Mentionsy Mentionsy
Słuchanocki
Słuchanocki

Dzieci z Bullerbyn. Cz.13

28.01.2026 ·54 min 2 s

Zwykle nie mam pecha z "13", ale jakoś ta część tak opornie wchodziła 😉Tak czy inaczej...TO JUŻ OSTATNIA CZĘŚĆ przygód szóstki dzieciaków z Bullerbyn. Jednym pewnie żal...inni odetchną z ulgą 😉Ostatnie rozdziały to:🔲 "WIŚNIOWA SPÓŁDZIELNIA"🔲 MOŻE ANNA I JA ZOSTANIEMY PIASTUNKAMI DO DZIECI🔲 ŁOWIMY RAKI Miłego słuchania!😊😊😊

Pewnego dnia pastor z wielkiej wsi urządzał wielkie urodzinowe przyjęcie i zaprosił wszystkich z Bullerbyn. Ale oczywiście bez dzieci. Tylko mamę i tatusia i wujka Erika i ciocię Gretę i wujka Nilsa i ciocię Lisę. I dziadziusia też. Ciocia Lisa martwiła się, że nie będzie mogła pojechać ze wszystkimi przez Kerstin. Ktoś musiał przecież zająć się Kerstin. Wtedy Anna i ja powiedziałyśmy, że się nią zaopiekujemy. Chciałyśmy i tak zostać piastunkami do dzieci, gdy będziemy duże, więc trzeba, żebyśmy jak najprędzej zaczęły się wprawiać. – Czy koniecznie musicie wprawiać się na mojej siostrze?

Dziecia Lisa upominała nas bardzo do ostatniej chwili. Potem tatuś i wujek Nils i wujek Erik cmoknęli na konie i odjechali. Ciocia Lisa powiedziała nam, że Kerstin ma być jak najwięcej na powietrzu, bo wtedy jest najgrzeczniejsza. O godzinie 12 miałyśmy jej dać jeść i że jedzenie jest przygotowane do odgrzania. Potem miałyśmy ją położyć spać na parę godzin po obiedzie. – Jak to będzie przyjemnie – powiedziała Anna. – Tak – powiedziałam – mam zamiar zostać piastunką do dzieci, gdy będę duża, na pewno. – Ja też – powiedziała Anna. To wcale nie trudno zajmować się dziećmi. Trzeba tylko zawsze pamiętać, żeby mówić do nich łagodnie i uprzejmie.

Był pobielony, mówię, bo teraz nie był już biały. Kerstin siedziała w kominku i miała w rączce pudełko z pastą do butów. Była z nią cała uczerniona od góry do dołu, tylko gdzieniegdzie wysmarowana była na biało kredą. Miała pastę do butów we włosach i na rękach i na koszulce nocnej, a jej łzy wyglądały zupełnie jak małe czarne murzyńskie łezki. Cały kominek wysmarowany był pastą do butów. Widocznie wujek Nils przy kominku czyścił sobie buty przed wyjazdem na przyjęcie i nie nałożył potem przykrywki na pudełko. – Hej, hej! – powiedziała Kerstin, gdy nas zobaczyła. – Czy napisane było w gazecie, że można bić małe dzieci, czy nie?

Nikomu innemu, prócz nas, którzy mieszkamy w Bullerbyn, nie wolno tam łowić raków i uważam, że tak jest dobrze. Raki wolno jest łowić dopiero w sierpniu. Ten dzień, gdy się to zaczyna, jest niemal tak przyjemny jak gwiazdka, bo tego dnia wolno nam wszystkim dzieciom z Bullerbyn, oprócz Kerstin oczywiście, iść z tatusiem i wujkiem Erikiem i wujkiem Nilsem nad Jezioro Ciche. Wieczorem zakładamy kosze na raki, a potem budujemy sobie szałasy w lesie i śpimy tam całą noc, a potem wstajemy bardzo, bardzo wcześnie następnego ranka i wypróżniamy kosze. Najprzyjemniejsze ze wszystkiego jest to, że możemy całą noc spać w lesie, bo ciche położone jest tak daleko od Bullerbyn, a droga do niego jest tak męcząca, mówi tatuś,

Zanim zdążyłyśmy wymyślić jakąś dobrą odpowiedź, zawołał nas wujek Nils i powiedział, że musimy przyjść pomóc przy łapaniu raków. Kosze na raki są zrobione z siatki i trzeba je co roku naprawiać. Zawsze są w nich tu i tam dziury, a dziur nie może być, bo raki przez nie wyłażą. Usiedliśmy na płycie skalnej nad jeziorkiem, reperowaliśmy koszy sznurkiem i rozmawialiśmy sobie przy tym i bardzo nam było wesoło. Słońce miało już wkrótce schować się i dookoła jeziora było bardzo pięknie i cicho. Oczywiście wtedy, gdy nie rozmawialiśmy. Ciche to piękne jezioro, powiedział tatuś.

Wujek Erik wybierał wodę z obu starych łódek, które zawsze stoją na jeziorze. Było w nich tyle wody! Wujek Nils i tatuś wkładali przynętę do koszy. Gdy wszystko już było gotowe, wyjechaliśmy łodziami na jezioro i zakładaliśmy kosze wzdłuż brzegów. Mamy specjalne miejsca, gdzie zastawiamy kosze co roku. Gdy już objechaliśmy całe jezioro i wszędzie założyliśmy kosze, zaczęło się ściemniać. Wtedy Anna uszczypnęła mnie w ramię i powiedziała. Jest prawie przyjemniej niż na gwiazdkę. Ja też tak uważam, bo gdy zrobiło się ciemno, tatuś rozpalił ognisko na płycie skalnej. Tak jak robi to zawsze. Usiedliśmy wszyscy dokoła, wyjęliśmy tarmosy z ciepłym kakao, piliśmy i jedliśmy kanapki.

Wujek Erik gwizdze tak ślicznie. Może gwizdać jak ptak, jeśli zechce. Pomyślałam sobie, że jeśli naprawdę są w lesie chochliki, to z pewnością dziwią się, dlaczego siedzimy w nocy wokół ogniska i dlaczego wujek Erik nam gwizdze. Wujek Erik i tatuś i wujek Nils opowiadali różne historie. Śmieliśmy się bardzo, bo to były bardzo śmieszne historie. Lasse, Bosse i Olle wzięli swoje latarki kieszonkowe i zeszli w dół nad wodę. Szukali raków. Znaleźli 23 raki, które włożyli do blaszanego pudełka, a Lasse powiedział do Bossego i Ollego. Jeśli dziewczynki będą grzeczne i będą się po ludzku zachowywały, to zaprosimy je na ucztę rakową jutro wieczorem.

Ale słońce świeciło, więc wyszłyśmy z szałasu, zabijając ręce dla rozgrzewki. Wzięłyśmy po kawałku placka i dostałyśmy od tatusia ciepłego kakao. Nad jeziorem leżała mgła, lecz wkrótce znikła. Tatuś, Lasse i ja wsiedliśmy do jednej łodzi, a wujek Eric i wujek Nils, Britta i Anna i Olle do drugiej i powiosłowaliśmy po kosze. Żal mi jest naprawdę wszystkich ludzi, którzy nigdy o godzinie 4 rano nie pływali po jeziorze i nie zbierali koszy na raki. Niemal we wszystkich koszach pełno było raków. Lasse, Bosse i Olle nie boją się brać raków do ręki, lecz ja się boję. Bosse wziął jednego raka i siedział i przyglądał mu się, aż w pewnej chwili wpuścił go z powrotem do jeziora.

Pokazano wszystkie 8 dopasowań. Transkrypcja generowana automatycznie i niesprawdzana ręcznie — może zawierać błędy.