowidzącej babki, to są zakrzewscy mamu. Musieli my wymordować wszystkich. On się tak dawał podpuszczać tym, którzy go przesłuchiwali, później się orientował, że za dużo powiedział, więc się z tego wycofywał.

Podczas przesłuchania Czesław przyznał się również do zabójstwa Bolesława Hartunga. Broń, z której został zastrzelony młody mężczyzna pasowała do tej, którą znaleziono w obejściu Zakrzewskich. Ze słów Zakrzewskiego, które ten później oczywiście odwołał, Wynikało, że to oni zastrzelili Hartunga, ale zrobili to przez pomyłkę. Tamtej nocy Czesław i Józef Zakrzewscy z twarzami powijanymi szmatami rzeczywiście przeszli bowiem do wioski, w której odbywała się potańcówka, żeby zapolować na kogoś innego, na milicjanta, który kilka miesięcy wcześniej uczestniczył w przeszukaniu ich gospodarstwa, Powód był ten co zwykle, czyli kradzież drewna z lasu. Milicjanci, którym ktoś uprzejmie doniósł, że Zakrzewscy znów się dopuścili. Kradzieży oczywiście odnaleźli bez trudu to kradzione drewno, a następnie dali Józefowi Zakrzewskiemu do podpisania protokół przeszukania.

Józef był analfabetą, także zapoznać się z treścią tego protokołu za bardzo nie mógł. Pisać też nie umiał. No i być może to było powodem, dla którego odmówił jego podpisania. Natomiast milicja się w tamtych czasach oczywiście nie przejmowała specjalnie takimi szczegółami. Józef został zmuszony siłą do tego, żeby jakiś tam znaczek na tym dokumencie zrobić. No i od tamtej pory Józef planował zemstę. Aż na początku czerwca dowiedzieli się, że milicjant, który go tak upokorzył, wybiera się na wiejską zabawę no i uznał, że to będzie znakomita okazja, żeby się zemścić na mężczyźnie. W tym celu on i Czesław zaplanowali tę brawurową akcję, która polegała na tym, że W dziwacznych maskach na twarzy biegali po wsi, zwracając na siebie uwagę każdego, kto ich mijał. Pierwotny plan był taki, że zaczają się na milicjanta przed budynkiem i zastrzelą go, kiedy będzie wychodził, żeby się wysikać czy coś tam innego zrobić.

Gdyby od razu wezwali pomoc, być może Hartung by przeżył, bo kiedy go zostawiali, wciąż jeszcze oddychał, no ale to by oznaczało, że muszą się ujawnić albo przynajmniej wystawić na podejrzenia. A życie ludzkie niewiele dla nich znaczyło, więc nie zamierza jej tak ryzykować. Była jeszcze jedna wersja tej historii, chociaż ja nie wiem, czy ona była prawdziwa, bo można się spotkać z informacjami, że to Hartung na nich doniósł, że to oni kradną drewno z lasu i że właśnie to była zemsta za to. Natomiast z pierwotnych zeznań Zakrzewskiego wynikało raczej, że to była pomyłka, A o donosie to chyba już były jakieś takie późniejsze wyjaśnienia, które sobie ludzie dopowiadali. Czy media dopisywały, nie znając szczegółów zeznania Zakrzewskiego? Najprawdopodobniej Bolesław Hartung zginął przez zupełny przypadek. On mieszkał w Starachowicach, tam pracował jako elektryk, pochodził z rodziny robotniczej.

Nie wydaje mi się, żeby miał okazję do jakichś bliższych kontaktów z Zakrzewskimi i żeby to akurat on miał wiedzieć o tym, że kradli drewno i na nich donosić. On był trochę jakby z innej bajki, także prawdopodobnie te informacje, że zestrzelili go w zemście za donos, nie są prawdziwe. Podczas procesu Zakrzewscy zaprzeczyli jednak swoim wcześniejszym zeznaniom, twierdząc, że z zabójstwem Bolesława Hartunga nie mieli nic wspólnego, a w tej sprawie nie było żadnych innych dowodów, mogących połączyć ich z tą zbrodnią, więc ostatecznie nie uznano ich winnymi zabójstwa Hartunga, chociaż powszechnie uważa się, że to właśnie oni byli sprawcami tego morderstwa. Były za to inne, mniejsze przestępstwa, które zdołano im udowodnić, bo podczas przeszukania ich obejścia odnaleziono różne fanty, które należały do mieszkańców okolicznych wsi, także w akcie oskarżenia pojawiły się również zarzuty dotyczące kradzieży w 1956 roku.

W 1969 roku we wrześniu Pozu ogumionego o wartości 10 tysięcy złotych. Zjedzonych kur i wypitego mleka nie uwzględniono już w akcie oskarżenia, jako że dowody tych zbrodni zostały całkowicie zniszczone. Jeśli chodzi o Józefa Zakrzewskiego, to on w przeciwieństwie do swojego syna za dużo nie mówił albo rzucał jakieś takie głupawe uwagi w stylu co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr i uważał, że to jest wystarczający argument, żeby go nie oskarżyć o zabójstwo. W którymś momencie przyznał się do zabójstwa Rzaczkiewicza i Borowca, a pytany o motyw powiedział

Zakładali kołchozy i dlatego im się należało. Co do Żaczkiewicza, to głównym motywem było to, że był w komisji, która przyszła do Józefa Zakrzewskiego, żeby zarekwirować mu część zwierząt za niezapłacone podatki. Tam raz jest mowa o błuchaju, a raz o tuczniku. Może jedno i drugie im zarekwirowali, nie wiem. No ale ta egzekucja komornicza, w której brał udział, Żaczkiewicz była tym głównym motywem zemsty. Co do oborowca, to chyba podobnie jak w przypadku Lipów, chodziło o pieniądze zebrane na podatek gruntowy. Wiadomo było, że ma w domu dużo gotówki, no i to przede wszystkim ich skusiło. Plus dla nich chyba fakt, że sołtys zbierał pieniądze na jakieś opłaty obowiązkowe, był totalnie niezrozumiały i oni to uznawali za kradzież, za jakąś przemoc wobec nich.

To, że oni są zobowiązani do płacenia czegokolwiek, po prostu im się nie mieściło w głowie. Zarówno Józef, jak i Czesław pytanie o motywy swoich zbrodni powtarzali tylko, bo to był zły człowiek, bo krzywdzili ludzi, bo nie był dobry we wsi i podatki zbierał. A w ogóle to Lipowie ukradli im 4000 zł z kieszeni płaszcza. Jeśli chodzi o przebieg tamtej nocy, kiedy zamordowana została rodzina Lipów, to w aktach zostało to opisane następująco. W dniu 2 listopada około godziny 17.00 oskarżony Czesław Zakrzewski przyjechał do domu ojca, którego chwilowo nie było w mieszkaniu. Oskarżony powiadomił wówczas swego młodszego brata współoskarżonego Józefa Adama Zakrzewskiego, by w dniu tym nie oddalał się od domu, przy czym nie podał żadnego uzasadnienia.

Oskarżony Czesław Zakrzewski przyszedł ponownie do ojca około godziny 22 i wówczas Czesław i Józef Zakrzewscy uzgodnili szczegóły planowanego napadu. Rozważano wtedy także ewentualność dokonania napadu na poporce Staneckiego, ale ostatecznie oskarżeni doszli do wniosku, że Stanecki to dziad i pieniędzy u niego być nie może, wobec czego pozostali przy pierwszym planie obrabowania lipów Którzy jako właściciele 12 hektarów ziemi budujący dom mogli mieć w domu gotówkę niezależnie od pieniędzy społecznych zebranych przez sołtysa Libę na poczet podatku. Po drugiej rozmowie z ojcem oskarżony Czesław Zakrzewski obudził śpiącego brata i powiadomił go o zamierzonym planie obrabowania Lipów

Współoskarżony Józef Adam Zakrzewski nie wyraził zgody na udział w przestępstwie, a nawet usiłował odwieźć od tego zamiaru ojca i starszego brata. Tłumaczył on bratu, że można na utrzymanie rodziny uczciwie zapracować. Perswazję też był oskarżony Czesław Zakrzewski uwagą, że 2000 zł może on uzyskać w ciągu 10 minut. Powiadomiony o powyższym ojciec, począł namawiać młodszego syna do udziału w napadzie, aby go podjudzić. Przypomniał fakt, że w swoim czasie Józef Adam Zakrzewski został pobity przez Władysława Lipę. Pod wpływem presji ze strony ojca i brata, Józef Adam Zakrzewski wyraził w końcu zgodę na współudział w planowanym napadzie. No i co się później działo, to już wiemy.

Założyli maski z pończoch na twarze, weszli na teren gospodarstwa Lipów, wypuścili ze stajni konia, żeby wywabić na zewnątrz kogoś z domowników, żeby otworzył drzwi. No i później zaczęła się rzeź. Proces bandy Zakrzewskich to była taka jakaś tragifarsa. Z jakiegoś powodu władzom PRL zależało wtedy, żeby zrobić z niej proces pokazowy. To się działo na początku dekady gierkowskiej, także nowe osoby doszły do władzy, trochę się zmienił język propagandy, też to było niedługo po tych strajkach i zamieszkach, do których doszło W roku 1970, głównie na Wybrzeżu, więc niewykluczone, że władzy zależało na tym, żeby jasno pokazać, że panują nad sytuacją, żeby podkreślić swoją skuteczność nie tylko w walce ze strajkującymi robotnikami, ale właśnie w dbaniu o bezpieczeństwo obywateli.

Pokazano pierwszych 25 dopasowań — doprecyzuj frazę, aby zawęzić wyniki. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.