Reale
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszego kalafiora zjem we Włoszech, to pewnie… bym uznała, że wypił za dużo prosecco. A jednak. Kalafior, który skradł moje serce. Ravioli z ricottą robione dla każdego z gości. Pierwszy chleb, jaki smakował mi na włoskiej ziemi. I pączki – dosmaczone nutą nostalgii, ale potraktowane z finediningowym sznytem. To wszystko zjecie w Reale Niko Romito – restauracji założonej przez samouka, który choć sam już jest nauczycielem dla wielu, nie ustaje w doskonaleniu swojej wiedzy i technik. W „Pogoni za kolacją” jedziemy do Abruzzo po ucztę dla podniebienia i dla zmysłów.
Dzień dobry, nazywam się Małgosia Minta i ruszamy w pogoni za kolacją. Zaczęło się od kalafiora i w życiu bym nie pomyślała, że przez kalafiora będę chciała jechać setki kilometrów, żeby odwiedzić miejsce, w którym on powstał. Ale wróćmy do warzywa. To była wielka niespodzianka. Po pierwsze, że ten kalafior wydarzył się we Włoszech, bo przecież te wszystkie wspaniałe pieczone główki kalafiorów w Tel Awiwie, te wszystkie smaki Bliskiego Wschodu, prędzej tam bym się spodziewała, że zjem tego najlepszego kalafiora. A jednak, rzecz wydarzyła się we Włoszech, dokładnie na północy Włoch, w Udine, podczas kolacji, której menu opracowywało kilku wybitnych szefów kuchni.
Kolacja miała tytuł Włochy teraz i faktycznie każde zdań było kęsem tego, jak w tej chwili gotuje się we Włoszech. Jednym zdań Niespodziewanym był kalafior. Po prostu kalafior. Jednak to tylko okazało się być aż. Kalafior był przygotowany na wiele różnych sposobów, mimo że w samym daniu nie było właściwie żadnego innego składnika. Jedynie kalafior, który był solony, wędzony, starzony, zmiksowany, podpieczony w piekarniku tak, by miał chrupiącą, złocisto-brązową skórkę. Ten kalafior totalnie mnie rozwalił. Żadne inne danie, żadne kawiory, homary, nic.
Po prostu skromny kalafior. I wiedziałam, że koniecznie chcę odwiedzić restaurację i odwiedzić szefa kuchni, który wpadł na pomysł tego dania. Ta restauracja nazywa się Reale i mieści się w Obródco. Daleko, daleko na południu Włoch. W miejscowości Castel di Sangre, w której żyje niespełna 5500 osób. Jednak właśnie w tej miejscowości znajduje się jedna z najciekawszych, najbardziej pociągających i burzących stereotypy o włoskiej kuchni restauracja. Prowadzi ją Nicoromito. Nicoro Mito nie chciał być kucharzem. Chciał być finansistą.
Jeśli mieliście okazję podróżować przez Włochy i zatrzymywać się, choćby po to, żeby zatankować samochód, na pewno natknęliście się na restauracje z charakterystycznym czerwonym A w logo, które są przydrożnymi, można powiedzieć, współczesnymi zajazdami. Połączeniami zazwyczaj ze sklepikami, delikatesami, w których można wypić naprawdę dobre espresso i zjeść Może już nie tak dobre brioche z kremem albo pączka. I właśnie włoskie pączki, bomboloni, to kolejna obsesja Niko. Tak naprawdę zaczęło się od zlecenia, jakie otrzymał od dużej firmy, w ramach którego miał opracować pączki czy bomboloni, które miałyby się pojawić właśnie w rozsianych po całych Włoszech niewielkich bistrach.
Pokazano wszystkie 4 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszego kalafiora zjem we Włoszech, to pewnie… bym uznała, że wypił za dużo prosecco. A jednak. Kalafior, który skradł moje serce. Ravioli z ricottą robione dla każdego z gości. Pierwszy chleb, jaki smakował mi na włoskiej ziemi. I pączki – dosmaczone nutą nostalgii, ale potraktowane z finediningowym sznytem. To wszystko zjecie w Reale Niko Romito – restauracji założonej przez samouka, który choć sam już jest nauczycielem dla wielu, nie ustaje w doskonaleniu swojej wiedzy i technik. W „Pogoni za kolacją” jedziemy do Abruzzo po ucztę dla podniebienia i dla zmysłów.