Mentionsy Mentionsy
W pogoni za kolacją
W pogoni za kolacją

Reale

18.04.2022 ·19 min 14 s

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że najlepszego kalafiora zjem we Włoszech, to pewnie… bym uznała, że wypił za dużo prosecco. A jednak. Kalafior, który skradł moje serce. Ravioli z ricottą robione dla każdego z gości. Pierwszy chleb, jaki smakował mi na włoskiej ziemi. I pączki – dosmaczone nutą nostalgii, ale potraktowane z finediningowym sznytem. To wszystko zjecie w Reale Niko Romito – restauracji założonej przez samouka, który choć sam już jest nauczycielem dla wielu, nie ustaje w doskonaleniu swojej wiedzy i technik. W „Pogoni za kolacją” jedziemy do Abruzzo po ucztę dla podniebienia i dla zmysłów.

Studiował w Rzymie, jednak gdy był tuż tuż przed swoimi finalnymi egzaminami na uczelni, dowiedział się, że jego ojciec, mieszkający wciąż w Abruzzo, jest poważnie chory. Niko postanowił nie patrzeć się na to, co się dzieje w szkole i wrócić natychmiast do rodzinnej miejscowości. W tej rodzinnej miejscowości jego ojciec od kilkudziesięciu lat prowadził niewielką trattorie. Na początku była to tak naprawdę piekarnia, która słynęła z wybitnych pączków, bomboloni, ale z czasem Antonia przekształcił ją w niewielką rodzinną knajpkę. Niko ląduje z Rzymu w rodzinnym Rivisandoli, niewielkiej miejscowości, w której żyje 450 osób.

Nagle Oni Koromito, tajemniczym szefie kuchni, gotującym gdzieś w Abruzzo, staje się naprawdę głośno, a do restauracji zaczynają przyjeżdżać goście daleko, daleko spoza rodzinnej miejscowości szefa kuchni. Zaczynają pojawiać się wreszcie pierwsi zagraniczni turyści, zaintrygowani informacją o wysoko ocenionej restauracji, która znajduje się tam, gdzie najmniej można by się było jej spodziewać. Niko z czasem zaczyna wypracowywać swój styl gotowania. Wie, że chce gotować bardzo prosto, że chce się skupiać na składniku. Zaczyna tworzyć własny styl. Jednak gdy restauracja staje się niesamowicie popularna, pojawia się pytanie, co właściwie dalej? Bo dalej jesteśmy w malutkiej tratoryi w miejscowości, która ma zaledwie 400 osób.

Jak mówi, kompleksowość smaków to zaleta w kuchni, ale nadmierne skomplikowanie rzeczy To coś, czego należy się pozbyć. To wada. I takie jest właśnie jego jedzenie. W pięknej, niezwykle estetycznej, urządzonej sali, tylko z drewnem i lekko bielonymi ścianami, ozdobionymi pojedynczymi dziełami sztuki ulubionych malarzy Nico, otrzymasz dania na pięknej, białej porcelanie. Bardzo powściągliwej i skromnej, dość klasycznej. Jednak kuchnia, jaką zaprezentuje ci Nico, będzie burzyć wszystkie twoje wyobrażenia. Będzie daleka od maminy włoskiej kuchni rodem z Trattorii, ale będzie też miała niewiele wspólnego ze stereotypami dotyczącymi fine diningu, gdzie podaje się niezwykle złożone dania, gdzie talerze są pokryte kropkami, mazami, jadalnymi pudrami, ziemiami czy piankami.

Pokazano wszystkie 3 dopasowania. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.