Reale
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszego kalafiora zjem we Włoszech, to pewnie… bym uznała, że wypił za dużo prosecco. A jednak. Kalafior, który skradł moje serce. Ravioli z ricottą robione dla każdego z gości. Pierwszy chleb, jaki smakował mi na włoskiej ziemi. I pączki – dosmaczone nutą nostalgii, ale potraktowane z finediningowym sznytem. To wszystko zjecie w Reale Niko Romito – restauracji założonej przez samouka, który choć sam już jest nauczycielem dla wielu, nie ustaje w doskonaleniu swojej wiedzy i technik. W „Pogoni za kolacją” jedziemy do Abruzzo po ucztę dla podniebienia i dla zmysłów.
A tymczasem restauracja staje się jedną z najlepszych we Włoszech. Wtedy los podsuwa Nico i Christianie idealne rozwiązanie. Opuszczony budynek zakonu z XVI wieku, który znajduje się kilkadziesiąt kilometrów dalej, w nieco większej miejscowości Castel di Sangre. Właśnie tam zaczyna się historia reale restauracji, taką jaką znamy ją dzisiaj. Zachęcony dobrymi opiniami, a jednocześnie znając własne zdanie i posiadając niezwykle twardy, bezkompromisowy charakter, Niko zaczyna coraz bardziej upraszczać swoją kuchnię. I dzisiaj jest jej prawdziwym mistrzem.
Jak mówi, kompleksowość smaków to zaleta w kuchni, ale nadmierne skomplikowanie rzeczy To coś, czego należy się pozbyć. To wada. I takie jest właśnie jego jedzenie. W pięknej, niezwykle estetycznej, urządzonej sali, tylko z drewnem i lekko bielonymi ścianami, ozdobionymi pojedynczymi dziełami sztuki ulubionych malarzy Nico, otrzymasz dania na pięknej, białej porcelanie. Bardzo powściągliwej i skromnej, dość klasycznej. Jednak kuchnia, jaką zaprezentuje ci Nico, będzie burzyć wszystkie twoje wyobrażenia. Będzie daleka od maminy włoskiej kuchni rodem z Trattorii, ale będzie też miała niewiele wspólnego ze stereotypami dotyczącymi fine diningu, gdzie podaje się niezwykle złożone dania, gdzie talerze są pokryte kropkami, mazami, jadalnymi pudrami, ziemiami czy piankami.
Nie. Tego u Nico nie ma. U Nico jest składnik. Składnik przygotowany najbardziej perfekcyjnie, jak tylko był w stanie to zrobić. A czasem opracowanie pojedynczych przepisów, do czego się zresztą przyznaje Nico, zabiera mu kilkanaście miesięcy, a nawet lat. Tak bardzo dąży do perfekcji. Co się przed tobą pojawi? Pojawi się choćby delikatna bulionówka z cienkiej, niemalże przyroczystej porcelany wypełniona absolutem. Tak właśnie nazywa Nico. Idealnie klarowny, złocisty w kolorze bulion przygotowany z trzech świętych warzyw włoskiej kuchni. Selera, pietruszki i marchewki.
Te niewielkie pochenki pojawiają się jako główna gwiazda stołu. Bez niczego. Masz się cieszyć każdą kromką, a właściwie każdą ćwiartką niewielkiego, okrągłego bochenka, tak jakby to była największa delicja. Bo w sumie tym właśnie ten chleb jest. A ogrom pracy, jaki włożono w to, by ten przepis był jak najlepszy, a chleb jak najbardziej przypominał Chleb od Nico to właściwie ideał chleba. Smakuje tak, jak wyobrażamy sobie idealny chleb. Czasem nawet jeśli nie mieliśmy dawno możliwości znaleźć go w naszej piekarni, a tym bardziej odwiedzając różne knajpy czy restauracje.
Nico Romito, szef kuchni i twórca restauracji Reale w Castel di Sangro, to szef kuchni Samołóg. Nigdy nie jeździł na żadne staże, a tym bardziej nie chodził do żadnej szkoły gastronomicznej. Tak naprawdę zdobywał swój fach w biegu, prowadząc jednocześnie rodzinną restaurację. Mimo, że od tamtych czasów minęło już wiele, wiele lat, a jego talent oraz efekty ciężkiej pracy było wielokrotnie odznaczane i nagradzane, Niko nie zapomniał swoich początków. Nie zapomniał, jak było mu trudno i nie zapomniał, ile pracy i wysiłku kosztowało znajdywanie odpowiedzi na nurtującego pytania.
Zjesz też świetne frytki czy burgery, ale przede wszystkim zjesz bomboloni. Bomby, jak mówi o nich sam Wniko. Nadziewane idealnym, muślinowym kremem z drobinkami wanilii albo kremem o smaku pistacji, albo wreszcie o smaku czekolady. Każdy pączek zwieńczony jest idealną rozetką puszystego kremu, który zachęca, by czym prędzej wgryźć się w jego wnętrze. A wnętrze jest naprawdę festnadziane i prawdopodobnie są to najlepsze pączki, jakie zjecie we Włoszech. Niezależnie czy jest to kalafior, czy jest to chleb, czy będzie to turbot, czy będzie to po prostu pączek z kremem, Nikoromito dąży do perfekcji. Dąży też do uproszczenia.
Pokazano wszystkie 6 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.
Kliknij, aby znaleźć fragmenty, w których pada.
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszego kalafiora zjem we Włoszech, to pewnie… bym uznała, że wypił za dużo prosecco. A jednak. Kalafior, który skradł moje serce. Ravioli z ricottą robione dla każdego z gości. Pierwszy chleb, jaki smakował mi na włoskiej ziemi. I pączki – dosmaczone nutą nostalgii, ale potraktowane z finediningowym sznytem. To wszystko zjecie w Reale Niko Romito – restauracji założonej przez samouka, który choć sam już jest nauczycielem dla wielu, nie ustaje w doskonaleniu swojej wiedzy i technik. W „Pogoni za kolacją” jedziemy do Abruzzo po ucztę dla podniebienia i dla zmysłów.